REFLEKSJA I PAMIĘĆ

Refleksja naturalnie kojarzy się z inteligencją i jest podstawowym narzędziem w eseistyce, krytyce literackiej i prozie, ale najważniejszą rolę odgrywa w poezji. Wiersze – jeśli nie są lingwistycznymi eksperymentami – rodzą się z zadumy nad światem, nad zdarzeniami i ludźmi i bywają rodzajem najintensywniejszych refleksji. W takim rozumieniu stają się pamiętnikiem istnienia i przemijania, niezwykłej aktywności intelektualnej i świadectwem nieustannej interakcji człowieka ze światem. Bycie poetą, to świadome, ciągłe pozostawanie w stanie czujności refleksyjnej i chęci odwzorowywania jej w słowie. Rzadko kiedy wiersze powstają w chwili przeżywania jakichś zdarzeń – najczęściej rodzą się w zaciszu, w spokojnej samotni, w której określony nastrój inkantuje kolejne refleksje poetyckie. Zapisane na papierze i ułożone w tom, zaczynają żyć swoim życiem, stając się pamiętnikiem dochodzenia do mądrości i wiedzy, a nade wszystko umiejętności syntetycznej oceny rzeczywistości. W takim rozumieniu poetą staje się ten, kto pojmie, że mieć swoje zdanie/ to prawo a nie przywilej – ten, kto zamieni zdarzenia i słowa w refleksję, kto wydobędzie energię liryczną z przestrzeni, w których zamiast nowych pasiek/ stawia się kolejne groby. Wojciech Kloska nie bez powodu w tytule swojego zbioru wierszy połączył refleksję z pamiętnikiem, od razu wskazując czytelnikowi rewiry swoich penetracji lirycznych, w których myśl i pamięć odgrywają najważniejszą rolę. Warto też zauważyć niezwykłe połączenie intelektualizmu z prostotą, chwil pierwiastkowych z syntezą ogromnych obszarów czasowych, sztuczności egzystencji z jej porażającym bólem. Wszakże współczesne spojrzenie/ czasami robi maślane oczy/ za każdym razem ślepo wierząc/ że to po raz pierwszy/ i że na wieki – wszakże tylko refleksja może połączyć inicjację z eschatologią i tylko poetycka synteza może stanąć do konfrontacji z tym, co wydawało się wieczne, a stało się nagle elementem przeogromnej machiny anihilującej kształty i wymiary.

Każdy nowy dzień zaczyna się dla poety od oszacowania strat i prób poskładania rozrzuconej układanki: resztki twarzy/ zbierasz co rano z poduszki/ i stawiasz przed obliczem lustra/ stroisz kilka min/ rzucasz poważne spojrzenia/ by bez przymrużenia oka/ całość potraktować zimną wodą. To przebudzenie za każdym razem jest rodzajem zmartwychwstania i implikuje kolejne działania rezurekcyjne, codzienne rytuały, mające na celu odtworzenie tego, co do wczoraj było odbiciem w lustrze. Zaletą poezji Wojciecha Kloski jest owo wskazywanie codziennych, powszechnych destrukcji, w których nieświadomie uczestniczymy i na które się zgadzamy. Tylko głęboka zaduma nad sobą i światem odsłania nasze prawdziwe ruchy, gesty, tylko świadomość pamięci zachowuje nienaruszony kształt naszej egzystencji. Tylko pulsująca myśl pozwala zauważyć wymiar tego, co jest naszym udziałem: uwikłany w codzienność/ przyziemnych wyborów/ pochłonięty bez reszty/ sprawami, które nie cierpią zwłoki/ tracisz z oczu odległe cele – tylko refleksja nad sobą samym daje szansę martwiejącemu istnieniu, bo nie ma dobrej odpowiedzi/ są tylko kolejne kroki. Sens leży zatem w podążaniu do przodu i interioryzowaniu tego, co osiągnęliśmy i tego, co straciliśmy. To jakby ciągłe zatrzymywanie się w pędzie, to dokładna analiza świata, na chwilę unieruchomionego, to odtwarzanie zdarzeń w zwolnionym tempie. Poeta otrzymał od losu dar widzenia rzeczywistości w jej licznych odmianach i wracania do zdarzeń centralnych dla jego rozwoju – wracania do porażek, które też miały sens i uczyły, jak podnosić się z kolan. W życiu nie ma prostych rozwiązań, tak jak nie ma ciągłości sukcesów i zysków, doznań euforycznych i chwil depresyjnych, ekstazy i cierpienia. Tylko refleksja pozwala oszacować przewiny czasu i określić miejsce, w którym się znaleźliśmy. Za każdym razem będzie to rodzaj nowej diagnozy i rachunek wystawiony samemu sobie – kwit mający pokrycie w następnych dniach i nocach, w nowych sytuacjach granicznych i ostatecznych zamknięciach księgi zysków i strat, na której widnieje dyrektywa: „Szybciej i jeszcze więcej”.

Świat pędu i zdobywania dóbr nie miałby sensu, gdyby nie więzi międzyludzkie i nagle pojawiająca się miłość. Ona pozwala zlekceważyć ograniczenia i w lot chwyta/ niewypowiedziane pragnienia, pozwala głęboko odetchnąć pośród dusznych przestrzeni. Daje pewność, że rzeczywistość nie jest ułudą i potwierdza to nieustannie w kolejnych kreacjach, w nowych odsłonach jasno oświetlonej sceny życia. A jeśli pojawia się w jakichś biografiach, to znaczy, że możliwa jest unia osobnych bytów i komunia światów równoległych. I nie byłoby jej, gdyby nie trafiła na podatny grunt, gdyby nie zaistniał romantyzm, a refleksja nad losem, nie przekształciłaby się w zadumę liryczną. Dopiero wtedy zaczynamy widzieć to, co zakryte – dopiero wtedy odsłania się ukryty wymiar naszej biografii, dopiero wtedy możliwe jest: pochylenie się z powagą nad sensem życia/ nad smutkiem końca. Żarliwa miłość do kobiety, znajduje znamienne rozszerzenie, gdy przekracza sferę sacrum i odwołuje się do motywów ewangelicznych. Sięgnięcie do czasów i historii Jezusa z Nazaretu jest w tych wierszach rodzajem refleksji nad całym stworzeniem i kosmogoniczną filozofią dziejów. Każdy człowiek wciąż utrwala swój byt w chwili pierwszej, a choć podążą też do sekundy ostatniej, ma sporo czasu by zaistnieć i dać świadectwo swojej wyjątkowości i niepowtarzalności. Pochylając się nad swoim istnieniem, zamyśla się, pisze i tworzy pamiętnik swojego przetrwania, diariusz dochodzenia do świadomości kierunku i celu. Wszakże nie ma istnienia dla samego trwania, za każdym razem pojawia się jakaś dyrektywa i wciąż musimy dążyć do poznania naszej tajemnicy. Poeta szuka jej w zadumie i miłości, w wierze i przekonaniu, że stworzenie miało duchowy wymiar, a odkupienie ludzkich win dokonało się na krzyżu. Wyrazista tutaj jest też dbałość o to, by nie przekroczyć granic pewności siebie, by pozostawić wiele niedomówień, by dać szansę czytelnikowi na stworzenie własnych interpretacji słowa, wersu i strofy. Czytając te liryki zyskujemy pewność, że istnienie jest formą koegzystencji myślących bytów, a czas to dar, którego nie wolno marnować. Tym bardziej, gdy rodzi się w nas przekonanie, że zostaliśmy powołani by potwierdzać świętość ciała i ducha, refleksji i pamięci, wyodrębnionej chwili i całej wieczności.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: