ROZMOWA

Poetka i filolog Danuta Mucha przeprowadziła ze mną rozmowę, która miała ukazać się w jednym z pism akademickich. Z powodu likwidacji tego periodyku, nie doszło do publikacji – wykorzystuję zatem mój dziennik by zamieścić przygotowany do druku zapis.

 

MUCHA: Jest Pan poetą, krytykiem i naukowcem, ale kim czuje się Pan najbardziej?

LEBIODA: Najbardziej cieszę się z tego, że bywam poetą, tworzę stale nowe tomiki, ale bywam też krytykiem, prozaikiem, pisuję teksty naukowe. W swojej praktyce pisarskiej stosuję zasadę zmienności, którą często też dyktuje mi określona sytuacja, zamówienie, prośba ze strony mediów lub zaprzyjaźnionych ludzi pióra. Jestem osobą dość uporządkowaną i mam zwykle plan na najbliższe tygodnie, miesiące, czasem nawet i na lata. Od 1988 roku realizuję na przykład szerokie zamierzenie naukowe, mające na celu kulturowy opis dzieł czterech wielkich polskich romantyków. Opublikowałem już książkę pt. Mickiewicz wyobraźnia i żywioł, gdzie podstawową zasadą porządkującą były pojawiające się w tej twórczości materialne żywioły. Z kolei w przypadku dokonań twórczych Juliusza Słowackiego zastosowałem opis czterech wielkich przestrzeni imaginacyjnych i zarazem odwiecznych mitów w dziejach kultury. Wskazał mi je sam autor Kordiana, ustawiając w jednym ciągu kilka razy słońce, księżyc i gwiazdy. Mit solarny, lunarny i astralny, w naturalny sposób, doprowadził mnie do interpretacji utworów genezyjskich i systemu dociekań pierwotnych tego twórcy. Obecnie piszę książkę o gigantomachiach Zygmunta Krasińskiego, a do dopełnienia całego projektu brakuje mi jeszcze Norwida, którego świadomie zostawiam na koniec. To będzie bardzo trudne przedsięwzięcie badawcze, ale też niezwykle ekscytujące.

To literatura romantyczna, a co z projektami związanymi ze współczesnością?

– Tu przede wszystkim skupiam się na doraźnej krytyce literackiej i publikuję recenzje, szkice, omówienia i interpretacje w wielu periodykach. Te artykuły powoli układają się w książki i dwa tego typu zestawy tekstów już opublikowałem: Przedsionek wieczności. Pośród pisarzy Pomorza, Kujaw i Wielkopolski (1998) oraz Bryłka bursztynu. Literatura – Regiony – Pogranicza (2001). Przygotowuję też monografię o twórczości Czesława Miłosza, o którym zamieściłem wiele tekstów w tomach pokonferencyjnych i w licznych periodykach, przygotowałem też monograficzny numer „Tematu”, poświęcony temu twórcy. Gdyby dane mi było napisać jeszcze książki o Herbercie i Różewiczu, to czułbym się krytykiem spełnionym. Wiele jednak przeszkadza w pracy polskim naukowcom i eseistom, a to przede wszystkim wszechobecna zawiść środowiskowa i kłopoty ze zdobyciem środków na kolejne publikacje. Jakby za mało było miejsca na półkach, jakby publikowane książki były jakimś przestępstwem, czy nadużyciem. Cóż, nikomu nie jest łatwo cokolwiek osiągnąć i wszyscy mają jakby te same możliwości. Ale jednak nie do końca, polska nauka wymaga pewnych usprawnień…

Wspomniał Pan „Temat”, który szybko wpisuje się w krajobraz polskiej humanistyki i przynosi za każdym razem wiele interesujących tekstów…

– To także jeden z moich projektów, który udaje mi się realizować. Chodzi o połączenie nauki o literaturze i filologii z oryginalną twórczością poetycką, prozatorską i eseistyczną. Do tego jeszcze redakcja pragnie przybliżać sprawy związane ze sztuką – tworzoną dzisiaj i tą, która stała się dziedzictwem ludzkości. W „Temacie” publikuje coraz więcej autorów, praktycznie z całej Polski, ale też udostępniliśmy czytelnikom teksty ludzi pióra ze Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Grecji, a nawet z dalekiej Gwatemali. Utrzymamy taki profil pisma, co jakiś czas tworząc numery monograficzne. O jednym z nich wspomniałem już wyżej, ale przygotowujemy też numer o Herbercie i Mickiewiczu, a w dalszych planach o Norwidzie, Singerze i Faulknerze. To jest przede wszystkim pismo, w którym autorzy mogą się spodziewać, że zostaną uczciwie ocenieni, a ich teksty opublikowane bez nadmiernych ingerencji. Recenzujemy proponowane artykuły i staramy się wybierać najlepsze z nich. Pragniemy by był to duży magazyn, który za każdym razem będzie prawdziwą ucztą czytelniczą i wyrazistą propozycją intelektualną. Na samym początku ustaliliśmy w gronie redakcyjnym, że nasze działania opierać będziemy o program pozytywny. Chcemy zatem prezentować to, co wartościowe, mające swoją wagę myślową. Nie znaczy to, że uchylimy się przed tekstami, które wskazywać będą jakieś dewiacje, uchybienia, jakieś poronione twory pisarskie. Wszystko wszakże jest polityką i tutaj też zachowamy odpowiedni umiar – już kilkakrotnie autorzy chcieli załatwić naszym kosztem jakieś porachunki. Tego rodzaju postawy nie znajdą w naszym periodyku jakiegokolwiek odzwierciedlenia w tekstach.

Bywa Pan jurorem licznych konkursów literackich. Jakie kryteria decydują o przyznaniu nagród? Weźmy choćby konkurs na najlepsza książkę poetycką roku, rozstrzygany w Poznaniu….

– To za każdym razem jest jakiś kompromis, bo przecież jurorów bywa kilku. Podczas posiedzenia Jury jest zwykle bardzo gorąca dyskusja, ale też równie często szybko wyłuskujemy najwartościowsze propozycje. Czasem dostajemy ogromne paczki z tekstami, nadesłanymi na konkurs, innym razem mamy do czynienia z wieloma książkami proponowanymi do Nagrody. W Poznaniu za każdym razem jest niezwykła dyskusja i czujemy wagę naszego wyboru. W 2007 roku wskazaliśmy książkę poetycką Edmunda Pietryka, o której mówiłem podczas ogłoszenia werdyktu: Autor otrzymuje nagrodę za bezkompromisową walkę z wszelkimi przejawami literackiej tandety, kunktatorstwa i bylejakości. Wiersze zgromadzone w tomie Zegar czasu  mają przejmujący ton i dotykają spraw ostatecznych. Niewielu poetom udaje się powiedzieć coś wartościowego, głębokiego i odkrywczego o śmierci – tutaj jednak eschatologia łączy się z głęboką liryczną refleksją nad przemijaniem ludzi i rzeczy tego świata. Zegar czasu bohatera tej liryki przyspieszył dramatycznie, przypomniał o odwiecznych prawach i zależnościach. Poeta wsłuchuje się w siebie i wypowiada wiersze scenicznym szeptem, pragnie by słowo brzmiało jak najdelikatniej, jak najsubtelniej, by było piękne i porażające. O odchodzeniu powinno się mówić cicho, mądrze, z wyczuciem rytmu i głębi znaczeń. Te atrybuty lirycznej zadumy znajdziemy w ostatnim zbiorze tego poety, pojawiały się one też we wcześniejszych książkach. Jego umiejętność dopowiadania point do zamkniętych przedziałów życia i nieustająca wiara w potęgę doświadczenia, w magię braterstwa poetyckiego, każą widzieć w tym twórcy kontynuatora takich poetów jak Edward Stachura, Rafał Wojaczek czy Wielkopolanin Wincenty Różański. Ale niewątpliwie na plan pierwszy wysuwa się tutaj oryginalność tych utworów, manifestowana na każdym poziomie poetyckiego odkrywania i maskowania rzeczywistości. To jest piękna poezja, ze wspaniałą filozoficzną perspektywą, w której pojawia się autentyczny, cierpiący ale też i dumnie znoszący cierpienia człowiek. Myślę, że to uzasadnienie wskazuje, z jaką pieczołowitością podchodzimy do kolejnych rozstrzygnięć.

W zeszłym roku był pan po raz trzeci w Stanach Zjednoczonych. Czy była to wyprawa naukowa, jak w 2002 roku, kiedy to przebywał pan jako visiting professor w The State University of New York at Buffalo, czy może tym razem wyjazd miał inny charakter?

– Ja raczej nie rozdzielam elementów mojej aktywności twórczej na składniki pierwsze, staram się kumulować różne zakresy. Tak było właśnie w 2002 roku, kiedy zrealizowałem liczne cele naukowe, a przy okazji miałem wieczór autorski w Fundacji Kościuszkowskiej, spotkałem się z moimi tłumaczami i wydawcami, zebrałem obfite żniwo fotograficzne, przywiozłem wiele książek i periodyków. Tym razem byłem na Florydzie, gdzie cel naukowy był bardzo ważny, a mianowicie spotkanie z jednym ze znakomitych amerykańskich profesorów uniwersyteckich. Możliwość wymiany poglądów i przedyskutowania moich kolejnych projektów z Profesorem, była dla mnie tym razem najważniejsza. To było ekscytujące spotkanie, które może zaowocować licznymi działaniami. Na razie nie chciałbym jednak mówić o szczegółach, bo wszystko jest w trakcie realizacji i dogrywania. Oczywiście wspaniałym przeżyciem było też zetknięcie się z przyjaciółmi i krajobrazem oraz przyrodą Florydy. Poczyniłem wiele obserwacji, które wykorzystam w swoich planach pisarskich czy redaktorskich. Z kolei w Nowym Jorku chciałem przede wszystkim zobaczyć wielką wystawę sztuki nowoczesnej Armory 2008 i udało mi się to zrealizować. Dzięki zaprzyjaźnionym ludziom wziąłem udział w koncertach w Lincoln Center, w wieczorze poezji w Cornelia Cafe, a także spotkałem się z przedstawicielami środowiska literackiego Nowego Jorku i polskiej emigracji, mieszkającymi w tym ogromnym mieście. Także tym razem dokumentowałem mój pobyt, zdobyłem potrzebne mi książki i czasopisma, zrobiłem ponad tysiąc zdjęć, a nade wszystko przemyślałem wiele kwestii, zanotowałem wiele pomysłów. Za każdym razem wyjazd do USA przynosił u mnie bogate żniwo w postaci artykułów, wspomnień, esejów, a także wierszy i opowiadań. Tak się stanie i tym razem, ale oczywiście cel naukowy był tutaj najważniejszy.

Reklamy

%d blogerów lubi to: