ORNITOLOGIA CODZIENNA

Mieszkając w domu jednorodzinnym, w otoczeniu podobnych domostw i ogrodów, mam stale do czynienia z żywą naturą, manifestującą swoje istnienie pośród czterech pór roku. Zwykłe wyjście do sklepu, przemierzenie kilkuset metrów, generuje liczne wrażenia zmysłowe, pozwala obcować z kwiatami i krzewami, mniejszymi lub większymi drzewami, a nade wszystko z wszędobylskimi ptakami. Tak było też i dzisiaj, gdy ruszyłem ulicą w kierunku osiedlowego targu, po drodze mijając obszerną przestrzeń, wolną od zabudowy, pełną krzaków i niskich drzew. Już z daleka usłyszałem chór mazurków i wróbli, ćwierkających na gałęziach, a na wysokich topolach spostrzegłem stada jemiołuszek, wydających charakterystyczne, pojedyncze piśnięcia. Stanąłem przy zgromadzeniu wróbli i długo przypatrywałem się ich cywilizacji. Było ich chyba z dwieście albo trzysta na krzakach trującego ligustru, pośród czarnych lśniących, niejadalnych owoców. Raz po raz zerkałem też na jemiołuszki, zrywające się do lotu i wracające ku szczytom topól i brzóz. Gdy przychodzą mrozy, gdy zaczynają wiać lodowate wiatry, a szron okrywa gałęzie i konary, ptaki instynktownie garną się do siebie, wiedząc, że w grupie mieć będą większe szanse na przetrwanie. Dziesiątki małych oczu szybciej wypatrzą atakującego krogulca (niektóre z tych drapieżników nie odlatują zimą ku cieplejszym krainom), w grupie łatwiej też znajduje się pożywienie i przeczekuje noc w dogodnych miejscach. Takie wyjście z domu, to wiele innych obserwacji ornitologicznych, a to płochliwych grubodziobów, a to śmigłych sikorek, pobrzękujących w niewidzialny talerz perkusyjny mrozu, czy wreszcie mnogich, a powszechnych srok, gawronów, wron, kawek, czasem kosów i drozdów, innym razem barwnych sójek, unoszących się nad blokami wielkich mew, albo par synogarlic, przysiadających na drutach. Niestety wielu ludzi, zatopionych w myślach, podążających ku swoim zajęciom, nie zauważa ptaków w bliskim otoczeniu, znam też takich, którzy je tępią, niszczą gniazda i karmniki. Na szczęście to tylko niewielki promil wspólnoty ludzkiej, z którą obcujemy podczas naszego życia, to tylko biedne, puste byty, nie zdające sobie sprawy z różnorodności istnienia i jego lotności w kształtach ptaków.

Krogulec

Reklamy

PTAKI Z PORCELANY

Ptaki mogą być elementem pasji kolekcjonerskiej – znam ludzi, którzy zbierają znaczki z mieszkańcami przestworzy, filiżanki, nalepki, banknoty, a w ekstremalnych przypadkach, nawet wypchane osobniki. Poznałem też zamożnych kolekcjonerów, którzy w antykwariatach, sklepach ze starociami i w internecie polują na figurki ptaków z porcelany. Ceny wahają się tutaj od kilku euro do kilkuset, a zdarzają się też prawdziwe cuda sztuki z dawnych wieków, za które zapłacić trzeba kilka tysięcy euro. Mam swój skromny zbiór, który w pewnym momencie musiałem zastopować, gdyż zabrakło mi miejsca na półkach, tym bardziej, że eksponowałem je przy książkach, w przestrzeni pomiędzy tomami i oszklonymi drzwiczkami regałów.

PTAKI

W nowym roku będę chodził w takim T-Shircie. Zamówiłem sobie też wiele innych, podobnych gadżetów… Życie bez ptaków? Niemożliwe…

W PAPUGARNI

Choć wolę ptaki podpatrywać w naturze, sporo radości dało mi odwiedzenie bydgoskiej papugarni. Wizyta uświadomiła mi raz jeszcze jak kruchymi i ulotnymi są te barwne ptasie stwory. W naturze ich barwy i odcienie są tysiąckrotnie piękniejsze, a różnorodność jest tak wielka, że wymaga lat studiów, porównań, analiz ornitologicznych. 

 

  

PTAKI EGZOTYCZNE

Sporo ostatnio na moim blogu spraw interwencyjnych, a przecież pojawi się ich jeszcze więcej. Jako przeciwwagę dla moich wiernych czytelników, zarazem z przeprosinami, że muszą uczestniczyć wraz ze mną w typowo polskich spektaklach podłości, absurdu i bzdury, zamieszczam piękne portrety ptaków egzotycznych.

KOLIBRY

Podczas lektury starych numerów mojego ulubionego magazynu „National Geographic”, natknąłem się na wolumin z czerwca 1991 roku, a w nim na artykuł o tajemnicach nawigacji w świecie zwierząt – Secrets of Animal navigation. Lektura tego tekstu zbiegła się z informacjami internetowymi na portalach ornitologicznych, które regularnie śledzę – na jednym z nich znalazłem dwie mapy obrazujące napływanie kolibrów z Ameryki Południowej do Ameryki Północnej. Natychmiast też przypomniałem sobie moje obserwacje tych pięknych ptaków, którym oddawałem się z lubością w okolicach Wielkich Jezior, w Elizabeth nieopodal Nowego Jorku, w Central Parku na Manhattanie i na Florydzie. Prawie przy każdym amerykańskim domu właściciele zawieszają na werandach i w ogrodach plastikowe pojemniki z kolorowym, słodkim sokiem. Kolibry przylatują do tych naczyń, zawisają w powietrzu i wsuwają dzióbki do dziurek, które zwykle znajdują sie u dołu naczynia. Opalizujące skrzydełka poruszają się wtedy tak szybko, że powstaje wrażenie ulotnej tęczy oplatającej ptaka. Poszczególne osobniki, szczególnie młode, są niewielkie i przypominają polskie bąki albo nieco większe owady – fruczaki gołąbki. Można wtedy stać bardzo długo i w zauroczeniu przyglądać się tym fantazyjnym lotnikom, których serca biją z ogromną szybkością, a życie warunkowane jest zdobywaniem ogromnych ilości cukru, przede wszystkim wydobywanego z kielichów kwiatowych. To jeden z najpiękniejszych spektakli natury i cieszę się, że mogłem w nim uczestniczyć kilka razy, będąc świadkiem zdumiewającej ekspansji tych malutkich istot, kolonizujących całą Amerykę Północną, przemieszczających się na ogromnych przestrzeniach i dobywających z siebie wprost niewyobrażalną energię. Pierwsza mapa obrazuje napływ kolibrów z Ameryki Południowej do Północnej w lutym i zaledwie cztery obserwacje na Florydzie, Key West i w Teksasie, a druga dokumentuje ogromny napływ do maja i pojawianie się kolibrów od Labradoru po Nowy Meksyk.

POWRÓT SZPAKÓW

563px-Colourful_starling

Dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłem szpaki, które wróciły z dalekich podróży do ciepłych krajów. Na razie jeszcze wychudzone, ale wciąż niezwykle ruchliwe, szukające pierwszych owadów i okruchów pożywienia innego rodzaju. To prawdziwe potwierdzenie, że wiosna nadchodzi wielkimi krokami i tylko patrzeć jak zaczną przylatywać inne ptaki. Ucieszył mnie widok barwnych istot baraszkujących na trawniku, wzlatujących na gałęzie drzew owocowych i umykających ku innym ogrodom. Zima przełomu 2016 i 2017 roku nieodwołalnie przechodzi do historii i przyznać trzeba, że nie była zbyt dokuczliwa. Zdarzały się mrozy, lodowate wiatry, ale w sumie nie było najgorzej i cieplejsze dni generowały przejaśniania, odsłaniały ogromne przestrzenie błękitu.

PTAKI NA MONETACH

Prawie każda mennica narodowa wyemitowała serię monet z wizerunkami ptaków. Szczególnie efektowne są monety złote i srebrne lustrzanki, z dodatkowo generowanymi barwami. Zbieranie tych świecidełek to bardzo kosztowne hobby, ale też dające wiele satysfakcji. Taka kolekcja może stać się początkiem szerszych zainteresowań ornitologicznych i przyczynić się do zdobycia wiedzy na temat skrzydlatych mieszkańców przestworzy. Oto kilka przykładów, a zacząć można od jednej monety, która przyczyni się do powstania szerszego, intrygującego zbioru numizmatów.

1

2

3

5

6

7

* * *

dsc03645

Wracałem ze sklepu wieczorem i pośród chłodnych szarości, rozmytych deseni czerni, smug matowiejącej bieli, zauważyłem na jednym z rosochatych krzewów kilka niewielkich, okrągławych kształtów. Zatrzymałem się, obszedłem wolno plątaninę łodyg i gałązek i utwierdziłem się w przekonaniu, że mam do czynienia ze sporym stadem sikor ubogich. Pisałem już w moim dzienniku o tych subtelnych ptakach, ale teraz zaciekawiło mnie co innego – jakże wielka samotność tych bytów, które muszą spędzić całą noc pośród podmuchów zimnego wiatru, w głębinach czerni i mrozu. Muszą przetrwać w ekstremalnych warunkach, by przy pierwszych promieniach słońca oderwać się od krzaka i ruszyć na poszukiwanie nasion zdrewniałych chwastów, rozsypanych okruchów pieczywa albo – to prawdziwa uczta dla nich – zawieszonych przez ludzi plasterków słoniny. Na razie siedziały w jednym miejscu, dziwnie nierealne, przypominające średnik, tajemnicze pośród gałęzi, jakby jakiś nieznany demiurg rozrzucił je w przestrzeni, a potem uporządkował w konkretnym miejscu. Ptaki spowalniają w nocy funkcje życiowe, ale ich stałocieplność wymaga solidnej okrywy z piór i swoistego nastroszenia, które wprowadza między puch i lotki dodatkowe pokłady izolującego powietrza. Nie chciałem spłoszyć małych sikor, więc odszedłem powoli i jeszcze z dalszej odległości patrzyłem na nie przez chwilę. Samotność nie zdarza się tylko w świecie ludzkim, pojawia się też pośród zwierząt, ale zawsze powiązana jest z poszukiwaniem bliskości, czy to kochanej osoby, czy osobników z tego samego stada. Zapewne boli tak samo w każdym kształcie, okrytym skórą, sierścią albo kolorowym puchem…

KARDYNAŁ

1

Podczas moich trzech pobytów w Stanach Zjednoczonych wielokrotnie obserwowałem na drzewach kardynały szkarłatne (Cardinalis cardinalis). Te zdumiewające ptaki przyciągają wzrok przede wszystkim z racji barwy upierzenia, u samców jaskrawo czerwonego, a u samic sinego lub beżowego. Latem można je zobaczyć w pojedynkę i takie obserwacje czyniłem w nowojorskim Central Parku, w wielu innych miejscach Manhattanu, w pobliskim Elizabeth, ale zimą zbierają się w duże stada, okupują krzewy przy stawach, nadrzeczne drzewa, przysiadają na dachach domów i na trakcjach elektrycznych. Zobaczyć je można w południowo-wschodniej Kandzie, w środkowych i wschodnich stanach USA, z wyjątkiem Georgii i Florydy, choć w stanach zachodnich natkniemy się na ptaki z odmiany Pyrrhuloxia (Cardinalis sinuatus). Kardynały to stosunkowo niewielkie ptaki o wymiarach 21-23 cm, z często nastroszonym grzebieniem, umiejscowionym w tyle głowy. Z czerwonym ubarwieniem samców kontrastuje smoliście czarny dziób, którym wyłuskuje on nasiona roślin, zrywa owoce krzewów, spija syrop klonowy, a czasem dobywa owady, stanowiące znikomą część jego rocznego menu. Nazwa ptaka ma związek z ubarwieniem szat i nakryć głowy najwyższych kapłanów kościoła rzymskokatolickiego, a w Ameryce dodatkowo określa się je jako „północne” (Northern), wskazując charakterystyczne biotopy. Jest to gatunek zaliczany do ptaków śpiewających, choć przekonałem się wielokrotnie, że odgłosy wydawane przez kardynały bliższe są świstowi drutu, którym dla zabawy kręci nad głową mały chłopiec, niż trelom europejskich mieszkańców przestworzy. Jaskrawe ubarwienie samców, zależne od karotenoidowego pigmentu, pozyskiwanego z pożywienia, ma przywabiać samice, które wydają potomstwo nawet do czterech razy w roku, ale jest też jego przekleństwem, bo ptak łatwy jest do wypatrzenia i staje się łupem takich drapieżników jak krogulec czarnołbisty, dzierzba siwa, dzierzba srokosz, wiewiórka szara, sowa uszata, a nawet niewielki syczoń krzykliwy. Także sporo ptaków, małych zwierząt i węży dobiera się do jajek kardynałów i tylko ogromna płodność pozwala im przetrać i mnożyć się nieustannie – podkreślać ich stałą obecność pośród amerykańskiej roślinności. Moje obserwacje kardynałów były jak święte chwile i czasem potrafiłem przyglądać się im przez wiele minut, póki spłoszone lub znudzone, nie odlatywały ku innym miejscom. Już wtedy byłem przekonany, że w naszym życiu zdarzają się sakralne momenty, niezwykłe doznania, których nie wolno zapomnieć i do których stale trzeba wracać. Takie amerykańskie chwile pozostały głęboko w mojej pamięci i jeśli prawdą jest, że nic we wszechświecie nie ginie, wciąż siedzę gdzieś tam, w okolicach wielkich jezior, w Elizabeth, w Princeton, albo w Nowym Jorku i kontempluję piękno, powab i niezwykłość szkarłatnych kardynałów.

2

3

4

5

6

7

7a

8

9

10

11

« Older entries

%d blogerów lubi to: