PIĘKNO (3)

Pora letnia i rozgwar w ogrodzie nastrajają do przypominania, że na tym świecie żyją wraz z nami piękne ptaki. Ich barwy może są rozkrzyczane, może zbyt jaskrawe, ale przecież pośród ludzi też zdarzają się istoty nieziemsko urodziwe – starczy tylko rozejrzeć się dookoła…

 13174186_497543160437340_8446105195883355723_n

13094241_1593089877671173_3166909324963750232_n

13165898_497543243770665_7354007504957456880_n

13103484_497544163770573_7742885941419570987_n

13094264_502072403317749_8929244096826374977_n

13237876_502791189912537_6441788565110911778_n

13237824_502072629984393_8678422015618107580_n

13240518_502072623317727_3483227906361881076_n

13256288_502789003246089_3842665144476575795_n

13254464_502788873246102_2309794423161701053_n

2adb7e561f9749033b244d438d9d8c70

13102717_497543167104006_4862739089974874389_n

12994363_1589772254669602_5821314713376161474_n

13227208_500540063470983_7730033828225112381_n

PIĘKNO (2)

Bardzo się spodobały najbarwniejsze ptaki świata, które pokazałem niedawno na moim blogu. Zatem dorzucam jeszcze inne dziwne a piękne twory, o których istnieniu niewielu ludzi wie, a czasem i specjaliści bywają zdumieni. Niech cieszą oko i dokumentują piękno świta, w którym żyjemy…

12439362_485498294975160_4947163579596393220_n

12241479_1089925244373107_51312784622284603_n

12804661_1080276168671348_2098642177193837417_n

250058_1087135087985456_3091928639564684696_n

12718049_1078972542135044_2360461290611809573_n

10399631_1084800798218885_9074575131154690200_n

Black-Napped Oriole, Malaysia

10295760_1085523204813311_8783076854311481556_n

10415664_1090346540997644_3398813347981389341_n

Blue-capped Cordon-bleu (Uraeginthus cyanocephalus)

12802746_1077787878920177_8434714723421911608_n

12801417_1080011482031150_7135893113471367909_n

orange-bellied leafbird

Amazonian Royal Flycatcher

Acorn Woodpecker. (Melanerpes formicivorus.)

Muller's Barbet

fork-tailed sunbird (Aethopyga christinae)

Greater Yellownape ( Picus chlorolophus )

12805784_1082714061760892_7546189252920432797_n

12806048_1078341298864835_6641075686149364243_n

12794384_1090333797665585_5414666162924258558_n

The Wire-crested Thorntail 'Discosura popelairii' is a hummingbird which occurs in Colombia, Ecuador and Peru

PIĘKNO

Przy powszechnym zalewie zła, nienawiści, bólu i oszustwa warto spojrzeć na ornitologiczne cuda natury. To także nasz świat, w którym wciąż mamy do czynienia z negatywami i próbami manipulacji naszą świadomością. Czy możliwy jest powrót do takich barw i takiej klarownej czystości, czy możliwe jest uczestnictwo w takim świecie? Jeśli nie w sytuacji ucieczki, jeśli nie w zamknięciu na wyspie, w jakiejś tajni lub samotni, to przynajmniej wirtualnie…

1933848_10154113885398115_9012805583494455018_n 

1917525_477591055765884_7277950250597183282_n

251061_472214532798674_1071156795_n

12795351_473564086168581_636905999819866556_n

12805691_472420039616319_6229211479629567264_n

549516_452124538141007_981748820_n

Gil (Pyrrhula pyrrhula)

nadeslane_103

07sb4091scarlet tanager a11x14

Male Painted Bunting (Passerina ciris)

Beautiful-Birds-beautiful-nature-23812608-774-616

423730_341918085851235_1961021973_n

Birds-image-birds-36098663-900-711

Oriole

10307382_852820431413923_2606241505124287006_n

196310_416728301739666_1337215176_n

African Golden Oriole

The Green-headed Tanager (Tangara seledon)

The Frilled Coquette (Lophornis magnificus)

184432_486648628044846_1807273649_n

551304_562403000457720_300661648_n

Asian Paradise Flycatcher

The Velvet-fronted Nuthatch (Sitta frontalis)

The Black-throated Tit (Aegithalos concinnus)

16134_185125140784_6843054_n

CZYŻYK

Carduelis_spinus_2_(Martin_Mecnarowski)

Erlenzeisig-m

Wczoraj nieoczekiwanie znalazłem się w ptasim raju… Szedłem pieszo z jednego osiedla na drugie i zauważyłem spore ożywienie w świecie skrzydlatych stworzeń. Przyczynił się do tego zapewne nieco cieplejszy i jasny dzień, ale też zbliżająca się wiosna, którą ptaki wyczuwają. Zapewne widzą pękające już pączki na gałązkach i w jakiś sposób odnotowują przybywanie kolejnych podróżników. Podobno na polach obserwuje się już pojedyncze bociany, albo ogromne stada żurawi, tylko patrzeć jak zaczną krążyć nad domami spore oddziały szpaków. Na wschód odlecą gawrony i sporo drozdów, populacje wron syberyjskich, jemiołuszek, gili i jerów, a pojawią się rzadsze polskie ptaki – wilgi, kopciuszki, jaskółki, jeżyki, dudki, kukułki, dzikie gęsi, perkozy i białe czaple. Wędrując kilka kilometrów widziałem sporo kawek (w tym jedną obsypana białymi plamami), srok, połączonych w małe stadka sikorek, jakieś kosy i drozdy, a przy tym wiele mazurków, obsiadających gęste krzewy. W pewnym momencie stanąłem jak wryty, słysząc najpierw wabiące głosy, które Jan Sokołowski określa jako: tetet dije, a potem śpiewy – w interpretacji tego samego ornitologa: czek czyżyk dedije bee. Wysunąłem się zza bloku i zobaczyłem coś, co zaparło mi dech w piersiach – oto na niewielkim drzewie siedziało chyba ze sto zielonkawych ptaszków i co jakiś czas niektóre z nich przelatywały do karmnika, umocowanego przy jednym z balkonów. W pierwszej chwili myślałem, że obserwuję dzwońce, ale szybko zorientowałem się, że są to ptaki mniejsze, samce lekko baryłkowate, a samice wysmukłe. Bez wątpienia były to czyżyki (Carduelis spinus), które gromadzą się zimą w spore stada i odwiedzają zadrzewiania pomiędzy budynkami jednorodzinnymi i blokami na osiedlach. To sekretni mieszkańcy lasów, przebywający latem przede wszystkim w koronach drzew iglastych, a późna jesienią i zimą łączące się w duże grupy, dające większe szanse na przetrwanie. Ta zieloność czyżyków i ich mnogość zachwyciła mnie i stałem jak zaczarowany, a ptaki nic sobie nie robiły z mojej obecności. Niestety nie miałem przy sobie aparatu fotograficznego, którym udokumentowałbym to spotkanie, ale i tak samo obcowanie z tyloma pięknymi skrzydlatymi istotami było interesujące. Ptaki sfruwały do karmnika i wracały na gałązki drzew, a było ich tak dużo, że stały się rodzajem żywych szyszek na gałązkach młodej olchy. W takiej masie jakże wyrazistsze były ich zielonkawe piórka, żółte podbarwienia i ostre dzióbki, którymi potrafią wyłuskać nasiona z ich koszyczków i okrywek. Z ociąganiem ruszyłem dalej, dziwiąc się, że ruch moich rąk i nóg nie zainteresował czyżyków i nie odfrunęły spłoszone, cały czas pałaszując jakiś pokarm, rozsypany w karmniku balkonu na pierwszym piętrze. (Foto: Wikipedia)

Carduelis_spinus_1_tom_(Marek_Szczepanek)

Ogromne zimowe stado czyżyków

Ogromne zimowe stado czyżyków

RUDZIK

Rudzik Foto Wikipedia

Rudzik Foto Wikipedia

Gdy nadchodzą mrozy i szron albo śnieg okrywają wszystko dokoła, wyrazistsze stają się ptaki kontrastowo ubarwione. Może dlatego z łatwością wyłowiłem pośród ośnieżonych gałązek niewielkiej jabłonki pięknego rudzika (Erithacus rubecula), który wraz z mnogimi sikorkami, mazurkami i jedną makolągwą przyfrunął do rozsypanej przeze mnie kaszy. Natychmiast napłynęły wspomnienia obserwacji tego ptaka na cmentarzach ulokowanych na obrzeżu osiedla Błonie, pośród ogrodów dalekiego Drohiczyna, krzewów nad Narwią w Tykocinie i gęstej roślinności w Sromowcach Niżnych, malowniczo usytuowanych w Pieninach. Pierwsza myśl – wszak zimą przylatują do nas rudziki ze Skandynawii – związana też była z niedawną lekturą powieści sensacyjnej norweskiego pisarza Jo Nesbø pt. Czerwone gardło, kupioną za bezcen na jakiejś wyprzedaży w markecie. Tytuł tej wspaniałej narracji nawiązuje do czerwonawego (rudego) podgardla rudzików, a także do metody stosowanej przez okrutnego mordercę – przecinania tętnicy szyjnej. Na początku powieści autor nawiązuje do fragmentu Legend Chrystusowych Selmy Lagerlöf, opublikowanych w 1905 roku, na cztery lata przed przyznaniem jej Nagrody Nobla. Mowa tam jest o małej ptaszynie, która Podleciała i dzióbkiem wyciągnęła jeden cierń, który się wciskał w czoło ukrzyżowanego. Ale przy tym kropla krwi ukrzyżowanego spadła na pierś ptaka. Rozlewała się szybko, barwiąc delikatny puch na piersi. Ukrzyżowany otworzył usta i wyszeptał do ptaka: Dla twego miłosierdzia osiągnęłaś to, do czego dążył cały twój ród od stworzenia świata. Ładne to nawiązanie i w jakiś sposób korespondujące też z tytułem i treścią powieści australijskiej pisarki Colleen McCullough The Thorn Birds, którą swego czasu uważnie studiowałem i przygotowywałem do druku w odcinkach dla bydgoskich „Faktów”. W powieści Nesbø komisarz Harry Hole prowadzi śledztwo w sprawie karabinu snajperskiego Märklin, przemyconego do Norwegii z Republiki Południowej Afryki, a przy okazji zostajemy wprowadzeni do kręgu norweskich neonazistów i dowiadujemy się o haniebnym udziale Norwegów w bitwach niemieckiej armii. Trudno mi było rozstrzygnąć, czy rudzik zaobserwowany w ogrodzie przyleciał ze Skandynawii, czy też należał do rodzimych populacji, krzewiących się na terenie całej Polski, spośród których nieco ptaków nie odlatuje i zostaje w kraju. Zalicza się go do muchołówek, choć przez lata uważano, że należy do rodziny drozdów, na co wpływ mogło mieć podobieństwo do takich choćby ptaków, jak drozd wędrowny (American Robin). Wiele godzin spędziłem w USA na przyglądaniu się rudawo upierzonym drozdom i teraz, podczas kolejnej obserwacji rudzika w ogrodzie, uznać go mogłem jedynie za miniaturkę większego krewnego. Młody rudzik jest brązowo-biały, nakrapiany, trochę podobny do pełzacza ogrodowego, a dorosłe osobniki, czy to samice, czy samce, mają wyraziste ubarwienie, które blaknie z wiekiem. Czarne oczy kontrastują z rudymi piórkami na podgardlu i oliwkowo-szarymi skrzydłami, a wszystko zdaje się tonąć w jasnym puchu reszty upierzenia. Rudziki są subtelnymi śpiewakami i improwizatorami melodii „kradzionych” kosom, piecuszkom, ziębom i drozdom, a skala modyfikacji jest tutaj wyjątkowo bogata. Ptaki te bywają ciekawe ludzi i zdarza się, że towarzyszą im podczas prac w ogrodach – potrafią wtedy zlatywać do poruszonej ziemi i ryć w niej dziobem w poszukiwaniu tłustych larw.

Młody rudzik Foto Wikipedia

Młody rudzik Foto Wikipedia

UROKI STYCZNIA

Foto: Wikipedia

Foto: Wikipedia

Przyglądałem się dzisiaj ptakom, przelatującym z gałęzi na gałąź w pobliskich ogrodach, buszujących pośród krzewów otwartej przestrzeni. Przyroda w styczniu bywa czarująca, szczególnie w chwili, gdy przestaje wiać lodowaty wiatr i czuć, że mróz odpuszcza. Na oblepionych śniegiem gałązkach, na grubszych konarach i pniach, buszują sikorki i mazurki, pojawiają się synogarlice, sroki, czasem błyśnie błękitne lusterko sójki, albo żółty dziób kosa zdradzi jego obecność pośród kolczastej gmatwaniny dzikich róż. Szczególnie jedna sikorka bogatka przykuła moją uwagę, gdyż wyraźnie czekała aż się oddalę. Chowała się za grubym pniem jabłonki i co jakiś czas wychylała się na chwilę, zerkając czy już sobie poszedłem? Schowałem się za krzakiem i tak jak ona co jakiś czas wysuwałem głowę i zerkałem na nią. Myślała, że oddaliłem się i przefrunęła do pobliskiego karmnika, tuż przy płocie ogrodu, gdzie zaczęła dziobać jakieś ziarenka. Wszystko w wyglądzie tego ptaka jest harmonijne – czarna linia na żółtym brzuchu i wydłużony ogonek, a do tego czarny łepek, z wyrazistymi białymi plamami pod oczyma. W takim momencie, okryte wilgotnym pyłkiem śnieżnym, sikory wyglądają zjawiskowo i mogą śmiało konkurować w konkursie piękności z gilami, dzwońcami czy grubodziobami. Jak zwykle podczas obserwacji ornitologicznych naszła mnie refleksja innego rodzaju i przypomniała mi się wczorajsza noc, kiedy to nie mogąc spać, sięgnąłem po książkę Jana Garewicza pt. Schopenhauer. To wybór pism słynnego pesymisty i do tego spory tekst niezwykle fachowego komentarza – nie miałem siły na dłuższą lekturę, więc skupiłem się na odtworzeniu w pamięci biografii filozofa. Z tą różowawą książką obcowałem wielokrotnie i teraz chciałem się finalnie zmęczyć, by nadszedł sen, a przy tym może znaleźć jakąś ciekawostkę, o której zapomniałem. I rzeczywiście – znacząca dla mnie była wzmianka o habilitacji filozofa, w obliczu samego Hegla i sporym kłopocie z akceptacją podczas kolokwium. W jakiś sposób komponowało się to z wiadomościami na temat recepcji i powolnego zdobywania uznania, słabej sprzedaży pism, a potem jednak wybuchu zasłużonej sławy. Patrząc na żwawą sikorkę bogatkę myślałem o tym, że każde istnienie walczy w naszym świecie o ciągłość egzystencji, każdy byt musi potwierdzać swoją żywotność w obliczu chłodu, zagrożeń i nieustającej walki przeciwstawnych sił. Moja najważniejsza walka też już się zaczęła…

MAKOLĄGWA

Samiec makolągwy - Foto Wikipedia

Samiec makolągwy – Foto Wikipedia

W połowie grudnia zeszłego roku obserwowałem przez kilka minut spore stado mazurków, które przysiadało na trawniku, cos tam dziobało zawzięcie, a potem unosiło się jak na komendę, oblepiało świerki i cedry w ogrodzie, przy jednym z bloków. Początkowo zainteresował mnie ruch wahadłowy stada, jakby jakiś przewodnik dawał sygnał i następowała zmiana położenia, ale po chwili moją uwagę przykuł nieco większy ptak, z wyraźnymi białymi lotkami i dłuższym ogonem. Nie od razu zorientowałem się, że była to samica makolągwy (Linaria cannabina), charakterystycznego europejskiego łuszczaka, migrującego czasowo w okresie zimowym, umykającego przed mrozami północy i przesuwającego się na południe, aż do Północnej Afryki i Wysp Kanaryjskich. Samce, w szacie godowej mają czerwone piersi i czoło, brzuch jasny, z bladymi smugami, a na lotkach i sterówkach białe obrzeża. Zaobserwowana samica, do której upodabnia się samiec po okresie godowym, zachowywała się dziwnie, bo spóźniała się ze startem z trawnika, jakby buntowała się na decyzję mazurków. Podobnie czyniła, gdy stado zrywało się z iglaków, dość długo przekrzywiając głowę i wyraźnie skupiając swoją uwagę na mnie. Ptaki te żywią się przede wszystkim nasionami chwastów, nie gardzą też niewielkimi owocami krzewów i drzew, a wiosną i latem chwytają też owady (pająki, komary, muchy, chrząszcze), ale prawdziwie gustują w nasionach konopi. Charakterystyczny, falisty lot pozwala wstępnie oznaczyć duże stada makolągw podczas przelotów na południe, choć zdarza się, że mieszają się one z innymi ziarnojadami, szczególnie z mazurkami, dzwońcami i szczygłami. Decydująca jest tutaj wielkość, nieco zakłamywana przez duży ogon i biel na skrzydłach, a także stroszenie się, szczególnie podczas hałaśliwych gonitw. Rajem dla nich są pełne chwastów nieużytki, miedze i miejsca, gdzie pola łączą się z plątaniną krzewów i mniejszych drzew. Uszczęśliwiło mnie to spotkanie z ruchliwym ptakiem, na przyczepkę latającym z mazurkami, ale jakoś nie zobaczyłem samca, co mogłoby sugerować, że miałem do czynienia z ptasia wdową, szczególnie doświadczoną przez los. Powoli ruszyłem dalej, mając nadzieję, że to tylko chwilowe odłączenie od innych makolągw albo moje przeoczenie samca, który mógł przecież ukryć się między gałązkami iglaków.

Samica - Foto Wikipedia

Samica – Foto Wikipedia

PTAKI W ŻÓŁTYCH RAMACH

Przy okazji pisania o moich młodzieńczych fascynacjach  i studiowaniu periodyków geograficznych raz jeszcze sprawdziłem jaka jest potęga Internetu. Znalazłem stronę, na której umieszczono prawie wszystkie okładki „National Geographic”, a potem – skoro blog jest dziennikiem ornitologa – łatwe było wyodrębnienie najlepszych przedstawień ptaków, pogrupowanie ich i połączenie w poczwórne obrazki i wstawienie tutaj.

1

2

3

4

POTRZOS

Foto Wikipedia

Foto Wikipedia

Miałem jak dotąd dwa niezwykle interesujące spotkania z potrzosami (Emberiza schoeniclus), małymi ptakami, które bardzo przypominają wszędobylskie mazurki. Pierwsze miało miejsce w 1984 roku w Gródku krajeńskim, nieopodal jeziora nad którym pracowałem jako ratownik, odbywając liczne wyprawy piesze, rowerowe, biegając między polami i pływając wpław po akwenie. Za ośrodkiem, nieopodal łąk i upraw stały szwedzkie domki wczasowe, pokryte drewnianymi dachami, mające mnóstwo zakamarków pod powałą, między deskami i framugami okiennymi. Stąd słychać stale było w tych domkach chrobotające myszy, jakieś inne dokuczliwe gryzonie, a pod dachem zagnieździły się potrzosy. Miałem wtedy ze sobą atlas ornitologiczny Jana Sokołowskiego i przyglądałem się długo przylatującym i wylatującym w niebo ptakom, wyodrębniając charakterystyczne cechy, różniące je od mazurków. Szczególnie samce, w szacie godowej, dawały się oznaczyć, a to za sprawą czarnej głowy, białego „wąsa” i czarnego podgardla, choć pręgi na głowach samic też wskazywały na konkretną przynależność gatunkową. Potrzosy ładniej śpiewają od mazurków, które odpowiedzialne są za wszechobecne ćwierkanie w naturze. To właściwie nie jest trel, a raczej powabne jąkanie się, powtarzanie w różnorakich konfiguracjach podobnych tonów. W czasie przelotów ptaki te łączą się w stada i moje drugie, bydgoskie spotkanie, które miało miejsce pod koniec października tego roku, związane było z tego rodzaju jesienną aktywnością tych niewielkich pierzastych stworów. Stałem w centrum miasta, czekając na rozpoczęcie imprezy literackiej, a z racji tego, że miałem jeszcze pół godziny czasu, ruszyłem ku gęstym zaroślom na obrzeżu wielkiego pustego placu, który kiedyś należał do jakiejś firmy budowlanej. Z daleka zobaczyłem i usłyszałem liczne sikorki, im też początkowo poświęcając uwagę, ale po chwili pojawiło się duże stado brązowych ptaków, które początkowo wziąłem za mazurki. Jednak głosy były inne, coś mi przypominające i postanowiłem przybliżyć się ostrożnie do miejsca, w którym siedziały i nerwowo przelatywały między gałęziami bzów i dzikich róż. Gdy znalazłem się na tyle blisko, by wyodrębnić cechy gatunkowe, nie miałem już wątpliwości – to były potrzosy, z racji ocieplenia żerujące jeszcze w Polsce, ale niewątpliwie będące w drodze ku cieplejszym krainom. Nieco wydłużone kształty wyraziście lokowały je pośród rodziny trznadlowatych, a ornitolodzy naliczyli na całym świecie kilkanaście podgatunków, czasem diametralnie różniących się od europejskich rezydentów. Jak u wielu małych ptaków, nieustannie narażonych na ataki drapieżników, zachowanie potrzosów jest bardzo nerwowe, jak sikorki, jak wróble stale zmieniają one lokalizację, przelatują z gałązki na gałązkę, jakby nie mogły zagrzać miejsca na dłużej. Ich krótkie życie pełne jest trudów i opuszczając gniazdo już po jedenastu dniach od wydostania się z jaj (są one dziwnie umaszczone podłużnymi czarnymi plamami, co świetnie je maskuje pośród roślinności), muszą stale być czujne, wciąż reagować na podejrzane ruchy w przyrodzie. Żywią się najczęściej małymi owadami, ale nie pogardzą też nasionami roślin i niewielkimi owocami krzewów. W końcu i jakiś mój nieostrożny gest spłoszył kilkanaście brązowo-czarno-białych ptaków i odprowadziłem je wzrokiem w locie ku dalekim turzycowiskom, kępom suchych wrotyczy, nawłoci i przegorzanów.

PIECUSZEK

Foto - Wikipedia

Foto – Wikipedia

Patrzyłem dzisiaj dość długo na małego ptaszka, buszującego pośród gałązek dzikich róż i mahonii i po jakimś czasie zorientowałem się, że jest to piecuszek (Phylloscopus trochilus), przedstawiciel rodziny świstunek. Przeskakiwał z gałązki na gałązkę, wprawnie omijając kolce, to wzbijając się w górę, to przysiadając na okrytej korą ziemi. W pierwszej chwili myślałem, że to modraszka, ale subtelna sylwetka skłoniła mnie do sięgnięcia po lornetkę i szybko wyodrębniłem gatunkowe cechy charakterystyczne. Jego wyjątkowa ruchliwość mogła być związana z gorączkowym poszukiwaniem ostatniego, jesiennego pożywienia, bo to czas odlotu piecuszków, które towarzyszą nam od kwietnia, a potem podróżują bardzo daleko i zimują na całym obszarze Afryki, na południe od Sahary. Ptak ten uwielbia chaszcze niskich drzew i krzewów, a szczególnie upodobał sobie doliny rzeczne, z obfitymi zaroślami wiklinowymi, brzozowymi i wierzbowymi. Żywi się głównie owadami, ale jesienią myszkuje po ogrodach w poszukiwaniu dojrzałych jagód krzewów, chętnie zalatuje też do karmników i zjada kaszę, kawałki chleba oraz nasiona roślin mącznych. Latem często słyszymy jego wysoki, charakterystyczny głos, pojawiający się w naturze niczym flet w orkiestrze, a zdarza się, że przybiera on ton melancholijny i żałosny, przydający ciepłym dniom niezwykłych muzycznych kontekstów. Obserwowany piecuszek (nazwa od kształtu gniazda przypominającego piec) kilkakrotnie obleciał krzewy na skraju ogrodu, połyskując żółtawym podgardlem, prezentując czerwonawy dziobek i ruszając energicznie ogonkiem, a potem odfrunął ku rozłożystej jabłonce. Myślę, że z łatwością zmieściłby się w dłoni, ale trudno byłoby go utrzymać, gdyż zew afrykańskich dali pewnie już w nim się odezwał i za dwa, trzy tygodnie znajdzie się w krańcowo różnej przestrzeni. Choć świstunki są bardzo do siebie podobne i równie dobrze mogłem przyglądać się wójcikowi zielonemu, świstunce właściwej lub pierwiosnkowi, to intuicja mówi mi, że miałem do czynienia z piecuszkiem.

« Older entries

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 614 obserwujących.

%d bloggers like this: