KULTUROWE DZIEDZICTWO

Jerzy Adalbert Jucewicz jest wybitnym pisarzem, regionalistą i badaczem historii najnowszej, ze szczególnym uwzględnieniem wschodnich kresów i losów sławnych ludzi od romantyzmu do współczesności. W tomie pt. Moje Soplicowo, zgromadził obszerny materiał faktograficzny i niezwykle sprawnie opisał swoje barwne życie. Poczynając od wczesnego dzieciństwa i młodości, a potem wskazując kolejne, centralne zdarzenia, stworzył autor książkę, która będzie czytana z wielkim zainteresowaniem i pasją. Jak opowieść Mickiewicza o Soplicowie, przynosi prawdziwe bogactwo sensualne, mieni się licznymi odcieniami, wchodzi często w obszary polemiczne. To właśnie taki rodzaj pisania, który charakterystyczny jest dla tego pisarza, łączący w sobie wartką narrację, elementy biograficzne, plastyczne opisy miejsc i chwil najjaskrawszych. Tak jak to zostało zaznaczone we wstępie, mamy tutaj do czynienia z narracją wielowarstwową, koherentną na wielu płaszczyznach, stale powracającą do kresów i etosu polskości i nie godzącą się na fałsz, butę i zakłamanie. W świetle opisanych zdarzeń Jucewicz jawi się jako intelektualista, który przeżył dany mu czas nieustannie analizując świat i samego siebie, dając portrety ludzi, których spotykał, prawdziwych braci krwi i ludzkich demonów. Jego narracja nie pozwala oderwać się od poszczególnych faktów, każe czytać to obszerne dzieło jednym haustem, z przekonaniem, że wszystko tutaj jest prawdziwe i pełne prawdy o pięknym człowieczeństwie. Nikt nie może podważać tej metody twórczej, która zakłada obecność podmiotu w każdej chwili i miejscu, a wręcz wzbogaca świat swoim nieustannym, uważnym spojrzeniem. Każdy wyjazd na wschód, każda wyprawa w Polskę, każda obecność poza Bydgoszczą, stawały się dla pisarza rodzajem rozbudowanej struktury, którą zapisywał w swoich notatkach, a potem element po elemencie, odtwarzał  z pisarską swadą w Moim Soplicowie.

Gdyby chcieć krótko określić owo dzieło życia Jerzego Adalberta Jucewicza, należałoby wskazać jedno słowo: wiedza. W każdym rozdziale, niemal na każdej stronicy widać, że autor ogarnia ogrom dziedzin naukowych, od historii, poprzez edytorstwo, filozofię, historię literatury, aż do geografii i topografii, socjologii i ekonomii. To trzeba czytać pod określonym kątem, z ołówkiem w ręku – trzeba wyodrębniać kolejne obszary i układać treści w określone ciągi imaginatywne, kierunki rozwojowe i wsteczne. Oczywiście książka ma rygorystyczną konstrukcję, zwarty przebieg fabularny, logiczną budowę wątków i dużych partii, ale dodatkowo daje szansę znalezienia w niej ukrytych nurtów, przeplatających całość i prowadzących do kolejnych celów. Widać w tym szacunek dla czytelnika, który ma prawo oczekiwać od autora współpracy, a nade wszystko zrozumienia wysiłku, który musi mieć miejsce przy tak obszernej lekturze i musi się ekscytować kolejnymi zaskoczeniami. To jest autentyczne osiągnięcie literatury bydgoskiej, w której nie było dotąd dokumentalisty tak odważnego i uczciwego, a nade wszystko sprawnie władającego piórem i potrafiącego przykuć uwagę czytelnika. Ale jest to także znaczące osiągnięcie w obrębie literatury polskiej, szeroko pojmowanej i ocenianej bez względu na miejsce zamieszkania autora. Wyraźnie ustawia się twórca w szeregu takich eseistów i dokumentalistów Wschodu jak Stanisław Vincenz, Stanisław Cat-Mackiewicz, Jerzy Giedroyć, Witold Hulewicz czy Stanisław Makowski. To jest ten sam sposób podejścia do opisywanych zdarzeń i ludzi, to ta sam nutka szlachetnego smutku i zapatrzenia w głębie przeszłości, ta sama mądra literatura.

Głównym bohaterem tej książki jest czas i jego upływ, a także ludzie, którzy pławią się w jego kaskadach, próbują na chwilę uczepić się skały życia, coś wyartykułować, dać jakiś znak, by potem natychmiast oderwać się od podłoża i polecieć wraz z nurtem w przepaść niebytu. Ale książki takie jak Moje Soplicowo utrwalają w słowie owe momenty zatrzymania, stają się dziennikiem niezwykłej aktywności i lat zastoju, kiedy to systemy polityczne tłamsiły ludzi, a byle urzędnik czy funkcjonariusz doprowadzał ich do rozpaczy. Tutaj autor staje wobec potęg i sił niewyobrażalnych, tutaj stara się wskazać jak ważna była jego egzystencja i ile w jego biografii pojawiało się chwil i gestów symbolicznych. Czytelnik łatwo je wskaże, a zarazem umieści je w określonych przedziałach swojego życia lub czasu, przed przyjściem na świat – na pewno nauczy się rozumienia historii i wiary w wewnętrzną siłę, która popycha jednostki do działania i każe im tworzyć monumentalne kreacje. To jest rodzaj biograficznej historiozofii, w której doszukamy się szerszej wizji istnienia, naszego nagłego pojawiania się we wszechświecie i nieustannej walki z destrukcyjnymi żywiołami. Ale chyba najważniejsze z wszystkiego w tym pisaniu jest utrwalanie przez Jucewicza naszego kulturowego dziedzictwo, jakże romantyczne w swojej naturze i bliskie dyrektywom, którymi kierował się twórca Pana Tadeusza przy pracy nad zachowanie tego, co niegdyś było i stanowiło sens egzystencji kilku pokoleń Polaków. Przyjmując tę metodę i ocalając, to co przepadłoby bezpowrotnie, staje się autor kronikarzem jednego życia i biografii swojej generacji, a poprzez nieustające nawiązania, także ludzi, którzy żyli w poprzednich wiekach. Czyni to ze znawstwem i umiejętnością opowiadania, ale – nie stroniąc od gawędy – potrafi zmierzać ku dyskursowi naukowemu i zaskakiwać erudycją. Wspaniała lektura, niezwykle pojemna przestrzeń literacko-historyczna, wielkie doświadczenie czytelnicze i ludzkie – gorąco polecam tę publikację i zapewniam, że czytelnik się na niej nie zawiedzie.

Reklamy

CZYTANIE DZIEJÓW

Poezja Ryszarda Częstochowskiego ma rodowód kontrkulturowy i najpełniej dotyka sytuacji ludzkich, próbując znaleźć dla nich ten sam, humanistyczny wzorzec. Tak dociera do zakamarków człowieczeństwa i ukazuje zdarzenia, spotkania, gry, które stale mają miejsce w przestrzeni i czasie. To jest wydobywanie w wierszu tego, co często jest pomijane i gubione, a co w refleksji poety przybiera niemal antyczną, tragiczną pozę, staje się chwilą rozciągniętą do wymiarów epoki, momentem centralnym dla jednego losu i dla odwiecznych rytuałów, rozgrywających się od zarania dziejów. Najważniejszym z nich jest samo życie, które pisze scenariusze najprawdziwsze i ustawia na swoich scenach kolejnych Edypów, stale rodzące się Antygony, mordercze lady Makbet, zagubionych w sobie Hamletów i szukające miłosnego spełnienia Ofelie. Poeta dostrzega ciągłość zdarzeń, widzi niezwykłość materii istnienia, zatrzymuje w wierszach kadry, unieruchamia na moment sceny i zapisuje refleksje natury eschatologicznej, dopełniając je treścią własnej ontologii. Jest uważnym obserwatorem tego, co się wydarza, ale też przenosi na poszczególne akcje elementy własnego sumienia, próbuje dociec jakie są pobudki skrajnych działań i co popycha ludzi do ich czynów. To jest zabieg znany w nowoczesnej poezji, spopularyzowany przez twórców amerykańskiego pokolenia beat generation, a w kulturze masowej przez takich pieśniarzy jak Leonard Cohen i Bob Dylan, przez takie twórczynie ballad jak Joan Baez czy Susan Vega. Trudno wszakże klasyfikować tę poezję jedynie jako nową odsłonę utrwalonych wzorców lub rodzaj nawiązania, co czasami czynią krytycy, nie rozumiejący, że tacy poeci jak Częstochowski modyfikują w wierszu światy i nieustannie wskazują momenty nadużyć, tragicznych nieporozumień, teatralnych gestów, które przez nikogo nie są zauważane. To jest istotne novum, choć ton dydaktyczny, schowany został głęboko w materii wiersza, niemal w jego zakamarkach i od czytelnika zależeć będzie czy go dostrzeże. Przy takich tekstach, mieniących się treścią, wiele może być punktów zaczepienia i tyleż samo interpretacji, nie ulega wszakże wątpliwości, że poeta czyta dzieje ludzkie, wyciąga z nich wnioski i subtelnie próbuje moderować ich rozumienie przez innych uczestników tego samego świata, ale jakże różnego w kolejnych odsłonach i metamorfozach.

Częstochowski jest zapalonym podróżnikiem, a jako czynny terapeuta uzależnień ma też stale do czynienia z mroczną stroną ludzkiej egzystencji. To daje niezwykłe efekty w jego poezji, która śledzi przede wszystkim to, co skrywa się w mroku, a jednocześnie niezwykle plastycznie opisuje piękno jaskrawych, dalekich miejsc i zróżnicowanie osobowości, koloryt twarzy i gestów, komicznych i dramatycznych zachowań spotykanych postaci. Podkreślają to fotografie zamieszczone w tomie, wykonane przez samego poetę i jego żonę, wydobywające szczegół, ale też ukazujące w dalekich planach miejsca szczególne, odwiedzane kraje. Ale to nie jest tylko diariusz podróży, bo autor za każdym razem przywozi z nich obserwacje gorzkie, treści skłaniające do zadumy – tutaj rozpacz graniczy z brudem, a zachowania ludzkie niczym nie różnią się tych, z którymi ma codziennie do czynienia terapeuta. Czyni to z wierszy rodzaj niezwykle pojemnych miniatur, w których zawarty został prawdziwy obraz i ogrom problemów naszego świata. Takie spojrzenie na ukos, taka transcendencja w obliczu nieustannego zamykania się wymiarów, więcej mówią o człowieku od uczonych rozpraw, a kolejne portrety zdumiewają wyrazistością i pełnią wyrazu. Autor świadomie skompilował w tomie wiersze starsze i najnowsze, ukazując ciągłość swojej metody poetyckiej i swoje nieustanne drżenie, powolne spalanie się w ogniu lat. Dzięki temu widzimy go w różnych miejscach Europy i świata, wsłuchujemy się w liryczny szept w przeciwstawnych przestrzeniach, pośród jakże różnych ludzi. To jest poważna próba dla poety i Częstochowski wychodzi z niej obronną ręką, dokumentuje rozwój talentu i ciągłość tego, co zainicjował w latach osiemdziesiątych poprzedniego wieku. Jego opowieść ma kilka warstw, spośród których najważniejsza jest ta najgłębsza, dotykająca samej istoty człowieczeństwa, zakłamywanego i udawanego, maskowanego sprytnie ustawianymi lustrami. Tutaj widzimy człowieka takim, jakim on jest, po odrzuceniu masek i komicznych strojów, w głębokiej samotności i poczuciu przegrania, w chwili pierwszej i ostatniej.

Ważnym elementem prezentowanego tutaj tomu są też dwa niewielkie dramaty, które uzupełniają treść poetycką, a zarazem są integralnymi tekstami, żyjącymi swoim rytmem i dotykającymi spraw równie ważkich, co poezja. To opowieści o terapeutach uzależnień, ich dość skomplikowanym świecie, a także o miłości nacechowanej tragizmem i absurdalną, przedwieczną grozą. Pojawiający się w nich ludzie nie są w stanie przeciwstawić się naporowi czasu i obciążeniom jakie wynieśli z domów rodzinnych, z grup koleżeńskich, a wreszcie z toksycznych związków interpersonalnych. Częstochowski odważnie i z wielką pasją ukazuje patologie pojawiające się w środowiskach powszechnie uważanych za szlachetne i nobliwe. Znając życie od podszewki, nie waha się ukazywać księdza, który korzysta z usług prostytutki, płatnej miłości lesbijskiej i związku seksualnego brata z siostrą. Ukazywane zachowania najczęściej prowadzą do niewyobrażalnego wręcz skomplikowania sytuacji i bezsensownej, niczym nieumotywowanej tragedii. Ksiądz-erotoman ginie w wypadku samochodowym z psychoterapeutami, a brat współżyjący ze siostrą, zabija ją, dopiero w więzieniu dowiadując się, że nie była jego biologiczną krewną. Nad absurdalnymi zachowaniami, gestami i wypowiedziami unosi się opar ludzkiego tragizmu, który zawsze pojawia się w chwili ostatecznego rozwiązania, w sytuacji udręczenia i egzystencjalnej męki. Postaci kreowane przez autora są żywe i wyraziste, ale noszą w sobie skazę śmierci i przegrania, przez chwilę czują się bezkarne w swoich działaniach i nadużyciach systemowych, by koniec końców stracić wszystko, odejść ze świata w najmniej spodziewanym momencie, albo trafić do więzienia lub jakiejś innej pułapki bez wyjścia. Żyjąc mocno, myślą, że są nietykalni, obdarzeni nieograniczonym kredytem dni i nocy, ale – jak w greckiej tragedii – nagle stają wobec grozy sił niewyobrażalnych, gubią się w swoich wyborach i dostrzegają absurd egzystencji nie w porę. Ich światy okazują się tylko papierowe, wzmacniane przez używki i reinkarnowane pieniędzmi, nie mogące przeciwstawić się sile żywiołów, tak samo bezsensowne jak ich śmierć. Nowa książka Ryszarda Częstochowskiego jest silna poezją i dramatem, prezentuje ogromne możliwości twórcze autora, ale też staje się gorzkim memento dla naszych czasów, dla ludzkiej pogoni za pieniądzem, mocnym doznaniem i chwilowym szczęściem. Sic transit gloria mundi… i tak człowiek przemija, odchodzi ku nieistnieniu i zamkniętej w przedziały historii.

____________

Ryszard Częstochowski, Młode i stare, Biblioteka „Tematu”, Bydgoszcz 2012, s. 130.   Sprzedaż książek – kontakt: czestochowski@hoga.pl

MIĘDZYNARODOWE SYMPOZJUM WIERSZA

12 listopada odbyło się w Galerii Wspólnej w Bydgoszczy Pierwsze Międzynarodowe Sympozjum Wiersza, zorganizowane przez Uniwersytet Kazimierza Wielkiego, Urząd Miasta Bydgoszczy, Miejskie Centrum Kultury i Związek Literatów Polskich. Na to niskobudżetowe spotkanie licznie przybyli literaci, artyści, studenci i uczniowie szkół średnich, żywo reagując na prezentowane treści. Podczas sympozjum wystąpili: Zhao Zhifang (Chiny), Lam Quang My (Wietnam), Danuta Mucha (Uniwersytet Jana Kochanowskiego),Ks. Jan Pomin (UMK) Jerzy Adalbert Jucewicz (Bydgoszcz), Dariusz Tomasz Lebioda (UKW). Sympozjum Wiersza stało się platformą dyskusyjną dla odmiennych poetyk i sposobów artykułowania języka poetyckiego. Impreza będzie się rozrastać i swoim zasięgiem zacznie promieniować na coraz więcej krajów. Zaproszeni poeci zaprezentowali swoje wiersze i przedstawili interpretacje, które stały się podstawą do dyskusji. Było to bezprecedensowe spotkanie kultur, dalekich i kontrastowych, mających dla polskich uczestników spotkania, walor egzotyki i intelektualnej przygody. Ważnym elementem była też konfrontacja lokalnych twórców z zagranicznymi gośćmi, a wagę imprezy podniosły wręczone nagrody i Medale. Jako pierwsza głos zabrała dr Danuta Mucha, która przeczytała wiersz o jej domu z marzeń i podzieliła się ze słuchaczami informacjami na temat nagrodzonego tomu wierszy, z którego utwór pochodzi. Następnie wystąpiła poetka  z Chin Zhao Zhifang, która zaprezentowała szeroką interpretację liryku pt. Dzieci, w którym starała się ukazać ów dramatyczny moment, gdy maleństwa pojawiające się w świecie i gotowe by pełnić jakąś rolę w strukturze społecznej, znikają zabierane przez choroby, stają się ofiarami wypadków lub ludzkiej bezduszności. Z kolei Lam Quang My z Wietnamu czytał i śpiewał po wietnamsku wiersze, w które były rodzajem poetyckiego wyznania wiary i miały w sobie niezwykłą subtelność, jakby zostały stworzone tak samo jak dalekowschodni artyści malowali obrazy na jedwabiu lub bibułce ryżowej. Następnym prelegentem był ks. Jan Pomin z bydgosko-toruńskiego Oddziału ZLP, który przeczytał wiersz z cyklu o bohaterze imieniem Antonio i określił jego poetyckie powinowactwa z innymi kreacjami osobowymi w poezji polskiej. Ciekawym elementem spotkania było też przedstawienie przekładu wiersza rosyjskiego poety Mikołaja Michajłowicza Jazykowa przez Jerzego Adalberta Jucewicza, który właśnie opublikował nową książkę i umieścił w niej tekst tego autora o ojczyźnie. Spotkanie prowadził Dariusz T. Lebioda, który też na koniec przeczytał swój wiersz pt. Kamienie z Central Parku, symbolicznie zamykając spotkanie nawiązaniem do jednej podróży. Sympozjum wniosło sporo egzotyki do Bydgoszczy, a wystąpienia gości z dalekiego Wschodu udowodniły, że twórcy z tamtego kręgu kulturowego są znakomicie zorientowali w tym, co dzieje się w poezji światowej, czytają wielu autorów i potrafią ich właściwie oceniać, tworząc sprawiedliwą hierarchię i prezentując czytelnikom w swoich krajach liczne przekłady. Niżej prezentuję wiersz Zhao Zhifang pt. Dzieci w trzech językach i przetłumaczony z języka angielskiego tekst jej wystąpienia.

         

 他们消失了,转眼

无踪。海浪涌动,卷走的时间

一个个打着卷的涡旋,卷发柔软,

笑容明亮。

 明亮的他们消失了,成片成片。此前

他们是星星,在地球上黯淡的反光

Cherubim,借用了灵魂最初的模样

反光双翼的量子波长

但星星们离地球太远

反光震荡

 打着卷的时间,柔软的天使

反光消失了,消失得太快。

CHILDREN

 They disappeared, swiftly

missing the trace. Coiling waves, whirled-away time

each and every spinning vortex, soft head curls,

bright smiles.

Acres and acres vanished, they of brightness. Before

they were dim reflections of stars on the earth.

Cherubim, borrowed the initial appearance of the soul,

the quantum fluctuations of their light-reflecting wings

reflection fluctuates

 Coils and coils whirled-away time, soft angels,

the reflections of stars disappeared, so swift.

        Trans. by poet and Xuan Yuan

DZIECI

Zniknęły
szybko gubiąc ślad. Zakrzywione fale rozkołysały
w czasie snujące się wiry, miękkie loki
jasne uśmiechy.

Zniknęły pokłady ich jasności. Wcześniej były
na ziemi słabym odbiciem gwiazd.
Cherubini użyczyli pierwszych kształtów ich duszom,
kwantowych fluktuacji ich jasno lśniącym
skrzydłom drżącym odbiciom.

Kręgi i zwoje zawirowały w czasie, ulotne anioły,
odbicia gwiazd zniknęły, tak szybko.

Z języka angielskiego przeł. Dariusz T. Lebioda

Zhao Zhifang

WCIELANIE
UNIWERSALNEJ NIEWINNOŚCI

Klucz do zrozumienia współczesnej poezji leży w samym procesie tworzenia. Nowoczesny wiersz konstruuje przede wszystkim obraz; wyobraźniowa cząstka słów, silniej niż znaczeniowa; wyłania się w momencie powstawania. Słowo staje się nośnikiem niejasnych obrazów z pamięci, multiplikujących się wielowymiarowych znaczeń, własnej logiki metaforycznej, popychanej przez emocje podczas procesu tworzenia, by w rezultacie dać  w i e r s z.  Takie słowo, jak „pierwotny wyraz” u Brunona Schulza, staje się połyskującą aurą, orbitującą wokół znaczeń, tworząc wielką całość, rozpoznawalną w każdym miejscu świata. Wszystkie słowa w tym wierszu wzięły się z bliskości dwóch znaczeń: dzieci i znikania, z dążenia do wskazania wszelkich możliwych połączeń metaforycznych. Tworząc ten utwór starałam się ucieleśnić jakże uniwersalną dziecięcą niewinność. Wieczne dziecko wyłaniające się z oddechu oceanu, świetliste jak gwiazdy, a potem, po zniknięciu, będące tylko żałobnym słowem, cząstką hymnu lub elegii, samą istotą tragicznie idyllicznej sceny. Owo określenie „znikać” przydaje energii i współtworzy to, czym jest „uniwersalna niewinność”, bo to o niej jest te dwanaście wersów krótkiego wiersza, będącego też rodzajem elegii.

Najpierw mamy w utworze do czynienia ze znikaniem, podczas gdy „dzieci” są  „wszechobecne”. Ich brak powoduje skurcz serca, wijący się i wirujący w czasie, a jego upływ jest jak bieg wody, pojawiający się nagle w ludzkiej świadomości i wchodzący w związki semantyczne. Wirujący czas generuje obraz oceanicznego wiru i dramat dzieci ma w sobie ów głęboko pierwiastkowy obraz. To, co poeci chcieliby wyrazić bywa tajemnicą i często czekamy długo by rozjaśniły się poszczególne partie wielkich poematów. Gdy w mojej świadomości lśni ocean, to jest on tylko pojęciem, które spowodowało, że  pierwszy fragment sześciowersowy przerodził się w dwunastowersowy wiersz. A trwało to ponad pół roku. U podłoża wiersza pt.  Dzieci leży spieniony wir i określenie „loki na głowie”, bo każdy przecież pamięta to, co czuł dotykając miękkich loków niemowląt, natychmiast wywołujących uśmiech na ludzkiej twarzy. Tak więc w poezji  rzeczywistość jest cieniem słowa, a nie słowo jest cieniem rzeczywistości. Tak jak pewna znana chińska poetka mam żal, że poezja bywa zbyt jednoznaczna i, na przykład,  mongoloidalność w liryce mojego kraju, akcentowana jest jedynie przez wskazanie prostych, czarnych włosów!  A taki wiersz, jak ten, może powstać tylko w kręgach powiązanym z religią, znających wagę przywołań „anielskich dzieci” – cherubinów. I nie ma tu charakterystycznego chińskiego kontekstu – choć Chiny deklarują ateizm, krzewi się w nich panteizm. Na szczęście postaci cherubinów są uniwersalne, bo poprzez lata ludzie zgromadzili ogromne biblioteki, w których studiuje się dzieła z całego świata. I nie ma znaczenia, czy urodziło się w Polsce, czy w Chinach, energia poetycka powinna pochodzić z różnych zasobów, jeśli tylko znajdzie miejsce i środki by tworzyć potężne wiersze.  Ten utwór jest unikalny w moim dorobku, bo zawiera określenia z języka angielskiego. Chińskie znaki nie są zgodne z literami alfabetu, a raczej przywołują dźwięki i obrazują słowa, trudno jest więc oddać w takim tekście znaczenie: cherubin.

Ból spowodowany przez „zniknięcie” stale wraca, co głęboko mnie zasmuca. Przecież zniknęły pokłady ich jasności. Dlaczego? Bo istnienie ma charakter falowy. Uniwersalna dziecinna niewinność jest w każdym z nas, w każdej chwili. Gdy ona znika, cały świat zapada w mrok i pojawia się pytanie czy jeszcze kiedykolwiek zobaczymy tę jasność, połyskującą jak gwiazdy? One będą świecić na niebie jak odwieczne światła, bo prawdziwie nie umieramy i nasza materia pozostaje pośród kosmosu. Artysta nie może jednak zbytnio fantazjować i utożsamiać wszystkiego w prosty sposób z gwiazdami. Może tworzyć asocjacje, korzystając ze swoich zmysłów, musi pozwalać wnikać do wierszy ogromom mocy mitycznej. Poeta może jedynie wskazywać miejsca przecięcia różnych sfer i mądrze tworzyć nowy mit. To przypomina wizje senne, pośród których światła prawdziwych gwiazd są jak ich odbicia na ziemi. Refleksja staje się najważniejsza i wnosi do wiersza pustkę oraz tajemniczość. Czytelnik może wtedy zaangażować wszystkie zmysły, bo tajemniczość przydaje magii, odsyła wyobraźnię ku kształtom cherubinów. Tak niemowlęta stają się aniołami, „uniwersalną niewinnością”, w postaci cheruba. Czy najczystsze uczucia, czy myśli o duszy i głębokiej miłości muszą kojarzyć się z takimi aniołami? Czy czułość i lęk o kruchość musi kojarzyć się z dzieckiem? Twórca pierwszego wizerunku cherubina musiał żyć w spokojnych czasach, z dala od grzmiących przepowiedni starożytnych proroków. Ale przecież w wizji aniołków jest też coś przerażającego, będącego wspomnieniem cielesnego życia, wirów pośmiertnych, poświaty i kwantowych fluktuacji, zniknięcia i szybkiego zatarcia śladu. Poeci są urodzonymi gnostykami, albo przynajmniej terminują u nich. Ledwie pamiętam archetyp anioła, ale przenika do mojej świadomości pneuma (πνεῦμα), tchnienie ich rzeczywistości. I nie ma znaczenia w tym momencie kształt nowoczesnej poezji, bo misją poety jest być stoickim strażnikiem pradawnych wspomnień, wcielania i uwieczniania ich – to właśnie pozwala stworzyć niepowtarzalny wiersz. Perfekcja jest niezbędna w prawdziwym liryku, który ma być elegijny, ale ma też – co wskazuje Derek Walcott – rejestrować jakiś fenomen socjologiczny. Tylko poeci żyjący prawdziwym życiem zdolni są przywrócić w wierszu „uniwersalną całość”. Nie ma innej drogi…

Z języka angielskiego przeł. Dariusz T. Lebioda

ZHAO ZHIFANG

Poetka, naukowiec, tłumaczka, wydawca, autorka dwóch książek – zbioru wierszy pt. Biała wrona (2005) i prozy oraz liryków pt. Poszukiwaczka  złota (2005). Wydawca i moderatorka rozmów chińsko-japońskich – Dotykając, łącząc i dzieląc. Nowoczesne chińsko-japońskie dialogi (2010) – będących owocem wymiany międzynarodowej. Opublikowała ponad trzydzieści artykułów naukowych w liczących się chińskich czasopismach: Contemporary Foreign Literature, Foreign Literatures Quarterly, Foreign Literature Bi-Monthly, Theoretical Studies In Literature and Art. Z języka angielskiego przełożyła na chiński wiersze  Rona Padgetta (USA), Brendy Hillman (USA), Tima Lilburna (Kanada), Williama Neila Herberta (Szkocja), Murraya Edmonda (Nowa Zelandia), Amjada Nassera (Jordania). Współorganizowała w Pekinie spotkania pisarzy świata w ramach Pamirskiej Akademii Kultur i Sztuk. Jej główne prace translatorskie skupiają się teraz na dorobku Harta Crane’a, Teda Hughesa,  Tomaža Šalamuna i Roberta Minhinnica. Pracuje jako wydawca w Poetry Periodical, najważniejszym piśmie Stowarzyszenia Pisarzy Chińskich. Jest także wydawcą prestiżowej serii przekładów Contemporary International Poetry. Mieszka i pracuje w Pekinie.

LAM QUANG MY (Nguyen Dinh Dung)

Urodził się w Wietnamie. Ukończył Elektronikę na Politechnice Gdańskiej. Po powrocie do kraju, pracował w Centrum Badań Nauki i Technologii w Hanoi. Do Polski przyjechał w 1989 r. Jest doktorem nauk fizycznych i pracował w Instytucie Fizyki Polskiej Akademii Nauk. Pisze wiersze w języku ojczystym i polskim, przekłada literaturę polską na język wietnamski oraz wietnamską na język polski. Aktywnie uczestniczy w polskim życiu literackim, biorąc udział  m.in. w: Warszawskiej Jesieni Poezji, Światowych Dniach Poezji UNESCO, Międzynarodowym Listopadzie Poetyckim w Poznaniu, Krynickej Jesieni Poezji, Międzynarodowej Jesieni Literackiej Podgórza, Produkcji teatralnej „I Miasto przemówiło”(And the City spoke) w Anglii, Polsce i Italii, Międzynarodowym Festiwalu Wiosny Poezji w Wilnie (Litwa), oraz Międzynarodowym Festiwalu „Poeci bez Granic” w Polanicy. Publikował w polskich pismach literackich: „Poezja dzisiaj”, „Literacka Polska”, „Temat”, „Enigma”, „Złote myśli”, „Warsaw Tales” (New Europe Writers Ink), „Znad Wilii” itp…  oraz w wielu czasopismach, gazetach, stronach internetowych, antologiach poetyckich polskich i zagranicznych. W roku 2004 opublikował dwa tomy poezji: „Echo” (Polska Oficyna Wydawnicza) i „Doi” (Oczekiwanie) (Wydawnictwo „Kultury i Informacji” w Hanoi). Jego wiersze były tłumaczone na język czeski i tam publikował tomik pod tytułem „Zabłąkana pieśń” (2008). Tłumaczył na język polski (z Pawłem Kubiakiem) i wydał Antologię Poezji Wietnamskiej od XI w. do XIX w. (Wydawnictwo IBIS Warszawa 2010 r.) Jest Honorowym Obywatelem Gminy Krasne, w Ziemi Zygmunta Krasińskiego i Laureatem wielu nagród m.in. Światowych Dni Poezji UNESCO 2006 oraz członkiem Związku Literatów Wietnamskich i Związku Literatów Polskich.

DANUTA MUCHA 

Polska poetka, naukowiec, krytyk literacki i animatorka kultury. Studiowała filologię rosyjską w Uniwersytecie Festiwal Poezji „Listopad Poetycki”, Nagroda Pracy Organicznej im. Marii Konopnickiej. w Łodzi, w którym potem  pracowała w latach 1980–1983. W kilku krajach opublikowała ponad trzydzieści cztery książki poetyckie, eseistyczne i naukowe. Przetłumaczyła na język hiszpański zbiory wierszy polskich poetów, opublikowane w Hiszpanii i Gwatemali. W 2005 roku uzyskała tytuł doktora nauk humanistycznych w Uniwersytecie Opolskim. Redaktorka periodyku naukowego „Studia Słowianoznawcze”, a także członkini redakcji wielu polskich periodyków literackich. Wykłady wygłaszała na uniwersytetach i w instytucja naukowych w Paryżu, w Brukseli i w Moskwie. Członkini licznych towarzystw naukowych i stowarzyszeń literackich. Pracuje w Uniwersytecie Jana Kochanowskiego w  Piotrkowie Trybunalskim, gdzie mieszka z rodziną. Laureatka wielu nagród literackich m.in. .Nagrody literackiej im. Ryszarda Milczewskiego-Bruna, głównego wyróżnienia na Najlepszą Książkę Poetycką Roku 2011. XXXIV Międzynarodowego Listopada Poetyckiego oraz Nagrody Pracy Organicznej im. Marii Konopnickiej.

KS. JAN POMIN

Jest doktorem nauk teologicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tytuł naukowy uzyskał na Wydziale Teologicznym, w Zakładzie Nowożytnej Historii Kościoła. Pracuje w Wierzchucinie Królewskim w Diecezji Bydgoskiej. Wydał następujące tomy poetyckie: Solidarność (poemat) – 1990, Na granicy – 1993, Z innej ziemi – 1994, Głosy światła – 1995, Drzwi – 1996, Wyspa czasu – 1997, Studium podmiotu – 1998, Cienie hamady – 1999, Jantor – 2000, Nowy Jupiter i inne dramaty – 2001, Labirynt wyobraźni – 2003, Imperium kamienia – 2005, Krzyk ziemi – 2006. Zajmuje się ponadto problematyką sacrum w literaturze oraz mitami, głównie greckimi.

%d blogerów lubi to: