WIOSNA

Poszedłem z córką do pobliskiego lasu popatrzeć na pierwsze znaki wiosny. Dzień był słoneczny, ciepły i niebo przybrało błękitny kolor. Gałązki wielu drzew i krzewów puszczają pierwsze pąki, w błyskawicznym tempie rozwijają się liście. Kocham tę świeżą zieleń i często przystaję by delikatnie muskać jedwabiste, lśniące kawałeczki roślin. Przyglądam się nowym wyrostkom na gałęziach młodych sosen, cieszy moje oczy jasnobrązowa kora grubszych pni. Na czubku dużej choinki przysiadł drozd i głośno obwieszcza swoją obecność. Daje się podejść dość blisko i stale wzywa swoją towarzyszkę, która odpowiada mu z gęstwiny brzóz i małych dębów. Dalej, w nieco wyższym lesie, zauważamy dwie odważne sójki, przelatujące od drzewa do drzewa, także ruda wiewiórka podbiega na odległość kilku metrów i ciekawie przygląda się nam. Powietrze jest czyste, pełne zapachów i pyłków rozkwitających roślin. Słychać śpiew zięb, sikorek, mazurków, z coraz to innych miejsc dobiega terkot innych drozdów i krakanie dalej siedzących sójek. Wiosna krzewi się i rozprzestrzenia, budzi owady i wydłuża łodygi młodych kwiatów. Czujemy się swobodnie, lekko, jakbyśmy oddychali czystym tlenem, wędrujemy przez las i zatrzymujemy się raz po raz. Życie powinno być wypełnione takimi chwilami, powinno przynosić radość i pozwalać na dostrzeganie urody świata. A tymczasem stale mamy do czynienia z bieganiną, wciąż coś na nas napiera, coś wymusza na nas przyspieszenie. W tym samym momencie przyroda przeistacza się i odsłania swoje piękne oblicze. Oddycham głęboko i patrzę na daleki horyzont, uśmiecham się do córki i czuję, że naprawdę żyję.

Reklamy

* * *

Minął już tydzień od katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Jesteśmy świadkami ogromnego zrywu patriotycznego, porównywalnego tylko do tego, który miał miejsce po śmierci papieża Jana Pawła II. Jestem zbudowany postawą Polaków, którzy stoją w kilometrowych kolejkach, by pokłonić się przed trumną Pierwszego Obywatela i jego małżonki. To są odruchy serca i epifanie dobrej ludzkiej natury, która nie może pogodzić się z tragedią. Idąc do Pałacu Prezydenckiego, łączą się też w bólu z wszystkimi ofiarami i płaczą nad nimi – zapewne rozmyślają o majestacie śmierci, która zawsze przychodzi nie w porę. Jest też niewielki margines osób niezadowolonych, krzykaczy, pośpiesznych komentatorów – to grupka tych, którzy nie potrafią opanować gorącej krwi, to niewielka część społeczeństwa. Każda epoka zostawiała na Wawelu swoich bohaterów, a to, że Lech Kaczyński i pozostali pasażerowie jego samolotu ponieśli śmierć chwalebną, w drodze ku narodowemu sacrum, nie ulega wątpliwości. Wiele ważnych postaci w naszej historii, po śmierci pochowanych na Wawelu, budziło kontrowersje i sprzeciwy, wielu z nich miało w swoim życiu zdarzenia, które oceniano niejednoznacznie. Ten sarkofag w przedsionku krypty Józefa Piłsudskiego nikomu nie powinien przeszkadzać, choćby z racji tego, że będzie znakiem wielkiej miłości i oddania sobie, dwojga ludzi. Czas pobiegnie bardzo szybko do przodu, zamażą się w pamięci malutkie spory, jakieś szepty, okrzyki i opinie tych, którzy też za jakiś czas umrą, zostanie znak wierności i uczucia człowieka do człowieka. I wspomnienie wielkiego, narodowego poruszenia, łez lanych nad ofiarami i nad naszą ziemską sytuacją. Jest coś zastanawiającego w tym, że stojąc w obliczu grozy i majestatu śmierci, codziennie się o nią ocierając, nie bierzemy jej na poważnie. Czynimy z niej jakąś ewentualność, która dotyczy innych, a w naszym życiu zdarzy się kiedyś tam, za wielkimi przedziałami czasu. Tymczasem wielka zapowiedź wisi stale nad nami i powinniśmy jak najlepiej wykorzystać dany nam czas, jak najobficiej obdarować ludzi dobrocią, braterstwem, zapewnieniem o równości wobec tego, co nieuchronne. Tylko takie tragiczne wydarzenia zatrzymują nas na chwilę w biegu, tylko bezsensowne odejścia każą pochylić się nad eschatologią dni i nocy. Tylko taki wstrząs jest przypomnieniem, że z każdą chwilą nas ubywa, z każdym dniem mamy mniej możliwości, by dać świadectwo o sobie i o swoich czasach.

KATASTROFA

Dzisiaj rano wydarzyła się straszna katastrofa samolotowa w okolicach Smoleńska. Zginął w niej Prezydent RP Lech Kaczyński, a także jego małżonka i wiele znaczących postaci świata polityki, wojska, Kościoła i ruchów społecznych. Śmierć poniósł także były Prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski – symbolicznie zakończyła swoje życie w lesie katyńskim Anna Walentynowicz. To przeklęte dla Polaków miejsce jeszcze raz zapisało się w historii naszego narodu. Prezydent kraju i ważne osobistości nie powinny latać starymi, zdezelowanymi samolotami z poprzedniej epoki. Ktoś odpowiada za taką sytuację i ten ktoś powinien ponieść pełne konsekwencje polityczne swoich działań. Zdruzgotała mnie dzisiaj ta wiadomość doszczętnie i trudno jest mi się pozbierać. Nasze życie to mgnienie, to ledwie chwila…

%d blogerów lubi to: