MIGRACJE PTAKÓW NAD IZRAELEM

Reklamy

JABŁONIE

Niezwykle w tym roku obrodziły jabłonie. Widzę to podczas moich wypraw z aparatem i żałuję, że nie mogę w tej chwili wyjechać do jakiegoś większego sadu. To dopiero byłoby fotografowanie i na pewno udałoby się zrobić jakieś wyjątkowe zdjęcia – zawsze trzeba ich wykonać wiele, by kilka okazało się wspaniałych. Może jednak jeszcze skoczę gdzieś w Polskę, zatrzymam się w wypełnionym owocami sadzie i zamyśle się nad ziemskimi rajami, wszak życie jest tak zmienne i nieobliczalne w swoich scenariuszach.

JAN GÓREC-ROSIŃSKI 1920-2012

Jan Górec–Rosiński urodził się 6 stycznia 1920 roku w Krógliku, na Białorusi, a zmarł 1 września 2012 roku w Bydgoszczy. Studiował prawo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, a potem pracował jako dziennikarz w Polskim Radiu w Bydgoszczy. W 1958 roku założył pismo „Fakty i Myśli”, które później przekształciło się w tygodnik społeczno–kulturalny „Fakty”. Był też założycielem kwartalnika literacko–artystycznego „Metafora”. Jak mało kto odcisnął swój ślad w literaturze i kulturze Polski Północnej; był promotorem licznych wydarzeń literackich, mecenasem wielu utalentowanych pisarzy i poetów młodego pokolenia. Przez cały czas pisał też wiersze i dzięki nim wszedł trwale do kanonu współczesnej liryki polskiej. Krytyk badający po latach literaturę regionu, nie biorący pod uwagę politycznych wyborów i uwikłań, nie będzie mógł pominąć tej rozległej       i ekscytującej twórczości. Dorobek Góreca–Rosińskiego jest imponujący – składa się nań ponad trzydzieści zbiorów i wyborów wierszy, a także książki publikowane za granicą, między innymi w Jugosławii i odległej Nowej Zelandii. Do tego dodać trzeba jeszcze liczne publikacje prasowe, kolumny periodyków zapełnione wierszami, dziesiątki recenzji, a także szkice liczących się krytyków, żeby wymienić tylko Piotra Kuncewicza, Stefana Melkowskiego czy Leszka Żulińskiego. Prawdziwym fenomenem stała się późna twórczość autora, który w trudnych dla literatury niedochodowej czasach publikował tomik za tomikiem.

       Już w debiutanckim zbiorze wierszy Jarmark arlekinów (1963) zarysowany został model poezji kulturowej, prowadzącej nieustanną dyskusję z przeszłością, z bohaterami kultury, ze sztuką, ale też z naturą. Poeta wytyczył w debiutanckiej książce horyzonty dla swojej liryki, zakreślił ramy zainteresowań symbolicznych, a także wpisał swoje istnienie i istnienie bohaterów lirycznych w ramy ogólnoludzkich doświadczeń; zarówno substancjonalnych, jak    i duchowych. Tutaj też ujawniła się znacząca obsesja autora – myśl  o śmierci, jej przeżywaniu  i godnym do niej dochodzeniu. Później wielokrotnie w swojej twórczości Górec–Rosiński wracać będzie do momentu, gdy zbliża się kres wszystkiego, gdy podmiot wyczuwać zaczyna zbliżającą się ciemność. Owa ciemność zarówno w tym zbiorze, jak i w zbiorach następnych ma prawie realne kształty – jest dotykalna, fizyczna, zdawać by się mogło, iż ma swoją konsystencję. Wątki ironiczne i absurdalne współgrają tutaj dobrze z pojawiającym się tu i ówdzie patosem, którego Górec–Rosiński jest mistrzem. Potrafi on wygrywać subtelne akcenty liryczne, a zaraz potem uderzać słowem, niczym w dzwon – porywać czytelnika jedną metaforą, jednym błyskotliwym złożeniem semantycznym. Poeta akcentuje silnie swoistą heteronomię jego twórczości – istnienie w wielu przekazach kulturowych, wielu dziełach literackich i dziełach sztuki. W takim ujęciu poezja ta staje się często swoistym paradygmatem kulturowym, stale się odradzającym i stale reprodukującym się w innych konfiguracjach semantycznych.

Poeta opłakuje tragiczne rozdarcia i rozszczepienia współczesnego świata. Tego, który szczyci się swoją nowoczesnością (loty w kosmos, ideologia, kultura), a nie uwolnił się jeszcze od mechanizmów jakie spotyka się pośród ludów prymitywnych (matka zabija niemowlę, morderstwa rytualne). Dlatego patrzy na rzeczywistość z goryczą, widzi ją w czarnych barwach. Tutaj ma też swoje korzenie kosmogonia Góreca–Rosińskiego wyartykułowana w pieśni stworzenia świata, wskazującej źródła manichejskie. To jakby genetyczny wzór reprodukcyjny poezji Góreca–Rosińskiego – rodzenie, wzrastanie i tragedia życia, a wreszcie – bezduszna, czarna śmierć. Poeta ustawia się w pozycji Demiurga, sprawcy wszechrzeczy – tego, który władny jest toczyć walkę z największymi mocarzami; tego, który pojął sens elementarnych procesów zachodzących w jądrze atomu i w ogromnych sferycznych przestrzeniach wszechświata. Autor wiele przejął od starożytnych filozofów – od greckich wyznawców dominacji żywiołów nad ludzkim życiem (Empedokles z Agrygentu, Heraklit, Arystoteles), od rzymskich chwalców potęgi Wezuwiusza i Etny, wreszcie – od pisarzy całego świata, którzy swoją filozofię czerpali z umiłowania wiedzy i nauki stworzonej przez starożytnych. Tak liryka rozpięta została pomiędzy biegunami ludzkich doświadczeń, między eschatologią a kulturą. Motywy funeralne Góreca–Rosińskiego pełne są bólu, lęku, zwątpienia, ale jednocześnie niosą też  i pewną obietnicę – jakby iskierkę nadziei, iż jednak ze śmiercią ciała nie ginie energia  – pozostaje określona wektorowo siła; choćby moc wiersza, słowa. Drugim biegunem człowieczeństwa jest w tej poezji tradycja kulturowa. Poeta sięga myślą do odległych czasów sumeryjskich i z nich wywodzi rodowód współczesnego człowieka. Później jeszcze wielokrotnie tego rodzaju sztafaż kulturowy służyć będzie Górecowi do ukazania sytuacji człowieka współczesnego, dla wyartykułowania prawd, które w kontekstach współczesnych brzmiałyby może trywialnie, a w odniesieniu do określonej tradycji nabierają cech uniwersalnych, stają się jakby poetycką modlitwą o wierność ludzkim ideałom, o pomnażanie kulturowego dorobku, o stały wzrost świadomości – o prawdę istnienia.

Górec–Rosiński sprawdza czy jego wyobraźnia stale zdolna jest ona postrzegać, analizować i syntetyzować napływające informacje. W takim ujęciu w obrębie eksperymentów poety swoje miejsce znalazły tak odległe zdawać by się mogło fakty, jak choćby  śmierć  ojca,  opis  poranka  czy  pożegnanie  z jugosłowiańskimi przyjaciółmi. Autor stworzył na użytek własnej poezji swoistą metodę negacyjną. W ten sposób wyobraźnia zastąpiona została antywyobraźnią, która dała poecie określony dystans do opisywanych przestrzeni. To schodzenie ścieżkami imaginacji do punktów przystankowych czy granicznych dziejów ludzkości jest charakterystyczne i stanowi jakby zasadę jego poznawania świata – zasadę nieustannego pobierania nauk u odległych kultur, zagubionych pośród przeszłości przestrzeni historycznych i mitycznych. Pozwala to także tworzyć metafory powstające na styku przeszłości i teraźniejszości. Dlatego też, pod koniec lat sześćdziesiątych, z niespotykaną do tej pory żarliwością pojawia się tematyka publicystyczna. Takie wydarzenia – dziś już historyczne, a wtedy wyznaczające sens teraźniejszości – jak wojna w Wietnamie, morderstwo Martina Luthera Kinga czy koniec Odysei boliwijskiej Ernesta Ché Guevary stały się dla poety lirycznymi wyzwaniami. Dlatego z całą stanowczością przeciwstawia się on złu, nieprawości, uciskowi; dlatego jego strofy przybierają często formę zawołań, poetyckich haseł. W tym cywilizacyjnym rozgardiaszu i chaosie poeta poszukuje własnej drogi ku wolności – szuka miejsc, w których mógłby się schronić, odgrodzić od zła i przelewu krwi. Kompensacją stają się dla niego bezpośrednie zwroty do natury, do struktur stworzonych przez ewolucję i nieznaną siłę, która dla niego ma walor i sens absolutu. Poeta chce wsłuchiwać się w odgłosy cywilizacji, tak jak chce wypowiadać głośno swój bunt przeciwko złu, zakłamaniu świata i ludzi. Tylko wtedy ma  sens owo liryczne szukanie kamienia filozoficznego.

       Ukoronowaniem drogi poetyckiej Góreca–Rosińskiego były wydane w krótkim odstępie czasowym dwa wybory wierszy – Żywa gałąź (1971) i Poezje wybrane (1976), których wyboru dokonał i wstępem poprzedził Piotr Kuncewicz. Pisał on między innymi, że Rosiński jest w sposób widoczny zafascynowany światem, światem widzialnym, dotykalnym, nieprzeliczonym w swoich bogactwach. Człowiek zresztą, jego historyczna działalność jest współtwórcą tego bogactwa. Kultura i natura nigdy nie są u poety przeciwstawiane, kontrastowane ze sobą. Róża i gotycka katedra nie należą do innych porządków istnienia, są w intuicji poetyckiej złączone w całość. Poetycka wolność i naiwność? O nie, to przeczucie sięga głębiej i ma niezaprzeczalne związki z tą bardziej nostalgiczną cząstką osobowości Janka, cząstką, do której poza wierszami nie lubi się przyznawać. Czy     w rzeźbie jest więcej natury, czy w kwiecie jest jakiś element świadomości, rozważać próżno, ale dla poezji ma to przecież znaczenie niemałe. Ważkie to słowa – ważkie, gdyż sięgają samej istoty tej poezji. Wskazane wybory dokumentują też powracający stale motyw wędrowca pośród kultury świata, pośród wspaniałych budowli przeszłości i bólu codzienności. Poeta oprowadza czytelnika po miejscach, które poznał, zwiedził, zapamiętał. Pragnie „wyświetlić” przed nim film poetycki składający się z dziesiątków obrazów – dramatycznych i sielskich, malowanych tonacjami barw spokojnych i groźnie kontrastowych. Odbiorca zapoznając się z poszczególnymi utworami ma wrażenie, iż poeta pragnie także przy okazji prezentacji owego „filmu” przekazać mu osobistą filozofię, plan działania na przyszłość – wzór zachowań w obliczu bogactwa i ubóstwa świata. Dlatego w wierszach tych sąsiadują niejednokrotnie zdarzenia błahe i ważkie, nastroje nostalgii i buntowniczego ożywienia. Górec–Rosiński jest maksymalistą – zawsze ocenia rzeczywistość i ludzi w kategoriach ostatecznych. Zawsze szuka spójnej zasady; reguły spinającej rozciągnięty łańcuch postaw, katalog póz i grymasów. Poeta szuka w ten sposób odpowiedzi na pytania podstawowe ludzkiej egzystencji, zastanawia się nad sensem istnienia. Czyni to w szpitalu, po przebytych komplikacjach zdrowotnych, przeżywając i smakując urodę egzotycznych krain, w ramionach kochanek i nieustannie kontemplowanej kobiety. Wszędzie dręczą go myśli natury ontologicznej, zawsze też ustawia swoje postępki i swoje ścieżki w perspektywie uczynków i dróg ostatecznych. Tutaj znowu dochodzi do głosu siła patetycznych strof Góreca–Rosińskiego – patetycznych, bo zakorzenionych w tradycji, rozumiejących polifonię kultury i tkwiące w człowieku sprzeczności. W swych poetyckich peregrynacjach dociera Górec–Rosiński tam, gdzie człowiek oczekuje pomocy, choćby owej otuchy, jaką daje poezja. Gorzki realizm i smutna zaduma wypełniają ten tom, ale też i surrealizm tajemniczo wiążący ze sobą wydarzenia i poszczególne elementy postrzeganego świata. Poeta nigdy nie przestaje szukać w rzeczywistości kształtów o pięknie nieskazitelnym, źródlanym – pięknie nierzeczywistym i absurdalnym. W tym bliski jest formule Camusa mówiącego, że nie odkrywa się absurdu bez pokusy ułożenia kilku reguł szczęścia. Wiersze Góreca–Rosińskiego wypowiada stale ten sam bohater mitologiczny, kulturowy. Zmienia się jego imię, zmieniają się okoliczności, niezmienna jednak pozostaje waga jego słów, pozostają wiersze genetyczne, gdzie poeta stara się nazywać wszystko, co widzi dookoła i szuka prawdy o świecie. Bystra refleksja historiozoficzna graniczy tutaj z przedstawianą w ruchu ludzką apokalipsą. Poezja ta czerpiąc z tradycji mitologiczno–biblijnej stawia legendarnych bohaterów w sytuacji człowieka współczesnego. Ale też i odwrotnie – człowiek dwudziestego wieku często w tych wierszach wciela się w sytuacje różnorakich Ikarów, Syzyfów, Kainów. Poeta stale prowadzi dialog z przeszłością i w niej szuka odpowiedzi na postawione w tytule zbioru pytanie. Tego typu pytań jest w tych wierszach wiele. Czytelnik sam musi odpowiadać na nie, gdyż jest to poezja wielu możliwych odpowiedzi. Literatura jest grą z wieloma niewiadomymi, które wzbogacają utwór poetycki o dodatkowy ładunek napięcia, wyzwalają utajoną energię i powodują, że czytelnik ma wrażenie, iż obcuje z żywym tworem językowym.

       Pod koniec lat osiemdziesiątych wyodrębniły się w tej liryce dwa wiodące cykle wierszy – utwory w których mitologizacja i demitologizacja są naczelną siłą sprawczą i teksty,                w których dochodzą do głosu rozważania natury filozoficznej, czy bliżej – ontologicznej. Przestrzeń mitu w powstających wtedy wierszach jest jakby płaszczyzną próby. Ich bohater poddawany jest najprzeróżniejszym sprawdzianom siły woli i stałości uczuć, jest nośnikiem prawdy lub kłamstwa. Ten bohater jest stale w podróży, przemieszcza się pośród coraz to innych światów i pragnie odnaleźć swoją prawdziwą twarz. Ale jego wędrówka ma też wymiar mityczny, a często też kosmiczny, gdy człowiek staje się pyłkiem zawieszonym w przestrzeni, pyłkiem ledwie dostrzegalnym na naskórku bytu. Ten „pyłek” ma  odwagę stawiać pytania i żądać na nie odpowiedzi. Górec–Rosiński wskazuje te momenty ludzkiej drogi, gdy człowiek wygląda komicznie, gdy opada mu maska z twarzy, a po policzkach płyną łzy. Wtedy  przystaje on nad przegranym, zrozpaczonym człowiekiem i obdarza go – zamkniętą w formułę wiersza mądrością. W wierszach tego okresu wyraźna jest skłonność poety do mówienia językiem sentencjonalnym, co powodowane jest chęcią zbliżenia się do wysokiego, uniwersalnego języka mitu, legendy, podania, a także chęcią nadania strofom jakiejś przedziwnej i tajemniczej głębi.

Oprócz pytania o człowieka, pojawia się u Góreca też pytanie o naturę Boga, o naturę dobra i zła, o pierwszą i ostateczną przyczynę. Tego rodzaju poetycko–filozoficzne rozważania były zawsze wpisane w te wiersze, choć częstokroć stanowiły ich margines. Teraz doszły one w pełni do głosu i stały się samą istotą poezji. Obecność liryki obok filozofii tłumaczy poeta przypadkowością i względnością wszechrzeczy i stale wątpi. Natura słucha, docierają do niej nasze myśli, nasze słowa, ale też natura jest głucha, niewzruszenie patrzy na mord i tryumf drapieżnego zła nad niewinnością. Poezja ta jest też traktatem o tworzeniu świata – próbą wykreowania prawdopodobnej kosmogonii. W tym celuautor tworzy Plan mitologiczny uzewnętrznił się najwyraźniej w poemacie pt. Alef. Jest to jakoby fragment traktatu znalezionego w przedsionku synagogi w Pradze. Poeta pisał ten poemat w Pradze i Karlovych Varach i być może dlatego udało mu się sięgnąć w utworze ukrytych źródeł języka. W sposób niezwykle klarowny wypowiedział słowa, które brzmią niczym pochwalna pieśń żydowska. Jest to najważniejszy w dorobku Góreca–Rosińskiego poemat kosmogoniczny, w którym człowiek przypomina starotestamentowego Boga Ojca; Stwórcę i tego, który zsyła kary – widzi każde naruszenie reguł Zakonu i trwa w glorii Sefiry nad Sefirami. Poeta opowiada tu dzieje ludzkiego rodu jakby odbite w czarnym zwierciadle, przy czym zwierciadło to ma też właściwości skupiające – przewiny, zbrodnie i szalbierstwa widać w nim jakby w  „zagęszczeniu” i jakby w przybliżeniu. Bohaterowie tej poezji są jakby przesyceni ciemnością. Chcą się z niej wyrwać, wyskakują ledwie na chwilkę w światło i ślepi spadają w mrok. W poemacie tym sięga autor – wywodząc swe korzenie z herezji manichejskiej – do mitu straconego człowieczeństwa, sięga do mitu wiecznego tułactwa, mitu wiecznego żydostwa. Tak krąg się zamyka, tak spada czarna zasłona i trąby obwieszczają koniec czasu i przestrzeni, tak człowiek staje na zwałowisku białych kości, a zamiast sztandaru trzyma w ręku „kołczany piorunów”. Ten człowiek to Bóg straszliwy – Alef/ człowiek podzielony/ wpięty w diasporę; Bóg, który świadom jest swojej marności, któremu została tylko skarga i rozpacz.

       Perspektywa eschatologiczna najpełniej objawiła się w najobszerniejszym wyborze wierszy Góreca–Rosińskiego, zatytułowanym Czarnopis (1989). Jest to najobszerniejszy zbiór pomorskiego poety, mogący śmiało konkurować z wyborami rówieśników. Autorem tego wyboru i wstępu był raz jeszcze Piotr Kuncewicz. Wiersze pomieszczone w tym tomie układają się w fabularny ciąg, mówią o doświadczeniach życiowych i porażkach poety – są dziennikiem zdarzeń lirycznych i odbiciem czasu w jakim powstawały. Pozostał ten wybór świadectwem nie rozpoznania poety przez krytykę, na co zwrócił uwagę Leszek Żuliński w swoim wstępie: Jest to – jak dotychczas – drugi, tym razem bardzo obszerny wybór wierszy Jana  Góreca–Rosińskiego. Być może wybór, który spowoduje głębsze zainteresowanie tą poezją, przynajmniej jej bardziej świadomy i wnikliwy ogląd. Autor wprawdzie nie może uskarżać się na rażący brak uwagi ze strony czytelników i krytyki. Przez minionych dwadzieścia pięć lat wydał kilkanaście tomików poetyckich, które posiadały zadawalającą recepcję. Wiersze Góreca przedarły się nawet przez polskie opłotki: były drukowane w Jugosławii, Grecji, Indiach, Nowej Zelandii. U nas współtworzyły kanon wielu almanachów i antologii. A jednak jeszcze dziś nie do końca wiadomo, co z tą poezją począć, gdzie ją usytuować na mapie współczesnej liryki polskiej, jakie miary interpretacyjne wobec niej przyjąć? W krytyku ponadto rodzi się lęk, by nie strzelać śrutem do motyla, jak sam autor wytknął to ironicznie w jednym z wierszy (…). Podstawowy kłopot polega na tym, że Jan Górec–Rosiński nie poddaje się rutynowym zabiegom klasyfikacyjnym. Nie chodzi już o to, że uprawia różne gatunki twórczości: jest przecież także satyrykiem, prozaikiem, eseistą. Jest działaczem kulturalnym, był wieloletnim redaktorem bydgoskich „Faktów”. Jest znaną postacią, człowiekiem–instytucją. Ale to wszystko mieści się w możliwościach prostego opisu. Gdybyśmy się nań pokusili i tak konkluzja będzie jedna: ten obszerny wybór wierszy prezentuje najistotniejszą dziedzinę twórczości Góreca, ta poezja zadecydowała o jego artystycznym istnieniu. To zdumiewające jak często krytycy wskazują na wieloaspektowość życia i twórczości Góreca–Rosińskiego, na jego zakorzenienie w wielu światach, wielu rzeczywistościach lirycznych (uwidoczni się to ze szczególną siłą w tomach wydawanych w latach dziewięćdziesiątych) i przestrzeniach lingwiczno–semantycznych. Poeta stworzył zdumiewającą wizję losu człowieka uwikłanego w mechanizmy historii; napisał liryczny dziennik, w którym odbija się złożoność i piękno świata, dramat kolejnych przesileń historiii mgiełka wiecznej niewiadomej. Poezja w wersji uprawianej przez Jana Górec–Rosińskiego – pisał w posłowiu do wyboru Feliks Fornalczyk – jest zatem z samej swej istoty poezją dramatyczną; jej narratorem jest współczesny człowiek myślący, odwołujący się w swoich uświadamiających apelach i przestrogach do tradycji kultury światowej oraz do wartości naturalnych, które pozwalają mu niejako sprawdzać istniejącą rzeczywistość historyczną poprzez imponderabilia etyczne i substancję niepodważalnych żywiołów pierwotnych.  Fornalczyk zwraca także uwagę i na inne aspekty tej liryki: Zadziwia wręcz przy tym wszystkim, jak bardzo poezja tego zdawałoby się racjonalisty przeniknięta jest symboliką mitologiczną. Z motywów biblijnych najczęściej bywają przywoływane Wieża Babel, braterski konflikt między Ablem i Kainem, z kabalistyki siódemka. W obrębie siedmiu symbolicznych dni stworzenia zawarł  poeta opis biografii swego narratora lirycznego, jego dojrzewania do życia. Znamionuje owo życie dramatyczne rozdarcie między buntem a koniecznością pogodzenia się z istniejącym odwiecznie porządkiem biologicznym świata. Zwróćmy też uwagę na symbolikę siódemki, siedmiu dni stworzenia i wiele innych kontekstów związanych z tą liczbą. W poezji tworzonej w latach dziewięćdziesiątych autor postarał się o tak niesamowitą kondensację sensów, iż w pierwszej chwili czytelnikowi trudno nad nimi zapanować. Dopiero przy wnikliwej, pogłębionej lekturze odsłaniać zaczynają się kolejne znaczenia, zaczynają wypływać z mroku tajemnicze twarze. Górec–Rosiński przeniósł swoich lirycznych bohaterów i posłańców w tajemniczą krainę, gdzieś na skraju wszechświata i snu, gdzieś pomiędzy popieliskami mitu a głębinami czasu. Jest to liryka z kluczem i wieloma kryptocytatami z Biblii. Tom przetworzonych mądrości, z których każda przypisana jest określonej sytuacji życiowej. Poeta zaklina kreowaną rzeczywistość i to jego porażki i lęk przed śmiercią są podbiciem, podszewką owych mitologicznych gier. Wszystko tu prowadzi ku Księdze i wysuwa na plan pierwszy topiczny motyw   s t w o r z e n i a. Poeta zapragnął  stworzyć cykl wierszy w których odbijałyby się echa Księgi Rodzaju, ale też i własna kosmogonia. Zapragnął też w wierszach podsumować swoje poetyckie, blisko półwieczne doświadczenia. A na tym nie koniec jeszcze ambitnych zadań jakie nałożył na siebie twórca – zapragnął wszak jeszcze umieścić swoje strofy w perspektywie eternalnej; kosmicznej i filozoficznej; chciał szukać korzeni kulturowych, chciał tworzyć piękne metafory, a zarazem przypominać o okrucieństwach człowieka. Nowe wiersze wyposażone zostały w głębię odniesień kulturowych, zakorzenione też są w mitologii greckiej, mają odniesienia do całej przebogatej spuścizny kręgu kultury śródziemnomorskiej i często wkraczają w rewiry metamitu, kulturowej sztancy, z której czas reprodukuje coraz to nowych herosów i łotrzyków kulturowych, tęsknych żeglarzy, wędrowców i kalekich żebraków. Dalej – mają ów charakterystyczny dla Góreca–Rosińskiego ton rapsodyczny, pełen patosu naśladującego grzmiący z nieba głos starotestamentowego Jahwe. Znajdzie w nich też czytelnik bogatą metaforykę, swoisty symboliczny melanż, w którym mają swoje miejsce Żydzi i naziści, czarne perły i ciała zamordowanych zasypywane wapnem przez oprawców. Zdumiewające są przygody liryczne współczesnych polskich poetów – Górec–Rosiński umieszczany przez powierzchownych czytelników jego poezji gdzieś na granicy herezji i panteizmu, udowodnił    w latach dziewięćdziesiątych, że jego korzenie leżą tam, gdzie szukać należy korzeni całej poezji europejskiej. Wszak pogłosy pierwszych słów stworzenia nieustannie dają tu o sobie znać i wyciskają swoje piętno na kształcie języka. Poeta najpełniej odnajduje się w tego rodzaju dykcji i jakby odkrywa tajemne, przez lata zatruwane źródło, z którego pozwolono mu wreszcie pić. Ta poetycka kosmogonia rozgrywa się pośród gwiazd – wiersze wprzęgnięte zostały w spiralnie powracające dni stworzenia, w rozbłyski pojawiających się gwiazd. A zarazem to jakby kolejne rozbłyski poezji, kolejne erupcje tajemnej rzeczywistości, która objawia się w snach, którą wyczytać można na kartach Księgi. To jakby te momenty, kiedy otwiera się przed poetą wszechświat podświadomości i jedynie w chwili rozbłysku, iluminacji, pozwala dostrzec kształty, rozległe panoramy i przestrzenie sakralne. Sfera sacrum jest dla poety tym miejscem, ku któremu nieustannie dąży, ku któremu wraca i które jest jego krainą szczęśliwości. To święte miejsce poezji rozciąga się pomiędzy nadzieją a zwątpieniem, pomiędzy wybuchającą gwiazdą supernową a najmniejszą drobinką materii, pomiędzy słowem Boga objawionym w Księdze a metaforą konstruującą nowy wiersz. Ta przestrzeń zapisana została w kodzie symboli i cyfr, określona semantyką poszczególnych figur, a wreszcie dookreślona konkretnym kontekstem starotestamentowym. Wpatrzony w gwiazdy, zasłuchany w dziwne szelesty dobiegające z mroku, kontemplujący obłok i księżyc podąża Górec–Rosiński ścieżką, którą przed nim szły już tysiące poetów, filozofów natury, artystów. Ów zachwyt jest liryczną rekonstrukcją świata. Autor we wszystkich swoich zbiorach budował i burzył, wznosił budowle i z ich wież starał się dosięgnąć wzrokiem tego, co tajemnicze i zakryte przed ludzkim zmysłem. Starając się znaleźć istotę rzeczy, sens istnienia przedmiotów i siłę powstrzymującą entropię żywych struktur, doszedł do przekonania, iż samo istnienie warte jest refleksji – istnienie samotne i  przepełnione bólem. Jedynie poetycka kontemplacja na chwilę wyrywa te elementy świata z samotności, z pustki i bezruchu. Tak też rodzi się synteza – liryczny kształt rzeczywistości. Poeta przygląda się najmniejszej drobince (ziarnko gorczycy, grudka złota, błysk gwiazdy) i z niej stara się wyczytać jaki jest sens istnienia, dokąd prowadzą drogi ludzkości. Wraz z wiekiem coraz częściej pojawiają się w wierszach Góreca–Rosińskiego motywy eschatologiczne. Powiązane z naturą i w nieustanne pulsowanie przyrody stają się swoistą poetycką obsesją. Poeta jakby od nowa patrzy na świat, z każdym dniem stara się wyraźniej dostrzec rysy, spękania, urodę traw i ciemnej tafli nieba, rysunek na dłoni. Ten szczegół najczęściej poeta dostrzega w swoim otoczeniu, w domu i w ogrodzie, w przestrzeniach, w których bytują bliskie mu osoby. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj muza poety, pod której stopami „rodzi się piękno”.

W wielu wierszach Góreca–Rosińskiego odnajdziemy epikurejską pochwałę świata, akceptację życia w takim kształcie, w jakim przychodzi nam je przeżywać. Poeta chwali rzeczy najprostsze, podziwia naturę i stara się znaleźć do niej klucz w rytmie dnia i nocy, w cyklicznych zmianach pór roku. Tak rodzą się wiersze, w których  jest coś z sielskości fraszek Jana z Czarnolasu, coś z zauroczenia krajobrazem Poetów Jezior, wreszcie coś z prostoty ludowej piosenki. To jakby utwierdzenie siebie i najbliższych w przekonaniu, iż świat jest dobry i człowiek jest dobry – upewnianie, że zmysły oddają nam wizerunek prawdziwego świata i prawdziwych kształtów. Kontrapunktem dla spektrum sielskiego ogrodu i ciszy domowej codzienności jest świat, w którym odnaleźć można galerię wykrzywionych twarzy, poskręcanych figur, dramatycznych póz. Tam poeta pojawia się tylko na chwilę – z tego świata ucieka do swojej samotni za płotem ogrodu, za ścianą domu. Mijają lata, sznury dzikich gęsi przelatują nad ogrodem. Zachodzi słońce i wschodzi księżyc, pojawiają się i bledną gwiazdy – czas zdaje się płynąć leniwie, acz nieubłaganie. W takiej scenerii poeta szuka potwierdzeń i upewnia siebie oraz takich jak on – szukających swojego miejsca w historii  i w legendzie.

       W latach dziewięćdziesiątych powstały też wiersze dyskutujące z poglądami filozofów i soterów, z gnozą starochrześcijańską  i wszelkimi odmianami herezji współczesnej. Najciekawsze jednak są tu utwory, w których Górec–Rosiński raz jeszcze stara się zbudować sensowną kosmogonię naturalną. Tworzy i burzy świat w jednej chwili, patrzy w ogromy wszechświata i szuka odpowiedzi na pytania egzystencjalne. Człowiek jest dla poety tym punktem wszechświata, w którym zbiegają się wszystkie proste, ku któremu dążą kolejne komplikacje materii, w którym nieustannie trwa walka sprzecznych sił. Często zatem ta poezja staje się tekstem kulturowym – przeistacza się w podanie stylizowane na wydarty z zamierzchłej przeszłości fragment dawno zapomnianej księgi. Górec–Rosiński bywał panteistą, przyglądał się wielu bogom, ale z najwyższym szacunkiem patrzył na Naturę, podnosił głowę ku gwiazdom, kontemplował ruch planet. Wielu odczytywało te wiersze jako chrześcijańską herezję, tymczasem były one raczej rodzajem gnozy. Opcja kosmogoniczna najpełniej uwidoczniła się w poemacie pt. Tworzenie świata. To jakby podsumowanie wszystkich dotychczasowych doświadczeń w tym względzie – to pieśń ostateczna, mówiąca o tym, jak człowiek powoli, ale bezpowrotnie wrasta w mit, staje się elementem natury i zjawą, ledwie cieniem dawnej postaci. Tu rodzi się rozpacz, ale rozpacz przezwyciężona, zamykająca koło losu, dopełniająca okrąg istnienia. Dlatego – czytelniku tej poezji Nie rozpaczaj. Bierz sprawy w swoje ręce./ Twoja glina rodzi kąkol i pszenicę./ Jesteś siewcą losu. Tchnieniem wieczystego.  Te słowa odnoszą się do człowieka kończącego się wieku krwi i nienawiści, ale też są poetyckim przesłaniem dla przyszłości. Istotę poezji Góreca–Rosińskiego można określić jako permanentną potrzebę przenikania, sięgania ku wnętrzu. Poeta opowiadając koleje swoich losów, zapoznając czytelnika z kolejnymi kręgami  i sferami swojej intymności, odsłania także przed nim głębie jaźni i wyobraźni współczesnego człowieka. Jest to mówienie o ogóle poprzez konstatacje szczegółowe, poprzez drążenie słowem zagadek istnienia. Twórca rozumie ten mechanizm i tworzy swoistą r o z m o w ę  k u l t u r o w ą. Zadaje pytania i udziela na nie odpowiedzi; formułuje   p r o b l e m a t y   pierwotne i szuka ostatecznej reguły. Ta poezja jest świadectwem trwania pośród wrogiej i przyjaznej Natury, pośród ciemności i jasnych smug światła, pośród   o g r o d u,  w którym mrok zmienia się w jasność, to liryka mitu i stworzenia.

%d blogerów lubi to: