BEZ IMIENIA…

skanowanie0001

Krzysztof Kamil Baczyński był przedstawicielem młodzieży AK-owskiej, która z wielką werwą i pasją odpowiedziała na wezwanie władz konspiracyjnych, by powstać z klęczek i rzucić się z bronią w ręku na Niemców. Była to rozpaczliwa próba powstrzymania Stalina i rozlania się komunizmu w Polsce – ostatni w pełni romantyczny zryw, podjęcie walki z czerwonym kolosem, od samego początku skazanej na porażkę. Zatrzymać Rosjan znaczyło najpierw pokonać hitlerowców, z koktajlami Mołotowa w rękach, z marnymi karabinami i pistoletami uderzyć w przeciwnika, który miał najnowocześniejsze czołgi, działa, transportery, dysponował lotnictwem i wielkim wsparciem logistycznym. Jakkolwiek by nie oceniać dzisiaj decyzji o rozpoczęciu walk, był to ogromny patriotyczny zryw i potwierdzenie, że naród polski zdolny jest do niewyobrażalnego wprost bohaterstwa. Pośród powstańców niczym szczególnym nie wyróżniał się niewysoki blondyn, ubrany w szarą marynarkę, czasem okrytą zdobyczną panterką. Nazywał się Krzysztof Kamil Baczyński i był synem znanego krytyka i literaturoznawcy, autora licznych książek, przedwcześnie zmarłego w wieku zaledwie czterdziestu dziewięciu lat. W świadomości społecznej autor Z głową na karabinie funkcjonuje jako patron ulic, szkół, dość mgliście prezentowany w podręcznikach i prasie, tragicznie zmarły poeta powstania warszawskiego. Dopiero lektura biografii Wiesława Budzyńskiego pt. Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila odsłania nieznane karty życiorysu tego wspaniałego twórcy, wybitnego syna polskiej ziemi, który swoją młodość i przyszłość złożył w ofierze ojczyźnie. Ogromna dociekliwość autora dała zaskakujące efekty i odsłoniła wiele nieznanych faktów, epizodów, które przechowali w swojej pamięci ludzie bezpośrednio związani z Baczyńskim. Zaletą książki jest zatem jej wielowarstwowość i pulsacyjność, nieustanne krążenie wokół zdarzeń i oświetlanie ich z różnych stron. Autor rezygnuje z rozbudowanych komentarzy, buduje narrację z dokumentów i wspomnień, a ostateczną interpretację pozostawia czytelnikowi.

Wreszcie dysponujemy wiarygodną i pełną szczegółów opowieścią o miłości do Barbary Drapczyńskiej, którą poeta poznał przypadkowo i nieomal od razu pokochał. To narracja o uczuciu, które dojrzewało w młodych ludziach i znalazło swój finał przy ołtarzu kościoła na Solcu. A przecież wiele było niesprzyjających okoliczności – to był przecież czas wojny, wyraźnie zarysowała się nieprzychylność matki dla wybranki Krzysztofa, a nade wszystko skromne warunki materialne, mogły im stanąć na przeszkodzie – wszystkie trudności zostały wszakże pokonane dzięki żarliwemu uczuciu i poświęceniu. Powstanie warszawskie rozdzieliło ich bezpowrotnie, a po tragicznej śmierci poety, jego żona także zmarła nagle 1 września 1944 roku, trafiona w głowę odłamkiem szkła. Uwielbiała jego poezję i wierzyła w ogromny talent, jak mogła wspierała go, a rozkwitające stale uczucie znalazło swoje odzwierciedlenie w listach i wierszach. Koledzy i koleżanki ukrywali przed nią prawdę o śmierci męża, ale przecież w końcu to do niej dotarło i musiała się pogodzić z nieuchronnością zdarzeń. Nie była kobietą szczególnie piękną, ale miała ogromny urok osobisty i znajomi wielokrotnie podkreślali, że znakomicie pasowała do delikatnego blondynka, jakim był jej ukochany. Jakże trudne musiało być dojrzewanie tego chłopaka, który miał zaledwie osiemnaście lat w chwili wybuchu II wojny światowej, a potem musiał przechodzić w przyspieszonym tempie kolejne etapy dorosłości, łącznie z zabijaniem wrogów. Przeżywał to boleśnie i jego wrażliwa natura buntowała się, nie godząc się na taki kształt świata, w którym przyszło mu uczestniczyć. Jego poezja odzwierciedla grozę chwil ostatecznych, gdy nadwrażliwość wyrywa się ku pięknu świata, a rzeczywistość bitewna nakazuje strzelać do innych bytów, obcować pośród trupów i zbezczeszczonych szczątków dawnych przyjaciół, dowódców, towarzyszy broni. Z tego zderzenia powstały wiersze, które na zawsze weszły do skarbnicy poezji polskiej, a jej porównania do zwiewności liryki Juliusza Słowackiego nie były bezpodstawne.

 Wiele kart swojej książki Budzyński poświęca sprawie śmierci Krzysztofa, która miała miejsce 4 sierpnia 1944 roku. Początkowo podawano informację, że został on trafiony przez niemieckiego strzelca wyborowego na wieży warszawskiego ratusza, ale Budzyński przekonująco udowadnia, że miało to miejsce w pałacu Blanka, w godzinach popołudniowych. Tylu młodych ludzi wtedy ginęło, że w relacjach zaciemniono okoliczności śmierci poety, przywołując zdarzenia z ratusza i utożsamiając jego tragedię z podobnymi incydentami, związanymi z kimś innym. Ostatecznie relacje osób, które były przy śmierci Krzysztofa i jego pochówek na tyłach wskazanego wyżej pałacu, a potem ekshumacja, potwierdziły tę wersję zdarzeń. Poeta został trafiony kulą dum-dum, która zmasakrowała jego głowę, odsłaniając fragment mózgu, co praktycznie nie dawało mu szans na przeżycie. Próbowano go ratować i sanitariuszki wykazały ogromne poświęcenie, ale niczego nie mogły zrobić. Po wojnie ciało Baczyńskiego wyjęto z prowizorycznego grobu, a rozpoznane przez matkę po medaliku, zostało przeniesione na wojskowe Powązki, gdzie spoczął obok swojej żony. Tak kończyła się biografia jednego z najzdolniejszych poetów okresu wojny i okupacji, którego talent już wtedy dostrzegli tacy pisarze jak Iwaszkiewicz, Andrzejewski czy Miłosz. Ten ostatni po latach dość nieprzychylnie potraktował dawnego kompana, ukazując go jako chorowitego astmatyka i kładąc nacisk na jego żydowskie pochodzenie (Cz. Miłosz, Abecadło, s.60–62). Trudno rozstrzygnąć czy Baczyński rzeczywiście w tak dramatyczny sposób przeżywał to, że nie brał udziału w ruchu oporu w getcie warszawskim, ale faktem jest, że już w szkole angażował się po stronie Żydów i brał nawet udział w bójce obronnej, spowodowanej wyśmiewaniem się z jednego z kolegów wyznania mojżeszowego. Budzyński pokazuje także dochodzenie Krzysztofa do ogromnej wrażliwości poetyckiej, jego wyprawy do Dalmacji, w Tatry, lekturę ważnych książek, przyjaźnie literackie i wpływ znamienitego ojca. Wszystko razem spowodowało, że zaczął on pisać wiersze, w których pojawił się romantyczny zaśpiew i nowoczesne narzędzia obrazowania, liczne zderzenia metaforyczne i oksymorony, a nade wszystko niespotykana plastyczność świata. Wspaniała monografia Budzyńskiego powinna znaleźć się w każdej bibliotece i stać się lekturą obowiązkową dorastającej młodzieży polskiej, w tych trudnych latach kapitalizmu szukającej swojej drogi i przewodników duchowych. Jednym z nich może być Krzysztof Kamil Baczyński – poeta i żołnierz, wielki patriota i symbol pokolenia, które odchodziło na zawsze w jakże tragicznej chwili bez imienia

 ______________

Wiesław Budzyński, Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila, Wydawnictwo M, Kraków 2014, s. 336.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: