ZRAZY Z OREGANO

Gotuję nieomal od samego początku mojego małżeństwa – jakoś tak się złożyło, że potrafię to robić. Moi znajomi i rodzina twierdzą, że jestem w tym dobry. Tracę wiele cennego czasu na stanie przy garnkach, ale z drugiej strony jest to wspaniała odskocznia od pisania i ślęczenia przy komputerze. Co kilkanaście wpisów będę się dzielił z czytelnikami tego dziennika moimi najlepszymi przepisami. Dzisiaj robiłem zrazy ze śliwką, ananasem i oregano. Potrzebny do tego jest schab, który należy pokroić w plastry i stłuc jak do kotletów. Od tego zmiażdżenia mięsa wiele zależy i musimy uważać by płaty miały jakieś pięć milimetrów. Za grube powodują, że mięso stwardnieje, a za cienkie przeszkodzą w dobrym zwinięciu zrazów, które popękają. Mięso smarujemy lekko sosem curry lub – dla osób z kłopotami gastrycznymi – masłem i niewielka ilością soli. Przyprawę o nazwie oregano (po polsku: lebiodka) należy zmielić w młynku na proszek. Ananasy tniemy na centymetrowe kosteczki i układamy na środku każdego płata mięsa. Dodajemy też suszoną śliwkę, dwie rodzynki sułtańskie i kilka ziarenek ugotowanego wcześniej ryżu. Wszystko zasypujemy pełną dużą łyżką sproszkowanego oregano, lekko solimy i pieprzymy. Zawijamy zrazy w dłoni, tak by uformowała się kulka i potem dołem, tam gdzie jest zamknięcie, układamy blisko siebie na patelni. Smażymy na oleju rzepakowym, najpierw na dużym ogniu, a potem na najmniejszym z możliwych. Zrazy szybko się scalą i nawet obracane na patelni, nie będą się otwierać. Tak opiekamy kilka minut, dokładnie sprawdzając czy z każdej strony schab stał się apetycznie brązowawy. Następnie przekładamy nasze rolady do szerokiego garnka, także ściśle, jedna przy drugiej, a potem zalewamy niegazowaną wodą mineralną (np. Primaverą) i gotujemy na lekkim ogniu jakieś piętnaście minut. Dalej, przykrywamy garnek pokrywką i odstawiamy na bok. Pół godziny przed podaniem, zrazy gotujemy kolejne dwadzieścia minut i podajemy z młodymi ziemniakami, brokułami lub kalafiorem i ogórkiem kiszonym. Osobną sprawą jest sos, który zwykle przygotowuję z czterech kostek bulionu warzywnego. Jeśli ma być czerwony, to dodaję przecier pomidorowy, a jeśli brązowy – najlepiej dolać trochę sosu sojowo-grzybowego. Zagęszczać można mąką lub niewielką ilością kaszki kuskus, a podawać też można z kaszą gryczaną, jęczmienną lub właśnie z osobno ugotowanym kuskusem. Tradycja nakazuje jednak by na pięknym talerzach, obok zrazów, znalazły się niewielkie, okrągłe ziemniaki, posypane leciutko koperkiem lub zmieloną pietruszką. Smacznego…

Newer entries »

%d blogerów lubi to: