PIECUSZEK

Foto - Wikipedia

Foto – Wikipedia

Patrzyłem dzisiaj dość długo na małego ptaszka, buszującego pośród gałązek dzikich róż i mahonii i po jakimś czasie zorientowałem się, że jest to piecuszek (Phylloscopus trochilus), przedstawiciel rodziny świstunek. Przeskakiwał z gałązki na gałązkę, wprawnie omijając kolce, to wzbijając się w górę, to przysiadając na okrytej korą ziemi. W pierwszej chwili myślałem, że to modraszka, ale subtelna sylwetka skłoniła mnie do sięgnięcia po lornetkę i szybko wyodrębniłem gatunkowe cechy charakterystyczne. Jego wyjątkowa ruchliwość mogła być związana z gorączkowym poszukiwaniem ostatniego, jesiennego pożywienia, bo to czas odlotu piecuszków, które towarzyszą nam od kwietnia, a potem podróżują bardzo daleko i zimują na całym obszarze Afryki, na południe od Sahary. Ptak ten uwielbia chaszcze niskich drzew i krzewów, a szczególnie upodobał sobie doliny rzeczne, z obfitymi zaroślami wiklinowymi, brzozowymi i wierzbowymi. Żywi się głównie owadami, ale jesienią myszkuje po ogrodach w poszukiwaniu dojrzałych jagód krzewów, chętnie zalatuje też do karmników i zjada kaszę, kawałki chleba oraz nasiona roślin mącznych. Latem często słyszymy jego wysoki, charakterystyczny głos, pojawiający się w naturze niczym flet w orkiestrze, a zdarza się, że przybiera on ton melancholijny i żałosny, przydający ciepłym dniom niezwykłych muzycznych kontekstów. Obserwowany piecuszek (nazwa od kształtu gniazda przypominającego piec) kilkakrotnie obleciał krzewy na skraju ogrodu, połyskując żółtawym podgardlem, prezentując czerwonawy dziobek i ruszając energicznie ogonkiem, a potem odfrunął ku rozłożystej jabłonce. Myślę, że z łatwością zmieściłby się w dłoni, ale trudno byłoby go utrzymać, gdyż zew afrykańskich dali pewnie już w nim się odezwał i za dwa, trzy tygodnie znajdzie się w krańcowo różnej przestrzeni. Choć świstunki są bardzo do siebie podobne i równie dobrze mogłem przyglądać się wójcikowi zielonemu, świstunce właściwej lub pierwiosnkowi, to intuicja mówi mi, że miałem do czynienia z piecuszkiem.

Reklamy

ORNITOLOGIA ULICZNA (4)

I jeszcze trochę „ptaków ulicznych”…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ORNITOLOGIA CMENTARNA (6)

Kolejna wyprawa na cmentarz i nowe „ptasie” znaleziska… Ludzie noszący całe życie nazwisko- emblemat… Ciekawe czy w jakiś sposób utożsamiali się z tymi ptakami, choć może czasami było to trudne. Na przykład jak ktoś nazywał się kukułka, to oprócz sympatycznego kukania, odgłosu dzieciństwa i eskapad leśnych, miał w swoim zawołaniu życiowym coś paskudnego. To podrzucanie jajek do gniazd małych skrzydlatych stworzeń, które potem starały się wykarmić pisklę-potwora, czasem kilkanaście razy większego od naturalnych potomków i mordującego je bez litości. A jak ktoś nazywał się kawka lub sroka, czy wiedział, że są to okrutni mordercy ptasich piskląt, czekający tylko na chwilę nieuwagi rodziców i zabijający w każdym sezonie wiele piskliwych istnień? Nawet tak sympatyczne „ptasie” nazwiska jak pliszka, mazurek czy rudzik niosą w sobie to ciągłe pożeranie innych bytów… Tylko ptasi roślinożerne jak grzywacz generują mniej negatywnych konotacji, choć i one nie pogardzą robaczkiem i chętnie odbiorą mu życie dla walorów smakowych…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

RADOŚĆ FOTOGRAFOWANIA (X)

Tym razem zaczaiłem się z aparatem fotograficznym na mocarne osiki, rosnące przy południowym wyjeździe z Bydgoszczy. Choć drzewa te rosną bardzo szybko, to i tak – przy ich wielkości – muszą mieć ze dwieście lat. pamiętają zatem czasy, gdy rosły daleko od miasta, które dopiero ruszało z ekspansją w ich kierunku. Dokładne przyglądanie się im odsłania głębie, o których nie zdają sobie sprawy ludzie mijający je w pędzie, przechodzący szybkim krokiem ku swoim codziennym celom. A to prawdziwy wszechświat dla owadów i ptaków, pełen kryjówek i zakamarków, jam, dziupli, załomów kory, a do tego platforma dla dziesiątków gniazd gawronów i kawek, trampolina do drapieżnych skoków wron, srok, sójek, a także przygodnych kani, błotniaków, jastrzębi, krogulców, myszołowów, a nawet tak rzadkich gości, jak bielików.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

KLĄSKAWKA

Kląskawka - foto Wikipedia

Kląskawka – foto Wikipedia

Długo przyglądałem się ciekawemu ptakowi, który przysiadł na niewielkim krzaku, jakieś pięćdziesiąt metrów ode mnie, czekając aż się przybliży. Wiedziałem, że skrzydlate zwierzęta reagują na ruch i moje zastygnięcie dawało szansę dostrzeżenia elementów ubarwienia, kształtu i wielkości. Po jakimś czasie miałem już pewność, że obserwuję kląskawkę (Saxicola rubicola), ptaka dość licznego w Europie i na północy Afryki, ale u nas występującego rzadko, głownie w południowych regionach. Zmiany pogodowe i ocieplenie klimatu powodują, że gatunek ten zalicza się obecnie do ekspansywnych i widuje się poszczególne osobniki wyżej na północy. Taka przygoda i mnie się przytrafiła, a charakterystyczne odgłosy lit-tak-tak, utwierdziły mnie w przekonaniu, że to właśnie jest rzadki przedstawiciel rodziny muchołówkowatych. Ptak ma brązowo-czarne ubarwienie piór, ale na podbrzuszu pojawia się kolor pomarańczowy, biały i ciemniejsze kreski, przy czym samica – jak zwykle u tych zwierząt – ma spłowiałe ubarwienie. Czarny ogon i jednolicie ciemne skrzydła kontrastują z szarościami pokryw podogonowych i akcentami bieli pod głową i w miejscu połączenia skrzydeł z kuprem. Ptak nie był zbyt ruchliwy, zastygał na wyniosłych czubkach krzewów i tylko obracał głowę, sondując dokładnie przestrzeń wokół siebie. Widział mnie przez cały czas, wykazywał spore zainteresowanie moją posturą, a gdy tylko ruszyłem powoli, by baczniej mu się przyjrzeć, odleciał w dal, utrzymując stale tę samą odległość ode mnie. Zdumiewające było to spotkanie, bo przebywając w południowo-wschodniej Polsce, nie widziałem ani jednej kląskawki – nieoczekiwanie przedstawiciel tego gatunku, bo to był samiec, przybliżył się do mnie i przyglądałem mu się na obrzeżach Bydgoszczy. Tu też nie brakuje suchorostów, karłowatych krzewów, wielkich otwartych przestrzeni i zapewne pobliskie lotnisko, z szerokimi płaszczyznami, jako żywo przypominającymi step, przyciągnęły tego jakże rzadkiego gościa.

ORNITOLOGIA ULICZNA (3)

Dzisiaj trochę egzotycznej ornitologii ulicznej…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ORNITOLOGIA ULICZNA (2)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

ORNITOLOGIA CMENTARNA (4)

???????????????????????????????

PTASIOŚĆ

bozic-1

Świat ptaków jest tak oryginalny i piękny, że jego studiowanie i stopniowe poznawanie zapiera dech w piersiach, odsłania przestrzenie, o których prawie nikt nie ma pojęcia. To jest rzeczywistość nacechowana śmiercią w takim samym stopniu jak spektrum ludzkie, w którym zabijanie zwierząt uwarunkowane jest ciągłością istnienia i określonymi wymogami organizmów, potrzebujących żelaza z mięsa, skór na okrycia i buty czy zastępczego mleka na początku egzystencji. Ptaki także zabijają dla przetrwania i daleko idące specjalizacje drapieżców mają swoje umotywowanie w występowaniu określonych gatunków, trasach przelotów i miejsc gniazdowania. Skrzydlate stworzenia, żywiące się owocami czy ziarnami, też pochłaniają jakieś cząstki materii i przetwarzają je na energię, w czym naśladują owady, gryzonie, ssaki. Nie ma w naszym świecie takich stworzeń, które utrzymałyby się w trudnych warunkach bez przetwarzania dóbr natury, a człowiek jest chyba najbardziej rozwiniętym drapieżcą, który zinstytucjonalizował zabijanie w rzeźniach, zawłaszczył świat roślinny i mineralny, zminimalizował też wymowę nieustannego podkradania, na przykład jajek lub mleka. Opisując świat ptasi, równoległy do ludzkiego, musimy z konieczności oddalić jego krwiożerczość i nieustanne polowania, tak jak robimy to w naszym życiu, chętnie spożywając szynkę lub nabiał, zjadając na śniadanie jajecznicę i pijąc kakao. Jeśli to uczynimy, skupić się będziemy mogli na cechach wyjątkowych skrzydlatych tworów natury, a szczególnie na pięknie lotu, który stał się jedynie ich domeną. Zdarzają się w przyrodzie także jaszczurki z błoną pławną pomiędzy łapami, które skacząc z gałęzi na gałąź potrafią szybować w powietrzu, obserwuje się ryby wyskakujące ponad powierzchnię wody i wykorzystujące przez chwilę płetwy jak skrzydła, polatują też motyle i inne owady, ale tylko ptaki potrafią latać bez ograniczeń, unosząc się na ogromne wysokości, szybując daleko w przestrzeni, przelatując między gałęziami drzew, przysiadając na kamieniach i pagórkach, a potem znowu szybko zrywając się w powietrze. Ich pneumatyczne kości, drobne ciała, a nade wszystko ogromne przestrzenie skrzydeł, umożliwiają unoszenie się w górę, zawisanie i szybkie lądowanie w wybranym miejscu. Odwieczne marzenie człowieka o locie było zawsze tęsknotą za zwinnością i lekkością wilgi, orła, pelikana czy sikorki bogatki, a pierwsze „statki powietrzne” jako żywo naśladowały konstrukcję opierzonych skrzydeł. Widać to na rysunkach lotni Leonarda da Vinci i na planach pierwszych „samolotów” Wilbura i Orville’a Wrightów – obecnie też w najnowocześniejszych statkach powietrznych wraca się do porzuconych kiedyś „usprawnień”, zaobserwowanych w świecie ptasim.

Bozic_3_Final_6_inch1

Ptasiość ma wiele zmiennych wymiarów i uświadamiamy to sobie, gdy obserwujemy na przykład wielotysięczne stada szpaków, tworzące w przestrzeni niesamowite konfiguracje, zmieniające się i mieniące w dali jak ogromna płachta, powiewająca na wietrze czarna, oniryczna flaga. Albo gdy kontemplujemy tysiące gawronów, kawek krążących nad miastami, przysiadających na dachach wysokich domów, kłębiących się w jednym miejscu jak żywa masa, wydająca z siebie charakterystyczne krakania, piski i chroboty. Ta mnogość i wielorakość stworów latających stała się punktem wyjścia dla specjalnie stylizowanych obrazów Tiffany Bozic, młodej artystki, mieszkającej w San Francisco w Kalifornii. Maluje ona na swój własny sposób naturę, wykorzystując farby akrylowe i nakładając je najczęściej na lite klonowe deski. Wychowała się na farmie w Arkansas, gdzie obserwowała ogromną różnorodność świata zwierzęcego, ze szczególnym uwzględnieniem ptaków. Ameryka jest prawdziwym rajem dla ornitologa i na każdym niemal kroku natknąć się można na ciekawe gatunki, niezwykle barwne, rozkrzyczane i dające się podejść bardzo blisko. Szczególnie interesujące pod tym względem są krainy tropikalne, a do takich należy przez dużą część roku Kalifornia, do której przylatuje wiele przepięknych skrzydlatych stworów z Ameryki Środkowej i Południowej. Artystka jako swojego mistrza wymienia słynnego amerykańskiego ornitologa i rysownika Johna Jamesa Audubona, a także niemieckiego biologa Ernsta Haeckela, twórcę monizmu i pierwszego drzewa rodowego żywych organizmów. Jeśli do tego dodamy liczne podróże do najpiękniejszych zakątków świata, studia nad gatunkami w California Academy of Sciences w San Francisco, a także szerokie zainteresowania naturą i niezwykły talent malarski, to otrzymamy osobowość, która prędzej czy później eksplodować musiała wspaniałymi dziełami. Każde pióro, każdy dziób czy pazur, namalowane przez tę artystkę, mają określoną wartość mimetyczną, ale też otwierają obszary metaforyczne, inicjują symbolikę przepastnych głębin istnienia. W kraju, w którym młodzież dorasta z atlasami przyrody Rogera Tory’ego Petersona w ręku i może ciągle weryfikować znakomite przedstawienia ze zwierzętami pojawiającymi się w pobliżu domów, często pojawiają się młodzi ludzie ukierunkowani na wnikliwe studiowanie natury. Dodatkowe znaczenie ma tutaj też przestrzeń kalifornijska, w której wiele zwierząt, i szczególnie ptaków ma charakter endemiczny, a podobne gatunki, znane z innych części Ameryki, bywają barwniejsze i liczniejsze. Prawdziwy ptasi festiwal zaczyna się jesienią, kiedy to gatunki północne – często tak barwne jak Painted Banting (Passerina ciris) przelatują na zimowiska na południu, w Meksyku, Panamie i Ameryce Południowej, zatrzymując się etapowo w cieplejszych stanach USA.

WebdetailSanguine

Ornitologiczne obrazy Tiffany Bozic – jak zostało wyżej powiedziane – są udanymi studiami natury, ale specyficznie upozowanymi, otwierającymi się na interpretację metaforyczną i symboliczną. To nawiązania do konkretnych gatunków, najczęściej amerykańskich, z uwzględnieniem ich specyfiki i bogatej kolorystyki, a przy tym prace te są pulsującymi wizjami, wydobytymi z głębin snu i marzenia, swoiście upozowanymi. Wart podkreślenia jest tutaj element delikatności i zwiewności, a przy tym celowo zastosowanych kryptocytatów z naiwnego malarstwa Celnika Rousseau. Akryle stawiają określone wymagania przed twórcą, nie dają się rozcierać jak oleje, ale za to tworzą płaszczyzny idealnie gładkie, jakby powleczone plastikiem, co można dowolnie wzmacniać przez zastosowanie odpowiednich werniksów. To praca iście benedyktyńska, wymagająca ogromnej cierpliwości i długich przedziałów czasowych, bo nakładane warstwy, przed kolejnymi operacjami, muszą porządnie wyschnąć. Namalowanie piór, sierści zwierząt czy delikatnych nerwów lub żył wymaga nie lada maestrii i w tym amerykańska artystka jest bardzo dobra. Naturalną cechą farb akrylowych jest ich nieznaczne przyciemnienie i w tym przypadku znajduje ono uzasadnienie w lekkiej baśniowości, w zwiewności i umowności prezentowanych ptaków. Swoje znaczenie ma też owo wyrwanie z kontekstu naturalnego, akcentowane brakiem teł, zastępowanych naturalnym rysunkiem słoi klonowego drewna. Taki zabieg dodatkowo zawiesza ptaki w przestrzeni i imituje lotność, przydaje lekkości i każe doszukiwać się w przedstawieniach jakichś głębszych treści. Zapewne chodzi tu artystce o podkreślenie znaczenia chwili w obserwacji natury, owego błyskotliwego zauważenia, które każe potem w specjalny sposób komponować kolejne obrazy. To jakby zauroczenie i jasność widzenia dziecka, które staje oniemiałe w obliczu przysiadającego na gałęzi kardynała, Indigo Banting albo tanagry, to radość małego chłopca, który zauważył w krzakach wilgę, dudka albo ptaka o indiańskiej nazwie Towhee. Przesunięcie ku fantazji i twórczej metamorfozie jest znaczące na wielu deskach, a czasem przeradza się w nową kompozycję znaczeniową, gdzie znane z przyrody kształty przeobrażają się, tajemniczo mutują i nabierają nowych cech semantycznych.

Web.MutualCore

Warto zatrzymać się też na chwilę nad strukturą kompozycji artystki, które często tworzą rodzaj naturalnego kolażu, w którym ogromną rolę odgrywa mnogość ptasich bytów. Tak jest w przypadku multiplikowanych sów i kolibrów, ustawianych obok siebie mandarynek czy amerykańskich dzięciołów, ale dochodzi też do poszerzania penetracji o owady, ryby, gryzonie czy ssaki. Tak subtelne kompozycje stają się rodzajem haftu przyrodniczego, w którym poszczególne ptaki i inne twory stają się cząstkami, dającymi się dowolnie przesuwać i zamieniać. Wspomniana wyżej ptasiość staje się rodzajem wielkiego, ciągnącego się przez wieki pytania o naturę rzeczywistości w której żyjemy i którą staramy się uważnie analizować. Podczas wyprawy do Papui Nowej Gwinei Bozic odkryła wielowymiarowość bytów egzystujących w dżungli, ze szczególnym uwzględnieniem rajskich ptaków. Potem odzwierciedliła ich wspaniałe pióra na wielu swoich deskach klonowych, a ich ornamentalność wykorzystała wielokrotnie w grafice. Za każdym razem stwarzała jednak w swoich pracach sytuację graniczną, zachęcając odbiorców do twórczej interpretacji przedstawionych kompozycji. W młodości była czytelniczką książek Davida Attenborough, oglądała z zapartym tchem nakręcone przez niego filmy i zapamiętała z tamtego okresu rodzaj „rozpalenia”, żarliwego zaangażowania się w tego rodzaju prezentacje natury. Teraz z takim samym żarem ma do czynienia podczas malowania – stara się wydobywać z nicości kompozycje niespotykanie piękne, zwiewne i przesuwające się ku organicznej metaforyce. To są pytania zadawane najpierw sobie, potem swoim mistrzom, a na koniec tym, którzy jej obrazy oglądają i analizują, znajdując w nich treści, o których nawet nie śniła. To jest sztuka bardzo dekoracyjna i od samego początku wzbudzająca wielkie zainteresowanie marszandów, zarządców galerii i tych, którzy pragną urządzić wyjątkowo swoje mieszkania czy domy. Tego rodzaju wprowadzenie natury do przestrzeni życiowej ma w sobie wiele z obcowania z prawdziwymi zwierzętami i jakby dodatkowo podkreśla ich wagę w naszym życiu. To, co dla wielu jest tylko ozdobnikiem, nagłym zdziwieniem i zaskoczeniem, może stać się cząstką mądrej egzystencji, życia ukierunkowanego na poznawanie i cieszenie się z różnorodności naszego świata. W ostatnich latach obserwujemy przesunięcie się akcentów w tym malarstwie, od realistyczno-baśniowych odwzorowań i prawdziwych popisów możliwości malarskich, artystka przechodzi powoli ku surrealistycznym kreacjom, w których ważną rolę odgrywa wnętrze organizmu. W tym celu dokonuje przecięć pionowych lub poziomych poszczególnych ciał i ukazuje strukturę podskórną, z plątaniną nerwów, żył i kości. Trudno powiedzieć w jakim kierunku rozwinie się ta sztuka, ale nie ulega wątpliwości, że jest dojrzałą, niemal filozoficzną, a przy tym jakże inspirującą propozycją odczytania naszego odwiecznego zakorzenienia w naturze.

Web.DucksRow

WS.NoOne'sMyOwn

WS.NatureVSNurture

tiffany-bozic

WS.Dowhatuhavetodo

ORNITOLOGIA CMENTARNA (3)

???????????????????????????????

« Older entries Newer entries »

%d blogerów lubi to: