* * *

Turdus_merula_female_(d1)

Dzisiaj po obudzeniu i odsłonięciu okna zobaczyłem bajkowy widok zimy, jak ze świątecznych obrazków i widokówek. Drzewa oblepił szron ze śniegiem i gałązki wyglądają jak szkielety martwych ukwiałów. Szkoda tylko, że niebo jest szare, a słońce skryło się za sinymi oparami i mgłami. Na szczęście pojawiają się na konarach barwne kuleczki życia, gile i sikorki, stada szczygłów i jemiołuszek. Patrząc w dal wypatrzyłem na jednym z drzew nieco większego ptaka, przypominającego trochę paszkota, ale jakby inaczej ubarwionego. Poszedłem do swojego pokoju po lornetkę i przyglądałem się dość długo temu „zjawisku”, nie mogąc się zdecydować z jakim gatunkiem mam do czynienia. W pewnym momencie skrzydlate stworzenie zerwało się do lotu i poleciało za blok, gdzie jest trochę krzewów i zmarzniętych owoców. Przeszedłem do drugiego okna i zobaczyłem ptaka znacznie już bliżej, na gałązkach czeremchy, zajadającego z apetytem sczerniałe owoce. Teraz już nie miałem wątpliwości, a lornetka pomogła mi przyjrzeć się lepiej samicy kosa. Zwykle występują w towarzystwie swoich czarnych samców, ale zimą zdarza się, że się odłączają i odbywają samotne wyprawy w poszukiwaniu pożywienia. Brązowawa z lekkim odcieniem stonowanej zieleni, z niewielkimi, matowymi plamkami na szarym podbrzuszu i dużą jasną plamą na podgardlu, prezentowała się wyraźnie pośród oszronionych gałązek. Miała brązowy dziób i takież same nogi i co chwila zmieniała swoje położenie, sondując okolicę, czy nie zagraża jej jakieś niebezpieczeństwo. Kosy bardzo narażone są na ataki kotów i wiele z nich ginie w przydomowych ogrodach, wiele traci życie w parkach i na cmentarzach. Dobrze nastroił mnie do pracy ten poranny widok pięknego ptaka, zasiadłem zatem do komputera, włączyłem celtycka muzykę, a efekty moich dzisiejszych działań częściowo zobaczyć będzie można na tym blogu.

* * *

Gawrony

Śnieżna otulina przywarła do ziemi, gałęzi drzew i krzewów i świat ukrył swoje wstydliwe zakamarki pod białą powłoką. Wielkie gawrony, czarne jak węgiel i opalizujące w słońcu, przysiadły na topolach i olchach, na brzegach dachów, a niektóre wylądowały na śniegu, na płaskich przestrzeniach pomiędzy muldami. Kroczą majestatycznie w miejscu i przyglądają się przestrzeni wokół nich, sondują zagrożenia i wypatrują jakiegoś pokarmu. Wolę miesiące letnie, ale jak za długo trwają upały, tęsknię do śnieżnych zim, do bieli i niebieskich cieni, do spadających z nieba płatków i aury jakiejś tajemniczej odświętności. Snuje się wtedy we mnie szlachetny smutek, jak żałosna pieśń, jak echo dalekiego wołania, jak potwierdzenie tego, że jestem ulotny i chwilowy, a mój czas mija logicznie i sukcesywnie, gaśnie bezpowrotnie. Czuję wtedy też, że zbliża się przełom, moment finalny i zarazem najważniejszy w moim dotychczasowym życiu pisarskim. Kimkolwiek bym nie był i cokolwiek bym w przyszłości nie zrobił, zgromadziłem obszerny dorobek, który tyle razy już był przedmiotem zawiści i niesprawiedliwych ocen. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie mają one znaczenia, a życiowe perypetie wielu pisarzy utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że idę właściwą drogą. W Ojcu chrzestnym, moim ukochanym filmie gangsterskim jest taki moment, gdy główny bohater mówi: Dzisiaj rodzina Corleone wyrównuje rachunki, a potem zaczyna się ciąg zbrodni wrogów i zdrajców, osób, które przyczyniły się do śmierci brata Michaela, do zamachu na jego ojca lub utraty czci innych osób. Dość długo kierowałem się zasadą non violence, ale nadchodzi czas walki i wyrównania krzywd, czas upadku tych, którym wydawało się, że są nie do ruszenia – czuję, że nadchodzi mój czas. Śniegi stopnieją, lody roztopią się, a na łąkach i wzgórzach pojawi się nowa, soczysta zieleń – znowu zakwitną kwiaty na krzewach i gałązkach drzew i zaświeci słońce.

ŻOŁNY

Pisałem już w moim dzienniku o tych pięknych ptakach, które u nas spotkać można na południu kraju. Jakoś ostatnio, w Internecie, namnożyło się sporo pięknych zdjęć tych skrzydlatych stworów. Oto niektóre z nich i żołny zachwycające urodą, aerodynamicznym kształtem i czymś, co może sugerować, że mamy do czynienia z daleką egzotykę, a tymczasem możliwe jest do sfotografowania i zobaczenia w okolicach Przemyśla i na Dolnym Śląsku.

btcIlc1YYEdoqBxpHssmQrjvBoioZdQjwZizBcVN (1)

382866_325113754270684_1247343955_n

1009_430391343676603_97952606_n

126b-750x499

223822_225122500864128_6296876_n

388273_486166684759707_950778760_n

zolny_w_laszkach

zolna-216-2fe49f481d45968fcc2d24f0b08a78c9

zolna-109-5464cd68bed147a0c2b447d0646c51f0

EiIzaIBfiGxpISqcv6ZtPoATLTsoSomEcVmnLe2p

MIGRACJE PTAKÓW NAD IZRAELEM

ŻOŁNA

Żołna zwyczajna (Merops apiaster) to bardzo płochliwy ptak, chwytający w locie błonkówki, chrząszcze, motyle, muchówki i owady prostoskrzydłe. Pszczoły, szerszenie i osy miażdży zwykle końcem ostrego dzioba, by uniknąć użądlenia. Nieprawdziwe są jednak opowieści o tym, że ptaki te potrafią zniszczyć całe pszczele rodziny czy dostawać się do uli. Żywiąc się licznymi owadami, żołny chwytają niewiele pszczół miodnych, a łakomym kąskiem dla nich są też ważki i trzmiele, tłuste larwy i duże owady opancerzone. Te barwne cuda natury zamieszkują południową Europę i u nas osiedlają się rzadko, głównie na Podkarpaciu i Dolnym Śląsku. Ruchliwe pary budują długie nory na wielkich urwiskach i głównie przy nich są obserwowane, choć nowoczesne aparaty fotograficzne pozwalają też „upolować” je podczas odpoczynku, na łąkach, na gałęziach drzew czy drutach instalacji elektrycznych. Natkniemy się na nie także w południowej Azji, a podczas zimowania, w Afryce, na południe od Sahary. Natura obdarzyła żołny przepięknym ubarwieniem, w którym główną rolę gra turkus, żółcień i kolor rdzawy, który czasem interpretuje się jako barwę złotą. Ptak osiąga długość dwudziestu pięciu centymetrów, a rozpiętość długich skrzydeł sięga pół metra. Zwykle składa w norze pięć lub sześć jaj, z których wykluwają się młode osobniki, gotowe do opuszczenia schronienia po trzydziestu dniach. Żołny objęte zostały w Polsce całkowitą ochroną gatunkową, ale mogą ginąć w pojedynkach ze skrzydlatymi drapieżnikami i sprytnymi zwierzętami futerkowymi, zakradającymi się do nor po pniach drzew lub wystających głazach. Szczególnie widowiskowe są duże stada tych ptaków, gdy gromadzą się przed przelotem do ciepłych krajów, ale pojedyncze osobniki też potrafią zachwycić pośród natury. Fotografowie, którzy chcieliby uwiecznić na zdjęciach ich piękno muszą być bardzo cierpliwi, dobrze zakamuflowani w specjalnych kryjówkach i muszą dysponować najlepszym sprzętem. Efekty ich pracy bywają jednak zdumiewające, co może poświadczyć jedno ze zdjęć dostępnych w Internecie, które zamieszczam też na moim blogu.

KWICZOŁY

Zima generuje wspaniałe zdarzenia ornitologiczne, od napływu ogromnych stad gawronów, pojawienia rzadkich gatunków, po ewolucje kawek o zmierzchu i łączenie się ptaków w wielkie grupy. Pisałem już o tym, że obserwowałem spore stada szczygłów, przelatujące od krzaków do drzew, od zeschłych wrotyczów do utwardzonych przez mrozy ostów i nawłoci. Tym razem stanąłem jak oniemiały, gdy na kilku sąsiadujących ze sobą olchach, zobaczyłem stado drozdów, liczące ponad sto ptaków. Były dosyć przyjacielsko nastawione i uważnie mi się przyglądały, co jakiś czas tylko zrywając się po kilka do lotu, zataczając krąg i lądując w pobliżu. Najniżej usadowione samice i samce pozwoliły mi zorientować się, że mam do czynienia z kwiczołami (Turdus pilaris), średnimi ptakami drozdowatymi, znanymi dobrze w środkowo-wschodniej Europie i w Azji, a najliczniejszymi w środkowej części Syberii. Podczas najsroższym zim podróżują do Zachodniej Europy, Azji Mniejszej i do Indii i właśnie w takim momencie, podczas przelotu, spostrzegłem duże stado tych istot. Mają one szarą głowę, brązowawy grzbiet i wierzch skrzydeł. Najbardziej charakterystyczna jest wszakże żółtawa lub pomarańczowa pierś i biały brzuch, na którym widoczne są strzałkowate czarne plamki. Drozdy najczęściej wydają charakterystyczne skrzeczenie, jakby uderzanie kijkiem o kijek, choć są i dłuższe, śpiewniejsze trele, które kojarzyć się mogą z kwiczeniem (stąd nazwa obserwowanego przeze mnie gatunku). Z ciekawostek warto przypomnieć, że gatunek ten opracował niezwykle skuteczna ochronę młodych – w sytuacji zagrożenia opryskuje drapieżniki swoimi bardzo toksycznymi i śmierdzącymi odchodami. Ptaki te żywią się przede wszystkim owadami, które podczas ciepłych miesięcy wydobywają z ziemi, a zimą ogałacają drzewa i krzewy z kruszejących owoców – przede wszystkim z głogu, jałowca i jarzębiny, choć nie gardzą też pozostałymi na drzewach jabłkami i gruszkami. Na szczęście zmieniły się gusty kulinarne w Europie i przestano polować na te ptaki, które teraz w Polsce objęte są całkowitą ochroną gatunkową. Zjadane przez nie aromatyczne owoce nadawały mięsu niezwykły smak i ponoć w XIX wieku odławiano w zaborach pruskim i austriackim około sto tysięcy tych pięknych skrzydlatych stworów. W moim życiu było wiele spotkań z drozdami, najczęściej z pojedynczymi osobnikami, obserwowałem też, spokrewnione z naszymi gatunkami, amerykańskie drozdy wędrowne (Turdus migratorius), bardzo rozpowszechnione tam i  nazywane w rodzimym języku American Robin. Tegoroczne spotkanie z kwiczołami należało do najciekawszych w zakresie obserwacji i poznawania zwyczajów tego gatunku, ale późną jesienią 2009 roku natknąłem się na równie duże stado kwiczołów w centrum miasta, tuż przy Wenecji bydgoskiej, kiedy to dosłownie oblepiły one drzewa głogu i posilały się owocami, pozwalając się długo fotografować. Zrobiłem wtedy chyba ze sto zdjęć, z których najlepsze publikuję tutaj, pod tekstem.

* * *

Foto Cezary Pióro

Zima wreszcie zaczęła przypominać takie same pory roku w innych latach. Pojawił się spory śnieg i okrył wszystko białym puchem, a niska temperatura powoduje, że miliardy kryształków nie topnieją. Nasza natura jest przewrotna i podczas ciepłej aury tęsknimy do chłodu, z kolei podczas mrozów marzą nam się upały. Jest jednak też coś takiego jak pragnienie zimy, zresztą bardzo podobne do pragnienia wiosny, lata czy jesieni. To jakby wewnętrzna tęsknota, powiązana z rytmem pojawiania się pór roku, nieuchronnością rozwoju, wzrastania i rozpadu. Mam nadzieję, że minusowe temperatury utrzymają się i będę mógł przeprowadzić jakieś nowe obserwacje ornitologiczne. Gdy nadchodzą mroźne dni szczygły łączą się w wielkie stada, przybywają ze wschodu i północy gile i zięby jery. Jak ma się trochę szczęścia można zobaczyć duże skupiska tych barwnych ptaków na cmentarnych i parkowych drzewach i zakrzewieniach, a widok jest doprawdy wspaniały. Pośród obsypanych śniegiem gałęzi pełno istnień przyobleczonych w jaskrawe barwy. Jakby nieznany Bóg pozapalał pośród chłodu i bieli ciepłe lampiony, dające znak czerwienią i żółcią, ostrym kolorem pomarańczowym i czernią, że życie jest zjawiskowe. Trzeba tylko umieć to dostrzec i ulokować własne istnienie w obrębie sakralnego, najczystszego z czystych piękna.

KORMORANY

Foto J.J. Harrison

Kiedyś kormorany były bardzo rzadkimi ptakami, widywanymi w ustroniach mazurskich i kaszubskich jezior, nad Biebrzą, w delcie Wisły i Warty oraz na innych terenach nizinnych. Obecnie ptak ten staje się prawdziwym zagrożeniem dla rodzimej ichtiofauny, bo rozprzestrzenia się w gigantycznych populacjach i zdobywa coraz to szersze tereny. Ostatnio widziałem sporo tych ptaków nad Wisłą, w okolicach Fordonu, ale też duże klucze pojawiają się w obrębie Bydgoszczy, a pojedyncze osobniki zaobserwować można przy Wyspie Młyńskiej. Są to przede wszystkim kormorany czarne (Phalacrocorax carbo), określane przez ornitologów także jako zwyczajne. Występują w Eurazji, w Australii, przy wybrzeżach Grenlandii i w Ameryce Północnej, a nie natkniemy się na nie w Ameryce Południowej i w Antarktyce. Ogromne klucze tych drapieżców widziałem nad Zalewem Wiślanym i po drugiej stronie mierzei – nad Bałtykiem. Jeśli każdy z nich zjada dziennie około pół kilograma ryb, to łatwo możemy sobie wyobrazić jaki spustoszenie sieje, będąc wielkim nieprzyjacielem rybaków i innych ptaków polujących nad bogatymi w faunę akwenami. Jest prawie cały czarny, z białymi plamami na głowie i udzie, z charakterystycznym haczykowatym dziobem i szerokimi płetwami. Potrafi wytrwale, głęboko i daleko nurkować, zdobywając najczęściej pożywienie przy dnie słodkowodnych i morskich zbiorników. Ich upierzenie nie jest wodoszczelne i często możemy zaobserwować jak ptaki te rozpościerają lotki i suszą je pośród wiatru i słońca. Wiek kormoranów można rozpoznać jedynie po kolorze źrenicy oka – u ptaka dorosłego jest ona szmaragdowozielona, a u młodego – wyraziście brązowa. Odchody tych skrzydlatych stworzeń są tak toksyczne, że większość drzew, na których budują gniazda szybko usycha. Na ich ogromne kolonie natknąć się można też na niewielkich wysepkach i brzegach mórz, a szczególnie dobrze widać je podczas wiosennych toków, kiedy to samce przybierają najwymyślniejsze pozy i wydają z siebie chrapliwe głosy, by zainteresować sobą samice i odbyć gody. Choć kormoran wyrządza tak ogromne szkody w rybołówstwie i niszczy środowisko naturalne, zamieniając je w martwe cmentarzyska suchych konarów, objęty jest ochroną. W Polsce ptak został spopularyzowany dzięki piosence Piotra Szczepanika i stał się synonimem tęsknoty za odchodzącym bezpowrotnie latem. Z racji swoich niezwykłych umiejętności łowieckich chytry czarny myśliwy pojawia się często w mitologiach jeziornych i nadmorskich krain, w których polowania były sposobem na przeżycie. Dla Żydów był ptakiem nieczystym, co miało związek z Biblią, gdzie symbolizował martwotę i spustoszenie. W Chinach tresowane kormorany używa się do łowienia ryb z niewielkich łodzi, wykorzystując instynkt i ich niepohamowane łakomstwo.

JESIENNA SYMFONIA

Foto Philip Heron

Wrzesień to czas niezwykłej życiowej i wizualnej aktywności szpaków (Sturnus vulgaris), które przygotowują się do odlotu ku ciepłym lądom. Muszą zgromadzić sporo tłuszczu by pokonać ogromne przestrzenie i uganiają się za ostatnimi muchami, komarami, meszkami, zjadają też dojrzewające owoce krzewów i drzew, czyszczą w sadach to, czego ludzie nie zerwali lub co nie spadło z gałęzi. Upodobały sobie górne partie starych lip i dębów, klonów i olch, gdzie przesiadują czasami całymi stadami wśród szeleszczących liści i popiskują, wydają dźwięki, które są jak zew dalekich lądów. Często zrywają się do lotu i trenują mięśnie, kołują nad polami i zabudowaniami, falują w powietrzu jak wielki, mieniący się odcieniami sztandar jesieni. Równie nagle opadają na trawę lub na gałęzie i znowu manifestują dziwnymi dźwiękami swoją obecność i coraz większą gotowość do odbycia podróży. W tym momencie są bardzo piękne, ich skrzydła opalizują czernią i zielenią, dzioby mają intensywnie żółte i mnóstwo kolorowych plamek na puchu i lotkach. Przystaję często pod drzewami i przysłuchuję się tym odgłosom, tej niczym niezmąconej symfonii natury, staram się wypatrzyć pośród konarów pojedyncze osobniki, a czasem widzę ich wielkie skupiska, jakby nuty na pięcioliniach postawionych pionowo, ku niebu. To niewątpliwie jeden z piękniejszych polskich spektakli ornitologicznych, dający się porównać z przelotami dzikich gęsi i kormoranów, z majestatem lotu żurawi i łabędzi. Jesienne słońce operuje dość mocno i czasem, gdy złota polska jesień przeciąga się ku październikowi i listopadowi, szpaki zostają u nas bardzo długo. Owoce czeremchy i kruszyny, głogu, jarzębiny, rokitników i czarnego bzu są jak zaproszenie i odlot przeciąga się i przeciąga. W końcu jednak lodowate, północne wiatry i coraz dotkliwsze przymrozki dają sygnał, by ruszać. Małe stada łączą się wtedy w ogromne chmury ptaków, przesuwające się nad Europą i kierujące się ku Południowym krainom. Wiele z nich zginie podczas przelotów, inne znajdą śmierć w deltach afrykańskich lub azjatyckich rzek, ale sporo wróci na wiosnę i będzie cieszyć moje oko przez kilka miesięcy.

RADOŚĆ FOTOGRAFOWANIA (IV)

« Older entries Newer entries »

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 601 obserwujących.

%d bloggers like this: