CZECZOTKA

Za oknem domu, w którym mieszkam, rozrósł się znacznie cyprysik Lawsona, krzew popularny na działkach i w ogrodach. Spędzając wiele godzin przy biurku dostawionym do okna, obserwuję ptaki przybywające do niego, przeskakujące z gałęzi na gałąź, czasem kryjące się przed okrutnym drapieżnikiem lub startujące do dalszego lotu. Dzień w dzień pojawiają się sroki, kawki i synogarlice, roje sikorek, zdarza się wizyta wrony, gawrona, sójki, grubodzioba, rudzika, szczygła, dzwońca, ale najczęściej na charakterystycznych, postrzępionych gałązkach przysiadają stadka wróbli i mazurków. Tak też było wczoraj, choć moją uwagę przykuł inny, mały ptaszek, znacznie ruchliwszy od pospolitych szaraków. Mogłem dość długo przyglądać się mu, gdy posilał się nasionami cyprysika i zawisał nieruchomo głową w dół, toteż łatwo zauważyłem charakterystyczną czerwoną plamkę na głowie, wyraziście żółty dzióbek i czarny akcent pod nim. Ostatecznie dwie białe pręgi na złożonych skrzydłach przekonały mnie, że mam do czynienia z samicą czeczotki (Acanthis flammea), ptaka z rodziny łuszczaków, którego łatwiej dostrzec w zimie, w stadach lub na drzewach pozbawionych liści. Jak zwykle u skrzydlatych mieszkańców przestworzy, samiec jest ładniejszy i ma znacznie wyrazistsze, czerwone ubarwienie kuperka. Ornamenty na piórach podobne są do tych, które możemy dostrzec u wróbli i mazurków, ale większa ruchliwość – jak u czyżyka – i barwy bliskie tym z piór makolągwy, powodują, że nawet początkujący ornitolog łatwo wyodrębnia ten gatunek. Czeczotka, którą przez kilka chwil obserwowałem mogła do Polski przylecieć z Syberii, ale równie dobrze mogła przemieścić się z gór Środkowej Europy, gdzie przeczesuje brzozy, olchy i drzewa iglaste. Ptak ma zaledwie dwanaście i pół centymetra długości, przy rozpiętości skrzydeł dwadzieścia jeden i pół centymetra, a waży ledwie trzynaście gram. Ileż miliardów tych kruchych istot przemierzało Europę, Azję Północną Amerykę przez tysiąclecia, wszak ich skamieliny znaleziono już w warstwach geologicznych plejstocenu. Patrzyłem na to ulotne istnienie i zamyśliłem się nad jego dziejami, bo takie właśnie jest nasze życie, łączące się z monstrualnymi ciągami czasowymi, wielkimi połaciami wieków, tysiącleci i er w historii planety. Przyglądając się drobnemu, ruchliwemu ptaszkowi, ot takiej czeczotce na gałęziach cyprysika Lawsona, nie zdajemy sobie sprawy, że obcujemy z chronologicznymi ogromami i niezmienną, wręcz niewyobrażalną powtarzalnością gatunkową. To trwający przez miliony lat lot, łączenie się w zimowe stada, przysiadanie na gałęziach i pożywianie się nasionami brzozy, olchy, różnorodnych krzewów, to reprodukcja osobników z filuterną czerwoną plamką na głowie i żółtym dziobem, to znak życia pośród nieustannego umierania.

Fotografie: Wikipedia

LET’S ROLL…

Piękna pogoda, ciepłe powietrze i ogromna doza światła zachęca do spacerów, więc wychodzę z domu i przemierzam ulice dzielnicy, w której mieszkam. Lubię te styczniowe jaskrawości, gdy gałęzie i konary drzew stają się rodzajem innowacyjnej grafiki, a w tle prześwituje błękit nieba i biel chmur, podświetlonych przez słońce i niezwykle jasnych. Świat nabiera wtedy wyrazistości, jakiejś trudnej do wyrażenia pełni i staje się pięknym tłem dla życia, zdarzeń wzniosłych i tragicznych, bo pamiętać należy o tych, którzy cierpią w chwilach naszych wzlotów. Idąc wolno i wdychając czyste powietrze, myślałem o moim wspaniałym roku 2017, w którym opublikowałem sporo książek w Polsce i za granicą (Chiny!!!), odbyłem niezwykle inspirujące podróże do Gruzji i Chin (dwukrotnie), zaprzyjaźniłem się z wieloma zacnymi ludźmi, w tym z noblistą Mo Yanem, napisałem sporo wierszy, następne rozdziały powieści i książek eseistycznych, nowe opowiadania, polskie i zagraniczne antologie, wiele recenzji i szkiców, posłowi i wstępów do wydawanych książek, przygotowałem też przedpole do działań dziennikarskich 2018 roku. To był też czas nagród, bydgoskiej Strzały Łuczniczki za tom wierszy Złota źrenica i nagrody poznańskich twórców, o jakże dowartościowującej nazwie: Dobry człowiek. Przystając przy pięknie oświetlonych brzozach i olchach, rozmyślałem o chwilach w wielkich samolotach, na międzynarodowych lotniskach, rozpamiętywałem udziały w światowych festiwalach literackich i wiele imprez w rodzinnym mieście oraz w innych ośrodkach Polski. Kimkolwiek nie byłem w przeszłości i czegokolwiek bezużytecznego nie robiły moje ręce (Leonard Cohen, Take This Longing), ważne jest to, że dotarłem do takich lat, jak rok 2017, w którym wkroczyłem nieodwołalnie w ostatnie 365 dni mojego szóstego dziesięciolecia. Nigdy nie przejmowałem się wiekiem, ale teraz czuję, że wszystko przyspieszyło i stoją przede mną ogromne wyzwania – będzie to też widać w tym roku na moim blogu, który wrósł nieodwracalnie w moje jakże zdumiewające życie. Już na początku nowego roku pojawi się powieść pt. Aleja klonów, a potem będzie nowy zbiór wierszy – Jasny dzień. Wiersze słowiańskie, zbiory we Francji, Rosji i Macedonii, dwa wybory esejów i pierwszy tom dziennika. Zapowiadają się też ekscytujące podróże, ale na razie – by nie zapeszać – nie powiem dokąd pojadę, kierunki jednak będą nowe, a i stare szlaki mogą zostać odświeżone. Więc… let’s roll

 

LIGUSTR POSPOLITY

W poprzednim wpisie pojawiły się czarne, lśniące kuleczki ligustru, to warto je przypomnieć na kilku fotografiach. Ważne też jest by przestrzegać dzieci, że są trujące i nie nadają się do zabawy, a tym bardziej do zjedzenia.

 

 

W PAPUGARNI

Choć wolę ptaki podpatrywać w naturze, sporo radości dało mi odwiedzenie bydgoskiej papugarni. Wizyta uświadomiła mi raz jeszcze jak kruchymi i ulotnymi są te barwne ptasie stwory. W naturze ich barwy i odcienie są tysiąckrotnie piękniejsze, a różnorodność jest tak wielka, że wymaga lat studiów, porównań, analiz ornitologicznych. 

 

  

PTAKI EGZOTYCZNE

Sporo ostatnio na moim blogu spraw interwencyjnych, a przecież pojawi się ich jeszcze więcej. Jako przeciwwagę dla moich wiernych czytelników, zarazem z przeprosinami, że muszą uczestniczyć wraz ze mną w typowo polskich spektaklach podłości, absurdu i bzdury, zamieszczam piękne portrety ptaków egzotycznych.

KOLIBRY

Podczas lektury starych numerów mojego ulubionego magazynu „National Geographic”, natknąłem się na wolumin z czerwca 1991 roku, a w nim na artykuł o tajemnicach nawigacji w świecie zwierząt – Secrets of Animal navigation. Lektura tego tekstu zbiegła się z informacjami internetowymi na portalach ornitologicznych, które regularnie śledzę – na jednym z nich znalazłem dwie mapy obrazujące napływanie kolibrów z Ameryki Południowej do Ameryki Północnej. Natychmiast też przypomniałem sobie moje obserwacje tych pięknych ptaków, którym oddawałem się z lubością w okolicach Wielkich Jezior, w Elizabeth nieopodal Nowego Jorku, w Central Parku na Manhattanie i na Florydzie. Prawie przy każdym amerykańskim domu właściciele zawieszają na werandach i w ogrodach plastikowe pojemniki z kolorowym, słodkim sokiem. Kolibry przylatują do tych naczyń, zawisają w powietrzu i wsuwają dzióbki do dziurek, które zwykle znajdują sie u dołu naczynia. Opalizujące skrzydełka poruszają się wtedy tak szybko, że powstaje wrażenie ulotnej tęczy oplatającej ptaka. Poszczególne osobniki, szczególnie młode, są niewielkie i przypominają polskie bąki albo nieco większe owady – fruczaki gołąbki. Można wtedy stać bardzo długo i w zauroczeniu przyglądać się tym fantazyjnym lotnikom, których serca biją z ogromną szybkością, a życie warunkowane jest zdobywaniem ogromnych ilości cukru, przede wszystkim wydobywanego z kielichów kwiatowych. To jeden z najpiękniejszych spektakli natury i cieszę się, że mogłem w nim uczestniczyć kilka razy, będąc świadkiem zdumiewającej ekspansji tych malutkich istot, kolonizujących całą Amerykę Północną, przemieszczających się na ogromnych przestrzeniach i dobywających z siebie wprost niewyobrażalną energię. Pierwsza mapa obrazuje napływ kolibrów z Ameryki Południowej do Północnej w lutym i zaledwie cztery obserwacje na Florydzie, Key West i w Teksasie, a druga dokumentuje ogromny napływ do maja i pojawianie się kolibrów od Labradoru po Nowy Meksyk.

POWRÓT SZPAKÓW

563px-Colourful_starling

Dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłem szpaki, które wróciły z dalekich podróży do ciepłych krajów. Na razie jeszcze wychudzone, ale wciąż niezwykle ruchliwe, szukające pierwszych owadów i okruchów pożywienia innego rodzaju. To prawdziwe potwierdzenie, że wiosna nadchodzi wielkimi krokami i tylko patrzeć jak zaczną przylatywać inne ptaki. Ucieszył mnie widok barwnych istot baraszkujących na trawniku, wzlatujących na gałęzie drzew owocowych i umykających ku innym ogrodom. Zima przełomu 2016 i 2017 roku nieodwołalnie przechodzi do historii i przyznać trzeba, że nie była zbyt dokuczliwa. Zdarzały się mrozy, lodowate wiatry, ale w sumie nie było najgorzej i cieplejsze dni generowały przejaśniania, odsłaniały ogromne przestrzenie błękitu.

PIĘKNO ISTNIENIA

Wertowanie starych atlasów anatomicznych, ksiąg prezentujących byty egzystujące pod wodą i na powierzchni świata, unoszące się w powietrzu lub pełzające po skałach, to zajęcie niezwykle pouczające i inspirujące. Szczególnie grube księgi niemieckie, francuskie i angielskie zawierają niezwykłe tablice poglądowe. Prawdziwy ich wybuch zaczął się w XVIII wieku, ale największe rozprzestrzenienie miało miejsce w wieku XIX. Dopiero odkrywane zwierzęta, byty podwodne, rośliny, ptaki dawały wyobrażenie o różnorodności natury i formach jej daleko idącego skomplikowania. Dzisiaj zauważamy niektóre nadinterpretacje, czasem zbyt wystylizowane prezentacje, którym daleko do prac ilustratorów dwudziestowiecznych, ale przecież stale fascynują i dają wyobraźni podłoże do nowych modyfikacji, zastosowań w sztuce, architekturze, a nawet muzyce i literaturze.

293286_10150396931915337_1643517116_n

297172_10150396929630337_1298429551_n64879_10151564222185337_1411845693_n251442_10151244624255337_948222323_n

296090_10150396930410337_1842370615_n

296949_10150396933505337_1489345001_n

270753_10151244623915337_1966577032_n297826_10150396931020337_906269355_n298681_10150396928685337_238703543_n

308042_10150396932870337_1507482209_n

312670_10150396931980337_1340517265_n

313378_10151582120980337_1971553664_n317005_10150396933885337_397018961_n392074_10151244624015337_1004292260_n

395954_10150628052865337_1110024953_n

397004_10150681148830337_680225172_n

397400_10150628057700337_1138869070_n

402759_10150681146990337_95435810_n

403182_10150681149865337_99381059_n 404616_10150628057920337_452295326_n 404954_10150710339450337_1909414174_n

405332_10150628058765337_43686609_n405836_10150710321705337_567793639_n 406992_10150681163085337_1605514435_n

407349_10150628058120337_1512892657_n

408876_10150710322135337_60736019_n

417344_10150710316485337_328167063_n

419063_10150762245620337_20425869_n

422447_10150762251345337_1871535331_n

422558_10150710321030337_1125812157_n

423650_10150710322910337_129989451_n

424675_10151244624075337_1532290756_n

424703_10150710320665337_382893054_n

from-brehms-tierleben-brehms-animal-life-vol-2-by-alfred-edmund-brehm11-1913

flying-gunard-from-alfred-brehms-life-of-animals-1883

1934603_10150396933715337_676815468_n

547080_10151004487260337_839539059_n

931398_10151684116745337_604886764_n

538602_10151244623885337_747936479_n

PTAKI NA MONETACH

Prawie każda mennica narodowa wyemitowała serię monet z wizerunkami ptaków. Szczególnie efektowne są monety złote i srebrne lustrzanki, z dodatkowo generowanymi barwami. Zbieranie tych świecidełek to bardzo kosztowne hobby, ale też dające wiele satysfakcji. Taka kolekcja może stać się początkiem szerszych zainteresowań ornitologicznych i przyczynić się do zdobycia wiedzy na temat skrzydlatych mieszkańców przestworzy. Oto kilka przykładów, a zacząć można od jednej monety, która przyczyni się do powstania szerszego, intrygującego zbioru numizmatów.

1

2

3

5

6

7

ZIMA 2017

1

3

4

5

6

7

8

9

10

11

img_6302

« Older entries Newer entries »

%d blogerów lubi to: