RADOŚĆ FOTOGRAFOWANIA (IV)

CHMURY CZERWCA 2011

Ostatnio bardzo zaniedbałem prezentacje nieba w poszczególnych miesiącach… Teraz czas wracać do zapisywania tego, co ginie bezpowrotnie i w żaden sposób nie może być odtworzone. Dzisiaj zmieniała się pogoda, momentami padał deszcz i chmury mutowały przez cały czas, zachwycały swoimi odgałęzieniami i metamorfozami lotnych kształtów. Do samego zmierzchu rozgrywał się dynamiczny spektakl na niebie. Myślę, że w podeszłym wieku nie będę się nudzić, usiądę na ławce lub kamieniu i będę podziwiać piękno ziemskiego nieba. Po zapadnięciu zmroku, spadł rzęsisty deszcz…

 

WILNO 2011

To miasto ma magiczny wymiar i można się w nim zagubić na wiele lat, osiąść w jakiejś samotni i kontemplować nieuchronny bieg dziejów. Wracam tam z szybko bijącym sercem i odnajduję ślady polskich romantyków, poetów Żagarów, malarzy i muzyków, rzeźbiarzy i wspaniałych rzemieślników. Ilekroć tam jestem zawieszam polskie życie gdzieś w dali i staję się bytem milczącym, przyglądającym się ulicom i placom, cmentarzom i malowniczym zaułkom, szukającym odpowiedzi na dręczące pytania mojego istnienia. Chodzę nad brzegami Wilii i Wilenki, wstępuję na Rosę i Cmentarz Bernardyński, zahaczam o Antokol i wzgórza nad miastem. Oglądam tę przestrzeń ze wszystkich stron, staram się zauważyć coś nowego, jakiś inny wymiar, coś, co do tej pory mi umknęło – jestem całym sobą w Wilnie…

Plac katedralny z dzwonnicą

Kościół pod wezwaniem św. Jakuba i św. Filipa

Rzeźby nad frontonem teatru

Kościóół św. Anny i św. Bernarda

Widok na wieżę kościoła św. Jana sprzed polskiej ambasady

Panorama Wilna z wieży Gedymina

Panorama miasta z okolic kościoła misjonarskiego

Rosa

Cerkiew św. Michała i św. Konstantyna

Podwórko dawnego klasztoru księży Bazylianów

Cerkiew Ikony Matki Bożej - Znamieńska

Wilia wypływająca z Wilna

KWIECIEŃ 2011

Jest taki moment w roku, gdy polska szarość zmienia się kwiecistość raju… Chodziłem dzisiaj po ogrodzie botanicznym mojego uniwersytetu i fotografowałem migdałki i magnolie – to chyba najefektowniejsze zakwitnięcia u końca kwietnia. Powoli też ruszają kwiatostany bzów i mam nadzieję, że w tym roku także uda mi się wiele z nich udanie utrwalić.  Szkoda tylko, że czas barw i nowych kształtów trwa tak krótko… Pocieszam się tym, że w naturze jednak wciąż coś się dzieje i stale warto się jej przyglądać.

DROGA

Kilka szybkich wyjazdów poza miasto i wiele chwil w zamyśleniu, w zapatrzeniu, w spokojnej kontemplacji przestrzeni. Znowu jest zimniej, więc  rano i wieczorem świat wyostrza się, zyskuje głębię, otwiera się rozlegle. Stoję gdzieś na uboczu i patrzę na dalekie drzewa, na drogi ginące pośród pól, na skupiska krzewów, samotne głazy i połamane konary. Na obrzeżu miasteczka kilka grobów i dwa stare grobowce kapliczne cmentarza ewangelickiego, w innym miejscu ledwie trzy strzaskane macewy i pusta przestrzeń po nekropolii żydowskiej. Nade mną wyniosłe topole i klony, jesiony i dęby, a pośród nich gniazda i rojowiska rodzimych gawronów. Niżej widzę dziwonie i sikorki, pierwsze zięby i szpaki, przyroda budzi się powoli do życia, a zimne powietrze powoduje, że kształty i wymiary nabierają plastyczności. Nad moją głową przelatują też wielkie klucze dzikich gęsi, wracających do miejsc godowych, jeleń i sarny wyszły na brzeg lasu, a na zachodzie lotne mgły unoszą się znad stawów, jezior i strumieni. Ledwie widać dalekie ostrze horyzontu, powoli przygasa wszystko, matowieje i pogrąża się w czerni… Pomarańczowe światła wykwitają z mroku, ostatnie jasne smugi zanikają na niebie…

RADOŚĆ FOTOGRAFOWANIA (III)

Przeglądam moje katalogi z fotografiami z ostatnich dwóch lat i porządkuje je tematycznie. Przy okazji odświeżam w pamięci sporo zdjęć odzwierciedlających piękno i różnorodność świata, w którym żyjemy. Ten nasz największy dar marnujemy często, wchodząc na ścieżki, które prowadzą nas donikąd. Zapatrzeni w jakieś chwilowe i przypadkowe rzeczywistości, zabiegani w codzienności, nie zauważamy, że wokół nas toczy się piękne i przerażające, malownicze i tragiczne, a nade wszystko jakże odmienne od naszego i integralne – życie… Trwa nieustanny wzrost i dojrzewanie, stale zmieniają się wymiary, kolory, obrazy nieba i ziemi, wody i powietrza, a w tym wszystkim drgają jakże różnorodne byty i ulotne artefakty, kruche istoty, będące – tak jak my – cząstką niebieskiej planety, zawieszonej, nie wiadomo jak, w czarnym przestworze kosmosu. Moje fotografie są dodatkiem do tego, o czym piszę i zapewne zostaną wykorzystane w powstających książkach, w których natura odgrywa ważną rolę. Czytając Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego czy Miłosza zwracam uwagę przede wszystkim na wyobraźnię tych twórców i jej składowe elementy: biologię, zoologię, ornitologię, dendrologię itd. Prawdziwa nauka jest porządkowaniem i autentyczne, świadome życie jest dostrzeganiem i zaprowadzaniem ładu pośród wszechogarniającego nas chaosu. Ta chwila, jaką otrzymaliśmy od wszechświata domaga się prawdy o nim i stworzenia przejrzystej wykładni własnego bytu. Pomaga w tym radość fotografowania…


KACZKI

Kaczki krzyżówki (Anas platyrhynchos) – wszędzie ich pełno… Nad rzekami i jeziorami, na rozlewiskach i stawach, a także na wybrzeżach Bałtyku i na plażach innych chłodnych mórz europejskich. Zielone głowy kaczorów, w okresie godowym, wzbudzają zachwyt u dzieci, które chętnie karmią zawsze głodne ptaki. Samice są – jak często to się zdarza u skrzydlatych zwierząt – skromniej ubarwione, brązowawe i daleko im do przepychu samców. Kaczki te pływają z wielką gracją po wodzie, żywią się rzęsą wodną i wszystkim, co da się zjeść, a wychodząc na ląd nie gardzą bukwią i różnorakimi resztkami. Obie płcie mają pomarańczowe nogi, a w szacie spoczynkowej samiec wyróżnia się jedynie żółtym dziobem i rudą piersią. Podobno dożywają trzydziestu lat i osiągają wielkość do sześćdziesięciu pięciu centymetrów. Kaczory bywają gwałcicielami i w wyniku ich działań powstają czasem hybrydy, także z ptactwem domowym. Są to ptaki bardzo rozpowszechnione na Półkuli Północnej, a w samej Ameryce jej populacja liczy około osiemnaście milionów osobników. Ciekawostką jest to, że niektóre pary budują gniazda na drzewach, gdzie czują się bezpieczniej, ale jednak większość tych kaczek tworzy swoje domostwa w trawie i trzcinach. Odkąd pamiętam podglądałem krzyżówki w różnych miejscach, a najczęściej nad kanałem bydgoskim, tuż przy jednej ze śluz. Gromadziło się ich wiele w dawnych latach, a i dzisiaj można je tam spotkać w ogromnych stawach. Sporo jest też tych kaczek na Brdzie właściwej, nad Wisłą i przy brzegach okalających Bydgoszcz jezior. Oto nieco zdjęć z Parku Wilsona w Poznaniu, gdzie kolorowe ptaki pozowały mi chętnie i prezentowały się pięknie w wodzie upstrzonej opadłymi liśćmi.


RADOŚĆ FOTOGRAFOWANIA (II)

Z WYCIECZKI ROWEROWEJ

Pojechałem z córką na wycieczkę rowerową za miasto. Wjechaliśmy na górki otaczające Fordon i przed nami pojawiła się rozległa panorama dzielnicy. Po drodze zatrzymywaliśmy się wiele razy i sporo fotografowałem, przede wszystkim owady. Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale za to jak smakowała nam ziemniaczanka, przygotowana wcześniej przeze mnie i wymagająca tylko podgrzania. Natura stale mnie oszałamia i zachwyca, dodaje sił i utwierdza w przekonaniu, że jest w niej jakiś tajemny kod…

Strojnice baldaszkówki

Kraśnik sześcioplamek

Owoce dzikiej róży

Ślimak winniczek na korze olchy

Kłopotek czarny

Mucha na wrotyczu pospolitym


LIPCOWE CHMURY

Lipcowe chmury… Jakże zmienne i fascynujące, stale mutujące i przechodzące kolorystyczne metamorfozy. Dzisiaj odzwierciedlają one to, co dzieje się w moich myślach. W ciągu życia widzimy ich miliony i gubimy je, szybko zapominając, zastępując nowymi kształtami i formami atmosferycznymi. Dzisiaj fotografowałem je za miastem i myślałem o tym, że są zwierciadłem tego, co we mnie drży i pulsuje – co szybko i nieuchronnie zmienia się i podąża ku nowym dniom.

« Older entries Newer entries »

%d blogerów lubi to: