PRZYPOMINANIE WANDY DOBACZEWSKIEJ

Wanda Dobaczewska w młodości

Więzi rodzinne generują podstawową energię w życiu człowieka, inicjują jego rozwój, wychowanie i bezpieczeństwo w pierwszych latach życia. Ojciec i matka są pierwszymi ludźmi, których dziecko rozpoznaje i obdarza uczuciem, ale równie ważne jest drugie pokolenie, z którym dziecko ma kontakt w pierwszych miesiącach i latach życia. Babcia i dziadek pojawiają się wcześnie w jego rodzinnych gradacjach, a zdarza się bardzo często, że automatycznie przejmują rolę opiekunów i wychowawców. Ważne są też związki genetyczne, podobieństwo wizualne i charakterologiczne, dziedzictwo talentów i zainteresowań i intymne ciepło bliskości. Dzieci wspaniale to wyczuwają i naturalnie garną się do starszych członków rodziny, z zainteresowaniem wysłuchują opowieści o życiu i ich czasach, ucząc się jak postępować i jak dokonywać mądrych wyborów. Jeśli dziadek lub babcia są wybitnymi indywidualnościami, zaznaczającymi swoje dokonania w szerokim spektrum narodowym lub nawet europejskim, czy światowym, w kolejnych latach dochodzi jeszcze rozrastający się podziw i duma. Tak było w przypadku Heleny Dobaczewskiej-Skonieczki, która urodziła się w rodzinie z wielkimi tradycjami rodowymi i kulturalnymi, potwierdzonymi dokumentami, fotografiami i opublikowanymi dziełami. Starczy powiedzieć, że jej dziadkiem ze strony matki był znamienity wileński fotograf Włodzimierz Korsak, którego Rok myśliwego miał wpływ na kształtowanie się wyobraźni naturalistycznej Czesława Miłosza, a babcią ze strony ojca była Wanda Niedziałkowska-Dobaczewska, autorka sugestywnych i jakże tragicznych Kobiet z Ravensbrück. Dorastając w atmosferze wielkich dokonań artystycznych i literackich, moderowana przez ideały harcerskie mamy, wnuczka pisarki i wielkiego przyrodnika powoli podążać zaczęła ku własnej karierze literackiej. Jej ważkim elementem stało się uhonorowanie znamienitych członków rodu, przede wszystkim za sprawą nowych wydań ich dzieł, a także organizacji spotkań i imprez wspomnieniowych. Stając się z czasem członkinią Związku Literatów Polskich, autorka niniejszej publikacji spowodowała intensyfikację działań związanych z dziadkiem i babcią, której uhonorowaniem było przyznanie pośmiertnie Wandzie Dobaczewskiej Medalu Jerzego Sulimy-Kamińskiego, którego poznała na zebraniach związkowych w Bydgoszczy.       

Wilno 1927 – spotkanie literatów wileńskich z Karolem Szymanowskim (w środku). Wanda Dobaczewska siedzi pierwsza z lewej.

Obecnie dorobek Heleny jest znaczący, zarówno w zakresie jej twórczości oryginalnej, jak i na polu promocji i publikacji babci. Jej działania znacznie wzbogacają ofertę kulturalną Województwa Kujawsko-Pomorskiego i przyczyniają się do wyrazistego odnowienia wiedzy na temat Niedziałkowskich, Korsaków i Dobaczewskich. Obok zapowiadających nową erupcję Wierszy z żywego drzewa, są to osobne tomy, publikacje reprintów, organizacja Konkursu Literackiego im. Wandy Dobaczewskiej, a także tworzenie klimatu żywego zainteresowania tymi propozycjami. Osoba, której książka została zadedykowana, wzrastała w klimacie kulturalnym i środowiskowym Wilna – tego Paryża kresów wschodnich, stolicy Litwy i serca romantyzmu polskiego. Działali tam tak wybitni twórcy jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Władysław Syrokomla, Józef Ignacy Kraszewski, Czesław Miłosz, Teodor Bujnicki, Witold Hulewicz, Jarosław Iwaszkiewicz, a związki z miastem miało jeszcze co najmniej kilkudziesięciu wybitnych twórców polskich i litewskich. Każdy kto odwiedził stolicę Litwy wywoził z niej niezatarte wspomnienia, a obrazy wieży Gedymina, barokowych kościołów, położonych na wzgórzach cmentarzy, ulic i placów, pozostawały na zawsze w pamięci. Nie inaczej było z Wandą Dobaczewską, która po osiedleniu się na Pałukach, wielokrotnie nawiązywała do doświadczeń wileńskich i tworzyła utwory, w których miasto jej młodości pojawiało się jako tło.  W Oddziale Bydgosko-Toruńskim Związku Literatów Polskich nieodmiennie umieszczano ją w gronie członków reprezentujących polskie kresy, a więc obok prof. Konrada Górskiego, Jana Góreca-Rosińskiego i Krzysztofa Nowickiego. Razem z Marią Suszyńską-Bartman ceniono ją za odzwierciedlenie w literaturze czasów pogardy i zbrodni i ukazanie rzeczywistości obozowej, w której człowiek tracił wszelkie atrybuty żywej istoty. To relacja porażająca, w której pojawiają się zbrodnicze eksperymenty na kobietach, bicie i torturowanie, niewolnicza praca, głodzenie, gazowanie i rozstrzeliwanie. Na tym tle autorka ukazuje heroizm i nadludzką siłę ducha, która wielu ofiarom pozwoliła przetrwać i kontynuować życie w nowej rzeczywistości. 

Niewątpliwie Helena Dobaczewska-Skonieczka ustawiła się w tym samym ciągu dokonań literackich, a szczególną wagę zyskała jej twórczość poetycka. Pisałem o niej w Posłowiu do tomu pt. Przedranne sny: Poezja Heleny Dobaczewskiej-Skonieczki jest próbą wtopienia w bursztyn wiersza tego, co było żywe i tętniące znaczeniami, co stanowiło treść prawdziwego trwania i miało wpływ na kształtowanie się biografii. Wyjątkowa jest tutaj umiejętność kontrapunktowania i ukazywania własnych losów w perspektywie ogromów wszechświata, galaktyk i gwiazdozbiorów, nieba dramatycznie tężejącego wieczorem i rozświetlającego się rano. To wskazanie, że istniejemy w określonej przestrzeni kosmicznej, a nasze utrwalenia rzeczywistości, kolejne odcinki drogi, bywają przegraną lub osiągnięciem, częścią większego systemu, który nas stworzył i wciąż generuje nowe konteksty. Zaletą tej poezji jest jej eteryczność i umiejętność ukazywania bytu w mgnieniu, w ulotnym zachwycie, w sytuacji wyjątkowej, która była cząstką wieczności i może się nigdy więcej nie powtórzyć. Słowa poetki układają się w szyfr tęsknoty i pełni, odsłaniają jej subtelne wnętrze, a zarazem stają się świadectwem wrażliwości na wszelkie odcienie świata, na cienie i blaski miłości. Nuta liryczna przypomina tutaj szlachetny dźwięk skrzypiec, ballady Chopina albo daleki odgłos pasterskiego fletu, a wszystko w obrębie krainy wyodrębnionej z chaosu i kreowanej na trudną arkadię. Kwitną w niej kwiaty i przechodzą burze świata czarnego, pojawiają się piękne ptaki i śmierć nieustannie przypomina, że jesteśmy bytami chwilowymi i mamy niewiele czasu by uzewnętrznić naszą wyjątkowość. Ale jednak wiersz staje się magicznym obszarem, w obrębie którego obowiązują inne prawa, zostają zatrzymane fizykalia, a refleksja może rozprzestrzeniać się swobodnie i rozświetlać przestwór. Nie ulega wątpliwości, że liryka wnuczki sporo wzięła z subtelności, delikatności i pełni utworów babci, a hołd złożony w postaci tej publikacji jest jeszcze jednym potwierdzeniem, że wszystko tutaj jest autentyczne i sięgające głębi doświadczenia ludzkiego w obrębie rodziny i wielkiej wspólnoty żywych bytów. Wrażliwość i empatia, subtelność i prawda, oto atrybuty tomu, który raz jeszcze przypomni Wandę i uwzniośli to, co poprzez nią i dla niej zrobiła Helena.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: