WNIKANIE W WIECZNOŚĆ

Od dawien dawna ludzie pytali o Boga i próbowali tworzyć jego wizerunki, najpierw w kontekstach animistycznych i naturalistycznych, a potem antropologicznych i kosmicznych. W końcu Stwórca stał się wszechobecną cząstką naszej rzeczywistości, choć coraz częściej pojawiały się też głosy kwestionujące jego istnienie. Jakże wymowne są w takim kontekście pytania Theodora W. Adorno o sens pisania wierszy po Auschwitz, a także konstrukcje intelektualne największych teologów i filozofów, starających się usprawiedliwić milczenie i nieobecność sacrum w miejscach kaźni i dziejowej niesprawiedliwości. W nowym tomie wierszy Krzysztofa J. Lesińskiego Bóg/ się gdzieś zawieruszył, a sumienie świata odpłynęło w dal jak/ obce Księżyce/ dalekie Planety. Poeta pozornie godzi się na taki stan rzeczy, ale poprzez jego wiersze nieustannie prześwitują obrazy cierpiących ludzi, upodlonych szkieletów i pernamentnych mordów, których symbolami są pasiaki i krew, prochy pomordowanych rozrzucone na polach, samotne syberyjskie groby, bezszelestnie wnikające w wieczność. Ale przecież znajdziemy w tym zbiorze także przestrzenie kontrapunktowe – czyste piękno świata, zaklęte w zapachu żywicy i barwie poziomek, potwierdzane łopotem skrzydeł dudka uwolnionego z sideł. Długie życie autora tych esencjonalnych przybliżeń generuje szerokie perspektywy i pozwala mu formułować zdania zyskujące walor uniwersalny. Tak doświadczenie osobiste staje się matrycą kulturową, stale od nowa generującą ten sam ludzki kształt w anabatycznych rzeczywistościach, tak świadomość zaczyna jątrzyć się jak rana, a świat mnoży swoje niekonsekwencje. Musimy jakoś się w nich lokować, musimy potwierdzać nasze istnienie, choć sen wdziera się w przestrzenie jawy i wciąż wraca zdziwienie starożytnego chińskiego poety, patrzącego na motyla i kontemplującego jego i swój byt. Istniejemy, czy jesteśmy tylko fantomem postrzeganym przez owada, żyjemy naprawdę, czy dawno już nas nie ma, a to, co bierzemy za rzeczywistość jest tylko projekcją czegoś odległego, ledwo manifestującego swój kształt, ginącego w pomrokach przeszłości. Oto masz dziesięć lat/ nie wiesz czy można/ zbudować most/ z cierpienia i nadziei, albo podglądasz starca, który jest równie nierealny jak ów chłopiec, istniejący w zawieszeniu pomiędzy Bogiem i śmiercią, biegiem krwi w żyłach i oddechem wciąganym do płuc.

Byt możliwy jest tylko jako przeciwieństwo niebytu i choć każdy z nas egzystuje w celi śmierci, nie wiedząc kiedy odbędzie się egzekucja, tworzymy na użytek życia przydatne transformy, godzimy się na zapomnienie, oddalenie i zaprzeczenie. Siadamy na taborecie w fotoplastykonie i kontemplujemy przestrzenie dalekiego świata: Rzym Londyn Tokio/ wielkie metropolie/ strojne tłumy/ piętrowe autobusy/ powozy tramwaje, szeroko otwartymi oczyma wpatrujemy się w dale, pozornie dookreślone wymiarem i kształtem, istniejące i nierealne. Tak pojawiają się: W tropikalnej dżungli/ kolorowe kwiaty/ egzotyczne ptaki/ potężne goryle (…) Na wzburzonym oceanie/ pod żaglami brygantyny/ Na preriach kowboje/ i dzicy Indianie, a mózg tworzy właściwe konteksty, generuje ciągi znaczeniowe i czuwa, by człowiek nie tracił nadziei. Inaczej nic by nie miało sensu, a absurdalność świata, jak w dziełach Camusa, Kafki i Dostojewskiego, odbierałaby oddech i kierowała myśli ku drastycznym rozwiązaniom. Ogromną wartość mają w tomie Krzysztofa J. Lesińskiego metaforyczne rekapitulacje życia, nagłe przeskoki z wieku dorosłego ku chwilom dzieciństwa, nawiązania do starych fotografii i zamazanych wspomnień, wielkie hiperbole, ukazujące kontury bytu, wpisanego w ogrom Boga i kosmosu, wtłoczone w mikroświaty komórkowe i chwilowe istnienia pośród innych ludzi. I to potężne pytanie o realność świata, stale powracające w nowych odsłonach, generujące zwątpienie i dające pewność, że to, co poeta przeżył zdarzyło się naprawdę. W takich kontekstach wnikanie w wieczność zyskuje nowe sensy, a eschatologia nie jest w stanie zanegować witalności, realnego istnienia chłopca w mężczyźnie. Poeta wskazuje, że każdy ma swoją historię chwalebną, z której powinien wydobywać samorodki życia, tworzyć biżuterię doznań, chwil szczęśliwych, których nie zdoła zanegować nawet śmierć. Prawdziwa poezja bywa kontekstowa, ale też musi stać się metaforą istnienia w określonej enklawie i czasie, musi odzwierciedlać wnętrze poety i projektować jego profil w nowych przestrzeniach i latach. W takim rozumieniu liryka, pojawiająca się w tym tomie, jest uniwersalnym kontekstem w procesie dochodzenia do kresu życia i zdobywania ludzkiej samoświadomości.              

Pytanie o Boga wraca wiele razy w wierszach Krzysztofa J. Lesińskiego, czy to jako synegdocha zdarzeniowa, czy jako chwytający za gardło obraz (zabity chłopiec na poboczu drogi, kalekie dziecko, zaniedbane groby, martwy żołnierz). Czasem bywa on spersonalizowany i razem z poetą rodzi się i umiera każdego dnia, wszystko wszakże rozgrywa się w obrębie zjawiskowego świata, w którym barwy, zapachy i dźwięki uwodzą nas i sprawiają, że zapominamy o śmierci. Chiński rybak wyrusza na połów, słońce połyskuje w kroplach rosy, poeta Cielesz śpiewa białoruską pieśń, pióra sroki opalizują w słońcu poranka. Bóg upomina autora raz po raz, przyspieszając entropię, zmieniając wymiary i możliwości, mnożąc patologie chorobowe organizmu. Ale pragnienie życia jest tak wielkie, że wciąż w świadomości kołacze się nadzieja trwałości i wychodzimy naprzeciw nowym wyzwaniom, podnosimy się z kolan. W tym procesie wspierają nas wspomnienia osób najbliższych i tych, które były dla nas ważne, coś nam dały lub czymś nas ujęły. Ale przecież osłabiają nas też kanalie pojawiające się na drodze życiowej, potrafiące spowolnić bieg czasu, oddalić zamierzenia, zniszczyć najszczytniejsze cele. Lesiński gwałtownie reaguje na zło świata i nie waha się używać wulgaryzmów, które chociażby ekspresyjnie równać się mogą z ewokacjami chwilowych uzurpatorów, ich kłamstwami i zbrodniami. Czy przeciwwagą może tutaj być żar miłości cielesnej, tak prawdziwej jak w wierszach Safony, gotowej płonąć dla wybranki? A może ból złagodzi wspomnienie brata, ochranianego po ojcowsku, przenoszonego na rękach przez Drwęcę, szukanego w wietrze i chmurach? Jakkolwiek by się nie działo wątpliwości nie znikną: jaki sens ma/ jakieś znaczenie/ że żyłem/ tę chwilę/ kto będzie/ wiedział/ co mnie/ bolało/ co cieszyło/ jak/ byłem samotny/ jakiego/ znalazłem boga­ – poeta odczuje wszystko ze zdwojoną siłą, odbierze potrójny impuls z głębin wszechświata i wielokrotne echo stworzenia brzmieć w nim będzie przed i po wszystkim. Wiersze tego twórcy można czytać na różne sposoby, zmieniając ich kolejność, akcentując wybrane teksty, ściszając głos lub wykrzykując kolejne frazy, ale za każdym razem pojawią się w nich zmultiplikowane udanie centralne motywy, a lodowaty oddech śmierci urealni wszystko i wyposaży w eschatologiczny kontekst każdą chwilę, każde drgnienie powiek i każde słowo. I człowiek w tych wierszach powie: byłem na dnie/ po drugiej stronie/ oceanu/ zobaczyłem jak powstaje/ tęcza/ poznałem barwy/ prawdy, podsumuje wszystko na określonym poziomie samoświadomości, przeciwstawi się umieraniu jasnością umysłu i jaskrawością świata reprodukowanego w żywym mózgu. I nawet jeśli tak wiele rzeczy żal będzie zostawić, nadzieja podpowie, że razem z poetą wnikną one doskonale w wieczność i będą trwały wraz z nim po kres czasu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: