JEDNIA

Przebudzenie w nocy, około godziny drugiej trzydzieści. Przewracam się z boku na bok i próbuję zasnąć, ale sen nie przychodzi. Wstaję po cichu z łóżka by nie obudzić Ani i idę na górny poziom mojego domu. Przed zaśnięciem mówiliśmy o tym, że jemy za mało owsianki – przygotowuję więc w kuchni pół małego garnka płatków w wodzie z cukrem. Rano doleję tylko mleka, zagotuję raz jeszcze i dietetyczne śniadanie będzie gotowe. Podchodzę do okna w pokoju i widzę księżyc na niebie, rozmywający się pośród ponurych chmur, które w malarstwie i filmie stanowiły zawsze tło dla grozy i tajemnicy. Przez ułamek sekundy widzę płótna Caspara Davida Fridricha, Iwana Ajwazowskiego, WilliamaTurnera, kadry z filmów Eisensteina i Murnaua. Otwieram okno, wdycham chłodne powietrze i myślami podążam ku zbliżającej się wielkiej podróży na kontynent południowoamerykański. Znowu przelecę Atlantyk w obie strony i będzie to mój najdłuższy lot, bo trwający aż trzynaście godzin i czterdzieści pięć minut. Jeśli do tego dodamy przeskok z Bydgoszczy do Warszawy i dalej do Frankfurtu, to na przełomie kwietnia i maja spędzę w samolotach w sumie ponad trzydzieści godzin. Patrzę na księżyc i czuję lekkie podniecenie, odprowadzam siebie na lotniska, patrzę przez okno wielkiego Boeinga 777 na ocean, próbuję wszystko połączyć w kosmiczna jednię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: