ZŁY DUCH (9)

Był ciepły ranek w drugiej połowie sierpnia 1939 roku i niebo było jednolicie błękitne, bez jednej chmurki. Marta wstała z łóżka, umyła się dokładnie w cynkowej wannie, zmoczyła włosy i namydliła je szarym mydłem, po czym spłukała pianę ciepłą wodą z małego, emaliowanego dzbanka, dodatkowo masując skórę głowy palcami prawej dłoni. Matki i ojca nie było już w domu, więc wyszła nago z kąpieli i zaczęła wycierać się dużym, płóciennym ręcznikiem. Podeszła do lustra i wyraźnie zadowolona zaczęła przeglądać się w nim, unosić po kolei nogi i ręce, aż w końcu roztrzepała leciutko włosy łonowe u zbiegu ud, uniosła ku górze kształtne piersi i cmoknęła zalotnie ustami. Po tym sięgnęła po białe majtki i biustonosz, założyła je w mig i szybko też przyoblekła się w brązową, stylonową sukienkę w duże, białe grochy, sięgającą tuż za kolana. Usiadła przy toaletce i zaczęła rozczesywać długie, gęste włosy, a potem przyczerniła sobie brwi i rzęsy, pomalowała czerwoną pomadką usta i na końcu przypięła czarny toczek z kawałkiem nicianej siateczki. Wstała i podeszła do stołu, gdzie leżał czarny fartuszek z białą, koronkową nakładką i czarny pasek z przypiętymi do niego dwiema nylonowymi pończochami z szewkiem. Odpięła je, uniosła sukienkę, wsunęła się w pasek i sprawnie naciągnęła czarne nylony. Przygotowywała strój służącej od dwóch dni, kiedy to zawołał ją sąsiad, stary żydowski jubiler Jakub Rozenfeld i powiedział, że jego przyjaciel z okolic ulicy Jatki pragnie zatrudnić do pomocy dobrze prezentującą się dziewczynę, szanującą obyczaje żydowskie i umiejącą się zachować w bogobojnym towarzystwie. Marta rozkwitła jak piękna róża i jej świeżość przyciągała oczy wielu mężczyzn, tym bardziej, że umiała podkreślać swoją nieco ostrą urodę, lokującą ją pomiędzy pięknymi Cygankami i Żydówkami. Jakub patrzył w jej zielone oczy i w zachwycie porównywał je w myślach z połyskliwymi szmaragdami. Nie mógł się też powstrzymać by nie chwycić dziewczyny za prawą rękę, tuż nad łokciem i niby niechcący przesunąć ją ku miękkiej piersi. Szybko jednak opamiętał się, szepnął coś po żydowsku i odsunął się od Marty, tym bardziej, że usłyszał zbliżającą się żonę Polę, równie piękną jak ich sąsiadka. Panie bardzo się nie lubiły i teraz przybyła, nadąsana i zastygła w wymownej pozie, mierzyła dziewczynę lodowatym wzrokiem, obdarzając ją dodatkowo cynicznym uśmieszkiem.

Jakub zdążył przekazać Marcie pełną informację o pracy u majętnego handlarza drewnem, sprowadzającego ogromne sosnowe bale z Borów Tucholskich. Jego pracownicy spławiali je rzeką Brdą i przekazywali do bydgoskiego tartaku, a zdarzało się też, że holowniki przeciągały je przez stary kanał aż do Wisły, skąd trafiały do Torunia, Płocka, a nawet do Warszawy. Codziennie nowe pnie podążały do miasta, które Prusacy określali jako Mały Berlin, wzbogacając Dawida Cohna i jego rozhisteryzowaną żonę Mirełe. Na początku małżeństwo było wyjątkowo harmonijne i rok po roku pojawiały się na świecie piękne dzieci: Aron, Sara, Samuel, Miriam i Josełe, z których każde miało inne talenty. Jednak po urodzeniu ostatniego chłopca Mirełe zaczęła zachowywać się dziwnie, co chwilę zgłaszając mężowi jakieś pretensje. Odsunęła się też od niego i zaczęła sypiać sama, w pokoju sąsiadującym z sypialnią, zaczytując się we francuskich romansach i powieściach płaszcza i szpady. Przestała zajmować się domem i dla Dawida stało się oczywistym, że ktoś będzie musiał doglądać dzieci, sprzątać, gotować i usługiwać gościom. Zakomunikował to Mirełe, właśnie pochłaniającej kolejną miłosną opowieść George Sand, a ta nawet nie unosząc głowy znad książki, kiwnęła tylko przytakująco głową i odwróciła się w drugą stronę. Początkowo Dawid był załamany, ale po rozmowie z rabinem gminy żydowskiej, zagłębił się w studiach talmudycznych i wiele godzin spędzał w miejskiej synagodze, usytułowanej tuż za głównym rynkiem, niedaleko jego domu. Tylko nocą doskwierał mu brak żony, w snach pojawiały się nagie dziewice, biegające po polach rusałki o twarzach Mirełe i sąsiadek z okolicznych domów. Raz nawet zbuntował się i podążył do pokoju małżonki, ale drzwi były zamknięte, a cisza za nimi wskazywała, że żona śpi w najlepsze. Coraz uważniej zaczął przyglądać się kobietom handlującym na pobliskim Rybim Rynku, wieśniaczkom pojawiającym się na Rynku Piłsudskiego i próbującym sprzedać płody rolne, kury, kozy, a nawet prosiaki. Zwykle były zaniedbane, choć czasem zdarzało mu się zauważyć jakąś słowiańska piękność z obfitym biustem, wylewającym się z dekoltu tradycyjnej płóciennej sukienki. Stawał wtedy z boku i długo przyglądał się dziewczynie, czując, że jego męskość grzesznie powiększa się i zaczyna go uwierać w spodniach. Po jakimś czasie zamyślał się nad sobą, odwracał od kobiet i przyspieszonym krokiem szedł do synagogi. Widok jej pysznych kopuł, umieszczonych nad kształtną bryłą budynku i gwiazd Dawida w rozetach okiennych, przywracał go do życia, a gdy wchodził do sąsiadującej z nią mykwy i obmywał się powoli, gotów był przekroczyć próg jesziwy i studiować komentarze talmudyczne, rozważać mądrość ksiąg Tory. Uczestniczył w codziennych liturgiach, w zależności od tego, kiedy trafiał do synagogi, najczęściej odmawiając modlitwę zaczynającą się od słów Szema Jisrael. Okrywał wtedy głowę białym tałesem z czarnymi pasami na bokach i frędzlami w rogach, na czole umieszczał tefilin i zawodził rzewnie, pochylając się rytmicznie ku Świętej Arce: Słuchaj, Izraelu! Wiekuisty jest naszym Bogiem, Wiekuisty jest jeden! A będziesz miłował Wiekuistego, Boga twojego całym sercem twoim, i całą duszą twoją, i całą mocą twoją. I niechaj będą słowa te, które przekazuję ci dzisiaj na sercu twoim! I wpajaj je dzieciom twoim, i rozmawiaj o nich, przebywając w domu twoim, i idąc drogą, i kładąc się, i wstając. I przywiążesz je jako znak na rękę twoją, i niechaj będą jako przepaska między oczyma twoimi. I napiszesz je na odrzwiach domu twojego, i na bramach twoich! I stanie się, gdy słuchać będziecie przykazań moich, które przekazuję wam dzisiaj, abyście miłowali Wiekuistego, Boga waszego, i służyli Mu całym sercem waszym i całą duszą waszą… Zwykle w tym momencie z oczu Dawida zaczynały płynąć łzy, ale przedsiębiorca nie śmiał ocierać ich tałesem i zwykle dopiero po modlitwie wyciągał z kieszeni dużą chustkę i osuszał nią oczy, a potem wydmuchiwał nos.

Miał pięćdziesiąt dwa lata i zdrowie mu dopisywało, ale zamożność szybko obdarzyła go też sporym brzuchem, który szpecił go przy zaledwie średnim wzroście. Jadał niewiele, choć uwielbiał desery i może to one przydawały mu ciągle nowych fałd, tym bardziej, że lekarz domowy zdiagnozował u niego początki cukrzycy. Łzy nie przestawały płynąć po jego policzkach, w myślach pojawiały się tłumy Żydów modlących się na wzgórzach, w dolinach i w świątyni jerozolimskiej. Przenosił się tam duchowo i szeptał: Dam wtedy deszcz ziemi waszej w czasie swoim, wczesny i późny; i będziesz zbierał zboże twoje, i wino twoje, i oliwę twoją. Dam też trawę na polu twoim dla bydła twego; i będziesz jadł, a nasycisz się. Strzeżcie się, aby nie dało uwieść się serce wasze, abyście nie odstąpili i nie służyli bogom innym i nie korzyli się im. Gdyż zapłonie gniew Wiekuistego przeciwko wam i zamknie On niebo, i nie będzie deszczu, ziemia też nie wyda plonu swego; a zginiecie rychło z ziemi pięknej, którą Wiekuisty daje wam. I tak przyjmijcie te słowa moje do serca waszego, i do duszy waszej; i zawiążcie je jako znak na rękę waszą, i niechaj będą przepaską między oczyma twoimi… Zdarzało się podczas modlitwy, że zapominał, gdzie jest i co robi, szybował gdzieś w niebiosach, nieomal tracił przytomność i dopiero po jakimś czasie wracał do wnętrza bożnicy, sondował wzrokiem Żydów stojących przy nim, wpatrujących się w aron ha-kodesz i jak on pochylających się w rytm modlitwy: A nauczajcie ich synów waszych, mówiąc o nich, gdy siedzisz w domu twoim, i gdy idziesz drogą, i gdy kładziesz się, i gdy wstajesz. I napiszesz je na odrzwiach domu twego, i na bramach twoich: Aby pomnożyły się dni wasze, i synów waszych na ziemi, którą zaprzysiągł Wiekuisty ojcom waszym oddać im jak długo niebo nad ziemią. I oświadczył Wiekuisty Mojżeszowi, i rzekł: „Powiedz synom Izraela, a poleć im, aby zrobili sobie frędzle na krajach szat swoich, w pokoleniach swych, i niech dodadzą na frędzlach narożnych nić z błękitu. A niechaj to będzie dla was cicit, abyście spoglądając nań wspominali na wszystkie przykazania Wiekuistego, i spełniali je, a nie podążali za sercem waszym i za oczyma waszymi, za którymi się uganiacie. Abyście pamiętali i spełniali wszystkie przykazania moje, a byli świętymi Bogu waszemu. Jam Wiekuisty, Bóg wasz, którym wywiódł was z ziemi Egiptu, aby być wam Bogiem, Jam Wiekuisty, Bóg wasz!” Ostatnie słowa powodowały, że wpadał nieomal w trans i długo musiał wracać do swoich myśli i ciała, do bali spławianych Brdą i żony czytającej romanse. Tylko raz przeraził się straszliwie, gdy po odmówieniu całej modlitwy poczuł, że jego męskość znowu nabrzmiała do nienaturalnych rozmiarów i zaczęła odznaczać się w spodniach. Rozejrzał się z lękiem po sali, szybko zrzucił tałes i nie oglądając się za siebie, pomknął do drzwi. Po drodze zerkał na współbraci i na babiniec u góry budynku, bojąc się, że ktoś może zauważyć tę jego nagłą przypadłość. Niestety, znowu napłynęły do jego myśli obrazy nagich dziewcząt, wyobraził sobie jak dotyka ich nabrzmiałych piersi i zagłębia głowę między udami, całując to straszliwe miejsce. Przerażenie nieomal uniosło mu włosy, przyspieszył gwałtownie by nie zbrukać synagogi i odetchnął dopiero na ulicy, czując jak po prawym udzie przesuwają się wilgotne krople. Natychmiast zawrócił raz jeszcze do mykwy, w której mył się bardzo długo, szeptał cząstki modlitw i dopiero, gdy się uspokoił, wyszedł z wody, osuszył się, narzucił chałat, ubrał spodnie, pończochy i buty i podążył do swojego kantoru. Właśnie wtedy dogonił go Jakub Rozenfeld, który też zakończył modlitwę i rozglądał się, z kim mógłby porozmawiać.

Szalom alejchem Dawidzie… jak idą interesy… wykrzyknął w kierunku oddalającego się Żyda.

Zaskoczony nieco Cohn odwrócił się niechętnie, ale gdy zobaczył ulubionego kolegę, odezwał się z promiennym uśmiechem:

Alejchem szalom… Moje interesy zawsze mają się dobrze, kochany Jakubie…Tak jak Twoje…

No tak złoto i drewno zawsze dobrze stoją… powiedział Rozenfeld, kiwając głową i śmiejąc się od ucha do ucha Ale gdzie mnie tam równać się z takim bogaczem…

Nie narzekaj, bo słyszę na prawo i lewo, że otworzyłeś już trzeci warsztat i masz coraz więcej zamówień… odrzekł Jakub.

Mężczyźni omówili jeszcze ostatnie notowania giełdowe, ceny kruszców i węgla i już chcieli się pożegnać, gdy pozdrowienia żon podtrzymały ich dialog.

Ach Jakubie nie przywołuj tej mojej dziwy…znalazła sobie jakiegoś szofera i wzdycha do jego brudnego szmoka… – żalił się jubiler.

– A moja Mirełe ciągle tylko czyta francuskie romansidła i odstawiła mnie już od łoża…– ze smutną miną mówił Jakub – Muszę wynająć jakąś służącą, bo wszędzie brudno, dzieci płaczą, a ja chodzę głodny…

  – Tak, dobra służąca zaprowadzi porządek w Twoim domu – zgodził się z kolegą jubiler – Ale… ale… dobrze się składa, bo koło mnie mieszka schludna dziewczyna… Jej matka mówiła mi, że sposobi się do pracy…

– Powiedz jej, żeby przyszła jutro do mnie o godzinie dwunastej – ucieszył się Dawid – Tylko czy ona poradzi sobie z domem i dziećmi…?

– Na pewno – odrzekł Jakub – Wygląda jak księżniczka z czasów króla Solomona, więc i goście będą mieli na co popatrzeć… Ma na imię Marta.

– Ach… dajże spokój stary lubieżniku – zaperzył się Cohn, ale wyraźnie zaciekawiła go ta informacja.

Mężczyźni pożegnali się i przedsiębiorca ruszył do kantoru, słysząc wciąż słowa: wygląda jak księżniczka z czasów króla Salomona. Dopiero w biurze uspokoił się i zaczął wydawać zdawkowe polecenia swoim pracownikom. Właśnie nadszedł duży transport drewna i trzeba było załatwić holownik, który przeciągnie bale do Płocka. Tylko dobrze zarobione pieniądze dawały mu satysfakcję i sprawiały, że czuł się spełniony. Podszedł do szafy i nalał sobie kielich wina, pociągnął sporo, a potem z westchnieniem wypowiedział sam do siebie zdanie z Talmudu:            

– Ach… Nie ma radości bez wina…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: