BROMBERG (24)

W budzącym się do życia Brombergu był rześki, chłodny ranek i słońce ledwie przebijało się przez sine mgły i błękitne opary, kłębiące się pośród nieba. Dwa czarne, osobowe samochody zajechały z piskiem przed dom przy ulicy Strzeleckiej 4. Z pierwszego z nich, dużego citroena z przednim napędem, określanego w latach trzydziestych jako tracktion avant, wyskoczyło dwóch feldfeblów i zaczęło wypakowywać jakieś rzeczy w kartonach i ubiory na wieszakach. Grubszy z nich otworzył też kufer i wydobył z niego średniej wielkości brązową, skórzaną walizkę. Z mniejszego citroena wysiadł Willi i jego kierowca, który zawiesił sobie na ramieniu karabin, i odpiął kaburę pistoletu, przymocowaną do pasa ze swastyką na metalowym zapięciu. Grupa skierowała się do drzwi wejściowych, narobiła sporo hałasu na drewnianych schodach, po czym stanęła przy drzwiach na pierwszym piętrze, waląc w nie pięściami i kolbami karabinów. Najbardziej aktywny feldfebel komenderował też krzykliwie:

– Otwierać!!! Otwierać!!! Jazda parszywe polskie świnie, otwierać…!!!

W drzwiach zachrobotał klucz i po odsunięciu ich, pojawił się we framudze wysoki mężczyzna po pięćdziesiątce. Żołnierze odepchnęli go i zaczęli wnosić sprzęty do obszernego przedpokoju, a za nimi wszedł Willi w czapce z trupią główką i czarnych rękawiczkach na dłoniach. Obszedł całe mieszkanie, zajrzał do dwóch łazienek, z przodu lokalu i z tyłu, tuż przy dużym, wolnym pokoju. W mig zorientował się, że ciocia Eli mówiła o tym pomieszczeniu, stanął przy oknie i rzucił okiem na podwórze z dużą, drewnianą szopą. Po zlustrowaniu wszystkiego, wyszedł do mężczyzny, przy którym stała już kobieta, wyjął z kieszonki w mundurze jakąś kartkę i przekazując ją gospodarzom, oświadczył:

– Otrzymałem przydział pokoju w waszym mieszkaniu i od dzisiaj będę tutaj mieszkał. Mam nadzieję, że nie będziemy sobie przeszkadzać… – powiedział z wymuszonym uśmiechem, a potem jeszcze dodał – Moje wujostwo powiedziało mi, że jesteście czystymi Polakami, szanującymi nasze niemieckie dziedzictwo, ale jak będziecie niemili, bez mrugnięcia okiem wywalę was stąd…

– Wszystko rozumiemy panie oficerze – odezwał się Wincenty Rossa i po chwili patrząc na żonę potwierdził – Zawsze mieliśmy dobre stosunki z Niemcami, a z pana wujem spotykaliśmy się na szachach i długich dysputach…

– To dobrze, bo nie znoszę sprzeciwu… Dysput też nie lubię… Czy tutaj jeszcze ktoś mieszka oprócz was…?

Franciszka spojrzała z przestrachem w kierunku pokoju Józi i już chciała zaprzeczyć, gdy ubiegł ją mąż:

– Jest jeszcze nasz córka Józia, ale teraz nie ma jej w domu, bo poszła do koleżanki na ulicę Szubińską… to znaczy Schubiner Chaussee…

– Panie untersturmführer po co się z nimi patyczkować, dwie kulki w łeb i całe mieszkanie będzie do dyspozycji… – odezwał się dziwnym, piskliwym głosem jeden z żołnierzy…

Willi zmarszczył brwi, przez chwilę coś rozważał, po czym zakomenderował tonem nie znoszącym sprzeciwu:

– Zostawić wszystko w ostatnim pokoju i jazda na dół… Swoje rady zostawcie dla kolesiów w koszarach…

Żołnierze zrobili jak kazał i solidnie przerażeni, biegiem wynieśli się z mieszkania, stając przy samochodach i natychmiast wyciągając z mundurów papierosy. Obłoki niebieskawego dymu pojawiły się nad nimi, przyciągając uwagę Izaaka Abrahama, obserwującego ich przez dziurkę w czarnej blasze, wstawionej w okno szopy, w której miał warsztat szewski. Tymczasem Willi raz jeszcze obszedł całe mieszkanie, po czym zwrócił się do Rossów:

– Widzę, że macie dwie łazienki, więc tę przy moim pokoju rekwiruję i odtąd tylko ja jej będę używał…

– Dobrze panie oficerze… – powiedział Wincenty.

– My nie chcemy żadnych kłopotów… – dodała Franciszka – Może pan potrzebuje też drugiego pokoju, to córkę przeniesiemy do nas i będziemy zamykać drzwi. Mieszkania staną się całkowicie niezależne i tylko korytarz będzie wspólny…

– Zadecyduję o tym, jak zorientuję się we wszystkim… – odrzekł Willi – Na razie muszę się rozpakować, poustawiać moje graty w pokoju i chyba zmieszczę się w nim, tym bardziej, że jest tam kanapa i szafy po poprzednich lokatorach…

Willi poznał już wielu Polaków i często czuł do nich odrazę, ale ci spokojni ludzie jakoś dziwnie przypominali mu członków jego rodziny i wydawali się być z innej gliny, a znakomita znajomość języka niemieckiego tylko potęgowała to wrażenie. Zasalutował, uderzył oficerkami o siebie, skierował się ku wyjściu i już po chwili Rossowie usłyszeli rytmiczne uderzanie butów o schody. Odczekali jeszcze trzy minuty i Wincenty pociągnął żonę do głównego pokoju, gdzie odezwał się szeptem, jakby ktoś ich mógł podsłuchać:

– Musimy postanowić, co zrobić z Józią…? Czuję, że ten oficer jest niebezpieczny jak jadowity wąż…Zresztą nazywa się Wilhelm von Otter…

– Może wyposażmy ją w nieco pieniędzy i wyślijmy do mojej rodziny do Liszkowa, wciąż mam tam ciocię i dwóch wujków…– powiedziała Franciszka.

– Nie wiadomo, jak ona to potraktuje, tutaj jest cały jej świat, kościół na Szwederowie, do którego chodzi, jej najbliższa koleżanka Marta, no i uwielbiany przez nią pan Abraham, któremu nosi jedzenie i picie…– odrzekł mąż.

– Teraz on będzie największym zagrożeniem dla niej… i dla nas. Okno z pokoju tego gestapowca wychodzi przecież na podwórze i szopę Izaaka – lamentowała kobieta – Mówiłam ci, że ta twoja bliska znajomość z tym Niemcem z Ogrodowej sprowadzi na nas jakieś nieszczęście…

– Za Johanna ręczę własnym słowem, a nawet życiem – powiedział mąż –poznałem go dobrze… wiesz o tym. To szlachetny idealista, rozkochany w filozofii Schopenhauera i muzyce Bacha… Stawiałbym tu raczej na Spatzową, której nie podobały się nasze spotkania szachowe, a jak jeszcze przychodził Izaak, kipiała wręcz ze złości i zamykała się w kuchni… Johann objechał ją kiedyś przy nas i zobaczyłem wtedy w jej oczach taką samą nienawiść jak w ślepiach Hitlera. Na pewno tego nie zapomniała i tylko czekała na dogodną sposobność, by odwdzięczyć się nam sowicie…

– Może masz rację – zgodziła się – podobno zafascynowała się książką Mein Kampf i ten jej Willi wbijał ją w dumę… Jej sąsiadka powiedziała mi, że zmieniła się i zhardziała, gdy pojawił się w ich domu ten chłystek…

– Ci…cho… uważaj kochanie, co teraz mówisz, w okupowanych krajach ściany mają uszy…– syknął Wincenty, po czym położył jej delikatnie prawą dłoń na ustach, starł łzy z obu policzków i przytulił, mocno przyciskając do siebie.

Po chwili usłyszeli trzask drzwi na dole kamienicy i charakterystyczne szuranie butów na schodach. Od razu domyślili się, że to Józia wraca do domu, więc Franciszka pomknęła do przedpokoju, by jej otworzyć. Wincenty stanął przy skręcie do dużego pokoju i ręce oparł na biodrach, by nie było widać, że lekko mu drżą. Matka zrelacjonowała w skrócie to, co się wydarzyło i odwracając się do męża, zakończyła niespodziewaną dla dziewczyny pointą:

– Postanowiliśmy z tatą, że jeszcze dzisiaj spakujesz się i nasz kolega odwiezie cię do Liszkowa, do cioci Poli. Tam przeczekasz ten straszny czas i pomożesz trochę w gospodarstwie jej i wujka Jana … Tyle razy prosili mnie byś ich odwiedziła, to ucieszą się z twojego przyjazdu…

Łzy jak grochy pociekły po policzkach Józi i rzuciła się w ramiona matki, która przycisnęła jej głowę do swoich piersi. Poczekała aż spazm córki ustanie i dopiero wtedy odsunęła ją lekko od siebie i powiedziała:

– Robimy to dla twojego dobra… bo bardzo boimy się o ciebie. Musisz to zrozumieć…

Józia wyjęła chusteczkę z kieszeni w sukni i otarła nią łzy, po czym wyprostowała się, zaczerpnęła głęboko powietrze i powiedziała zdecydowanie:

– Nigdzie nie pojadę… jak mogliście przypuszczać, że w takiej sytuacji zostawię was samych…? Muszę też pomagać kochanemu panu Izaakowi, by nie umarł z zimna i głodu. Nie boję się niczego, bo czuję opiekę Pana Boga…

– Dziecko, zło jest bezlitosne w tych strasznych czasach… – próbował przekonać ją Wincenty.

Dziewczyna zdjęła płaszczyk, powiesiła go na haku przy drzwiach, po czym podeszła do ojca i patrząc mu w oczy szepnęła:            

– Wciąż noszę w sobie słowa, które nie raz przywoływałeś… Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: