* * *

Ludzie najczęściej przypisani są do konkretnych miejsc i rzadko decydują się na egzystencję w drodze. Choćby nie wiadomo jak daleko odjechali, choćby wytyczyli sobie odważny azymut podróżniczy, prędzej czy później wrócą do swoich domów, zatoczą wielki krąg i znowu pojawiają się w miejscu wyjścia. Chmury będą sunąć po niebie, wody wielkich rzek będą przelewać się przez katarakty i wpadać do morza, drzewa spotężnieją i wrosną w niebo. Urodzą się nowe pokolenia i wejdą w dorosłość, a generacje wcześniejsze sukcesywnie stracą swoich przedstawicieli i zaczną nieodwracalnie zamierać. Wszak egzystencja ludzka, tak zmienna i tak zaskakująca w swoich rozwiązaniach, odwzorowuje najwierniej metamorfozy dokonujące się w kosmosie. To jest takie samo kosmogoniczne podążanie od narodzin, poprzez wzrost i rozkwit, do nieuchronnego rozpadu. Jakże łatwo zapominamy o chwilowości naszego życia, wpisanego w cykle rozwojowe galaktyk i całego wszechświata, Układu Słonecznego i konkretnej planety, jakiegoś kontynentu i państwa, miasta albo wsi. Kultura przeciwstawia się entropii, ale przecież finalnie niczego nie zdoła ocalić, upadną cywilizacje i w ostatnim akcie dramatu, eksplozja supernowej rozrzuci pył gwiezdny na ogromnych obszarach. Tak jak ułudą było ocalenie ciała, marzenie o pozostawaniu wiecznie młodym, tak rozpadnie się Ziemia i inne struktury planetarne. Naukowcy i fantaści literaccy będą nas karmić opowieściami o tym, że ludzkość przeniesie się na inne globy, do dalekich galaktyk, albo do wszechświatów równoległych. A przecież tylko na Ziemi możemy być sobą i tylko w konkretnej przestrzeni kulturowej możemy rozwijać się, tworząc arcydzieła na miarę braci Van Eycków, Michała Anioła, Moneta i Einsteina. Tak jak pszczoły tworzą regularne struktury, które wypełniają miodem, jak remizy tkają gniazda z traw i gałązek, tak człowiek wznosi dom, w którym chroni się przed naturalnymi kataklizmami. I nawet jeśli uda mu się stworzyć na chwilę jakąś szczelną enklawę, okrutny czas przesieje byty przez sito nicości, miliardy lat zrównają się z chwilą i wszystko zaniknie, zgaśnie jak świeca w ciemności. Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy, dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza? – pytał w wierszu pt. Koniec wieku XIX Kazimierz Przerwa-Tetmajer, wiedząc, że nie otrzyma odpowiedzi na postawione pytania. Dzisiaj równie trudno o odpowiedź, chociaż jeśli miliard lat staje się z czasem chwilą, to może warto ją wyodrębnić – usiąść na brzegu oceanu, na szczycie góry, zatrzymać się na pustyni, na rozległym lodowcu, albo w wysokim lesie unieść głowę ku górze i patrząc na prześwity między koronami drzew poczuć, że istniejemy.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: