WITKACY

Podczas tegorocznego pobytu nad morzem zatrzymałem się w słupskim Muzeum Pomorza Środkowego i w tzw. Białym Spichlerzu zwiedziłem aktualne wystawy. Najważniejsza była wizyta w salach prezentujących portrety Witkacego, wykonane najczęściej pastelami, w ramach jego słynnej firmy portretowej. To już któreś z rzędu moje spotkanie z tymi dziełami, a sporo podwzorowań widziałem też w innych muzeach. Prawdopodobnie zmienia się moje postrzeganie tych prac, bo tym razem byłem bardzo krytyczny. Oczywiście trzeba cenić metodę błyskawicowego rysowania tego twórcy, ale przy takim tempie powstawania prac, zawsze mogą pojawić się wątpliwe ujęcia. Witkacy miał wiele talentów i pozostawił po sobie ogromny dorobek literacki, estetyczny, malarski i rysowniczy, ale w zakresie komercyjnej firmy portretowej często nie potrafił zapanować nad procesem twórczym i tworzył komiczne bohomazy. Nie jestem znawcą jego twórczości, nie ustawiam się też w szeregu tych, którzy uważają go za zwykłego wariata, ale potrafię odróżnić dzieło sztuki od kitu. I tym razem jakoś sporo prac klasyfikowałem jako chybione, albo wymuszone określoną sytuacją finansową artysty. Potwierdza to fragment z jego zapisków, umieszczony na klatce schodowej muzeum, w którym żali się, że znowu będzie musiał rysować jakieś mordy za pieniądze. Wyraźnie widać, że wiele tych prac powstało pod wpływem różnych alkoholi i narkotyków, co wszakże nie było niczym nowym w historii sztuki. Jednak tutaj artysta umieszczał pod portretami skróty literowe, dokumentujące co akurat zażył. A było tego sporo – kokaina i kofeina, eter, eukodal, harmina, meskalina, a także mocna herbata i papierosy. Zanim 18 września 1939 roku Witkacy podetnie sobie gardło we wsi Jeziory Wielkie na Polesiu, zdąży wyraziście zamanifestować niezwykłość swojej osobowości w dwudziestoleciu międzywojennym. Oglądając pastelowe portrety tego nadwrażliwca, rozmyślałem o jego losach pośmiertnych, a szczególnie o nieudanej ekshumacji, gdy do polski przywieziono szkielet młodej kobiety i z pompą pochowano jako szczątki Witkiewicza na Pęksowym Brzysku w Zakopanem. Po badaniach antropologów nie ma wątpliwości, że strona rosyjska przekazała Polakom kości innej osoby, a nasza bezkrytyczna „przyjaźń” z bratnim sąsiadem nie pozwalała u końca lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku na weryfikację tego „daru”.  

Autoportret
Autoportret
Portret mężczyzny

Portret kobiety
Portret Neny Stachurskiej
Kuszenie św. Antoniego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: