AREOPAG

Im człowiek starszy, tym uważniej przypatruje się światu, próbuje zrozumieć niezwykłą sytuację – wstrzelenia do ziemskiej rzeczywistości. Zapewne ludzkość nigdy nie pozna wielkiej tajemnicy wszechświata, a po kolejnych odkryciach pojawią się nowe niewiadome, inne zaskakujące ustalenia. Tak bywało już wiele razy, gdy coraz lepsze narzędzia eksploracyjne ukazywały jeszcze dalsze dale, jeszcze głębsze głębie, a zaledwie przeczuwane inne układy planetarne stały się faktem. Siedząc na tarasie mojego domu przyglądam się chmurom, rozbudowującym się we wszystkich kierunkach. I czuję swoją kruchość, niepowtarzalność i wyjątkowość w tym miejscu i w tym momencie historii naszej galaktyki, Układu Słonecznego, trzeciej planety od naszej gwiazdy i piątej w kategorii wielkości. Tak jak pojawiają się abstrakcje chmurne na niebie, tak jak zmieniają się konfiguracje bieli, błękitu, szarości ultramaryny i granatu, tak wirowały zdarzenia naszego życia, integralne, zaskakujące, oczywiste, a jednak wpisane w ciąg epizodów kosmicznych i niewidzialną sieć chronologiczną. Dynamizm tego, co rozgrywa się na niebie sam w sobie jest niepowtarzalny i zdumiewa niezwykłą kombinatoryką, której nie dorówna żaden ziemski abstrakcjonista. Od dawien dawna chmury były tłem dla ziemskiej historii, a w ich perspektywie pojawiały się wojska faraonów i dynastii Han, równomiernie maszerujący Spartanie, zbrodnicze rzymskie legiony, statki hiszpańskich konkwistadorów i armaty armii szwedzkiej, sowieckie tanki i nazistowskie hordy Hitlera. Ludzkość rzadko próbowała zgłębić fenomen istnienia, ale wciąż prowadziła wojny i wojenki – stale pojawiali się ślepi przewodnicy, prowadzący niewinne byty na zatracenie. Najczęściej szermowali hasłami religijnymi, powoływali się na kolejnych bogów, którzy szybko tonęli w czarnej smole zapomnienia, znikali jak chwilowy rysunek cirrocumulusów i nimbostratusów. Innym razem kreślili jakieś utopijne wizje świetlanej przyszłości, albo torturowali ludzi swoimi poglądami na temat życia pośmiertnego. Wygłaszali kazania o strukturze piekieł, a tak naprawdę tworzyli je na ziemi. Kazali budować piramidy, wielkie świątynie, triumfalne bramy i wieże, za nic mając pot i krew, odciski na skórze i krwawe otarcia, fioletowiejące z biegiem dni. Szkoda, ze nasz rodzaj nie stworzył skutecznych mechanizmów selekcji tyranów i błaznów, dochodzących do władzy pod każdą szerokością geograficzną. Wspólnota międzynarodowa jest już tak silna, że mogłaby stworzyć doskonale uzbrojoną armię, którą wysyłałoby się w zapalne regiony – nie jakieś tam drętwe, niczego nie mogące zrobić siły pokojowe, ale jednostki interwencyjne, które w mig rozwaliłyby struktury kolejnych dewiantów, mordujących w imię religii lub interesów politycznych. Zdaję sobie sprawę z tego, jak trudno byłoby zorganizować i wyposażyć takie grupy, tym bardziej, że historia ludzkości uczy, iż najwięcej zła wiązało się z przywództwem i aktualną ideologią. Mówi o tym Orwell i Huxley, mówią krytycy marksizmu i religijnych wynaturzeń. Kto miałby kierować taką armią i decydować, gdzie ma się pojawić, kto wyznaczałby jej cele i tworzył plany wojenne? Może kiedyś pojawią się takie rozwiązania i wielki areopag ziemski decydować będzie, gdzie wysłać karnych najemników, strzegących interesów ludzkości, gdzie skierować niewidzialne drony, które w ułamku sekundy zdemolują przywódców, szkodzących rozwojowi planety i życiu na niej. Ale nawet wtedy chmury na niebie nie przestaną płynąć, czas nie stanie w miejscu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: