SEN PODRÓŻNY

Takim pięknym Airbusem A 380 zdarzyło mi się podróżować już kilka razy

Po okresie  intensywnych podróży, które odbyłem w latach 2000–2019, czas zamknięcia w Polsce jest trudnym doświadczeniem. I nawet mózg na to reaguje, generując podczas snów obrazy z pobytów w różnych krajach i przestrzeniach. Ale jak to zwykle bywa w rewirach onirycznych, wszystko w nich jest przemieszane i udziwnione, skomplikowane i zdumiewające. Ostatniej nocy miałem taki sen i teraz spróbuję go odtworzyć: poleciałem znowu do Chin i długo wędrowałem po Pekinie, ale w pewnym momencie ta rzeczywistość zmieniła się i nagle znalazłem się w Wilnie. Oba miasta znam znakomicie, więc poruszałem się w nich bez trudu, choć w pewnym momencie i ta przestrzeń litewska zmieniła się w ukraińską i wędrowałem ku nabrzeżom Dniestru. Obok mnie pojawiali się ludzie, których w różnych latach spotykałem podczas podróży, zaprzyjaźnieni ze mną i przyczyniający się do tego, że mogłem odbywać dalekie eskapady. Był więc chwilami przy mnie Adam Szyper, Stanley H. Barkan, Jidi Majia, Romek Mieczkowski, Sona Van, a także wielu innych. Idąc ulicami Wilna, bodaj na Zarzecze, zostałem z powrotem przeniesiony do Pekinu. W tym momencie mógłbym za Adamem Mickiewiczem i przywołującą jego cytat Marią Dąbrowską powiedzieć: Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia. Nagle pojawiła się nerwowość, znana mi z wypraw na pekińskie lotniska, zdaję się na Terminal 2, gdzie wraz z senegalskim poetą w roku 2009 nie znaleźliśmy ludzi, którzy mieli nas tam odebrać. Teraz też miałem gdzieś lecieć i denerwowałem się we śnie, że nie zdążę na samolot, przepadną bilety i będę miał wielkie kłopoty. Zdaje się, że pojawili się jednak jacyś pomocni ludzie i zostałem wyekspediowany ku innemu terminalowi, gdzie odprawiono mnie i znalazłem się w rozklekotanym samolocie. Dopiero wtedy przypomniałem sobie, że następnym etapem mojej podróży ma być Grenlandia… Statek powietrzny przypominał zdezelowany autobus, którym, w 2001 roku przejechałem południową Ukrainę, podążając z Kijowa do Krzemieńca. Siedziałem w jednym ze ściśniętych rzędów siedzeń, a tuż obok mnie był tylko powyginany, rurkowaty szkielet jednego z nich, bez siedziska. Po jakimś czasie, uradowana, że znalazła wolne miejsce, usiadła na nim piękna ciemnoskóra dziewczyna, która uśmiechnęła się do mnie promiennie. Tak wróciła reminiscencja lotu z 2002 roku do Stanów Zjednoczonych, kiedy to w DC 10 linii KLM trafiło mi się miejsce obok urodziwej Adrianny, podróżującej z Etiopii, przez Rzym i Amsterdam na lotnisko Newark. Nawiązałem z nią sympatyczną rozmowę i wymieniliśmy się adresami, a teraz – we śnie – afrykańska piękność wtuliła się we mnie i nie przeszkadzało jej, że siedzi na metalowych rurkach… Zdaje się, że to były ostatnie obrazy tego snu, może jeszcze mignęło w nim lądowanie pośród lodów Grenlandii, jakieś foki i morsy, może pojawił się Adam, który w 2002 roku odbierał mnie na lotnisku w Newark i zabrał taksówką do swojego mieszkania w pobliskim Elizabeth. Wszystko razem było zdumiewającym kolażem doświadczeń i surrealistycznych transformacji, lęków i euforii, nieustannej czujności podróżniczej i pewności, że wszystko ma swoje miejsce w ciągach zdarzeniowych mojego przeznaczenia.    

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: