* * *

Życie musi być energiczne, pełne pomysłów i działań, podróży i zmian miejsc, nieoczekiwanych zwrotów akcji i zaskoczeń. Ale równie ważne są momenty uspokojenia, kontemplacji ciszy, zatopienia się w myślach, podsumowań tego, co zrobiliśmy. Życie z natury swojej podąża ku entropii, rozmyciu kształtów i zapomnieniu pojedynczych chwil. Jeśli człowiek nie obudzi się w momencie przejścia z wieku średniego do starości, zacznie powoli gubić wszystko, tracić wspomnienia i obrazy, a finałem egzystencji może być choroba izolująca nas od świata. Niedawno miałem do czynienia z kobietą, która szybko zaczęła odgradzać się od rzeczywistości i tracić to, co przez kilka dekad było dla niej wartościowe. Rodzina nie zauważyła symptomów osuwania się w nieświadomość, a gdy pojawiła się medyczna diagnoza, było już za późno. Może takie odejście ze świata jest łagodniejsze od przeszywającego bólu lub niesprawności organów, zesztywnienia kończyn i kręgosłupa, może jest rodzajem ostatecznego znieczulenia. Może tak, ale przecież nie ma już wtedy szans na uporządkowanie tego, co się zrobiło, a podsumowanie staje się równie błahe jak upływ kolejnych godzin i dni. Póki człowiek zatrzymuje się w pędzie i jest w stanie kontemplować zmienność w naturze i codziennym życiu, istnieje realnie, zamyka kolejne przedziały i pointuje je. Ale przecież każdego dnia wiele istnień zostaje zaskoczonych i często nawet nie jest w stanie zinterioryzować własnej eschatologii, osuwa się w nicość jak piasek ze skarpy, jak głaz ze zbocza, gaśnie jak ognisko pośród mroku. Każde życie można oceniać w różnych fazach jego rozwoju, ale ostateczna ocena możliwa jest tylko po śmierci. Każdy z nas ma ściśle określoną liczbę chwil, które muszą się wypełnić, a choć w młodości wydaje się, że jest ich tak wiele, iż nigdy się nie wyczerpią, podczas kolejnych obiegów ziemi wokół słońca ich liczba drastycznie maleje. I przychodzi ostatni rok, miesiąc, dzień – i przychodzi ostatnia godzina, poślednie kilka minut i chwila zamykająca życiorys. Nawet jeśli zaczniemy wszystko porządkować, umieszczać zdjęcia w albumach, wydawać książki i oprawiać publikacje w eleganckich tomach, ktoś może to wyrzucić do śmietnika, a w najlepszym przypadku wystawić na aukcję. Podczas moich pobytów w Stanach Zjednoczonych widziałem wiele takich wyprzedaży, organizowanych przez wyspecjalizowane instytucje. Rodzinom – często rozsianym w oddalonych od siebie stanach – nie opłaca się transportować rzeczy pozostawionych po babciach i dziadkach, rodzicach lub rodzeństwie. Organizuje się wtedy kiermasze, chętnie odwiedzane przez żywych, kupujących w opustoszałych domach to, co może się przydać, najczęściej za parę dolarów. Zdarzało mi się też kupić jakąś rzecz albo książki z domowych bibliotek, niegdyś kosztowne i drogocenne, a teraz prawie nikomu niepotrzebne. Niestety często czułem też w tych domach „zapach śmierci”, czy to realny, w sytuacji, gdy zmarła osoba przez jakiś czas leżała w domu, czy to pojawiający się po latach, gdy starzy ludzie przestają sprzątać i zaśmiecają pokoje różnorakimi zbędnymi rzeczami. Co zatem zostaje? Jak przeciwstawić się rozpadowi i zatracie wszelkich wartości? Każdy sam musi o tym zdecydować…Ale warunkiem jest świadome istnienie i zauważanie zmieniających się warunków, kontemplowanie samego siebie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: