ARCHIWUM KRYTYCZNOLITERACKIE (7)

Leszek Czuchajowski

Książki poetyckie zawierające wiersze ułożone w cykle stają się rozległymi poematami. Rodzajem takiego utworu jest zatem też książka Leszka Czuchajowskiego wypełniona lirykami o aniołach. Autor podjął odważną próbę powiedzenia czegoś nowego o postaciach symbolicznych, które mają tak wielką literaturę w teologii chrześcijańskiej, w egzegezach, w tekstach źródłowych, a także w licznych książkach na temat malarstwa, sztuki rzeźbiarskiej czy obszaru twórczości ludowej. Od dziecka obcujemy z tymi duchami i tworami wyobraźni ludów Bliskiego Wschodu i wielu innych kultur, bo przecież jeszcze naszą dziewiczą wyobraźnią rządzi opowieść rodziców o aniele stróżu, dziecinnym językiem wypowiadamy kierowaną ku niemu modlitwę. Potem tych aniołów przybywa, bo pojawiają się w niewielkiej książeczce do nabożeństw, na obrazach w kościele, w licznych przedstawieniach rzeźbiarskich na cmentarzu czy w muzeum. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wielki jest wpływ symboliki anielskiej na nasze życie, na nasze wyobrażenia o raju i Bogu, a nawet – na zasadzie kontrapunktu – o szatanie i piekle. Pomysł napisania tego cyklu wierszy ma swoje korzenie podczas pewnej krakowskiej kolacji, w której uczestniczył autor  – jak pisze Józef Baran: Przypominam sobie, że podczas owej kolacji , w ogródku–wypuście  krakowskiej knajpki, siedział obok malarki i wypytywał ją z ożywieniem o wystawę, której tematem były anioły. Malarka Barbara sama brała udział w pewnej wystawie jako autorka jednego z kilkudziesięciu ogromnych aniołów, które powstawały na przełomie lat 1996 i 1997. Podczas wernisaży nowo powstałe anioły każdorazowo dostępowały zaszczytu uroczystego rozwinięcia na ścianach krakowskich kamienic… Odbyło się też parę zbiorowych ekspozycji. Dopiero w jakiś czas potem zrozumiałem, jak istotna była ta rozmowa dla Leszka i jego angelologii. Józek zwraca też uwagę na to, że symbolika anielska musiała już wcześniej drążyć wyobraźnię autora, a owo zdarzenie w ogródku było zaledwie impulsem, jakby przeskokiem iskry, która spowodowała ów liryczny wybuch.

Aniołowie i anielice Czuchajowskiego są niespotykaną strukturą wyobraźniową, jakby swoistą mieszanką kulturową. Ich świat to liczne pogranicza – kultury masowej i wysokiej, sztuki ludowej i wielkiego malarstwa, wreszcie mitu i wierzenia prostych ludzi, od dawien dawna uprawiających rolę i widzących skrzydlate twory we śnie, albo nad horyzontem kończącego się dnia. Ale przecież wiersze te są wywarzonymi konstrukcjami lirycznymi, które więcej mówią o autorze, niż o kreowanym świecie. Widać z nich jak obolała i wrażliwa jest wyobraźnia tego profesora chemii, tego profesora liryki. Jakże wiele można wyczytać z nich o nim samym i o jego genealogii rodzinnej, kulturowej, imaginacyjnej. To jest książka o bolesnej tęsknocie za pięknem tak czystym jak anioł, tak czystym jak powietrze, bo przecież – jak podpowiada Bachelard – aniołowie są jakby złożeni z powietrza, czyli z czystości, czyli są niematerialni, jak nasze myśli, jak uczucia, jak tęsknoty. To doskonale widać w utworach składających się na ten poemat. To jakby wielka, ciągnąca się od kresu świata, po kres nieba, połonina niebieska, gdzie twory anielskie bytują, „pasą” się, odgrywają nieustający spektakl, a nade wszystko wciąż śledzą zachowania ludzi, stale gotowi są pomagać, wspierać, a kiedy trzeba i łajać ludzi. Ta poezja, z racji narracyjnego charakteru zbliża się nieco do klimatu Spoon River Anthology Egara Lee Mastersa, ale też wiele ma z ludowej piosenki, wiele z poezji polskiej o korzeniach ludycznych, wiele wreszcie z mądrości człowieka, który poznał różne kultury i umiał z nich wysyntetyzować to, co najistotniejsze, to co ma wartość uniwersalną. Jakże rozległa jest tutaj gama środków i poetyckich „chwytów” – od subtelnej ironii do nieomal farsy, od symboliki chrześcijańskiej do nieomal herezji, od lekkości piosenki, do nieomal przepaści metafizycznej, wreszcie od subtelnego dźwięku pasterskiego fletu, do nieomal surrealistycznej kakofonii. Tego rodzaju określniki można by mnożyć, ale przecież istota tej poezji jest w gruncie rzeczy poza opisem i poza słowem – żyje w wyobraźni i najpełniej w niej funkcjonuje. Poemat anielski Leszka Czuchajowskiego jest ważkim osiągnięciem w jego dorobku i we współczesnej poezji polskiej. Osiągnięciem tym cenniejszym, że prezentującym wizję świata uśmiechniętego i z uśmiechem otwierającego się dla człowieka. Rację zatem ma Baran gdy pisze: Pod koniec stulecia, gdy w sztuce współczesnej szaleją postmodernizmy, a bohaterem artystów wydaje się raczej diabeł – powstały niepoprawnie słoneczne wiersze Leszka Czuchajowskiego. Dodajmy, wiersze słoneczne i aniołowie we wszystkich zakresach rozszczepiającego się w poezji światła…

________

Leszek Czuchajowski, Wszyscy moi aniołowie, wyb. i wstęp Józef Baran, Wydawnictwo Baran i Suszczyński, Kraków 1998, s. 124.       

    

* * *

Wiersze Leszka Czuchajowskiego dla jego zmarłej tragicznie żony czyta się z bólem i smutkiem. Mówią one o kobiecie, która bezpowrotnie odeszła, ale też i o przemijaniu chwały tego świata. Przypominają, że jesteśmy chwilowi i nie możemy przywiązywać się do miejsc i rzeczy, a to co zsyła Bóg powinniśmy przyjmować jako dar. Ludzie często żyją jakby ich egzystencja miała trwać setki, tysiące lat, a kiedy przydarza się tragedia, nie potrafią sobie z nią poradzić, nie umieją sprostać nieodwracalności śmierci. Idą do przodu nie oglądając się za siebie, nie sumują dokonań, zostawiają to na nie wiadomo kiedy,  zostawiają dla nie wiadomo jakiej przyszłości. Czuchajowski opowiadając Zuzannie świat po jej śmierci, przywraca go każdemu czytelnikowi. Te treny są bolesnym wołaniem o opamiętanie, o znalezienie siebie w gmatwaninie życiowych dróg, wreszcie o zrozumienie logiki przemijania. Jak zły sen wraca w tych wierszach chwila nieszczęśliwego wypadku, a poeta analizuje swoje zachowania, szuka odpowiedzi na pytanie o sens tego zdarzenia. Nie potrafi pogodzić się z nieodwracalnością i niemożliwą do zaakceptowania śmiercią kogoś, kto był miłością i miłość dawał, kogoś, kto był synonimem pulsowania żywej krwi i niewyrażalnej czułości. Jakże pięknie poeta odtwarza w kolejnych cząstkach lirycznych portret ukochanej, to jest opowieść o delikatności, która była wyrzutem w świecie bez uczuć i bez ciepła. To jest przybliżanie czytelnikowi kobiety kochającej i dającej szczęście w miłości. Świat nie lubi szczęścia i wstydzi się czystych uczuć, a dopiero tragiczna śmierć nadaje im wymiar ostateczny. Tutaj nic już się jednak nie zmieni, a ta czysta miłość pozostanie taką miłością na zawsze i chociaż to jest pokrzepiające.

Jakże wiele można z tych lamentacyjnych wierszy wyczytać o życiu i szacunku tych dwojga ludzi. Ile w nich sakralnych odtworzeń chwil, które odeszły na zawsze. Tylko mężczyzna kochający i adorujący kobietę potrafi tak o niej mówić, tylko prawdziwe uczucie rodzi taką lirykę. Smutną, ale przecież wychyloną ku życiu i stale przenoszącą eschatologię na przejawy realnego trwania. Przy całym tragizmie tej sytuacji Czuchajowski ma świadomość tego, że pozostał, żeby dawać świadectwo i stale przypominać, że Zuzanna istniała… i istnieje, w innym wymiarze, w innych przestrzeniach, ale… istnieje. I nie jest to tworzenie prywatnego mitu, który po latach wypierają inne mity, raczej gorąca wiara, że tak naprawdę nie umieramy, nie znikamy bezpowrotnie, a jedynie zmieniamy powłokę. To jest opowieść o miłości idealnej, która była taką wtedy i jest taką teraz. Jak mówi Józef Baran, przyjaciel i wydawca poety, te wiersze są hymnem na cześć Miłości, która – trawestując Biblię – jest najważniejszą ze wszystkich rzeczy. Czuchajowski wpisuje się swoją książką w tradycję polskich wierszy żałobnych, ale nie są to przecież treny w takim znaczeniu, w jakim znamy je z tradycji utrwalonej w dziele Kochanowskiego. To są treny nowoczesne, w których odnajdziemy i charakterystyczną dla poezji amerykańskiej narrację, i błyskotliwy skrót, i wreszcie elementy epitalamium. Bo poeta tęskni, ale nie przestaje wielbić, płacze, ale nie przestaje się modlić, boli go ta strata, ale nieomal czuje fizyczną obecność żony. Jakże rzadko czytamy tego rodzaju wiersze, będące odbiciem miłości do wybranej towarzyszki życia. Poetów fascynują kochanki, przygodnie poznane dziewczyny, wspominają oni chętniej to co wykracza poza ramy konwencji, poza obręb szczęścia rodzinnego. Tutaj epikurejski ton jest czymś oczywistym, a miłość do żony wyrazem uczciwości i oddania. Dlatego wiersze Czuchajowskiego są jednak krzepiące, są pełne pozytywnych treści – dowodzą bowiem, że możliwe jest spotkanie ludzi kiedyś obcych, a potem tak sobie bliskich, że nieomal czujących jeden rytm serca, jedno pulsowanie krwi i jeden oddech.

Poeta daje żonie wspaniałą opowieść o świecie bez niej i jednocześnie uświęca ją w wierszu niczym   t r e ś ć    d u c h o w ą, od zawsze będącą w świecie i od zawsze istniejącą w ludzkich wymiarach. Dlatego często – jak na treny – uśmiecha się i roni łzę radości. I choć są to Uśmiechy milczenia, to niosą one pokrzepienie, dają wiarę w nieustający  b y t.  I choć pojawiają się też w tych wierszach negacje, pytania o sens życia i powód tak gwałtownego odchodzenia, to jednak wpisane one są w ciąg narracji ocalającej i nieustannie odtwarzającej przeszłość zapadłą w niebyt. W tych wierszach poeta stale żyć będzie ze swoją żoną, stale będzie ją kochać i stale mówić do niej czule, bo stworzył jej pomnik i pomnik ich uczucia. To jednak, co najcenniejsze, to ów wymiar ludzki, jaki pojawił się w tej poezji. Uczucie autora i Zuzanny stało się podstawą do wypowiedzenia prawdy o człowieku i jego kruchym bycie, stało się wykładnią prawdziwej miłości i autentycznej egzystencji. Dzięki temu Zuzanna nigdy nie odejdzie, nigdy nie umrze, bo przecież… nie umarła…

___________

Leszek Czuchajowski, Uśmiechy milczenia (Treny dla Zuzanny), wyb. i  posł. J. Baran, Miniatura, Kraków 1999, s. 176. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: