KOSMICZNA CHWILA

Człowiek jest sobą w sobie i póki czuje własną integralność, póki wszystko dobrze funkcjonuje w jego organizmie, niewiele uwagi poświęca otoczeniu. Stale gdzieś gna, wciąż ma coś do załatwienia, coś do zrobienia, nabycia; utwierdzenia w codzienności. Najbliższa rodzina,  przyjaciele i wrogowie zajmują go tylko w konkretnych sytuacjach, od zdarzenia do zaskoczenia, od przebudzenia do zaśnięcia. Rzadko kiedy unosi głowę ku górze i kontempluje swoje zawieszenie w ogromnej strukturze wszechświata. Jakby chciał oddalić to, że został zawieszony na niewielkiej planecie, która w kategoriach kosmicznych mniejsza jest od pyłku. Jego istnienie ma wymiar lokalny, krajowy, czasem kontynentalny, a dekoracjami są wzgórza i góry, równiny i doliny, skalne ostańce na wyżynach i chmury na niebie. To jest rodzaj bezpiecznego zamknięcia w barwnej bańce mydlanej, która w jego świadomości zdaje się mieć wytrzymałość diamentu. Dziewiczy kosmos wdziera się do ludzkiego życia najczęściej nocą, gdy granatowe niebo zaczyna połyskiwać konstelacjami gwiazd, gdy wschodzi Księżyc, a nad horyzontem pojawiają się światła Wenus, Marsa, Jowisza, Saturna. W wyjątkowych momentach niewielka, jasna smużka obwieszcza, że blisko naszej planety przelatuje kometa lub asteroida. Ale to są tylko chwile, bo kolejny poranek staje się początkiem nowego wyścigu, jakiegoś zadania do wykonania, jakiej inicjacji zaczynającej wraz z pojawieniem się światła słonecznego. Nasz gwiazda jest najważniejszą częścią Układu Słonecznego i tylko jej niezwykła temporalna aktywność, stworzyła warunki, w których mogło rozwinąć się życie. Ludzka świadomość zaczyna szukać kontekstu kosmicznego w sytuacjach krańcowych, gdy swoją moc manifestują naturalne żywioły – podczas sztormu na ocenie, w chwili wybuchu wulkanu, przy zejściu ogromnej lawiny w górach, alb0 przy gwałtownych przemianach pór roku, miesięcy i dni. Wtedy też czasami próbuje odsuwać to, co pierwotne, kosmogoniczne, metamorficzne – życie przecież musi być bezpieczne, albo przynajmniej powinno takim się wydawać. Powyższe refleksje pojawiły się w moim umyśle, gdy przeglądałem ostatnio wykonane zdjęcia. Na jednym z nich chciałem uchwycić migotliwość liści brzozy, ich prawie niedostrzegalny ruch i lekkie chwianie się całego drzewa. Tłem miały być piękne białe cumulusy, rozbudowujące się nad horyzontem, wzmocnione przez wyrazisty błękit pogodnego nieba. Dopiero w domu zauważyłem, że na kilku podobnych do siebie fotografiach, nie wiedząc o tym, odzwierciedliłem też kosmiczność naszego świata. Brzoza i chmury, liście i moja świadomość, a nade wszystko soczewka aparatu fotograficznego zyskały dodatkowy kontekst, gdy nad białym płatem chmury pojawiła się mętna cząstka Księżyca. Gdy to zauważyłem, poczułem, że w ułamku sekundy kosmiczna chwila ekspandowała mnie w dalekie regiony układu planetarnego, gigantycznej struktury galaktycznej i wielkiej, niewyobrażalnej jedni gwiazd, mgławic, pyłu, ognia, światła i ciemności, czasu i przestrzeni, określanej jako Wszechświat. Stojąc na Ziemi, zwykle stabilnej, mocno utwierdzonej w swym istnieniu, poczułem jej ulotność i chwilowość, kruchość i magiczne zawieszenie w kosmosie.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: