BROMBERG (18)

Eleonora z dumą patrzyła na Williego, jakże przystojnie wyglądającego w galowym mundurze oficera SS. Pamiętała go przecież jako małego chłopca, przyjeżdżającego do nich na wakacje z Berlina. Towarzyszyła mu w pociągu jadącym do Wirsitz i tam sprawowała nad nim opiekę, martwiąc się, że wciąż włóczy się na peryferiach miasteczka z kolegą Wernherem, synem tamtejszego landrata. Obaj mieli wtedy poranione kolana i podrapane przedramiona, bo włazili na drzewa i wspinali się na skalne ścianki, wystające ze wzgórz. Uspakajała się dopiero wtedy, gdy chłopiec kładł się do łóżka i od razu zasypiał, przykryty pierzyną, ogrzaną przez nią przy piecu kaflowym. Teraz siedział przy niej mężczyzna, który mógłby uchodzić za najprzystojniejszego na świecie. Miał bujną blond czuprynę, niebieskie oczy i wyraziste kości policzkowe, a jego podbródek kończył się głębokim dołkiem. Usta miał wąskie, jakby stworzone do całowania, nos kształtny, ani za duży, ani za mały, brwi i rzęsy wyraziste, a skórę nieco przyciemnioną, zapewne z racji słońca, mocno operującego we wrześniu tego roku. Jakże cieszyło ją to spotkanie w owianym sławą lokalu, w tej części Brombergu, który najbardziej lubiła i który mijała przez wiele lat, podążając z górnego tarasu miasta do Höhere Mädchenschule, ulokowanej przy Schule Strasse. Szczególnie zapamiętała okres po roku 1911, gdy jednostka ta przekształciła się w szkołę dla pielęgniarek, wychowawczyń żłobków i przedszkoli. Miała wtedy wspaniałą przyjaciółkę Margarete, mieszkającą na stancji w Brombergu, z którą chodziła do Teatru Miejskiego, zwiedzała wielki cmentarz ewangelicki z grobami znamienitych Niemców i odbywała wyprawy na skraj miasta, gdzie Brahe miała krystalicznie czysta wodę i dawała ukojenie w upalne lata.

            – Ciocia pewnie dziwi się, że jestem w mundurze galowym…? – odezwał się Willi,  gdy kelner zrealizował zamówienie, z gracją ustawiając na stoliku aromatyczne kawy i ciasta.   

            – Coś ty chłopaku kochany… według mnie mógłbyś tak chodzić ubrany codziennie… ktoś wspaniale zaprojektował wasze uniformy…– podjęła dialog Eleonora.

            – Przypadkowo wiem, że stworzyli je dwaj artyści Karl Diebitsch i Walter Heck, a produkcją zajął się Hugo Boss.

Eleonora spojrzała na posrebrzany pas Williego, na którym widniał napis Meine Ehre heißt Treue i przeniosła wzrok na czapkę z orłem, umieszczonym na swastyce i trupią główką, którą Willi położył na wolnym krześle.

            – Wolę mój mundur polowy – ciągnął von Otter – ale dzisiaj musiałem dobrze się zaprezentować, bo miałem spotkanie z wysokimi rangą dowódcami… Nie zdradzę tajemnicy wojskowej, jeśli powiem, że do Brombergu przyjechał  SS-Obersturmbannführer Hans Kölzow, który przywiózł z Berlina specjalne rozkazy naczelnego wodza. Był też szef VI Inspektoratu Selbschutzu SS-Obersturmbannführer Erich Spaarmann, SS-Sturmbannführer Christian Schnug no i mój szef SS-Standartenführer Ludolf Jacob von Alvensleben, jedyny człowiek na świecie, którego się boję…

            – To są wasze sprawy chłopcze, ja wierzę w ciebie bezgranicznie…- entuzjazmowała się kobieta – Dzisiaj, jak szłam na nasze spotkanie, z obrzydzeniem patrzyłam jak Polacy byle jak odmienili nasze miasto… Wszędzie te ich i Żydów krzykliwe reklamy, swarliwe rozmowy w dziwacznym języku i bezczelność na każdym kroku…

            – SS-Obersturmbannführer Kölzow ma rację, codziennie musimy stawiać Polaków pod ścianami, bo tylko tak zdławimy ich absurdalną dumę… – odrzekł Willi.

            – Ty możesz nie pamiętać Brombergu sprzed lat, ale ja wciąż go noszę w sercu…– mówiła kobieta – i dzisiaj jak szłam, uroniłam łzy nad zniszczeniami, których dokonali. Jak oni mogli zburzyć wieżę Bismarcka, ten jakże wspaniały monument, upamiętniający naszego heroicznego ojca narodu… i dlaczego rzucili na ziemię pomniki cesarskie na rynkach i placach…?

            – Już odwdzięczyliśmy się im z nawiązką za Krwawą Niedzielę i za te zniszczenia także, przy pobliskim kościele pojezuickim. I szybko wróci na rynek pomnik Fryderyka II – podjął wątek rozmowy Willi i nagle zmieniając ton głosu niemal wykrzyknął – podjęliśmy już stosowne decyzje i niebawem wypierdolimy w powietrze ich ukochane symbole…Najpierw synagogę…

            – Ach mój ty wyzwolicielu… – powiedziała ubawiona wulgaryzmem Eleonora, napiła się kawy, a potem nabrała łyżeczką nieco ciasta i po przełknięciu potwierdziła – Tak, macie rację, tylko to ich nauczy szacunku dla naszej wspaniałej historii…

            – Prowadzimy szereg tajnych operacji, nadzorowanych bezpośrednio przez Reichsführera-SS i każdy ma swoje zadania. Właśnie dlatego też dzisiaj się tutaj spotkaliśmy…– powiedział oficer.

            – Mówisz o Heinrichu Himmlerze…? Nie uwierzysz, ale znam jego żonę…

            – Jak to… skąd…– zdziwił się Willi.        

            – Chodziłyśmy razem do żeńskiej szkoły… Margarete była moją najbliższą przyjaciółką…Odbyłyśmy liczne wyprawy za miasto i raz nawet zaprosiła mnie do swojej wsi, gdzie jej ojciec był bogatym junkrem…– odrzekła raz jeszcze dopijając kawę z filiżanki.

            – Nie wiedziałem, że ona stąd pochodzi, ale będę o tym pamiętał, bo może to się przydać. Z drugiej strony, dowiedziałem się od mojego szefa, że Himmler żyje z nią na odległość i ma piękną kochankę Hedwig, zresztą jego sekretarkę…

            – O tym nie wiedziałam, bo moje kontakty z Margarete urwały się, gdy jej rodzina wyprowadziła się pod Berlin. Jeszcze do mnie przysłała dwie pocztówki z Reichstagiem i Bramą Brandenburską, ze zdawkowymi pozdrowieniami na odwrotach, a potem nastąpiła cisza. Wiem tylko, że w 1929 roku urodziła ze związku z Himmlerem córkę Gudrun.

            – Tak, widziałem te pyzatą dziewczynę… strasznie zarozumiała szczeniara… ojciec wszędzie ją zabiera…– ze śmiechem powiedział Willi, a potem spoważniał i ciągnął dalej – ale wracając do naszego spotkania… Ciocia pamięta mojego kolegę z Wirsitz Werhnera… Jest teraz bardzo ważną osobą w przemyśle zbrojeniowym Rzeszy.

            – Co ty mówisz, ten wiecznie zasmarkany Wehrni…? – zdziwiła się Eleonora.

            – Ha, ha, ha… tak ten smarkacz jest teraz kimś bardzo ważnym, od którego zależeć będą losy wojny, szczególnie po 3 września, kiedy to angielscy i francuscy zarozumialcy wypowiedzieli nam wojnę…Nie wierzę, że zdecydują się nas zaatakować, bo tak naprawdę Polska dla nich się nie liczy. Tylko prężą muskuły, wiele gadają, markują, a zapewne w tajemnicy tylko zintensyfikują zbrojenia. Na szczęście nasz führer jest przewidujący i potrafi korzystać z talentów takich geniuszy jak mój dawny kolega z Wirsitz…

            – To on zrobił taką karierę, że współpracuje z samym naczelnym wodzem? – dziwiła się kobieta.

            – Tak i teraz ciocia także dostanie swoje zadanie… – powiedział Willi, ściszając tajemniczo głos – Pamięta ciocia, że jedną noc spędziłem poza waszym domem…

            – Martwiłam się o ciebie, bo praktycznie, nie było cię od rana, do rana następnego dnia… – potwierdziła.

            – No właśnie, a ja pojechałem w tajemnicy do Wirsitz, by wykonać pewne zdanie najwyższej wagi państwowej… – przytaknął.

Eleonora nieco przeraziła się jego słów i rzuciła okiem poza balkon, na którym się spotkali. Właśnie na rzece pojawił się jakiś spory holownik, ciągnący aż trzy barki i wyrzucający z komina kłęby czarnego dymu. Po lewej rysował się fragment Teatru Miejskiego z pomnikiem nagiej Łuczniczki, który tak lubiły z Margarete, a za mostem ginął pośród czarnej chmury wielki budynek domu towarowego „Hohenzollern”, słynącego niegdyś z narożnej rzeźby cesarza z tego rodu, przedstawionego w zbroi rycerskiej. Na niebie wolno przesuwały się podświetlone przez słońce cumulusy, nad tonią unosiły się liczne, swarliwe mewy, a po pobliskim moście przejeżdżały z hałaśliwym dzwonieniem dwa mijające się tramwaje.  

– Moja prośba jest taka… – ciągnął mężczyzna – Gdyby ktokolwiek pytał ciocię, czy każdej nocy, od zamieszkania u was, spałem w swoim pokoju, to proszę o potwierdzenie. Nikt, absolutnie nikt, łącznie z moim dowódcą i innymi wojskowymi, nie może wiedzieć, że jeździłem do tego małego miasta… Musi ciocia też przekonać kochanego wuja Johanna, by w razie jakiegokolwiek pytania, potwierdził, że co noc spałem na Garten Strasse… To bardzo ważne…

Eleonora natychmiast przysięgła, że będzie milczeć jak grób, ale dostrzegła w tej sytuacji możliwość zrealizowania prośby męża, któremu doskwierało już wspólne mieszkanie z Willim.

            – Wszystko, co ważne jest dla Rzeszy leży na moim sercu i ufam ci bezgranicznie…– powiedziała i na chwilę zawiesiła głos, by dopiero po jakiejś minucie kontynuować – Ale ja mam też pewną trudną dla mnie sprawę… Jak wiesz wuj Johhan ma kłopoty ze snem i zaczynają mu trochę przeszkadzać twoje późne powroty do domu… To chyba jest za małe mieszkanie dla nas trojga…

            – Też już o tym myślałem – odrzekł z promiennym uśmiechem Willi – ale nie chciałbym mieszkać w koszarach, tam jest za duży hałas, stale ktoś biega, wciąż ktoś wrzeszczy… Może ciocia wie, gdzie jest jakieś ładne lokum, opuszczone przez czystych Polaków…?

            – Przychodzi mi na myśl mieszkanie państwa Rossów na Tauben Strasse, ulokowanej blisko nas. Polacy przemianowali ją na Strzelecka Strasse. Ci Polacy wynajmowali duży pokój, ale teraz on jest pusty, a przy nim osobna łazienka i kuchnia. W sam raz dla ciebie kochany chłopaku…

            – Dziękuję cioci za tę informację i już jutro odwiedzę to mieszkanie – powiedział, sięgnął po czapkę, zasalutował, unosząc prawą rękę ku górze i udał się do lady, przy kredensie by zapłacić rachunek.

Jeszcze stamtąd machnął jej ręką na pożegnanie i zniknął za załomem ściany. Eleonora powoli dopiła kawę i dojadła ciastko, a potem wstała, przejrzała się w wielkim lustrze, wiszącym na ścianie, poprawiła przekrzywiony kapelusz i ruszyła ku wyjściu z lokalu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: