PRZESTRZEŃ IDEALNA

Coraz mniej pojawia się autorów, którzy analizują proces tworzenia i zastanawiają się skąd biorą się wiersze, co wpływa na to, że poezja istnieje w przestrzeni społecznej i indywidualnej. Wojciech Kloska należy do poetów, którzy uważnie przyglądają się temu, co zostało zapisane, wszak biała kartka daje nadzieję/ że wszystko jest możliwe. Twórca ma też świadomość licznych zagrożeń, czyhających na potencjalnych poetów, bo tylko w teorii/ wszystko jest/ czarno na białym, tylko zamierzenia i wyobrażenia lokują się w świecie idealnym. Takie analizowanie poezji jako fenomenu, możliwe jest tylko w ciszy, po odrzuceniu wszelkich zakłócających odgłosów, owej jakże brzemiennej w skutki kakofonii codzienności. Poeta pragnie znaleźć się w przestrzeni idealnej, z której wyłowi wiersze, będące komunikatami i zarazem znakami tego, co zakryte, tajemne, głęboko sięgające do istoty naszej egzystencji. Jego poszukiwania obwarowane są wieloma niepowodzeniami, ale jest na to gotowy, bo wie, jakie są realia istnienia w naszym świecie: cisza/ atakowana z każdej strony/ przez słowa mądre i głupie/ puste lub pełne obietnic/ (w większości bez pokrycia) – zdaje sobie sprawę z intensywności ataków, z natarcia nieustającego strumienia informacji. Szczególnie to widać w dobie telefonów komórkowych, natłoku stacji telewizyjnych i radiowych, a nade wszystko komputerów i Internetu. Chcąc nie chcąc musimy egzystować w takim świecie, a ci, którzy uciekają ku naturze i budują chaty w górach lub na pustkowiach, po jakimś czasie wracają do cywilizacji z poczuciem przegrania, utraty wielu cennych lat. Może zatem warto – jak czyni poeta – bytować w przestrzeni idealnej, w której wszystko jest ruchome i chwilowe, czekające na nazwanie i oferujące pociągającą potencjalność, wariantowość i kombinatoryczność. Tam cząstki i podłoża językowe (substrakty), fonemy i morfemy, a także całe systemy wypowiedzeń (syntaksy) swobodnie mieszają się, niczym kolorowe cząstki konfetti, wirujące w powietrzu. Dopiero, gdy wkracza do tych przestrzeni swoiście sformatowana inteligencja i poetycka samoświadomość, zaczyna się porządkowanie i wyodrębnianie wartościowych, jednolitych treści.

W takim rozumieniu wiersz staje się cudem samym w sobie, jak każde osobne istnienie, jak narodziny dziecka, wzrastanie kwiatów i drzew. Od początku zaistnienia świadomości uczymy się świata, stającego się wielkim magicznym lustrem, wzmacniającym wszelkie naruszenia systemowe. Tak – suma lęków/ tworzy portret/ człowieka rozumnego/ duszącego się/ w ciasnych ramach ciała – tak jednostka zyskuje wiedzę o głębiach i przepaściach egzystencji, tak uczy się omijać rafy i ukryte zapadnie. Poezja staje się kontrapunktem, chwilą kontrolowanej ekstazy, pozwalającej żyć i planować następne sekwencje godzin, dni i lat. Autor wierszy musi jednak znaleźć balans pomiędzy cielesnością, a rozkoszą poczynania słów z nicości – musi rozumieć, że łatwo można popaść w śmieszność i zanegować ulotność, kruchość, pierwotną delikatność znaczeń. Wojciech Kloska dawno minął już linię suchego zapisu i znalazł się po stronie pulsacji sensów, nieustającej metamorfozy znaczeń i treści. Jego pytanie o poezję, jest formą zastanawiania się nad kondycją ludzką, często nie rozumiejącą samej siebie, pytaniem o czas i przestrzeń i wchodzeniem we wskazaną wyżej idealność. Świat ludzki ma swoje prawa obwarowane biologią i materialnością, ale też przepełniony jest nadużyciami znaczeniowymi, pośród których króluje: Kłamstwo/ wyssane z palca/ lecz całkiem namacalne. Jego moc rażenia bywa straszliwa, obwarowana konsekwencjami nie do wyrażenia, gdy rozpadają się związki międzyludzkie, zaprzepaszcza się kariery, a różne kanalie zyskują poklask tłumów i siadają okrakiem na tronach, próbują narzucić społecznościom swoje kłamliwe teorie. W takim rozumieniu poeta staje się sędzią nadużyć i potrafi z chirurgiczną precyzją wskazywać: Kłamstwo/ często stworzone/ na potrzebę chwili/ by komuś ugasić/ grunt pod nogami/ lub utorować drogę/ kłamstwo/ moralnie naganne/ choć nierzadko wypowiedziane/ w imieniu wyższego dobra. Zakłamanie możliwe w świecie ludzkim, nie ma wstępu do prawdziwej poezji, wyszarpywanej z żył i odnalezionej pośród przestrzeni idealnych.

Autor tomu oparł swój poetycki świat na rozumie, inteligencji i wierze w samego siebie, ale przecież zdaje sobie sprawę z tego, że wszystko przemija, wszystko podlega prawom bezdusznej eschatologii. Czym innym jednak jest cielesność naszego bytu, a czym innym jego istota: bezduszny ząb czasu/ choć kruszy największe mury/ nigdy się nie wgryzie/ w istotę człowieczeństwa/ nie sięgnie samego mięsa/ bycia homo sapiens/ (pomimo rozkładu na czynniki pierwsze). Oto sens poezji Wojciecha Kloski, poszukującej formuł ostatecznych i wskazującej dychotomię naszego świata. Będąc cieleśni, nie podlegamy prawom rozkładu istotowego, nie przestajemy być homo sapiens, nie poddajemy się entropii w obrębie naszego człowieczeństwa, pojmowanego jako stała wartość. Pamiętajmy przy tym, że mamy tutaj do czynienia z poetą totalnym, stale poddającym próbie to, co zostało w wierszu utrwalone, wciąż poszukującym i modyfikującym słowo. Dzieje się tak, ponieważ: łamanie reguł/ powinno się mieścić/ w określonych ramach/ bez których kawałek płótna/ w oczach wielu/ uchodziłby za kawałek/ pobrudzonej szmaty/ a tak jest obrazem/ godnym ścianki/ tworzącym historię/ w zupełnie nowym stylu. Wszystko zależy od punktu widzenia, ale też od możliwości intelektualnych podmiotu, śmiało stającego do konfrontacji z tandetą i nieustannie wskazującego nadużycia systemowe. Jego wiedza o świecie jest rozległa, ale też bytowanie pośród przestrzeni idealnych wzmacnia możliwości percepcyjne i kreacyjne, przydaje autorowi nimbu prawdopodobieństwa. Czytając kolejne wiersze Kloski utrwalamy w sobie przekonanie, że mamy do czynienia z twórcą rozumiejącym to, co wydarza się w obrębie tekstu, a nade wszystko panującym nad nim i potrafiącym tak go przekształcać, że zyskuje drugie i trzecie dno, mieni się pośród wielorakich odbić i refleksów znaczeniowych. Ten twórca jest wciąż czujny i nie daje się podejść światu, wciąż dokumentuje to, że z człowiekiem jest zgoła inaczej/ gołym okiem można dostrzec/ jedynie powierzchowne zmiany/ takie jak krój ubrania/ środek transportu/ czy plan zagospodarowania przestrzeni/ lecz podskórnie/ od tysiącleci/ ten sam schemat budowy/ na którym najłatwiej zagrać/ poprzez układ nerwowy. Układ nerwowy to istota naszego bytu pośród kosmosu, gdyby go nie było, nie moglibyśmy postrzegać ogromów galaktyk i gwiezdnych konstelacji, nie doszlibyśmy, jako ludzkość, do teorii względności Einsteina, równań różniczkowych, stałej Maxa Plancka i fizyki kwantowej. Poezja Wojciecha Kloski pobudza do myślenia i zaprasza czytelnika do wkroczenia w przestrzenie idealne, a choć wymaga to nieco wysiłku intelektualnego, warto spróbować…

_____________

Wojciech Kloska, Kadr skromnego Filozofa, Biblioteka „Tematu”, Bydgoszcz 2021, s. 100.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

<span>%d</span> blogerów lubi to: