JACEK ŁUKASIEWICZ 1934-2021

Smutna wiadomość dotarła do mnie dzisiaj z Wrocławia. Zmarł znakomity krytyk i profesor tamtejszego uniwersytetu Jacek Łukasiewicz. Zawsze bardzo ceniłem i cytowałem wielokrotnie Jego prace z zakresu historii literatury, pisywałem też o Jego niezwykłej poezji i po publikacji tekstów otrzymywałem specjalne podziękowania. W jednym z tych listów pisał, że rzucam się na największe głębie i tak rzeczywiście było i wciąż jest. Myślę, że warto w takim momencie przypomnieć moją recenzję z 1998 roku, gdyż zawarłem w niej to, co było istotą błyskotliwego umysłu tego niezwykłego człowieka.

Jacka Łukasiewicza nie trzeba bliżej przedstawić czytelnikom. Stał się przez lata człowiekiem instytucją – poetą, krytykiem, publicystą, cenionym profesorem wrocławskiej polonistyki. Przypomnijmy wszakże, iż jest autorem dziewięciu tomów wierszy, a także licznych publikacji krytycznoliterackich i naukowych, żeby wymienić tylko tak znaczące książki jak Szmaciarze i bohaterowie(1963), Republika mieszańców (1974), Mieczysława Jastruna spotkania w czasie (1982), Oko poematu (1991), Mickiewicz (1996), Herbert (1996). Ostatni tom poetycki Łukasiewicza jest poematem, zdumiewającym w swojej warstwie konstrukcyjnej i treściowej. Zastosował w nim poeta znaną od czasów najdawniejszych metodę stopniowego odsłaniania coraz szerszych kręgów rzeczywistości, wspomnień, komentarzy, nawiązań. Zdawać by się mogło błahe wspomnienie z przeszłości – jakieś masło bulgoczące w kijowskich kotletach, jakiś plusk żaby skaczącej do wody, jakieś ciepło, jakiś chłód – stają się zaczynem i eksplodują w świadomości poety coraz to innymi mutacjami znaczeń, coraz to rozleglejszymi panoramami. Świadomość narratora poematu jest bliska świadomości poety, ale też stanowić może modelową nadświadomość człowieka, który swym życiem objął prawie całe stulecie. Dlatego w poezji tej migają twarze znane i dawno zapomniane, powracają wydarzenia centralne dla epoki i zgubione w indywidualnych bytach. Poeta łowi słowem, wyobraźnią, odsłania w pamięci incydenty, dopełnia treści i wszystko razem oświetla liryczną mgiełką. Autor posiadł umiejętność łączenia w wierszu tego co odległe znaczeniowo i tego, co zdawać by się mogło niepoetyckie, nie dopełnione liryczną treścią.

Refleksja poety jest jednakże owym dopełnianiem treści, jest pointowaniem i jednocześnie gorzkim memento. Tony eschatologiczne i funeralne pojawiają się tu raz po raz w całej ich ostrości i brutalności. Poeta nie waha się mówić o śmierci bez zafałszowań, nie chce koloryzować, ubierać ją w kwefy symboli i alegorii – raczej przygląda się przemijaniu z uwagą obserwatora pochylającego się nad pulsującym mrowiskiem, w które wpadł nieostrożny motyl. Ale też jego wiedza o świecie i ludziach nie pozwala mu patrzeć na rzeczywistość bez cienia ironii, bez otoczki intelektualnej – wie, że mówi o tym co jest największą tajemnicą; wie, że wpatruje się w ślepe ślepia; ale minimalizuje nieuchronność śmierci malując przed czytelnikiem sensualne pejzaże; oddala grozę rozkładu konstruując chwilowe byty z tego co pod ręką – glinianej figurki, wazonu, trzepotu skrzydeł ptaka.

Wraca stale myślą do miejsc i przestrzeni inicjacji, mówi – Tam zaczynam poemat, który nie może się udać,/ rytm łowiąc z woni tamtego wieczoru,/ przy tamtym biurku pisząc tamtym piórem,/ z tamtą niewiedzą, z nieopisaniem świata. Jest to pisanie atramentem sympatycznym nicości i zarazem odsłanianie głębi przez lata ukrytych, może tylko przeczuwanych, czasem ewokowanych we śnie lub w chwilach ekstazy. Ten poemat nie może się udać, ale jednak udaje się – jego siłą jest wibrujący stale w przestrzeni wiersza szczegół, fakt zapamiętany w odległej przeszłości i powracający po latach, dziesiątkach lat. W takim kontekście poemat Łukasiewicza mówi o ocalającej sile pamięci, o tym, że żyją w nas stale zdarzenia i głosy, młodzieńcze wzruszenia, kolejne akordy zmysłów. Mówi też o beznadziejności oporu, o tajemnej logice przemijania – o chwilach sakralnych, ostatecznie mogących tylko zastygać w strofach poematu: Czas przeszły dokonany wstępując w poemat/ wciąż jest niedokonany./ Ten, który umarł – wciąż jeszcze umiera./ Kto się urodził – wciąż jeszcze się rodzi./ Noc się wypełnia narastającym ruchem./ Milczenie zamieniono w chaotyczne tony. Nie jest to poezja łatwa, bo poemat prof. Łukasiewicza domaga się dużej kultury czytelniczej. Zrozumieją go przede wszystkim ci, którzy niosą bagaż podobnych doświadczeń dziejowych, jak i ci, którzy stale szukają w słowie potwierdzenia nieuchronności istnienia w czasie nie dopełnionym. Przemówi on do czytelników wrażliwych i nadwrażliwych – będąc formą jaźniowości i jaźnią odartą z ram – będzie świadectwem migotliwego ruchu myśli i czasu, który przepadł na zawsze, a jednak nie zginął nigdy…

___________

Jacek Łukasiewicz,  Czas nie dopełniony, Ośrodek Kultury i Sztuki, Wrocław 1998, s. 64.     

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: