BROMBERG (13)

Willi nie wiedział jak dotarł do domu, ale w pamięci majaczyła mu postać jakiegoś podoficera, który zasultował mu przy Brdzie. Początkowo chciał przemknąć bokiem, ale zapomniał, że most cesarski został zburzony przez wycofujące się oddziały polskie i musiał ruszyć wzdłuż rzeki, a potem przedostać się na drugą stronę przeprawą niedaleko teatru, właśnie naprawianą przez robotników. To na nim nieomal otarł się o grubawego dowódcę, który służbiście nakazał przerwać na chwile prace i przepuścić SS-Untersturmführera. Gdy wszedł do domu na Pięknej, niewidzącym wzrokiem ogarnął wąski westybul, nie zauważając wuja i ciotki, wychylających się z kuchni i natychmiast ruszył do swojego pokoju, zamykając drzwi na klucz. Zdjął czapkę, czarne oficerki ustawił w rogu pokoju, a następnie zdjął górną część munduru i w spodniach, przytrzymywanych przez szelki, położył się na starannie pościelonym łóżku. Zasnął natychmiast i nie słyszał jak ciotka pukała kilka razy delikatnie, pragnąc mu zaoferować posiłek. Obudził się późnym wieczorem i poszedł do łazienki, gdzie umył się starannie, a potem wytarł dużym bawełnianym ręcznikiem. Przy wyjściu czekała już ciocia Eleonora, w papilotach na głowie i zielonym, wzorzystym szlafroku.

            – Co się stało mój chłopcze – zapytała z przestrachem w głosie.

Willi zauważył w półmroku małżeńskiej sypialni, że wuj Johann poruszył się niespokojnie, więc przyłożył palec wskazujący do ust i głową dał znać kobiecie, by podążyła za nim. Wszedł do swojego pokoju, a gdy i ona się w nim znalazła, teatralnym szeptem powiedział:

            – Jutro rano muszę się zameldować u dowódcy, ale potem chciałbym się spotkać z ciocią na mieście, może o dwunastej, w samo południe, niedaleko rynku…

Eleonora przestraszyła się konfidencyjnego szeptu bratanka, kiwała jednak głową, potwierdzając każde zdanie, jakby od razu godząc się na wszystko.

            – Może w Cafe Bristol, niedaleko naprawianego mostu… tam jest taka oszklona weranda… – ciągnął dalej Willi.

            –  Tak dawno nie byłam w centrum miasta… – szepnęła Eleonora – Nie wiem który lokal masz na myśli…  Aha, teraz się domyślam, chodzi ci o Cafe Kronprinz… Zdaje się, że Polacy zmienili jej nazwę na Bristol…

            – Jeśli tam jest ta oszklona weranda, to myślimy o tym samym miejscu – potwierdził von Otter, a potem jeszcze ciszej dodał  – Ale proszę o naszym spotkaniu nikomu nie mówić, nawet mężowi, bo to sprawa wagi państwowej, ściśle tajna. Rozumiemy się…?

Kobieta przeraziła się tych słów, ale kiwnęła głową potakująco i natychmiast podreptała w stronę sypialni. Poczuła jednak przyspieszony rytm serca i najpierw skierowała się do kuchni, gdzie po ciemku nabrała nieco wody z wiadra i piła ją dość długo z rzeźbionego kubka. Dopiero, gdy się uspokoiła podążyła do małżeńskiego łoża, zrzuciła przy nim szlafrok i powoli wsunęła się pod kołdrę, myśląc, że małżonek śpi. Ten jednak odwrócił się do niej i zapytał cicho:

            – Co się dzieje…? Ten Willi stale nas budzi w nocy… zachowuje się jakby to mieszkanie do niego należało…

            – Nic się nie stało, on jest tutaj daleko od najbliższej rodziny i czasem potrzebuje jakiejś rozmowy… Powiedział mi, że szykują się nowe akcje przeciwko Polakom… – skłamała szybko i odwróciła się od niego.

            – Musi pomyśleć o jakimś osobnym lokum, bo ja tego nie wytrzymuję – szepnął Johann i też odwrócił się od niej.

            – Wszyscy musimy poświęcać się dla Rzeszy i führera… – odparła wyraźnie niezadowolona.

Po kilku minutach w pokoju słychać już było ich pochrapywanie, docierające do pomieszczenia Williego, który nie mógł zasnąć, siadał na łóżku, albo wędrował do okna i zza zasuniętej zasłony patrzył na ulicę, oświetloną mdłym blaskiem lampy gazowej.  W końcu zdjął spodnie, skarpetki i koszulę, położył się na prawym boku i biegnąc myślą ku zdarzeniom w mieszkaniu Herthy, zasnął głęboko. Nie wiadomo dlaczego w jego śnie pojawił się jakiś mężczyzna z ospowatą twarzą, w czarnym, skórzanym płaszczu i tyrolskim, zielonym kapeluszu na głowie. Wpatrywał się w niego, tak jak wilk próbuje przeniknąć mrok wielkiego lasu i odnaleźć w nim ofiarę. Na szczęście ten obraz rozmył się, a w jego miejsce napłynęły kadry z ekscytującej wyprawy do miasteczka Wirsitz w wschodniej części Prus, kiedy to wraz z ojcem odwiedzili jego dalekiego kuzyna Magnusa von Brauna, sprawującego wtedy funkcję landrata. Zaprzyjaźnił się z jego synami, a szczególnie z nieomal rówieśnikiem – Wernherem, z którym odbywał długie wędrówki po okolicy. We śnie zobaczył teraz dawnego kolegę w mundurze SS-Untersturmführera, stojącego w gronie jakichś osób w białych kitlach, wyraziście gestykulującego i stale kreślącego prawą dłonią jakieś łuki w powietrzu. Znowu był w wielkiej rezydencji landrata, jadł w dużym gronie posiłki, a potem z przyjacielem włóczył się po pobliskich wzgórzach, cmentarzach i wąskich uliczkach, prowadzących do rynku. Ostatni raz spotkał się z Werhnerem w Berlinie w roku 1934, kiedy to wraz z ojcem i matką zostali zaproszeni na obiad po obronie jego doktoratu. Rozmawiali wtedy o rodzącej się sile NSDP, a kolega wspominał swój pierwszy teleskop, otrzymany od mamy w wieku trzynastu lat, który potem ukierunkował jego zainteresowania, studia i pracę nad doktoratem. Postaci we śnie rozmywały się i znikały, by znowu wrócić z jeszcze większą intensywnością, aż w końcu wszystko pochłonęła mleczna mgła. Wernher wołał go po imieniu i słychać było przeciągłe wycie wilka, dobiegające nie wiadomo skąd.

            Willi… Willi… obudź się… – lekko podniesionym głosem mówił nad nim wuj Johann – Przyjechał po ciebie kierowca twojego przełożonego…

Młodzieniec skoczył na obie nogi, podziękował wujowi i nakazał przekazać żołnierzowi, że za piętnaście minut będzie gotowy. Szybko też udał się do łazienki, gdzie spuścił wodę w ubikacji i zwymiotował. Obmył twarz zimną wodą, wrócił do swojego pokoju, szybko założył mundur i czapkę, a potem wsunął na nogi miękkie oficerki. W przedpokoju natknął się znowu na wuja, który od razu zgadał do niego:

            – Drogi chłopcze, wybacz, że powiem wprost, ale za mało tu u nas miejsca dla ciebie i dla nas… Tyle poniemieckich mieszkań stoi pustych… Może przeniósłbyś się gdzieś…, oczywiście często nas odwiedzając…?

            – Też o tym myślałem… wuju nie przejmuj się, niedługo coś wymyślę… – powiedział i wyszedł z mieszkania, a potem szybko zbiegł po schodach.

Przed domem stał czarny, lśniący Mercedes Benz 320 z zasuniętym dachem z grubego, wodoszczelnego brezentu. Tuż przy bocznym kole zapasowym stał wysoki gefrajter w polowej furażerce na głowie, zawadiacko palący papierosa. Na widok Williego, natychmiast rzucił niedopałek na ziemię i przygniótł butem, a potem zasalutował i otworzył szeroko drzwi od samochodu. Gdy SS-untersturmführer ulokował się na przednim siedzeniu, otworzył drzwi z drugiej strony, wsiadł do auta, uruchomił je i ruszył z piskiem ku pobliskiemu skrzyżowaniu.   

            – Jak tam nastrój naszego szefa – Willi próbował dowiedzieć się czegoś od kierowcy.

            – Jeszcze takiego go nie widziałem… od samego rana krzyczy na wszystkich… i mnie też się dostało nie wiadomo dlaczego… – odparł młody chłopak.

            – Czy coś się stało…? – drążył temat Willi.

            – Od czasu zniknięcia jego sekretarki jest bardzo poirytowany… – odrzekł kierowca.

            – Jak to, to ona nie pojawiła się w pracy…? – spytał oficer i poczuł jak zimny pot spływa mu po plecach.

            – Nagle zniknęła, a przecież… a to nie są moje sprawy… – prowadzący samochód uciszył sam siebie.

            – Mnie możesz powiedzieć kolego,  bo przecież jestem jego podwładnym, tak jak ty… – próbował coś uzyskać Willi.

            – To jest piękna kobieta… i może szef nie może się pogodzić, że gdzieś przepadła… Kilka razy… – powiedział chłopak i urwał nagle przerażony tym, co mówi…

            – Co kilka razy…? – syknął oficer i zwrócił twarz ku niemu.

            – Kilka razy wiozłem go do niej…do domu przy Albrecht Dürer Strasse …

Willi zaczerwienił się na całej twarzy, po czym wyjął pistolet z kabury i nagle ryknął z całych sił:

            – Jak śmiesz sugerować coś takiego… Twoim zadaniem jest prowadzenie samochodu… Niczego nie widzisz i niczego nie słyszysz i gęba na kłódkę… Inaczej szybko skończysz przed moim plutonem egzekucyjnym. Jesteś głupi, dlatego nie powiem niczego szefowi, ale pamiętaj kim kurwa jesteś. Morda w kubeł, paliwo, kierownica, opona, to twoje zajęcia…

Kierowca tak się przeraził, że musiał zwolnić, ale na szczęście już dojeżdżali do willi Blumwego.

            – Przepraszam panie SS-untersturmführer, to dla mnie ważna nauka…

            – No dobra, dobra już…tylko zapomnij o komentarzach, żyjemy w czasach stawiających nam wielkie wyzwania – powiedział Willi wysiadając z auta i cały czas gorączkowo myśląc o tym, co zasugerował mu gefrajter.  

            – Tak jest! – zasalutował chłopak już po otwarciu drzwi po stronie Williego.

Przemknął przez posterunki i już był w obszernym sekretariacie Alvenslebena, gdzie przy biurku siedział teraz jasnowłosy SS-Standartenjunker. W jego myślach pojawiła się Hertha wsuwająca mu do dłoni liścik, a potem jeszcze z jakichś czarnych przepaści napłynęła jej wyolbrzymiona, zmasakrowana twarz.

            – Melduje się SS-untersturmführer von Otter… powiedział czując, że brakuje mu powietrza.

            – Proszę wejść panie SS-untersturmführer, dowódca czeka już na pana… – bezceremonialnie wyprzedził go z meldunkiem nowy sekretarz.   

Willi podążył do wielkich drzwi i już po chwili był w gabinecie Alvenslebena, który prowadził rozmowę przez telefon.

– Tak, tak, jak najbardziej panie Neumann… – mówił – Jak pan przyleci nasz człowiek odbierze pana z lotniska i przywiezie bezpośrednio do mnie… Czekam na pana z niecierpliwością i od razu zapraszam na coś mocniejszego… Tak jest, do zobaczenia. Heil Hitler…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: