SZKARŁATNY ARCHANIOŁ (IX)

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie ukraine-608141_960_720.jpg

Hadzibor był starym aniołem, który trafił do nieba wiele lat temu. Niejedno widział, niejedno słyszał, w niejednej wyprawie uczestniczył i stoczył moc walk w oddziałach niebieskich. Uważnie przyglądał się zjawiskom w niebie, potrafił wróżyć z odblasków na piórach i ułożenia skrzydeł, a nade wszystko kochał dysputy teologiczne z innymi aniołami. Był pewien, że w życiu ziemskim był kowalem, pracującym ciężko w kuźni, na obrzeżu malowniczej wsi i mrocznego lasu. Niewiele wspomnień pozostało w jego pamięci, ale nie opuszczały go wizje żaru, podsycanego miechem i rozgrzanego do czerwoności żelaza, wprawnie kształtowanego na kowadle. Gdzieś tam, hen w oparach przeszłości, majaczył dzień, gdy wykuwał wielki krzyż, przeznaczony na grób zakonnika, który powiesił się we własnej celi. Wieśniacy nie wierzyli w jego samobójstwo i głośno mówili, że ktoś z zakonu dopomógł mu w przeniesieniu się w niebyt. Osobno wykuł ramiona żelaznego krucyfiksu i połączył je dużymi nitami, ale prawdziwie po mistrzowsku stworzył koronę cierniową, którą przymocował do krzyża. Hadzibor patrzył niewidzącym wzrokiem w dal, tonął w myślach i wspomnieniach, ale nagle wróciła do niego rzeczywistość dookolna i zauważył, że przyfrunął do niego Yasmen, przysiadając na pobliskiej skale.

– O czym tak rozmyślasz bracie Hadziborze – spytał wygodnie lokując się tuż przy nim.  

– Ach, Yasmenie, jakieś skrawki przeszłego, ziemskiego żywota pojawiają się pośród moich myśli – odrzekł starzec.

– Wszyscy mamy jakieś zatarte wspomnienia, ale przecież nie wrócimy już do tamtego świata… – powiedział przybysz.  

– Tak, musimy się skupić na rzeczywistości tych przestrzeni, chociaż tutaj wcale nie jest łatwiej niż tam…Myślałem, że jak znajdę się w niebie wszystko stanie się jasne, klarowne i czyste… A tutaj też krzewi się grzech, zapalczywość i nieczystość…– snuł rozważania Hadzibor.

Yasmen w mig zrozumiał, że towarzysz nawiązał do jego zachowania w stosunku do Olinopasa, więc chwilę milczał, by nagle zmienić temat. Właśnie napłynęła jakaś sina smuga, a gdy zanikła odsłoniła się czysta dal niebieska, pośród której przemieszczały się śmigłe kohorty anielskie i widać też było osobne duchy, zmierzające ku jakimś celom w dali.

– Gdy widzę jak potężna jest moc archaniołów, zaczynam rozumieć jak wielka jest siła naszego Pana… – odezwał się.

– Tak, ja też to poczułem… – odrzekł Hadzibor i dodał jeszcze – Zauważ też, że ich spryt, logika i strategia są odzwierciedleniem stworzenia, pogłosem pierwszego niech się stanie!

– A ich niewidzialność jest jak Jego tajemnica… – ciągnął Yasmen.

– To najbardziej mnie zdumiewa – konstatował rozmówca – mało kto widział archanioła i ja też może ze dwa razy zobaczyłem Michała i Gabriela, choć później nie mogłem wrócić myślą do barw i kształtów. Wiem tylko, że Michał przyobleczony był w szkarłat, a Gabriel połyskiwał w zieleni i złocie…

– To ich czyny… potrafią wnikać w naszą pamięć i zamazywać wspomnienia – powiedział Yasmen.

– Myślisz, że Pan też to czyni… – spytał rozmówca.

– Pan jest tajemnicą samą w sobie, inaczej nie byłby Bogiem… – zamyślił się Yasmen – Musimy to zaakceptować i szukać go pośród naszych dróg. Każdy z nas może też mieć jakieś jego wyobrażenie. Ja najczęściej myślę o nim jako o starcu z wielką, białą brodą, wędrującym swobodnie po zboczach i wspierającym się na kryształowym pastorale…

– To jest konwencjonalne wyobrażenie… – zauważył Hadzibor – I ja też czasami tak go widzę. Ale bardziej pociąga mnie dziwny kształt, który pojawia się w moich snach… To jakby złota piramida, wszystko rozumiejąca i wszystko wiedząca, potrafiąca się niewidzialnie rozszerzać i przenikać sobą cały przestwór niebieski… Skoro Bóg jest największą doskonałością, to i jego kształt powinien być doskonały…

– Niezwykłe jest Twoje rozumowanie i czasem też myślę, że jeśli kiedyś stanę u wrót Ostatecznej Stanicy, zobaczę Pana w formie doskonałej, bo dlaczego miałby mieć kształt zbliżony do ludzi i aniołów? – dedukował Yasmen – Tylko skąd ta piramida? Przecież najdoskonalszą bryłą jest kula…

– Yasmenie, chyba stale tkwisz w trójwymiarowej przestrzeni ziemskiej i zapominasz, że tutaj wszystko jest zmienne i tajemnicze… – rzekł towarzysz, zamyślił się i po chwili dodał – kule gwiazd i planet mogą fascynować, ale przecież wchodzą w skład większych całości galaktycznych, których kształt zbliżony jest do torusa.

– A cóż to takiego? – zdziwił się dowódca – znam rożki i walce, beczki i wielościany, ale o torusach nie słyszałem…

Hadzibor wyciągnął zza swojej szaty jakiś strzęp miękkiego materiału, wytężył wolę i stworzył na nim hologram, przypominający ziemską dętkę w kole samochodowym.    Zanim hologram zgasł, spojrzał na towarzysza, pokiwał głową i powiedział:

–  To dwuwymiarowa powierzchnia obrotowa, zanurzona w przestrzeni trójwymiarowej, powstała przez obrót okręgu wokół prostej leżącej w płaszczyźnie tego okręgu i nieprzecinającej go.

– Masz doprawdy wielką wiedzę bracie – podsumował Yasmen – I ten kształt rzeczywiście kojarzy mi się z galaktyką. Z drugiej strony kulę ogranicza sfera, która również jest w niej… jak Pan w swojej tajemnicy…

– Torusy też ograniczają jakieś powierzchnie, które są ich cząstkami składowymi – zamyślił się Hadzibor i na chwilę rozpostarł zesztywniałe skrzydła.

– No tak, ale to się odnosi do wszystkich brył… – podsumował dowódca – Do twojej piramidy i do mojej kuli, tylko, że to są realne kształty i dają się opisać, a Pan jest tajemnicą nad tajemnicami. Czasem pociąga mnie myśl, że jest świstem albo blaskiem, zapachem róży i lotnym oparem nad doliną…

Po tych słowach Yasmen nieoczekiwanie stanął na skale, rozprostował skrzydła i pomachał nimi kilka razy, po czym oderwał się od podłoża i bez słowa odleciał ku swojemu oddziałowi. Dopiero teraz, gdy poczuł swoją lotność i przesuwał się w przestrzeni, dotarło do niego, że w ich rozmowie uczestniczył ktoś jeszcze, kto kierował ich myśli ku bryłom, a zrazem generował wątpliwości. To musiała być jakaś niewidzialna materia lub energia, znana tylko wtajemniczonym poszukiwaczom sensu, podążającym stale ku świętości. Rozmyślał bardzo intensywnie i nie zauważył, że leci za szybko, a uświadomił to sobie, gdy wylądował na wielkiej skale i zachwiał się potężnie na nogach. Nie wiedzieć skąd wyrósł przy nim uśmiechnięty Olinopas i chwycił go za ramiona, stabilizując i podtrzymując jednocześnie. Yasmen spojrzał w jego oczy i poczuł jak przechodzi go dreszcz, którego już dawno nie odczuł w anielskim ciele. W obu źrenicach młodego anioła poruszały się złote kule, lekko zmieniające się w torusy, a na skrzydłach połyskiwały złote ostrza przemieniające się w piramidy i wielościany.

– Coś musiało cię poruszyć Yasmenie, że podążałeś tak szybko, nieomal rozbijając się tutaj… – powiedział z czarującym uśmiechem Olinopas i puścił uścisk dłoni, wciąż podtrzymujących brata.

– Zaiste… zaiste Olinopasie… – odrzekł tajemniczo Yasmen.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: