BARCELONA NA KOLANACH

Foto TVP Info

Czas letni sprzyja wypoczynkowi, więc po gorącym dniu zasiadłem przed telewizorem z butelką zmrożonego Chardonnay, by obejrzeć starcie Bayernu Monachium z FC Barceloną. Ćwierćfinał Ligi Mistrzów zapowiadał się bardzo interesująco, chociaż nie przypuszczałem, że będzie to tak sensacyjne spotkanie. Wszak drużyna Roberta Lewandowskiego dosłownie zdeklasowała team Messiego, a końcowy wynik, osiem do dwóch, mówi sam za siebie. Był to też pojedynek najlepszego polskiego piłkarza i najsłynniejszego obecnie Argentyńczyka, za którego kluby płaciły i płacą miliony euro. Konfrontacja wypadła pomyślnie dla Polaka, który strzelił bramkę i asystował przy innym trafieniu, a nade wszystko był stale widoczny, żywiołowy i pomysłowy. Tymczasem Messi wciąż gdzieś ginął, zagapiał się i nawet jeśli przyspieszał, to były to zrywy chwilowe, mało efektywne. Choć stale nagradzają tego niepozornego Argentyńczyka Złotą Piłką, Złotymi Butami i uznają go za najlepszego piłkarza Europy, Ameryki Południowej i świata, to coraz częściej mówi się, że prawdziwym geniuszem futbolu jest jednak Lewandowski. I to było wczoraj widać na boisku, które stało się areną prawdziwej klęski piłkarzy Barcelony. Niemiecki zespół z żelazną konsekwencją realizował taktykę swojego trenera, czerpiąc najlepsze wzorce z drużyny narodowej czasów Podolskiego i Klosego, mknąc do przodu i powiększając stale konto bramkowe. Nie od dziś mówiło się o gwiazdorstwie piłkarzy hiszpańskich i może to, że zagrali oni przed niemal pustą widownią, odebrało im animusz i spowodowało, że zaprezentowali się tak, jakby dzieliły ich od przeciwników co najmniej dwie generacje wiekowe. Ktoś w złości powiedział nawet, że była to konfrontacja dziadków z wnukami i choć jest w tym ogromna przesada, to jednak określenie to oddaje atmosferę i charakter meczu, o którym kibice katalońscy chcieliby jak najszybciej zapomnieć. Oglądałem spotkanie z udziałem polskiego super napastnika i przez cały czas przypominały mi się moje mecze z dzieciństwa i wieku młodzieńczego, kiedy to trenowałem piłkę nożną w Polonii Bydgoszcz, a potem stałem na bramce drużyny uniwersyteckiej. Podobno byłem dobrym bramkarzem… i może obroniłbym któreś ze strzałów przepuszczonych przez golkipera Barcelony.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: