POLACZKI…

Fiodor Dostojewski

Czytam Gracza Fiodora Dostojewskiego, brawurowo napisaną, niewielką powieść z roku 1866. Podobno autor stworzył ten utwór w przeciągu jednego miesiąca, a za otrzymane pieniądze spłacił swoje długi karciane. Wyraźnie nakreślone postaci przypominają persony dramatyczne, co zapewne przyczyniło się do tego, że Sergiej Prokofiew wykorzystał Gracza do stworzenia opery, do której sam stworzył libretto. Choć powieść traktuje o fatalnym zauroczeniu hazardem głównego bohatera Aleksego Iwanowicza, to staje się też portretem zbiorowym międzynarodowego towarzystwa, gromadzącego się wokół stołów z ruletkami i gnieżdżącego się w hotelach Ruletenburga (nazwa fikcyjna, odnosząca się prawdopodobnie do Baden-Baden, Wiesbaden lub Marienbadu). Jest to też opowieść o dziwnej miłości Iwanowicza do Poliny Aleksandrowny, kochającej go, ale też nieustannie grymaszącej i wystawiającej na próby swojego adoratora. Dostojewski – jak w wielu swoich powieściach – wykorzystał tutaj zdarzenia ze swojego życia, wszak powszechnie wiadomo, że był hazardzistą, kochał się w kobiecie o imieniu Polina, a także odbywał podróże niemieckie dla poratowania zdrowia, z hazardem w tle. Zapewne stąd wzięła się tak dogłębna znajomość realiów, wzmocniona przez umiejętność opisu psychologicznego postaci i wyciągania wniosków z ich zachowań. Autor znakomicie kreśli wizerunki kolejnych postaci: roztrzepanego i ślepo zakochanego carskiego generała Sagorjańskiego, jego chciwej kochanki Blanche, wspomnianej wyżej Poliny, dziwacznego Anglika Astleya i francuza de Grieux, którego nazwisko prześmiewczo nawiązuje do słynnej powieści eks-zakonnika Antoine’a Prévosta,.  Na plan pierwszy wysuwa się jednak Iwanowicz, który nie potrafi uwolnić się od przekonania, że wygra fortunę, a gdy do tego rzeczywiście dochodzi, roztrwania ją bezsensownie w Paryżu, u boku Blanche, która ostatecznie i tak go porzuci dla generała i jego spadku. Inną dominującą postacią w tej powieści jest Antonida Wasilewna Tarasewiczewa, która nagle przyjeżdża do uzdrowiska, wszystkimi dyryguje, popisuje się swoją dominacją nad generałem, a potem zasiada do stołu z ruletką. Najpierw wygrywa ogromna sumę, stawiając na zero, a potem sukcesywnie przegrywa sporą część swojej fortuny. Generał czekał na jej śmierć i słał depesze do Rosji z zapytaniem, czy starsza kobieta już umarła, więc jej przyjazd do „letniej stolicy Europy” był dla niego prawdziwym szokiem. W opisie zdarzeń związanych z nią podkreślić należy wielki talent komediowy Dostojewskiego, który tworzy postać zabawną, ale też budzącą sympatię u czytelnika.

Intryga powieściowa służy też pisarzowi do snucia refleksji natury ogólnej, szczególnie na temat charakterów narodowych – najpierw na temat Rosjan trafiających do jaskini hazardu: A Rosjanin nie tylko nie jest zdolny do gromadzenia kapitałów, lecz nawet pozbywa się ich jakoś jawnie i nieprzyzwoicie. Niemniej Rosjanom pieniądze są równie potrzebne – dodałem – a co za tym idzie, jesteśmy bardzo radzi takim okazjom, jak na przykład ruletka, gdzie można wzbogacić się nagle, w ciągu dwóch godzin, bez pracy. (F. Dostojewski, Gracz, przeł. W. Broniewski, Warszawa 1984, s. 890).  Niezwykle zgryźliwy, ale jakże trafny, jest też opis przywar finansowych Niemców: A więc każda taka tutejsza rodzina jest w całkowitej niewoli od  f a t e r a.  Wszyscy pracują jak woły i wszyscy duszą pieniądze jak Żydzi. Dajmy na to, że  f a t e r  uciułał już tyle a tyle guldenów i liczy na starszego syna, chcąc mu przekazać rzemiosło albo ziemię; z tego powodu córka nie otrzymuje posagu i zostaje starą panną. Z tego samego powodu młodszego syna sprzedają prawie w niewolę albo do wojska, a pieniądze dodają do domowego kapitału. Naprawdę, tak się tutaj robi. (…) Cóż dalej? Ano i starszemu synowi również nie jest lżej: ma on tam swoją Amalchen, którą kocha, ale ożenić się nie może, bo jeszcze nie uciułane tyle a tyle guldenów. Więc też czekają, poczciwie i szczerze, i z uśmiechem idą na zarżnięcie. Amalchen zapadają się policzki, schnie. Wreszcie, po dwudziestu latach majątek się powiększył; guldeny uczciwie i cnotliwie zostały uciułane.                F a t e r  błogosławi czterdziestoletniego starszego syna i trzydziestopięcioletnią Amalchen z wyschnięta piersią i czerwonym nosem… Przy tym płacze, prawi morały i umiera. Ze starszego syna robi się cnotliwy  f a t e r i zaczyna się znów ta sama historia. A po latach pięćdziesięciu albo siedemdziesięciu wnuk pierwszego f a t e r a naprawdę zbija poważny kapitał i oddaje go swojemu synowi, ten swojemu, i po pięciu albo sześciu pokoleniach zjawia się sam baron Rothschild albo Hoppe et Comp, czy tam diabli wiedzą kto. (Tamże, s. 891-892) Ileż trzeba było mieć wiedzy o świecie, by tworzyć takie portrety, ale przecież mamy tutaj do czynienia z jednym z największych pisarzy w dziejach świata.

Grób Dostojewskiego na Cmentarzu Tychwińskim w Petersburgu

Z kolei sarkastyczne przeciwstawienie Rosjan Francuzom, pozwala Dostojewskiemu snuć refleksje na ich temat: My, Rosjanie, jesteśmy przeważnie tak bogato uzdolnieni, że dla przyzwoitych form potrzeba nam genialności. No, a na genialności coraz częściej zbywa, bo w ogóle genialność rzadko się trafia. To tylko u Francuzów i może jeszcze u niektórych Europejczyków formy się ułożyły tak doskonale, że można sprawiać wrażenie niesłychanej godności, będąc najnikczemniejszym człowiekiem. Dlatego formy znaczą u nich tak wiele. Francuz zniesie obrazę, prawdziwą, dotkliwą obrazę i ani się skrzywi, ale szczutka w nos za nic w świecie nie zniesie, dlatego że to jest naruszeniem przyjętej i utrwalonej od wieków formy przyzwoitości. Dlatego właśnie nasze panie są tak rade Francuzom, że ci mają ładne formy. Zresztą, moim zdaniem, nie ma żadnej formy, jest tylko kogut, le coq gaulois. (Tamże, s. 897) Dorzućmy do tego jeszcze charakterystykę sprytnego pana de Grieux, który: był taki jak wszyscy Francuzi, czyli wesoły i grzeczny, kiedy to potrzebne i wygodne, a nieznośnie nudny, kiedy nie trzeba było być wesołym i grzecznym. Francuz rzadko jest z natury grzeczny; jest grzeczny zawsze jakby z nakazu, przez wyrachowanie. Jeżeli na przykład uważa, że powinien być fantastyczny, oryginalny, niecodzienny, to jego fantazja, głupia i nienaturalna, posługuje się zawczasu przyjętymi i dawno wytartymi formami. Naturalny zaś Francuz ma w sobie tylko najbardziej mieszczański, drobiazgowy, pospolity pozytywizm – słowem, jest to istota najnudniejsza w świecie. Moim zdaniem, tylko naiwni, zwłaszcza rosyjskie panie, zachwycają się Francuzami. Natomiast każdy porządny człowiek natychmiast spostrzega i odczuwa jako nieznośny ów przymus na zawsze ustanowionych form salonowej grzeczności, nonszalancji i wesołego ożywienia. (Tamże, s. 909). Dostaje się także od Dostojewskiego Anglikowi Astleyowi, przypominającemu groteskowego szpiega, a w gruncie rzeczy będącemu tragikomicznym kochankiem, stale szukającym możliwości zdobycia fortuny i znalezienia się u boku Poliny – główny bohater tak go widzi:  Zaciekawił mnie również wczoraj i dzisiaj mister Astley. Tak, jestem przekonany, że się kocha w Polinie! Ciekawe i zabawne, ile niekiedy może wyrazić spojrzenie człowieka wstydliwego i chorobliwie powściągliwego, który się zakocha, i to właśnie wówczas, gdy ów człowiek wolałby się raczej zapaść w ziemię niż cokolwiek wyrazić słowem lub spojrzeniem. Mister Astley bardzo często spotyka się z nami na spacerach. Zdejmuje kapelusz i mija nas, rozumie się, umierając z chęci przyłączenia się do naszego towarzystwa. Jeżeli zaś bywa zaproszony, natychmiast się wymawia. W miejscach odpoczynku, w kasynie, przy muzyce lub przed fontanną, zatrzymuje się zawsze gdzieś w pobliżu naszej ławki, gdziekolwiek jesteśmy, w parku, w lesie czy na Schlangenbergu – wystarczy tylko rzucić okiem, rozejrzeć się dokoła, a z pewnością gdzieś na pobliskiej ścieżce albo zza krzaka ukaże się sylwetka mister Astleya. (Tamże, s. 887) W powieści znajdziemy też karykaturalny portret fałszywego włoskiego księcia Barberiniego, który nagle ucieka z jaskini hazardu, ale najbardziej komiczne są portrety Polaków.

Pierwsze wydanie Gracza

Dostojewski nazywa ich Polaczkami, a swoją niechęć uzasadniał tym, że lokował nas w obrębie grzesznej kultury Zachodu i obarczał winą za działania destrukcyjne w obrębie narodów słowiańskich. Można by tutaj mnożyć przykłady kanaliowatych Polaczków, ale przywołajmy tych spotkanych na katordze i sportretowanych we Wspomnieniach z domu umarłych i cwaniaczka z pijanej kompanii Rogożyna tudzież tego, który doprowadza do upadku Agłaję. O ile w Idiocie związek z Polaczkiem jest zapowiedzią wielkiej tragedii i rozpadu osobowości, o tyle w Graczu są to tylko wyspecjalizowani oszuści, kradnący pieniądze ze stołów. Towarzyszą oni babci, która wpadła w szał obstawiania kolorów i cyfr przy stole: Polaczki, którzy mentorowali babci, zmienili się tego dnia kilkakrotnie. Babcia zaczęła od tego, że przepędziła owego Polaczka, którego poprzedniego dnia darła za włosy, i wzięła drugiego, ale ów okazał się chyba jeszcze gorszy. Przepędziwszy go i wziąwszy znowu pierwszego, który nie odszedł i przez cały czas swojego wygnania kręcił się tuż obok za jej fotelem, wysuwając co chwila głowę, babcia wpadła wreszcie w zupełną rozpacz. (Tamże, s. 964) Natręctwo Polaczków jest ogromne i ukierunkowane na kradzież środków finansowych Antonidy Wasilewny: Wpędzon y drugi Polaczek również za nic nie chciał odejść; jeden z nich stanął z prawej, a drugi z lewej strony. Przez cały czas kłócili się i wymyślali sobie za wysokość stawek i sposób gry, wyzywając się wzajemnie od „łajdaków” i używając innych polskich uprzejmości, po czym znów się ze sobą godzili, ciskali pieniędzmi bez ładu i składu i rządzili się jak szare gęsi.  Po przegonieniu skłóconych doradców zjawia się współpracujący z nimi inny polski oszust: Babcia niewiele skorzystała na tym, że ją wybawiono od dwóch Polaczków. Zamiast nich zjawił się natychmiast na jej usługi trzeci Polak, najzupełniej już czysto mówiący po rosyjsku, ubrany jak dżentelmen, choć mimo wszystko wyglądający jak lokaj, z ogromnymi wąsami i honorem. I on również „całował stópki i słał się do stópek” jaśnie pani, ale względem otaczających zachowywał się wyniośle, wydawał despotyczne rozporządzenia – słowem, od razu zajął wobec babci pozycję pana, a nie sługi. (Tamże, s. 965) Im babcia więcej przegrywa, tym pojawia się więcej rozwrzeszczanych Polaczków, bez jej wiedzy obstawiających i po kryjomu zagarniających żetony.

Rękopis Dostojewskiego

Niewielką powieść Dostojewskiego określa się czasami jako opowiadanie lub nowelę, ale przecież – według dzisiejszych standardów – jest to dość obszerna, ponad stustronicowa powieść z wyraziście zarysowanymi typami ludzkimi i intrygami, charakterystycznymi dla miejsc, które w dziewiętnastym wieku były tęsknotą i „katorgą” bogatych Rosjan. Autor mimochodem ukazuje chorobliwe zauroczenie jego krajan kulturą Zachodu i tandetne wzorowanie się na dziwacznych cudzoziemcach, przede wszystkim Francuzach. W dalekich rosyjskich guberniach, w Moskwie czy Petersburgu, posiadanie kochanki znad Sekwany albo „bywanie u zachodnioeuropejskich wód” miało ogromne znaczenie i podnosiło rangę Rosjanina. Podczas siarczystych rosyjskich zim, na rautach i w trakcie kameralnych spotkań przy kominkach, rozprawiało się o wizytach w Paryżu, Berlinie, Genewie, a od biedy w okupowanej Warszawie. Jakże mogło być inaczej, gdy nawet carskie rodziny udawały się w podróż do Zachodniej Europy, a sukcesy lub wielkie przegrane przy stole krupierskim bywały przywoływane latami. Wielkie miłości – takie jak ta Dostojewskiego do Poliny Susłowej – rozgrywały się pośród dalekich przestrzeni i zmieniających się dekoracji, między Paryżem a Twerem, albo miedzy Baden-Baden a Moskwą. Gracz, choć może nieco zapomniany, na zawsze pozostanie przykładem niezwykłej dynamiki narracyjnej Dostojewskiego i jego wielkiej umiejętności analizowania ludzkich charakterów. To, że pisarz dyktował swoje powieści swojej przyszłej żonie, nie umniejsza ich rangi, bo przecież potem zasiadał do stenogramów i wielokrotnie je modyfikował. Zaświadczają to jego rękopisy, bogate w wiele poprawek i adjustacji, a często zawierające ogromne, dopisane partie. Dzisiaj także – szczególnie w USA – wielu autorów idzie tym tropem i posługuje się dyktafonem lub wynajmuje sobie kogoś, kto zapisze ich myśli w formie stenogramów. Choć tak nieprzychylny Polakom, zawarł Dostojewski w swoim dziele także sarkastyczne opisy innych nacji, a portret głupkowatego rosyjskiego generała na pewno nie spodobał się w arystokratycznych sferach Rosji. Jakkolwiek by nie patrzeć na Gracza, jest to utwór ważny w dorobku Dostojewskiego i w dziejach dziewiętnastostowiecznej myśli rosyjskiej – tak zadufanej w sobie i tak zmaltretowanej w tym zdumiewającym utworze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: