SZKARŁATNY ARCHANIOŁ (VIII)

Niebieskawe mgły napłynęły z daleka i Dararan wpatrzył się w nie z natężoną uwagą, jakby chciał tam znaleźć odpowiedź na nurtujące go pytania. Wyobraźnia raz jeszcze przeniosła go do małego opactwa, zagubionego w ziemskiej przestrzeni i zobaczył brata Marka i Piotra, po  cichu przesuwających się ku celi Pawła. Drzwi było otwarte, więc odsunęli je lekko i już po chwili znaleźli się w środku, widząc Pawła pochylonego nad wielkimi księgami.

– Twoje oszustwa wyszły na jaw – syknął dramatycznym szeptem Marek.

Zakonnik drgnął w przestrachu i skoczył na proste nogi, stając twarzą w twarz z przybyłymi. Zlustrował ich uważnie i od razu zrozumiał w jakim celu pojawili się w jego celi. Miał dar widzenia przyszłych zdarzeń i w jego świadomości mignęło ciało wiszące na sznurze od habitu, chociaż nie dostrzegł jeszcze twarzy nieszczęśnika.

– Nic złego nie zrobiłem… – odezwał się dumnie i pokazując na ścienny krucyfiks, dodał – Oto mój sędzia i prawodawca… On zważy moje uczynki na szali dobra i zła…

– Dlatego zdejmowałeś jego koronę cierniową i zadawałeś nią sobie rany…? – cynicznie odezwał się Piotr.

W tym momencie, w świadomości Dararana pojawił się inny obraz, na początku nieco zamazany, ale potem coraz wyraźniejszy. Ojciec przeor wchodził do jego celi z bratem Miguelem z Lizbony i przymykał cicho drzwi. Obaj zdjęli ze ściany krucyfiks dość pokaźnych rozmiarów i zaczęli manipulować przy koronie cierniowej. Przeor wyjął zza habitu malutką buteleczkę ze świńską krwią i ubrudził nią najdłuższe ciernie, a potem jeszcze dwa razy zrobił to samo. Dopiero, gdy upewnił się, że krew przywarła do ostrzy, pokiwał znacząco głową i Miguel natychmiast powiesił krzyż na ścianie. Teraz obaj uklękli na ziemi i zaczęli cicho odmawiać modlitwę do św. Michała Archanioła. Obraz rozmył się i wyobraźnia Dararana wróciła do celi Pawła w innej chwili, gdy stał przed Piotrem i Markiem.

– Brat Miguel i nasz przeor odkryli twoje oszustwo i teraz zapłacisz za to, że naraziłeś nasze zgromadzenie na szyderstwa innych zakonów – odezwał się Piotr.

– Myślałeś, że bezkarnie będziesz udawał świętego… – dodał Marek.

Paweł bezradnie rozejrzał się po celi, zlustrował też potężne sylwetki współbraci, po czym z rezygnacją spuścił głowę. Nagle wszystko zawirowało i znalazł się w gęstej, czarnej matni, w której słychać było jęki potępionych i umierających w bólach. Przed nim stały dwa czarne demony, z przekrwionymi ślepiami i nietoperzymi skrzydłami na plecach. Jeden z nich podszedł do niego i wprawnie odwinął mu gruby, biały sznur, który nosił wokół talii. Drugi doskoczył dziko i z wielką siłą uniósł go w górę, czekając aż towarzysz zahaczy linę na kratach i poda mu dużą pętlę. Teraz razem unieśli Pawła w górę i potem pociągnęli w dół, aż kości zachrzęściły złowrogo pod sznurem. Zrobili to jeszcze raz i zaśmiali się szyderczo, a potem przeniknęli przez ściany i zniknęli w mroku. Ostatnie spojrzenie nieszczęśnika powędrowało ku koronie cierniowej Chrystusa, a ostatnia myśl przyniosła zwielokrotnione słowo gloria… gloria… gloria…

Pochód pogrzebowy powoli dochodził do wiejskiego cmentarza, gdzie wyraźnie było widać wykopany dół, obwiedziony stertami żółtego piachu. Na jednym z drzew głośno skrzeczała sroka, jakby chciał obwieścić światu zbliżające się niebezpieczeństwo. Wóz przejechał przez bramę, otwartą na oścież i stanął niedaleko grobu, na którym ułożono skrzyżowane deski. Czterej bracia wprawnie zdjęli z niego skrzynię i ustawili ją na prowizorycznym rusztowaniu, a potem stanęli po prawej stronie, naprzeciw wieśniaków i grabarzy.

– Żegnamy dzisiaj naszego brata Pawła, który uczył nas jak naśladować naszego pana w drodze ku świętości… – odezwał się Piotr i złożył ręce do modlitwy.

– Módlmy się za niego… – śpiewem zaintonował Marek i dał znać grabarzom by zaczęli opuszczać trumnę do dołu.

– Niech Pan wybaczy mu to, co zrobił u końca swojego ziemskiego bytowania… – śpiewnie deklamował Piotr.

Grabarze podłożyli grube liny pod trumnę, wprawnie usunęli deski i zaczęli ją wpuszczać do grobu. Znowu odezwała się sroka, jeszcze głośniej skrzecząca i bijąca skrzydłami o liście wysokiego jesionu. Jeden z braci rzucił na nią okiem i przez moment wydało mu się, że tuż przy niej lśni jakaś uskrzydlona, błękitna postać. Szybko przeżegnał się i spuścił oczy ku żółtym grudom. Bracia sięgali po piach u rzucali go na trumnę, a ponure dudnienie rozchodziło się wszędzie i  płoszyło małe ptaki, ukryte w cyprysach. Nagle do przodu postąpił stary wieśniak i odezwał się do Piotra:

– To był święty człowiek… naznaczony ranami Pana za życia… Nigdy nie uwierzymy, że targnął się na własne życie…

– Nigdy…!!! Nigdy nie uwierzymy – powtórzyli jak echo pozostali wieśniacy…

– W waszym klasztorze zalęgły się demony…!!! – ciągnął stary – Ale Pan wszystko widzi i wymierzy karę tym, którzy to zrobili…

Piotr i Marek zerknęli na siebie niepewnie, a pozostali bracia spuścili głowy i zapłakali. Wieśniacy skupili się wokół starca i patrzyli nienawistnie na zakonników. Dararan znowu zobaczył dwa czarne demony, stojące u grobu i szyderczo wpatrujące się w grupę żałobników. Skupił na nich całą swoją moc i  robił wszystko, by stali się widzialni, ale obraz powoli zaczął się zamazywać, tracił wyrazistość, aż rozmył się w niebieskiej mgle.

– Tak to było… – Dararan zamyślił się przez chwilę, po czym rozprostował skrzydła i uniósł się w górę, zawisając nad skałą. Jakiś głos nakazał mu lecieć w stronę wielkiej grupy anielskiej i przyłączyć się do niej. Przez chwilę miał wrażenie, że towarzyszy mu ogromny szkarłatny archanioł, ale gdy próbował go dostrzec, opary rozwiewały się, a w przestrzeni niebieskiej pulsowało ledwie słyszalne brzmienie:

– Któż jak Bóg…

Lecąc w dal, wracał myślą do ziemskich wydarzeń i pytał sam siebie, kto przywróci chwałę Pawłowi, kto zważy uczynki morderców. Wiedział, że w świecie ludzkim nic już nie da się zrobić, ale to ulotne echo, wciąż wibrujące w przestrzeni dodawało mu otuchy. Dolatując do dużego oddziału i lądując na wielkiej bryle krzemienia i złota, szepnął w myślach sam do siebie:

– Któż jak Bóg…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: