NA KATORDZE

Nikołaj Karazin, Ilustracja do Wspomnień z domu umarłych

Sięgnąłem raz jeszcze po Wspomnienia z domu umarłych, które Fiodor Dostojewski pisał w latach 1860–1861. Książka czekała na mnie czterdzieści lat, bo w młodości ledwie przerzuciłem kilkadziesiąt kartek i szybko odłożyłem ją na półkę. Tak mi się to wszystko wydawało odległe od mojego życia, tak odstręczało powolnością fabuły, szczegółowymi opisami i zagmatwaniem poszczególnych wątków. Nie miałem wtedy cierpliwości do takich lektur, bo czytałem przede wszystkim powieści przygodowe, relacje wielkich podróżników i eksploratorów, a Syberia bardziej interesowała mnie jako przestrzeń geograficzna, pełna tajemniczych zwierząt i ludów, niż jako miejsce zesłania katorżników. Zapiski Dostojewskiego, ubrane tylko dla niepoznaki w kostium literacki, to w gruncie rzeczy wspomnienia z katorgi, na którą pisarz został skazany 22 grudnia 1849 roku. Za udział w konspiracji i przynależność do rewolucyjnego kółka Michała Pietraszewskiego początkowo skazano go na śmierć, ale potem wyrok zamieniono na cztery lata katorgi w Omsku. Moja nowa lektura tego utworu miała już inny charakter i po przestudiowaniu Archipelagu Gułag Aleksandra Sołżenicyna, Opowiadań kołymskich Warłama Szałamowa i Innego świata Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, była uważna i nastawiona na dogłębne poznanie dzieła. W porównaniu z okropieństwami, jakich doświadczali inni skazańcy na Syberii, czteroletnia katorga Dostojewskiego nie należała do najcięższych, tym bardziej, że pisarz dysponował niewielkimi środkami finansowymi, które pozwoliły mu przetrwać.

Nikołaj Karazin, Ilustracja do Wspomnień z domu umarłych

Głównym bohaterem wspomnień i zarazem alter ego autora jest Aleksander Pietrowicz Gorianczykow, katorżnik drugiej kategorii, zesłany na Syberię za zabicie żony. To on jest autorem dziennika, odnalezionego w papierach pośmiertnych, który staje się kanwą opowieści narratora. Trafiając do tzw. twierdzy i wykonując ciężkie roboty drugiej kategorii, morderca zapoznaje się z życiem obozowym, poznaje najprzeróżniejsze typy ludzkie i z czasem dochodzi do przekonania, które tak oto artykułuje: Tak, człowiek jest wytrzymały! Człowiek – to istota, która się do wszystkiego przyzwyczaja, i sądzę, że to najtrafniejsze określenie człowieka. (F. Dostojewski, Wspomnienia z domu umarłych, przeł. Cz. Jastrzębiec-Kozłowski, Warszawa, 1984, s. 578) Aleksandrowi trudno jest jednak przyzwyczaić się do rygorów, a najgorsze są pierwsze miesiące, kiedy to zaczyna poznawać współwięźniów, ich historie, zachowania, charaktery i strategie przetrwania. Tutaj też jest życie, chociaż jego wyznaczniki są inne, a ciężkie roboty przeplatane są pobytami w szpitalu, handlem wódką, karami chłosty i dziwactwami dowódców, takich jak placmajorzy lub placadiutanci, którzy dla zabawy potrafią nawet zabić niewinnego człowieka. Ale są na katordze też ludzie dobrzy, którym przypadkiem powinęła się w życiu noga, a ich jedynym marzeniem jest przetrwać i wrócić do domu. Do tej kategorii Dostojewski zalicza też Polaków, którzy nie umieli dostosować się do społeczności obozowej, co rodziło ogromną niechęć: Katorżnicy strasznie nie lubili Polaków, więcej nawet niż zesłańców spośród szlachty rosyjskiej. Polacy (mówię wyłącznie o przestępcach politycznych) traktowali ich z wyrafinowaną, obraźliwą grzecznością, byli nader powściągliwi i w żaden sposób nie mogli ukryć wstrętu, jaki żywili dla więźniów, ci zaś rozumieli to doskonale i płacili pięknym za nadobne. (Tamże, s. 597) Polacy prawie nie komunikują się z resztą więźniów i starają się tworzyć coś na kształt ekskluzywnej rodziny, z którą chętnie brata się Gorianczykow.

Nikołaj Karazin, Ilustracja do Wspomnień z domu umarłych

Oczywiste jest, że wszystkie postaci, pojawiające się we Wspomnieniach z domu umarłych, miały swoje żywe pierwowzory – podobnie jak we wskazaniu Sołżenicyna, inicjującym pierwszy tom Archipelagu Gułag, możemy zatem powiedzieć: W tej książce nie ma zmyślonych osób, ani zmyślonych wydarzeń. (…) wszystko zaś właśnie tak było.  (A. Sołżenicyn, Archipelag Gułag, t. 1, przeł. J. Pomianowski, Warszawa 1990, s. 11. ) Utwór Dostojewskiego ukazuje prawdziwych ludzi w sytuacjach ekstremalnych, dowodząc, że nawet najsilniejsi z nich nie wytrzymywali naporu agresji i zimna, nieustannej indoktrynacji, braku leków i głodu: Czasami zwierzchnicy się dziwią, ze ten czy ów więzień żył sobie kilka lat tak potulnie, przykładnie, ba, został dziesiętnikiem za wzorowe sprawowanie, aż tu raptem, ni stąd, ni zowąd, jakby mu diabeł wlazł za skórę: zaczyna szaleć, hulać, wyprawiać brewerie, czasami nawet dopuszcza się czynu kryminalnego – jawnie naubliżał wyższym władzom, albo zabił kogoś, albo zgwałcił i tym podobne. Patrzą na niego i dziwią się. A tymczasem może przyczyną wybuchu w tym człowieku, po którym najmniej można się było tego spodziewać, jest smutny, spazmatyczny przejaw osobowości, instynktowna litość nad samym sobą, chęć obnażenia siebie, swej poniżonej osobowości, chęć, która się pojawiła znienacka, i dochodzi aż do zawziętości, do furii, do zamroczenia rozsądku, do ataku, do konwulsji. Może tak właśnie człowiek żywcem pogrzebany i budzący się w grobie wali pięściami w wieko trumny i usiłuje je zrzucić, choć oczywiście rozsądek mógłby go przekonać, że wszystkie jego wysiłki pozostaną płonne. Ale w tym sęk, że tu do głosu dochodzi już nie rozsądek, lecz konwulsje. Uwzględnijmy jeszcze i to, że prawie każdy samowolny przejaw osobowości w więźniu uchodzi za przestępstwo, a zatem już mu wszystko jedno, czy to przejaw wielki, czy mały. Jak hulać, to hulać, jak ryzykować, to ryzykować wszystko, choćby nawet zabójstwo. Przecież wystarczy tylko zacząć: później ogarnie już człowieka taki szał, że nic go nie powstrzyma. (Wspomnienia…, tamże, s. 648) Gorianczykow jest byłym „panem”, którego dawni poddani traktują z pogardą, a często i z nienawiścią, nie mogąc zapomnieć patologii i podziałów w społeczeństwie rosyjskim dziewiętnastego wieku. Pamiętać też trzeba, że jednak większość zesłańców stanowili ludzie źli, skomplikowani psychicznie, nie wahający się kraść i zabijać dla niewielkich korzyści. W twierdzy ciągle wybuchają spory i karczemne awantury, kończące się krwawymi bójkami, a dodatkowo Gorianczykowowi zaczyna doskwierać wielka samotność i poczucie przegrania życiowych szans. Wszystko ustąpi dopiero ostatniego dnia, gdy więzień stawi się u bramy, a po rozkuciu kajdan, powie: Wolność, nowe życie, zmartwychwstanie… Jaka wspaniała chwila!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: