BROMBERG (9)

z11365843X

Willi chciał jechać do Herthy żółtym tramwajem, ale zdarzenie z polskim Żydem i jego ucieczka tak go zdenerwowały, że postanowił, że pójdzie pieszo, by uspokoić się i przemyśleć jak ma się zachować, by nie stracić okazji spotykania się z piękną Niemką. Bromberg nudził go straszliwie i stale miał nadzieję, ze wróci do Berlina, albo dostanie przydział do jakiegoś innego wielkiego miasta niemieckiego, gdzie jego kariera nabrałaby impetu. Podszedł jeszcze raz do wartownika, który natychmiast służbiście mu zasalutował. Otter skrzywił się, jakby miał do czynienia z oślizłym gadem, pokiwał z dezaprobatą głową i powiedział cedząc każde słowo:

– Powiedz tym waszym ofermom z Wermachtu, że mają być czujni i przez cały czas muszą obserwować pobliskie ulice. Ten brudny Żyd będzie musiał wyjść z ukrycia i będzie chciał przedostać się do domu… Musicie go złapać, a potem zamknąć w ciemnicy rezydencji standartenführera Alvenslebena…

– Tak jest panie untersturmführer…!!! – potwierdził żołnierz prężąc się i czerwieniąc przed Willim.

Wydany rozkaz uspokoił go nieco i zaraz ruszył chodnikiem Adolf Hitler Strasse w stronę dawnej ulicy Chodkiewicza, którą ku jego radości przemianowano już na Albrecht Dürer Strasse. Od dawna uwielbiał malarstwo i ksylografy tego twórcy, tym bardziej, że w jego rodzinnym domu, w pokoju matki wisiała barwna reprodukcja obrazu Dziewica i Dzieciątko z gruszką. Szedł sprężyście, słysząc jak dumnie skrzypią jego oficerki i czuł, że jest coraz bardziej podniecony, a w jego myślach wciąż pojawiała się kusząca go piękna Hertha. Przystanął w okolicy skrzyżowania z Felix-Dahn-Strasse i popatrzył na stojących nieopodal dwóch żołnierzy Wermachtu, którzy natychmiast zasalutowali mu służbiście. Czekając aż przejadą samochody ciężarowe, ciągnące działa i trzy czarne, auta osobowe, usłyszał rozmowę żołnierzy.

– Wiesz Hans, tak się nudzę w tych koszarach, że nie mogę już wytrzymać… I jeszcze ta tęsknota za Annemarie… Dopiero teraz zrozumiałem jak bardzo ją kocham…

– Jeszcze się nią nasycisz Heinrich… – pocieszał go kolega.

– Jak tylko pojadę na urlop de Reichu, wezmę z nią ślub… – odparł ten, który pierwszy zagadał. A po chwili jeszcze dodał:

– Pisałem niedawno w liście do rodziny, że Bromberg jest uroczym miastem, w pewnych miejscach, szczególnie nad Brdą, z tą jego ulotną wschodnią melancholią. O Polakach wiadomo, że to obcy i nie mogą być naszymi przyjaciółmi. Tak, oni wszyscy sprawiają przygnębiające wrażenie, ale za melancholią ich oczu kryje się nienawiść i szaleńczy fanatyzm… Ani się nie spostrzeżesz jak wbiją ci nóż w serce…

Willi zamyślił się przez chwilę, jeszcze raz zlustrował wzrokiem żołnierzy, po czym ruszył dalej w stronę domu Herthy. Była go0dzina 19.40, ale po gorącym dniu wciąż czuło się ciepło w powietrzu. Energiczny marsz w pełnym umundurowaniu spowodował, że na jego czole pojawiły się kropelki potu. Wytarł je prawą dłonią i trochę się zaniepokoił, bo zawsze dbał o swój wygląd i czystość, stosował drogie wody kolońskie i nakładał brylantynę na włosy. Postanowił nieco zwolnić, tym bardziej, że jego kieszonkowy zegarek ze swastyką w czerwonym kółku, wskazywał, iż ma jeszcze piętnaście minut do schadzki. Nie lubił niepunktualności, zawsze przychodził na czas na spotkania i kolejne akcje planował niezwykle skrupulatnie. Tak jak pojawił się przy szwederowskim kościele w chwili, gdy Polacy wychodzili ze mszy, tak jak dotarł na czas na główny rynek miasta, by nadzorować rozstrzelanie zakładników, tak teraz podążał na Albrecht Dürer Strasse jak na nową, odpowiedzialną akcję. Niebawem znalazł się niedaleko skrzyżowania i przystanął na chwilę, by przyjrzeć się ludziom wysiadającym z tramwaju, który właśnie stanął na ulicy. Brudni Polacy wracali do domów z fabryk i warsztatów, z trudem wysiadała też niska kobieta w ciąży, która w pewnym momencie zachwiała się i niechybnie spadłaby ze stopnia, gdyby nie podtrzymał jej młody feldfebel, wysiadający tuż przy niej, przednimi drzwiami pojazdu. Willi skrzywił się, ale pot ściekający z włosów spowodował, że zdjął czapkę i zaczął wycierać czoło chusteczką, coraz bardziej martwiąc się, że jego zapach podczas spotkania z Herthą nie będzie najlepszy. Chciał zrugać żołnierza, że pomaga wrogom, ale i on i kobieta oddalili się szybko. Założył więc czapkę z powrotem na głowę i ruszył ku narożnemu domowi, po chwili odepchnął grube, dębowe drzwi i przestąpił próg. Szerokie schody wiodły na górę, wstąpił więc na nie i podpierając się o kunsztownie rzeźbioną poręcz, wspiął się szybko na pierwsze piętro. Na drzwiach nie było żadnej plakietki ani kartki, spostrzegł tylko dużą, mosiężną kołatkę w kształcie głowy lwa. Nie czekając więc dłużej, uderzył nią trzy razy w drzwi i czekał z niepokojem i szybko bijącym sercem, jakby miał stanąć oko w oko z uzbrojonym wrogiem. Z góry dał się słyszeć jakiś hałas i Willi spostrzegł, że z wyższego piętra gramoli się na dół jakiś stary, kulawy Polak, wspierający się na lasce. Spojrzał na niego groźnie, jakby był zły, że ktoś jest świadkiem jego schadzki z sekretarką przełożonego, co tak wystraszyło starca, że zaraz zawrócił i zaczął wspinać się z powrotem ku górze.

– Nasz führer ma rację – pomyślał – To są podludzie i trzeba ich jak najszybciej wytępić… Jak pluskwy… Jak karaluchy…

Ledwie zniknął w jego umyśle obraz czarnych, ohydnych karaczanów, gdy usłyszał chrobot klucza w zamku i drzwi otworzyły się ze sporym hałasem. Stała w nich Hertha w szkarłatnej podomce, spod której zalotnie wysunęła piękną, prawą nogę w czarnych, siatkowanych pończochach i różowym pantoflu z błękitnym pomponem. Przybysza widok ten prawdziwie zatkał i nie mógł w pierwszej chwili wydusić z siebie słowa. Szybko jednak się opanował, podniósł rękę w geście nazistowskiego powitania i powiedział może zbyt służbiście:

– Melduje się SS-untersturmführer Willhelm Otter…

Hertha uśmiechnęła się czarująco, podała mu rękę i podążyła ku drzwiom, by je zamknąć. Zauważył wtedy, że z tyłu podomki ma chińskiego smoka, wyhaftowanego pięknie złotą i białą nicią. Zauważył, że jej mieszkanie jest bardzo duże, a z przestronnego przedpokoju prowadzi kilka odgałęzień do bocznych pokoi. Kobieta wskazała mu drzwi do pomieszczenia po lewej stronie i podążyła tam, pukając pantoflami o lśniący, jesionowy parkiet. Otworzyła drzwi i wskazując mu wejście, odezwała się ze słodyczą w głosie:

– Zapraszam cię Willi, dobrze, że już jesteś… cały dzień nie mogłam się Ciebie doczekać…

Otter podążył do przodu, a gdy ją mijał, przyciągnął mocno do siebie, czując miękkość jej piersi i zapach francuskich perfum. Bez wahania pocałował ją w usta, okryte czerwoną pomadką i poczuł jak jego męskość eksploduje do ogromnych rozmiarów. Od dawna nie miał kobiety i teraz nagromadzona w nim energia erotyczna domagała się uwolnienia, a słodycz jej ust była tak subtelna, że wydało mu się, że obcuje z samą dziewicą z obrazu Dürera.

– Chodź mój lwie…twoja lwica jest gotowa… – szepnęła Hertha i pociągnęła go do swojego buduaru.

Podeszła do patefonu i uruchomiła go wprawnie umieszczając igłę na płycie, a z głośnika zaczęły dobiegać harmonijne tony jakiejś nieznanej mu muzyki.

– To Muzyka Ogni Sztucznych, napisana przez Händla na zamówienie angielskiego króla… Mam nadzieję, ze ci się spodoba…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: