CZARNY NEFRYT (6)

Nadszedł nowy dzień, a  Czao powoli zaczynała się budzić. Otworzyła oczy i przez chwilę miała wrażenie, że jest w swoim rodzinnym domu. Szybko jednak zorientowała się, że znajduje się gdzieś indziej, w chłodnym pomieszczeniu, którego wcześniej nigdy nie widziała. Uniosła się i usiadła na posłaniu, odwróciła się za siebie i zobaczyła Aia, śpiącego głęboko, tuż przy niej. Palenisko wygasło i poranny ziąb wdzierał się do jaskini, powoli jednak coraz więcej kształtów zaczynało wyłaniać się z mroku. W mgnieniu oka przypomniała sobie zdarzenia ostatnich dwóch dni i poczuła przejmujący ból w żołądku. Przykryła twarz otwartymi dłońmi, zamknęła oczy i cichuteńko zapłakała. Strużki łez pojawiły się na jej palcach i popłynęły dalej, po policzkach, aż ku brodzie, skąd zaczęły kapać na uda. Myślała o swoim życiu we wsi, o ojcu, którego tak kochała, o czułej matce i o cudownym rodzeństwie. Oczyma wyobraźni zobaczyła ojca siedzącego na ławeczce, grającego na èrhú i jakby przez chwilę słyszała jego piękne dźwięki. Jednakże w łagodną harmonię tego obrazu wkraczały wciąż barwy i tony mroczne, przelana krew i przebite ciała, zabici rodzice, bracia i siostry. Odjęła ręce z twarzy i ponownie spojrzała na ukochanego, który cicho majaczył przez sen. Powoli wstała i wyszła na łąkę i skierowała się ku domowi, gdzie znalazła wielką konchę z wodą. Nalała jej sporo do brązowej misy i umyła się, nie zważając na chłód i lodowate powiewy wiatru. Napiła się trochę z misternego kubka, nabrała też wody do żelaznego czajniczka i wróciła do chaty. Zajęła się rozpaleniem ognia i przyrządzeniem herbaty. Zobaczyła, że na stole leżą owoce i trochę suszonego mięsa, więc ułożyła je na głębokim talerzu, a obok niego postawiła dzbanek zsiadłego mleka. Gdy ciepło zaczęło wypełniać całe pomieszczenie, a aromat herbaty uniósł się nad paleniskiem, wróciła do Aia i usiadła przy nim. Patrzyła na jego ładną twarz i delikatnie muskała palcami policzki i zamknięte oczy, usta i nos, podbródek i czoło. Po chwili mężczyzna zaczął się budzić, aż nagle skoczył jak oparzony, rozejrzał się dookoła, gotowy bronić się przed nieznanym wrogiem. Szybko jednak zrozumiał gdzie jest, wszystko sobie przypomniał, uśmiechnął się promiennie do Czao, podszedł, przytulił ją do piersi i poczuł zapach czarnych włosów. Pocałował ją w usta i wyszedł z nią na łąkę, gdzie ukląkł i pochylił się ku wstającemu słońcu, a potem wykąpał się w strumieniu.

Po dłuższej nieobecności przyszedł do domu, gdzie i zjadł z dziewczyną śniadanie, a potem delektował się zieloną herbatą. Widział rozpacz na twarzy Czao, która dramatycznie wydobywała jej piękno i kruchość, rysy tak delikatne i regularne, że miało się wrażenie, iż należą do najpiękniejszej księżniczki. Przysunął się i przytulił do niej, znowu czując niezwykły powiew świeżości, przemieszany z wonią skóry i włosów. Rozpostarł palce prawej dłoni i splótł je z jej kształtnymi, malutkimi paluszkami. Po chwili uczynił to samo z drugą ręką i teraz czuł jej ciepło, pulsowanie krwi w skroniach i bicie serca. Zbliżył usta do jej ust, otarł leciutko wargi o policzek i całując go, podążał niżej. Ona zaczęła lekko drżeć z podniecenia, przesunęła się ku grubej stercie skór i pociągnęła go za sobą. Tak długo czekali na tę chwilę, że teraz wszystko przebiegało w błyskawicznym tempie. Całowali się i rozbierali nawzajem, aż wreszcie legli obok siebie nadzy, spleceni w uścisku, wpatrujący się w oczy i delikatnie głaszczący palcami swoje ciała.

 – Kocham cię Aiu – szepnęła, zamknęła oczy, spod których popłynęły łzy, i ze słodyczą całowała się z nim.

On czuł falowanie jej cudownego ciała i sam też leciutko przybliżał i oddalał się od niej. Gładził włosy, obiegał językiem nabrzmiałe piersi, zastygał na chwilę i otaczał ją ramieniem.

– Ale ja nigdy nie byłam z mężczyzną… – powiedziała i odwróciła od niego wzrok zawstydzona.

Uśmiechnął się czule, odetchnął głęboko, przyciągnął ją ku sobie, spojrzał w czarne oczy i po dłuższej chwili szepnął:

– Ja też nigdy nie byłem z kobietą… ale wiele razy marzyłem o takiej chwili z tobą…

Znowu zaczęli się całować, teraz gwałtowniej, coraz mocniej, jakby chcieli wypić z siebie całą słodycz miłości. Ai ośmielony tym, zaczął dotykać miejsca, gdzie kończyły się jej wiotkie uda i poczuł ciepłą wilgoć na palcach. Delikatnie, ale też zdecydowanie, wsunął się wreszcie tam, gdzie krzewiły się włosy i było tak bardzo mokro. Czao krzyknęła dość głośno i załkała, więc szybko się odsunął od niej. Ona jednak przyciągnęła go ku sobie i zaczęli falować jak dwa żurawie, ocierające się o siebie szyjami. Im dłużej ją kochał, tym większe ciepło rozlewało się w niej i jeszcze bardziej go pragnęła. Nie czuła już bólu, a tylko regularne powiewy żaru, jakby fale czystej miłości, uderzające w nią i osłaniające ją przed złem świata. Nagle zaczęła zapadać się w sobie i lecieć gdzieś wysoko, fruwać w powietrzu, płynąć i mknąć gdzieś w dal. Usłyszała jego łagodny krzyk i poczuła się zjednoczona z nim, jak in i jang, jak niebo i ziemia, jak błękit i turkus. Ai zsunął się z niej i położył obok, głośno oddychając i patrząc w sufit domku. Jej piersi falowały, a dłonie powędrowały ku jego męskości, ciągle nabrzmiałej i lekko przybrudzonej krwią. Sięgnęła po jakąś szmatkę i zaczęła wycierać go w tym miejscu, leciutko całować i dotykać ustami, a na końcu usunęła też plamy na swoim ciele. Wstała na chwilę i otoczyła swoje pośladki oraz łono pasem czarnego jedwabiu, wypiła filiżankę herbaty i podała mu naczynie z napojem. Usiadł na skórach i pił łapczywie, a potem znowu przyciągnął ją do siebie, pieścił, całował i kochał się z nią. Czuli się jakby byli w jakiejś magicznej krainie i wiele razy ponawiali akt miłosny, głośno oddychali i leżeli obok siebie po spełnieniu. Prawie nie rozmawiali, czasem tylko szepcząc sobie do uszu jakieś miłosne zaklęcie, jakąś ostateczną obietnicę. Kochali się z jakąś niezwykłą dystynkcją, z jakąś dbałością o to, by dać sobie tyle ciepła i zadowolenia, ile tylko ludzie mogą sobie dać. Dzień mijał, a oni stale byli siebie głodni i wciąż zaczynali nową batalię, oblewali się potem, który zastygał na ich ciałach i stawał się tajemnym aromatem tej chwili.

Tyle zdarzyło się w życiu Czao, w tak krótkim czasie. Straciła rodzinę, została uprowadzona i uciekła z domu Wanga, a teraz stała się prawdziwą kobietą i kochała się z wymarzonym Aiem, którego dawno temu wybrała i o którym stale rozmyślała, śniła, marzyła. Teraz ten silny mężczyzna leżał przy niej i łaknęła jego ciepła, zapachu – docierały do niej jego miłosne zapewnienia. Czuła, że wiele razy wlewały się w nią męskie cząstki i rozmyślała o tym, co się wydarzy, gdy w jej łonie pojawi się dziecko. On jakby wyczuł o czym myśli jego kobieta, bo powiedział:

– Nie martw się kochana Czao… odtąd zawsze już będziemy razem i nic nas nie rozdzieli… Nawet gdybyśmy mieli spędzić resztę życia na Łące Tajemnic…

– Więc to jest twoja Łąka tajemnic, ale ja kocham ludzi i chciałabym żyć pośród nich – odrzekła i pogłaskała go po włosach.

– Ja też, ale na razie będziemy musieli tutaj przeczekać nawałnice – powiedział – W nocy pójdę do wsi, przekradnę się do kuźni mojego ojca i dowiem się co się stało po znalezieniu Wanga…

– Musimy też przyprowadzić moje zwierzęta, bo same zginą w górach – powiedziała i po chwili jeszcze dodała – Trudno będzie sprowadzić tu mojego jaka…

– Nie martw się kochana – uspokoił ją – nawet jakbym miał spuścić go na linach ze skał, zrobię to…

Dzień zaczynał zbliżać się ku końcowi, Czao posprzątała w izbie i poza nią, a jednocześnie nie mogła się nadziwić ile funkcjonalnych rzeczy ojciec i dwaj bracia zgromadzili w tej samotni. Było tutaj wszystko, co człowiekowi potrzebne jest do życia. Były też prawdziwe skarby, cudownie wykute naczynia, wielkie misy i dzbany, czajniki do herbaty i talerze, wiele skór upolowanych zwierząt, w tym tak groźnych jak tygrys czy pantera. Widać, że mężczyźni byli bardzo zapobiegliwi i stworzyli tutaj kryjówkę, w której można by przebywać długie lata, a może nawet spędzić całe życie. Lubiła czasami odgradzać się od świata, chodzić w góry, modlić się i rozmyślać pośród ukwieconych łąk i na półkach skalnych. Teraz jednak wszystko się zmieniło, nie była już sama, miała przy sobie tego, którego pokochała. Zło i ludzka podłość, mordy i grabieże, pozostały za wodospadem, a tutaj było miejsce, gdzie nikt ich nie znajdzie. Ai przygotowywał się do wyprawy, ubrał czysty strój, zaplótł włosy w warkocz i przytwierdził dwa miecze do boku. Za pas włożył też dwa bardzo ostre noże, a trzeci umieścił pod koszulą, w specjalnej pochwie, przywiązanej do piersi. W końcu, gdy był już gotów, podszedł do ukochanej i powiedział:

– Świat ludzki jest pełen niebezpieczeństw… gdybym nie wrócił…

Nie zdążył dokończyć, bo dziewczyna położyła mu dłoń na ustach, drugą wsunęła w jego lśniące od słońca włosy i szepnęła:

– Wrócisz… bo ja ciebie kocham i będę cierpliwie czekała…

– Gdybym jednak nie wrócił – ciągnął dalej Ai – Pamiętaj, że byli tacy, którzy widzieli cię w domu Wanga…

– Pamiętam… – odrzekła –  Ale ty też musisz być ostrożny jak gazela i sprytny jak irbis… Poproszę Zhunti by nad tobą czuwała i użyczyła ci swoich rąk, gdy tego będziesz potrzebował.

Ai dobrze znał opowieści o dobrej bogini światła, znanej też jako Tianhou i Doumu, która była wyrocznią w sprawach niebiańskich i pomagała śmiertelnikom. Uczestniczyła w bitwie Dziesięciu Tysięcy Duchów na równinie Mu, mieszkała na Nefrytowej Górze, a jeździła powozem ciągniętym przez siedem wieprzy, odpowiadających odwiecznej konstelacji Chochli. Wyobraził sobie tę piękną kobietę, z kilkoma rękoma, w których dzierżyła broń i wszystko, co jest człowiekowi niezbędne. To dziwne, ale wiele razy wyobrażał ją sobie z twarzą Czao i teraz jej przywołanie uznał za dobry znak. Wierzył, że ludzie spotykają się na świecie nie bez powodu, a bogowie mają wielki wpływ na ich losy. Każdy ma swoją drogę, którą musi kroczyć i jeśli spotyka na niej jakąś istotę, to znaczy, że wszystkie ścieżki wiodły ją ku niemu. Linie wędrówki gwiazd na niebie i ziemskie ścieżki przecinają się. Wszystko zaczyna się w nicości, a byt jest matką wszelkiego stworzenia. Gdyby nie było nicości, nie można by zrozumieć żadnej zasady, nie dałoby się pojąć drogi, którą kroczy człowiek. Byt i nicość są na przeciwległych końcach narodzin, a przestrzeń między niebem i ziemią jest jak kowalski miech, pusta, a jednak niewyczerpana, za każdym podmuchem dająca siłę. Ai rozmyślał i przypominały mu się wykłady ojca, gdy razem wykuwali miecze i halabardy, gdy kształtowali koła do rydwanów i powozów. Stęsknił się za swoim mądrym ojcem, a na myśl o bracie, poczuł ciepło rozlewające się w całym ciele. Czao pocałowała go w usta i zawiesiła na jego szyi rzemyk, z przyczepionym do niego, niewielkim krążkiem z czarnego nefrytu.

– Niech dobre duchy towarzyszą tobie i nigdy cię nie opuszczają – powiedziała – Ten nefryt jest znakiem mojego oddania i wielkiej wiary w nas… Póki będzie z tobą, ja też będę z tobą…

– Do zobaczenia moja miłości – szepnął i zaczął powoli wspinać się po nierówności łąki ku jaskini i wodospadowi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: