CZARNY WOAL

Ukazał się nowy wspaniały przekład Króla Leara Williama Szekspira, do którego miałem zaszczyt napisać Posłowie. Zamieszczając je tutaj, dziękuję autorowi przekładu Ryszardowi Długołęckiemu, który kulturę polską obdarzył także nowym tłumaczeniem Hamleta, Makbeta i Sonetów największego dramaturga w historii świata.

 

W kulturze europejskiej miłość rodzicielską najczęściej egzemplifikują matki, czule kochające synów i córki, codziennie stające na głowie, by zapewnić im to, co jest potrzebne do życia. To one pojawiają się na obrazach, gdy karmią niemowlęta piersią, albo opiekują się barwną gromadką malców, wpatrzonych w nie z uwielbieniem. Wbrew powszechnym przekonaniom, że matki czulsze są dla chłopców, stają się one też uważnymi opiekunkami, a potem przyjaciółkami swoich córek. Miłość ojcowska nie bywała tak spektakularna jak matczyna, znacznie rzadziej pojawiała się też jako temat w malarstwie i literaturze, choć zdarzały się dzieła, gdzie była ich osią. Przy takich rozważaniach natychmiast przychodzi na myśl tragedia króla Troi Priama, gotowego znieść wszelkie formy poniżenia, by tylko odzyskać ciało zabitego syna – Hektora. Prosi on, a nawet błaga Achillesa o zwrot zwłok syna: Hektor, zginął od ciebie, walcząc za ojczyznę./ Po niego tu przychodzę. Uczcij mą siwiznę!/ Masz okup wielkiej ceny, masz drogie ofiary:/ Szanuj bogi Achillu, nie gardź mymi dary!/ Przypomnij ojca, obu nas ciężar lat gniecie./ Może być ktoś ode mnie biedniejszy na świecie?/ Jam usta – tegom wreszcie nieszczęśliwy dożył/ Na ręce synów moich zbójcy położył”. (Księga XXIV w. 287-294, przeł. Józef Paszkowski). Priam ofiaruje mordercy syna wóz pełen złota i prosi by złagodził on karę pośmiertną, nałożoną na Hektora, a była ona doprawdy straszliwa. Achilles rzucił zwłoki psom i sępom (brak pochówku był haniebny dla starożytnych, bo wierzyli oni, że taka dusza stale tuła się pośród żywych), a potem codziennie przyczepiał, coraz to bardziej okaleczone ciało, do swego rydwanu i przejeżdżał przy murach obleganej Troi. Łzy ojca i suty podarunek, zmiękczyły serce greckiego herosa i wydał on zwłoki, a potem uszanował nawet dwunastodniowy okres żałoby po uroczystej kremacji. To ojciec zaryzykował i udał się do obozu najeźdźców, a potem odzyskał szczątki ukochanego syna. Jak widać, już w epoce starożytnej miłość ojcowska pojawiała się w największych utworach literackich, a postawa Priama stała się inspiracją dla epok następnych, generując nowych bohaterów nie wahających się poświęcić życia dla swoich dzieci.

Inaczej ukazał miłość ojcowską William Szekspir w dramacie pt. Król Lear (1623), osią intrygi czyniąc bolesną pomyłkę, jaką popełnił sędziwy ojciec. Pytając trzy córki – Gonerilę, Reganę i Kordelię – o siłę miłości ku niemu, dał się zwieść pierwszym dwóm, a usłyszawszy skromne zapewnienie Kordelii, wydziedziczył ją i wypędził z królestwa. Doprowadziło to do szeregu straszliwych komplikacji i intryg, mających na celu ostateczne pozbawienie go władzy i zagarnięcie kraju przez wiarołomne córki. Stary król popada w obłęd, a skutkiem jego nieroztropnych decyzji jest wojna domowa, podczas której życie traci prawdziwie kochająca go Kordelia, a wreszcie i on sam. Szekspir wykorzystał motyw z anonimowego dramatu angielskiego, popularnego w jego czasach i znacznie go rozbudowując, wsączył jednocześnie do niego wątki uniwersalne. W jego ujęciu dramat rozgrywa się pośród żywiołów natury, a człowiek zdaje się ledwie drobinką, niewiele znaczącą pośród ogromów kosmosu. Można być władcą, można mieć nieograniczoną władzę, a i tak prawa natury i biologii upomną się o ich respektowanie, a śmierć, niczym czarny woal, spowije to, co zdawało się jaskrawe i wyraziste. Oczywistym błędem Leara był ów test, któremu poddał córki – sam w sobie zwierający element nieufności i generujący ciąg oszustw. Prawdziwa miłość nie potrzebuje takich sprawdzianów, rozwija się przez lata i umacnia, a swoje zwieńczenie znajduje w sprawiedliwym podziale majątku ojca lub matki. Dzieci wychowywane w miłości i wzajemnie się szanujące, nigdy nie pokłócą się o majątek, a ich ugoda będzie aktem ostatecznego przywiązania i manifestacją uczuć do darczyńców. Król zapragnął potwierdzenia miłości za życia i sprowokował szereg kłamstw i fałszywych zapewnień, co natychmiast wyczuła Kordelia i uczciwie nie zgodziła się na schlebianie ojcu w takiej sytuacji. Ten – niesprawiedliwie ją oceniający i uwiedziony zapewnieniami Regany i Gonerili, dał się wyprowadzić w pole. Po jakimś czasie zorientował się, ale było już za późno dla niego i prawdziwie go kochającej Kordelii, uznał własną porażkę, zapłakał nad jej martwym ciałem, a potem, zgnębiony tragedią, jaka się dokonała, osunął się w nicość.

Ogromną zaletą nowego przekładu Króla Leara, dokonanego przez Ryszarda Długołęckiego jest przywrócenie w warstwie słownej pierwotnej wizyjności tego dramatu. Korygując ewidentne błędy poprzednich przekładów, autor nowej propozycji translatorskiej podąża konsekwentnie drogą, na którą wstąpił kilka lat temu. Poważył się wtedy na coś wręcz karkołomnego – po wielu znaczących przekładach Hamleta, zaproponował własną wizję tego utworu i osiągnął przy tym znaczący sukces. Zapewne to spowodowało, że następne prace – przekład Sonetów Szekspira i jego kolejnego dramatu Makbet – powiększyły znacząco dorobek tłumacza, znalazły uznanie czytelników i w naturalny sposób skierowały jego uwagę ku następnemu wielkiemu utworowi. Historia starego ojca, który popełnia fatalne błędy w stosunku do swoich córek, stanowi jedno z największych osiągnięć kultury światowej, a role Leara bywały podsumowaniem wielu wielkich karier aktorskich kilku stuleci. Nie byłoby jednak legendy tego utworu, gdyby nie prace translatorów, starających się wiernie oddać warstwę fabularną i podskórne pulsowanie, wyczuwalne w wielu sytuacjach. Przekład Ryszarda Długołęckiego, tak lekki i skończony w każdym wersie, znakomicie oddaje wewnętrzne drżenie dramatu i powoduje, ze postaci są prawdopodobne, nieomal żywe. Znajomość języka angielskiego jest tutaj podstawą, ale przecież najważniejsze jest wyczucie niuansów dramaturgicznych i oprawienie ich we właściwą tkankę obrazową. To zdumiewające, jak konkretny jest ten przekład, a zarazem jak często, z ogromną lekkością, podąża w kierunku poezji. Tłumacz miał tu bardzo trudne zadanie, bo jest to jeden z tych utworów Szekspira, który łatwo mógł wyprowadzić go na manowce, zachwiać się w swoich kształtach i stać się parodią oryginału. Wszystko wszakże znalazło tu swój właściwy wymiar, a proporcje i ekwiwalenty słowne znakomicie ulokowały się w całości dzieła. To jest propozycja nowego odczytania, ale też rodzaj jeszcze jednej interpretacji, zauważalnej przy konfrontacji ze wcześniejszymi przekładami. Mamy zatem, po raz kolejny, do czynienia z ogromnym wzbogaceniem naszej kultury, co powinno szybko znaleźć swoje potwierdzenie w następnych inscenizacjach dramatu. W tak pełnej i skończonej kreacji translatorskiej pojawia się ze zdwojoną mocą rozpacz istnienia i tragedia śmiertelnych istot, a język utworu rani niczym miecz i wraca w niezwykły sposób do angielskich źródeł. Wielka to zasługa pasji życiowej tłumacza i jego uczciwości pisarskiej, nie znoszącej kompromisów i stale szukającej najlepszych rozwiązań lingwistycznych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: