BROMBERG (5)

Jedenastego września Józia ledwie zdawkowo opowiedziała matce o tym, co stało się przy szwederowskim kościele, bo długo spała, a jak budziła się, czuła tak dojmujący smutek, że aż nie mogła oddychać. Nie mogła pogodzić się z tym, że jej ukochany leży teraz martwy pod ziemią a to, co się miało zdarzyć w ich wspólnym życiu, nigdy już się nie stanie, nie poczuje jego ciepła, nie urodzą się dzieci, nie będzie do niego czule szeptać pośród dni i nocy. Matka, by ją zająć i jakoś odciągnąć od złych myśli, poprosiła by zaniosła jej koleżance, mieszkającej przy Rynku Marszałka Piłsudskiego, zrobiony na drutach, gruby sweter z czerwonej wełny. Dziewczyna przyjęła polecenie bez komentarza, zarzuciła na siebie czarną kurtkę, sięgnęła po siatkę z zawiniątkiem, pocałowała matkę w policzek i skierowała się ku drzwiom.

– Tylko bardzo uważaj na siebie, bo wszędzie teraz czyha zło… Spuszczaj oczy, gdy będziesz mijać niemieckich żołnierzy i nie przystawaj nigdzie…– Przestrzegła ją strapiona matka.

– Dobrze mamusiu… Nie martw się o mnie… – odpowiedziała dziewczyna i lekko domknęła za sobą drzwi.

Minęła swój dom przy ulicy Strzeleckiej i ruszyła Piękną w stronę ulicy Szubińskiej, która łagodnie schodziła w stronę Placu Poznańskiego. Szła chodnikiem, tuż przy lewej stronie jezdni,  a w jej myślach wciąż pojawiały się sceny z poprzedniego dnia. Powoli zbliżała się do skrzyżowania i chciała już przejść na drugą stronę, gdy nagle stanęła jak wryta. Przy nieotynkowanym domu z czerwonej cegły stało to samo auto, które minęło ją wczoraj, przed rozstrzelaniem mieszkańców dzielnicy. Znała dobrze ten dom, bo czasami odwiedzała w nim, z matką lub ojcem, zaprzyjaźnioną niemiecką rodzinę Eleonory i Johanna Spatzów. Lubiła ich, a oni, z racji tego, że nie mieli dzieci, traktowali ją niemal jak córkę, za co odwdzięczała się zanosząc pranie do magla, biegając po zakupy, a nawet opatrując schorowane nogi pani domu. Teraz z przerażeniem zobaczyła, że nagle otworzyła się brama domu, stanęła w niej pani Eleonora, a za nią postępował mężczyzna w czarnym mundurze i oficerskiej czapce z trupią główką. Nogi natychmiast ugięły się pod nią, bo był to ten sam oficer, który kierował akcją przy kościele, choć teraz wydał się jej nieco wyższy i smuklejszy. Niemka przytuliła go na chwilę i pocałowała w policzek, a potem jeszcze pomachała mu ręką, gdy wsiadł do samochodu i odjechał ku Szubińskiej. Józia przemogła strach i ruszyła przed siebie, ale pani Spatz zauważyła ją w ostatniej chwili, uśmiechnęła się szeroko jakby zobaczyła kogoś bardzo bliskiego i zawołała po niemiecku:

 – Józka, Józka… – chodź no  tylko tutaj…

Dziewczyna zdziwiła się, bo Spatzowie nigdy nie rozmawiali z nią w swoim rodzimym języku, a nawet często traktowali polski jako bardziej komunikatywny. Dziewczyna miała w gimnazjum lekcje języka niemieckiego i znakomicie się nim posługiwała, toteż bez trudu zrozumiała zachętę i przeszła ulicę.

– Dzień dobry Józka, dzień dobry kochana dziewczyno…– kobieta ciągnęła po niemiecku. Widziałaś jaki przystojny oficer teraz u nas mieszka…? To jest mój daleki krewniak Willy… Zajmie się praworządnością w naszym mieście, bo czas już najwyższy uporządkować ten chaos… Niebawem wszystko wróci do normy, tylko władza się zmieni. Tyle lat mieszkaliśmy tu, gdy rządzili Polacy, to teraz wy będziecie pod naszymi rządami… I tylko tyle…

Józia uśmiechnęła się nieznacznie, choć od wczoraj już była pewna, jak będą wyglądały rządy Niemców. Strzepnęła kilka długich włosów ze swojej kurtki i nie wiedziała, co ma powiedzieć. Na szczęście pani Spatz szybko zadała jej  kolejne pytanie:

– A gdzie to moje szczęście tak wędruje…? Młode dziewczyny powinny teraz siedzieć w domu, bo pojawiają się jakieś bandy w naszej dzielnicy, które dopiero Willi zlikwiduje…

– Idę na Rynek Piłsudskiego, zanieść sweter koleżance mojej mamusi…

– Willi powiedział, że to teraz będzie znowu plac generała von Kluge… musisz nauczyć się niemieckich nazw… Poznam cię z nim, to wspaniały młody mężczyzna…może znajdzie dla ciebie jakąś pracę w biurze… przecież ty mówisz dobrze po niemiecku.

Dziewczyna pożegnała się z panią Eleonorą i podążyła dalej w tym samym kierunku, w którym pojechał czarny samochód jej kuzyna. Szybko zeszła do Placu Poznańskiego, a mijając pomnik Jezusa z sercem na piersi, nieopodal szpitala gruźliczego, przeżegnała się i bezgłośnie odmówiła modlitwę maryjną. Dalej powędrowała ulicą Poznańską, minęła Wełniany Rynek, gdzie trzech żołnierzy niemieckich obrzuciło ją ciekawym spojrzeniem i zaczęło sprośnie żartować. Pamiętając o przestrodze matki, szybko spuściła oczy i przemknęła w kierunku ulicy Długiej i Batorego, którą dostała się na rynek. Prawie nie było na nim ludzi, a tylko u wlotu na Mostową i przy wejściu na ulicę Magdzińskiego stały jakieś samochody i kręcili się granatowi policjanci. Weszła na klatkę schodową wysokiego domu i po schodach dostała się na drugie piętro, gdzie mieszkała pani Jadzia, którą jej mama znała jeszcze ze szkoły podstawowej, mieszczącej się przy ulicy Leszczyńskiego.

– Dzień dobry pani – powiedziała z uśmiechem – mamusia kazała mi przynieść pani ten nowy, zamówiony sweter…

– Dzień dobry drogie dziecko – odpowiedziała tęga kobieta, wprowadzając ją do przedpokoju i pytając – Ale dlaczego Franciszka wysłała cię w taki straszny czas…? Przecież ty powinnaś siedzieć w domu…

 – Idą chłody i mamusia chciała, żeby pani miała co na siebie włożyć… – odrzekła Józia.

– Tak… tak… idą straszliwe chłody moje dziecko… – odpowiedziała w zamyśleniu pani Jadzia, a potem dodała – Jestem ci bardzo wdzięczna, bo rzeczywiście stary sweter podarł się dawno.  Akurat upiekłam ciasto drożdżowe z kruszonką, to dam ci kawałek, ale najpierw zrobię herbatę.

Józia zdjęła kurtkę i przewiesiła ją przez oparcie krzesła, a widząc, że kobieta wyszła do kuchni, zaczęła rozglądać się po jadalni. Był tam duży, dębowy stół, a przy nim sześć krzeseł obitych grubą, pasiastą, zielono-białą satyną. Na jednej ścianie była stara gdańska szafa z serwisem obiadowym, a na drugiej komoda z piękną, abażurową lampą. Dwa wielkie okna, z firanami i ciężkimi, aksamitnymi storami, wychodziły na rynek i znakomicie rozświetlały cały pokój. Na podłodze leżał wielki czerwony dywan w stylu tureckim, a tam gdzie go nie było, lśniły pomalowane na wiśniowy kolor deski. Przy drzwiach wejściowych było jeszcze sporo miejsca na dużą kanapę i dwa ogromne fotele, przy których stały wzorzyste podnóżki. Widać że gospodarze lubili na nich siadać, a czytając gazety lub dyskutując, nogi opierali na tych mniejszych, tapicerowanych meblach. Józia zatrzymała wzrok na wielkim ozdobnym żyrandolu, sporządzonym z dziesiątków kryształowych sopli, ale z głębokiej zadumy wyrwała ją koleżanka mamy, która weszła do pokoju z tacą, na której były talerze z ciastem, filiżanki i biały dzbaneczek. Położyła tacę na rogu pięknego obrusa i zaczęła wszystko rozkładać po obu stronach stołu.

– Tacy byliśmy szczęśliwi w tej odrodzonej Polsce, a już czarne chmury zebrały się nad nią i pioruny biją jak oszalałe – powiedziała – Jakich straszliwych zdarzeń doczekaliśmy się w naszym pięknym mieście…

– Tak… – potwierdziła Józia i zalała się łzami – Wczoraj Niemcy rozstrzelali wielu Polaków przy kościele na Ugorach…

– Tam też…? Moje dziecko…!!! Co z nami będzie? Co będzie z Polską? Zjedz tę drożdżówkę i jak najszybciej wracaj do domu… to miejsce jest przeklęte.

Józia napiła się gorącej herbaty i zaczęła jeść ciasto, gdy nagle na rynku odezwały się głośne głosy po niemiecku, dał się słyszeć warkot silników ciężarówek i huk wystrzałów. Pani Jadzia podbiegła szybko do okien i zasłoniła je szczelnie storami, jakby bała się, że zło przeniknie do jej mieszkania i skazi je na zawsze.

– Znowu to samo… – powiedziała łkając boleśnie – Stań dziecko przy drugim oknie i patrz przez szparę. Młodzi muszą to zapamiętać i po wojnie opowiedzieć o wszystkim światu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: