BROMBERG (4)

Lato tego roku było cudowne i na palcach jednej ręki policzyć można było dni, gdy nad horyzontem pojawiały się chmury. Wrzesień też czarował jaskrawym błękitem nieba i rozświetlonymi dniami, od rana do późnego wieczora. W powietrzu wciąż świstały jerzyki, które zwykle odlatują do dalekich, ciepłych krain w sierpniu, ale wciąż jeszcze mogły polować na owady, a dodatkowo, nie wiadomo skąd, pojawiło się wiele zmierzchnic trupich główek i czarnych jak smoła meszek. Trochę spłoszyły je wybuchy w pierwszych dniach tego miesiąca, ale potem eksplozje ucichły i ptaki wróciły nad kościelne wieże, kopułę synagogi i domy. Przynajmniej raz w tygodniu Wincenty spotykał się w swoim domu z szewcem i filozofem Izaakiem Abrahamem, który mieszkał w małej oficynie, przylegającej do domu, przy ulicy Strzeleckiej. Grali wtedy w szachy i dyskutowali o ostatnich wydarzeniach w świecie,  o pięknych artystkach, pojawiających się w miejskim teatrze, o cenach koni i sukna, złota i ziemniaków, żelaza i pszenicy. Wincenty prosił szewca o objaśnianie filozofii Barucha Spinozy z Amsterdamu i nie mógł pojąć jak tak wielki człowiek musiał zajmować się żmudnym szlifowaniem soczewek optycznych. Czasem wpadał do nich też Johann Spatz, niemiecki sąsiad z ulicy Pięknej, znany w całym mieście z przyjaźni do Polaków i znakomicie przygotowywanych wyrobów wędliniarskich. Wtedy zaczynała się dyskusja o filozofii Artura Schopenhauera i jak refren powracały wciąż tony pesymistyczne.

– Nie mam dzisiaj ochoty na szachy – powiedział Wincenty, upił nieco kawy ze szklanki i zapytał – Może wy dzisiaj zagracie?           

– To nie jest czas gier i zabaw, musimy porozmawiać o ostatnich wydarzeniach – dramatycznie powiedział Izaak.

Spatz w mig zrozumiał, że czekają na jego komentarz, więc zaczerpnął powietrza i powoli zaczął mówić, akcentując wyraziście kolejne zdania, jakby zeznawał przed sądem.

– Zatrzymał się u nas Willy, kuzyn mojej żony, taki dwudziestoletni smarkacz z spod Berlina… Opowiada jakich czynów bohaterskich ostatnio dokonał… Moja żona patrzy na niego jak na rzymskiego gladiatora i podsuwa mu stale smakowite kąski…

 – Miałem cię o niego zapytać, bo ludzie mówią, że jakiś młodzieniec w niemieckim mundurze pojawił się w waszym domu – zapytał Wincenty.

– A, to już się rozniosło… No tak, przecież ludzie widzą go na ulicy i na podwórku, a i pewnie czasem zauważają go w oknie – przytaknął Johann.

– Ludzie wszystko widzą i Bóg wszystko widzi – z filozoficzną zadumą w głosie odezwał się szewc.

– Jak stanął w naszych drzwiach zdębiałem, bo przecież niedawno odwiedziliśmy naszą rodzinę w Niemczech i znakomicie pamiętałem jego wielkie, polityczne zacietrzewienie… – ciągnął Niemiec – Wstąpił do NSDAP, obwiesił swój pokój portretami Hitlera i flagami ze swastyką, a przy stole wciąż opowiadał o akcjach przeciwko niemieckim Żydom i o wrażeniach z Reichsparteitag Großdeutschland, z września zeszłego roku… po aneksji Austrii.

– Zdaje się, że opowiadałeś nam o tym we wrześniu trzydziestego ósmego roku, po powrocie z Niemiec – zauważył Wincenty.

– Tak, ale nie mogłem przypuszczać, że tak szybko go zobaczę… – ciągnął dalej – Wszystkiego nie mówił i pojęcia nie miałem, że wypytuje mnie o Bromberg nie bez powodu… Powiem wam to, ale proszę bądźcie ostrożni, bo Goebbels grzmi o Bromberger Blutsonntag w radiu i nasze gazety mnożą rewelacje o tych wydarzeniach… a wszędzie pełno jest donosicieli…

W tym momencie zrobił przerwę, napił się kawy, wyciągnął z kieszeni kolorową chusteczkę i wydmuchał w nią nos. Na jego twarzy rysowała się powaga, ból i jakby lekki przestrach, a w czarnych oczach pojawił się smutek. Gdzieś za oknem słychać było skrzeczenie sroki i w dalekim planie niósł się odgłos ambulansu, pędzącego w dal na syrenie. Jeszcze dalej raz po raz odzywały się głuche kanonady karabinów i armat i pojedyncze wybuchy. Wytarł jeszcze łzy, które nie wiadomo dlaczego zaszkliły się w kącikach jego oczu, po czym schował chustkę do kieszeni i kontynuował relację:

– Już na początku czerwca tego roku Willy przekroczył granicę i zamieszkał u jakiejś rodziny niemieckiej w Łabiszynie. Stamtąd często kursował do granicy i Bydgoszczy, przewoził broń, ubrania polskich żołnierzy i pieniądze. Organizował grupki, które miały prowadzić działalność dywersyjną, a sam wszedł w skład czteroosobowego zespołu, którego zadaniem było unieruchomienie bydgoskiej elektrowni i wysadzenie w powietrze torów kolejowych oraz przepustnicy wodnej na trasie z Inowrocławia do Torunia.

– To jednak prawda, że dywersja była… – ze smutkiem zauważył Rossa.

– Była i według tego, co powiedział nam ten chłopak, nadzorowali ją wysoko postawieni oficerowie Gestapo i Abwehry – potwierdził Niemiec i po chwili ciągnął dalej – Willi, ubrany w mundur polskiego żołnierza poruszał się swobodnie po naszym mieście i trzeciego oraz czwartego września aktywizował uśpione grupki, kierując je do akcji przeciwko wojsku i polskiej ludności.

– Natknąłem się na taką grupkę przy ulicy Orlej – wtrącił się Izaak – wszyscy byli ubrani w polskie mundury, czyściutkie i lśniące jak spod igły, mieli nasze hełmy i karabiny, a nawet nieśli polską flagę. Ale porozumiewali się głośno po niemiecku…Rozstrzelali jakichś trzech Niemców na ulicy i pobiegli dalej…

– Piątego września – mówił dalej Spatz – po wyjściu polskiej armii i pojawieniu się naszych oddziałów, kuzyn żony ujawnił się, założył niemiecki mundur i stanął w drzwiach naszego domu. Przydzielili mu gdzieś kwaterę, w centrum miasta, ale wolał zatrzymać się u nas… Teraz jest prawą ręką dowódcy Volksdeutscher Selbstschutz, Alvenslebena i bierze udział w egzekucjach Polaków… Jak o tym mówi widzę w jego oczach lodowatą stal…

– Każda wojna to mordowanie niewinnych bytów… – odezwał się Abraham – Ale najgorsze jest to, że w ludziach od razu budzą się zwierzęce instynkty… Czy to będzie Polak, Niemiec, czy Żyd, wszyscy zmieniają się w bestie…

– Niestety, to jest prawda… – potwierdził Rossa – Sam widziałem jak polscy żołnierze wyszukiwali rodziny niemieckie i rozstrzeliwali je na podwórkach, nie bacząc na żałosne prośby matek i dzieci o litość, o darowanie życia, nie przywiązując wagi do zapewnień mężczyzn o ich niewinności.

– Tak, to było straszne – powiedział Johann – cudem uniknęliśmy śmierci, bo dzięki Bogu mogliśmy się schować w piwnicy Wicka i Franciszki. I nikt nas nie zobaczył jak przemykaliśmy na Strzelecką, a wy bez szemrania schowaliście nas przed wojskiem. Nigdy wam tego nie zapomnimy…

– Johann przestań – szepnął Wincenty – tak czynią porządni ludzie i jestem pewien, wy też byście nam pomogli, gdyby była taka potrzeba…Przyjaźnimy się od tylu lat.

– Ja, tak… – odparł Niemiec – ale mojej żony nie jestem już pewien. Zdumiałem się jak szybko ten młodzieniec odmienił jej psychikę … Musicie uważać na to, co przy niej mówicie, bo wszystko powtarza Willy’emu. A ten smarkacz czuje się nadczłowiekiem i bez litości kieruje na śmierć niewinnych ludzi…Kazał jej powiesić na naszym domu wielką flagę z hakenkreuzem i witają się z Helgą podniesieniem ręki w górę.

– Jak pojawiła się swastyka na flagach i mundurach niemieckich, zainteresowałem się tym symbolem – wtrącił się Abraham – Wcześniej też mnie zaciekawiała, ale ostatnio przewertowałem sporo książek i encyklopedii i ze zdumieniem odkryłem, że Hitler zawłaszczył stary symbol kulturowy, obecny w wielu religiach świata. Wziął go zapewne z mitologii germańskiej, od plemion z pierwszych wieków naszej ery, ale ona wywodzi się z Azji, gdzie symbolizuje szczęście.

– To ciekawe, bo ja myślałem, że Hitler ją wymyślił… – powiedział Wincenty.

– Nie, już etymologia określa jej pochodzenie – ciągnął Żyd – Jej nazwa wywodzi się przecież z sanskrytu i oznacza powodzenie oraz pomyślność. Pojawiała się u wielu ludów europejskich, amerykańskich i azjatyckich, a szczególnie popularna jest w Chinach i Japonii… Znalazłem w kilku książkach informacje, że wiązała się z kultami solarnymi, ogniem i okrutną boginią Kali…

– To dla mnie prawdziwe odkrycie… – wciąż wyrażał swoje zdumienie Rossa.

– A wyobraź sobie, jaki przeżyłem szok, gdy przeczytałem w jeden z relacji podróżniczych, że odkryto ją na starych palestyńskich synagogach sprzed dwóch tysięcy lat…

– Aż tak…? – zdziwił się Spatz – to nie do wiary, miałem zawsze Hitlera za nieuka i prostaka, a okazuje się, że sprytnie wykorzystał wiedzę o dawnych kulturach.

– To inteligentna bestia… Jak każdy okrutny drapieżnik, lew, tygrys, pantera czy hiena – mówił Abraham – Ale inteligencja to rodzaj układanki. Masz do dyspozycji kolorowe klocki i oryginalnie je dobierasz do siebie. To też rodzaj polowania, który takie drapieżniki jak on opanowały do perfekcji. Może jak siedział w więzieniu, czytał wiele książek, coś tam sobie wynotował i potem użył tego w swoich demagogiach… Swastyka znana była już w epoce paleolitu i późnego neolitu, na Bliskim Wschodzie, a potem w Babilonie i u Hetytów. Z kolei w epoce brązu znana była w starożytnej Grecji, Skandynawii, Italii, Chinach i w Japonii…

– Willy ciągle o tym gada – wtrącił się Niemiec – Wciąż też chwali książkę Hitlera Mein Kampf, którą trzyma na stoliku, obok łóżka i ciągle ją wertuje, coś z niej wypisuje i te papierki chowa w kieszeniach munduru.

– Przeczytałem i to plugastwo… – przytaknął Izaak – On posługuje się tam stale demagogią i opowiada niestworzone rzeczy. Zarówno w sferze politycznej, gdy analizuje poprzednią wojnę światową, gdy krytykuje militarną słabość Austro-Węgier, jak w drugiej części, w której tworzy mitologię grup wybranych i dzieli ludzkość na kasty i rasy. Według niego klanem panów są Aryjczycy, a pośród nich najważniejszą rolę odegrali i będą odgrywać Niemcy. Słowianie i Żydzi to podludzie, których należy wykorzystać do prac niewolniczych, przy budowie wielkiej cywilizacji nowych panów świata.

– Divide et impera… ze smutkiem odezwał się Johann, kiwając raz po raz potakująco głową.

– No właśnie, o to mu chodzi… – zgodził się szewc – zburzy wszystko, poróżni narody, a potem będzie rządzić w chwale i uwielbieniu mas… On twierdzi, że Niemcy mają prawo dokonywać zbrojnych napaści na kraje, w których mieszka choćby jeden Niemiec…To według niego zdobywanie przestrzeni życiowej, szczególnie na wschodzie…

– Przyznać trzeba, że jego polityka jest skuteczna – odezwał się Wincenty – bez jednego wystrzału zagarnął w marcu Austrię, a w październiku już miał w swoich łapach Czechosłowację…

– I tym fascynują się tacy ludzie jak Willy… – potwierdził obawy szewca Spatz – Oni wierzą, że ich Führer jest mesjaszem, zesłanym przez Boga i zjednoczy wszystkie ziemie zamieszkałe przez Niemców, a do tego poszerzy ich przestrzeń życiową o ziemie podbitych narodów… I to się właśnie dzieje, bo wojna z Polską była planowana od dawna. Nie poznaję moich braci, gdy słyszę opowieści ludzi o tym co wyprawiają w podbijanych krajach.

– Moja żona w tym wszystkim widzi działanie sił zła, a Hitler jest dla niej nowym wcieleniem Antychrysta – zamknął rozmowę Rossa.

Panowie dopili kawę i szybko się pożegnali, po czym udali się do swoich domów, każdy w inną stronę, Niemiec na Piękną, Żyd do niewielkiej oficyny, a Polak w kierunku Placu Poznańskiego, gdzie miał coś ważnego do załatwienia.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: