KAPLICA (2)

AKT I

SCENA 3

Pracownia rzeźbiarza. Krótki korytarz łączy ją z domem rodzinnym artysty. Na ścianach wiszą maski komiczne i tragiczne odlane w brązie. Na szafkach i postumentach stoją rzeźby aniołów. Na stole leży figura ukrzyżowanego naturalnej wielkości, bez twarzy. W rogu pokoju, na podłodze stoi dwumetrowa figura Matki Boskiej.

RZEŹBIARZ

Jeszcze raz proszę, Panie… natchnij mnie bym prawdziwie oddał twoje święte ciało… Spraw bym zobaczył we śnie lub na jawie twoją boską twarz.

Słychać pukanie do drzwi. Rzeźbiarz podchodzi do nich i otwiera je szeroko. Do pracowni wchodzi Adiutant generała 16 Wielkopolskiego Pułku Ułanów.

ADIUTANT

Przepraszam, że pana niepokoję przy pracy, ale przysyła mnie pan Generał. Pragnie dowiedzieć się jak daleko postąpiły prace przy krucyfiksie cmentarnym…..

RZEŹBIARZ

Proszę spojrzeć i zdać relację Generałowi. Ciało już wydobyłem z kamienia… Została jeszcze twarz do wykonania…

ADIUTANT

Niezwłocznie udam się do mojego dowódcy i zapewnię go, że prace idą w dobrym kierunku…

RZEŹBIARZ

Biorąc ze stołu świecę i przysuwając ją ku twarzy Adiutanta.

Jeszcze tydzień lub dwa i wielki krzyż z ciałem Jezusa będzie gotowy…

ADIUTANT

Z dziwnym uśmiechem

Zatem do widzenia… Niech Duch będzie przy panu…

Adiutant niknie w otwartych drzwiach, w których pojawia się fioletowe światło. Jednocześnie odzywa się głos dobiegający z domu

ŻONA ARTYSTY

Kochany czekam na ciebie tak długo…

RZEŹBIARZ

Zadumany

Twarz tego adiutanta… Czy to możliwe… Te rysy… dzięki ci Panie, że natchnąłeś mnie tak szybko.

Podbiega do stołu i kreśli szybko na papierze kilka kresek układających się w twarz adiutanta. Po chwili przypomina sobie o żonie i odzywa się w kierunku korytarza.

Już idę… idę kochana…

Opuszcza pracownię. Z fioletowego światła wyłania się Starzec w stroju Adiutanta

STARZEC

Jakże wpatrywał się w moją twarz a niczego nie zobaczył… Przybywajcie dzieciątka moje…

Śpiewa na nutę pieśni pogrzebowej

Pająki i karaluchy
Łajno zdechłych koni
Żmije i ropuchy
Odór gnijących dłoni

Pulsuj krwią pochwo głodna
Miecz gotowy by w nią wejść
Sczeźnij w żądzy matko wyrodna
Dzieciątka skaczcie do swoich miejsc

Z sypialni dobiegają odgłosy zabawiających się małżonków. Po jakimś czasie słychać straszliwy krzyk, ni to rozkoszy ni skargi.  W pracowni pojawia się siedem demonów i wnika po kolei w figurę Matki Boskiej i w maski wiszące na ścianach. Starzec wnika w ciało rzeźbionego Chrystusa.

RZEŹBIARZ

Wracając do pracowni w długiej białej koszuli nocnej i ze zmierzwionymi włosami.

Jakże rzeźbić twoją twarz Panie, gdy nagie łono lśni w pokoju obok. Jak myśleć o twoim cierpieniu gdy gładkie piersi pulsują w mych dłoniach?

Sięga po kartkę ze szkicem

Ach tak… Zapomniałem… Już wiem jak oddam twą twarz w kamieniu…Ten Adiutant… Ten młodzieniec może trzydziestoletni…Może trochę starszy…

Zabiera się do pracy, uderza drewnianym młotem w dłuto i wydobywa powoli z bezkształtnej bryły kamienia twarz Adiutanta.

SCENA 4

Pracownia rzeźbiarza po dwóch dniach. Przybywa wikary w czarnej sutannie, z biretem na głowie.

WIKARY

Puka do drzwi pracowni, a gdy nikt mu nie otwiera, naciska klamkę i wchodzi do środka. Mówi, choć nikt go nie słyszy.

Posłał mnie tutaj ksiądz kanonik…

Podchodzi do figury ukrzyżowanego Jezusa i wpatruje się w twarz. Mówi szeptem sam do siebie.

Ta twarz! Tyle razy widziałem ją we śnie… Ta twarz! Tak piękna… i tak straszna… On taki młody… i taki stary!

Wchodzi artysta.

ARTYSTA

Cóż to księdza sprowadza w moje skromne progi? Czyżby ksiądz kanonik zmienił nasze ustalenia?

WIKARY

Zmieszany, wpatrujący się w twarz rzeźby Chrystusa.

To tylko troska mojego pryncypała… Prosił bym zapytał jak postępują prace, ale przecież pytać nie muszę, bo to co zobaczyłem przerosło moje wyobrażenia.

ARTYSTA

Dobrze, że ksiądz przyszedł dzisiaj, bo jeszcze dwa dni temu nasz Pan nie miał twarzy. Modliłem się o natchnienie i łaska spłynęła na mnie. Znam tradycyjne przedstawienia Pana Jezusa, przestudiowałem dzieła malarskie braci van Eycków, Grünewalda, Masaccia i Caravaggia… ale nigdzie nie mogłem znaleźć jego twarzy.

WIKARY

Zdaje mi się, że gdzieś już ją widziałem… Czy nie na płótnie Rembrandta? Może Giotta albo Dürera…?

ARTYSTA

Zanadto ksiądz dla mnie łaskawy… Z drugiej strony wszyscy oni szukali swoich modeli pośród żywych ludzi.

STARZEC

Pojawiając się nad kamienna rzeźbą. Niewidoczny dla odwróconych do niego tyłem mężczyzn.

Maskę zdjąłem z najpiękniejszego trupa na polu bitewnym… Zakryłem rany plwociną i skrzepłą krwią…

Maski na ścianach ożywają i chichoczą histerycznie. Gdy mężczyźni odwracają się, nikną natychmiast razem ze starcem.

WIKARY

Zatem żywy człowiek był dla pana wzorem? Godne to pochwały, bo Chrystus zmartwychwstał i dał nam życie wieczne. Piękna robota… mogę wracać i zakończyć moją misję dyplomatyczną…

STARZEC

Na chwilę znowu wyłaniający się z rzeźby Ukrzyżowanego.

Szpiegowską… ha, ha, ha…

ARTYSTA

Odprowadzając księdza do drzwi.

Proszę zapewnić księdza kanonika, że wyszlifuję to zdruzgotane ciało na czas…

Wracając widzi fioletowe opary znikające nad rzeźbą. Przeciera gwałtownie oczy.

Przebóg…! Za długo pracowałem. Zaczynam mieć omamy…

Idzie w kierunku korytarza

SCENA 5

Pracownia rzeźbiarza.

SZKARŁATNY ARCHANIOŁ

Swąd tu czuję okrutny… Ciało Pana mego w kamieniu oddane… Takim je widział przez wieki. Tylko ta twarz… ta twarz…

Obok archanioła pojawiają się liczne anioły.

ANIOŁ ZIELONY

Przybywamy dowódco na rozkaz…

ANIOŁ BŁĘKITNY

Z głębin świętości lecimy w zwartym szyku. Ale skąd tutaj ten swąd…? Ten swąd…?

ANIOŁ RÓŻOWY

Może rzeźbiarz ma popsuty piec…?

ANIOŁ ŻÓŁTY

Siarka i koks, diabelski czad…

SZKARŁATNY ARCHANIOŁ

Bracia zaczajcie się tu i bądźcie czujni… Schowajcie się w ścianach, w suficie i podłodze… Ja muszę lecieć, bo woła mnie ktoś z dali. Ten głos… ten głos…

STARZEC

Wyłaniając się z rzeźby Chrystusa.

Takiś głupi… Starczyło wszcząć nową wojnę… Starczyło pchnąć przeciw sobie żołnierzy…

Zaklina

Niechaj przybędzie tutaj morderca… Niech jego ręka… koścista rączka, ha… ha… dobędzie rzeźnickiego knypa i zabije córkę i syna rzeźbiarza… Wieczne potępienie temu domowi… Wieczna rozpacz w pracowni, w której wykuto jego plugawe ciało…

Niech krew się leje młoda
Niech tryska na ściany
I cień króla Heroda
Niech skazi ich rany

Artysta z żoną wychodzą z domu przez pracownię i zapominają zamknąć drzwi. Po chwili wnika do pracowni jakiś przygarbiony mężczyzna. Dobywa z bocznego stołu wielki nóż i podąża w kierunku korytarza, z którego dobiegają odgłosy radosnego przekomarzania się siostry i brata.

 

MORDERCA

Tam są… Tylko oni… Ciachnę dwa razy i będę mógł zabrać złoto i pieniądze…

STARZEC

Ciachniesz tylko dwa razy… A potem cię powieszą, ha… ha… ha… i staniesz u mego boku. Jazda… Niech krew się leje młoda.

ANIOŁ BŁĘKITNY

Bracia ugrzęzłem  w zgniliźnie…

ANIOŁ ŻÓŁTY

Nie mogę się ruszyć…

ANIOŁ RÓŻOWY

Ani ja…

ANIOŁ ZIELONY

Dowódco wracaj bo stanie się coś strasznego! Dowódco, gdzie jesteś Archaniele…?

STARZEC

Kwilicie ptaszki cieniutko… a rączka już dzierży knyp…

Niech krew się leje młoda
Niech tryska na ściany
I cień króla Heroda
Niech kazi ich rany

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: