LUDZKOŚĆ W OBRAZACH (XXII)

Sztuka portretowa Jana van Eycka w czasach późnego średniowiecza sięgnęła wyżyn malarstwa europejskiego. Najlepiej widać to w wizerunku mężczyzny w czerwonym turbanie (ok. 1433), który w historii sztuki traktuje się jako autoportret niderlandzkiego mistrza. Ale przecież równie ekscytujące są inne dzieła tego typu, takie jak Mężczyzna z goździkiem (ok. 1435), Portret Jana de Leeuwa (ok. 1436)  a szczególnie Mężczyzna w niebieskim chaperonie, namalowany w okolicach roku 1430. Nie zachowały się informacje kim jest tak starannie sportretowany człowiek, ale kunsztowny strój świadczy o jego wysokim statusie społecznym. Chaperon to popularne nakrycie głowy, noszone w Europie na przełomie XIV i XV wieku, które zastąpiło wcześniejsze kaptury. Było to połączenie czapki frygijskiej i grubego otoka, ze spływającym z niego kapiszonem, okrywającym ramiona. Tak wyrazisty na obrazie van Eycka, aksamitny lub sukienny wałek, wypełniano skrawkami materiału lub papierem i dołączano do niego „ogon”. Aż do końca XIX wieku uważano, że autorem tego niewielkiego dzieła był Albrecht Dürer, ale najnowsze badania przywróciły autorstwo twórcy niderlandzkiemu. Choć niebieskie nakrycie głowy i strój z dobrego materiału wskazuje, że był to ktoś bardzo dbający o wygląd, to jednak kontrastuje to z jego niechlujnym zarostem, tak wspaniale oddanym przez artystę. Przydaje on męskości prezentowanej postaci, a zarazem pozostaje w łączności z dość dowolnie przedstawioną materią, zwisającą z otoka. To jakby pierwsza jaskółka malarstwa impresjonistycznego i wyraziste wskazanie, że najważniejsza jest twarz mężczyzny, a okrycie głowy i zwisające fałdy materiału, to tylko element dodatkowy, dekoracyjny. Pamiętajmy, że były to czasy czarnej śmierci i ogromnej pauperyzacji społeczeństw europejskich. Wszędzie widziało się roje biednych chłopów i mieszczan, żebraków i kalek, odzianych byle jak lub półnagich. Tu jednak strój mężczyzny jest elegancki, pełen dystynkcji, a nawet nieco zbyt wykwintny, jak dla kogoś, kto posiada tak powszechną i niczym specjalnym nie wyróżniającą się fizjonomię.

Mężczyzna z goździkiem (ok. 1435)

Antropolog bez trudu zauważy, że mamy do czynienia z kimś, kto urodził się i żył w Niderlandach lub Francji, może w Niemczech lub w Szwajcarii. To wyjątkowo emblematyczny Europejczyk o jasnej (a nawet bladej) karnacji, z nieco za długim nosem, który dominuje w obrębie twarzy. Tym bardziej, że usta są niewielkie, oczy lekko zapadnięte, uszy średniej wielkości, a brwi na pewno nie określimy jako krzaczaste. Z długim nosem konweniuje wyrazisty podbródek i dość długa szyja, a dalej subtelne dłonie, z wypielęgnowanymi paznokciami, świadczące o tym, że mężczyzna ten nigdy nie wykonywał ciężkich prac. Przy całej tej zwykłości i przeciętności portretowanego, artyście udało się oddać jego zamyślenie i rodzaj wątpliwości, widoczny w brązowych oczach. Jedno z nich jest otwarte szerzej, a drugie lekko przymrużone, co sugerować może rozważanie jakiegoś problemu i budowę skomplikowanej konstrukcji dedukcyjnej. Także ułożenie ust wskazuje na rodzaj zadumy, a nawet smutku, bo krzywizna linii pojawiającej się między wargami skierowana jest ku dołowi. Nie są to usta zmysłowe, raczej suche i spierzchnięte, jakby wskazujące na jakąś chorobę gastryczną lub immunologiczną. Nie wiem czy kobiety chciałyby całować takie anemiczne wargi – van Eyck był w tym względzie bezlitosny i uwypuklił wszelkie mankamenty twarzy swojego modela, łącznie z mętnymi piegami i dość trupim odcieniem skóry. Trudno zgodzić się z tymi interpretatorami, którzy twierdzą, że mamy tutaj do czynienia z portretem ślubnym i być może powstało też drugie dzieło, przedstawiające wybrankę serca mężczyzny w niebieskim chaperonie. Zapewne ogoliłby się wtedy i miałby na twarzy choć cień uśmiechu lub odświętności, wskazującej ów szczególny moment w jego życiu. Z drugiej strony, jeśli mielibyśmy do czynienia z mezaliansem lub małżeństwem z rozsądku, mogłoby się pojawić tego rodzaju zamyślenie i smutne opuszczenie warg. W czasach późnego średniowiecza zawierano związki małżeńskie wcześnie, często przed dwudziestym rokiem życia, a tutaj mamy do czynienia z mężczyzną w wieku średnim, zapewne po czterdziestce, a może nawet blisko pięćdziesiątki. Cóż i ten argument można łatwo znieść, bo przy powszechnej śmiertelności małżonków, śluby zawierano czasem kilkakrotnie – mogłoby to być zatem kolejne zamążpójście eleganta van Eycka .

Mężczyzna w czerwonym turbanie (1433)

Sporo uwagi interpretatorzy i historycy sztuki poświęcili pierścieniowi, który mężczyzna trzyma w prawej dłoni, tak jakby go komuś prezentował lub miał zamiar ofiarować. To niewątpliwie złoty pierścień z wyrazistym prostokątnym lub owalnym rubinem, który w tamtych czasach musiał mieć ogromną wartość. Abstrahując od tego czy mamy do czynienia ze złotnikiem, czy z żeniącym się właśnie mężczyzną, warto na chwilę zatrzymać się przy symbolice cennego kruszcu i drogocennego kamienia. Złoto od dawien dawna, we wszystkich kulturach i cywilizacjach świata symbolizowało chwałę, bogactwo i wieczność. Z racji tego, że nie ulegało korozji, fascynowano się jego niezniszczalnością i wykonywano z niego korony władców, biżuterię i najwykwintniejsze przedmioty użytkowe. Ale chyba najważniejsza była symbolika sakralna, gdzie odgrywało rolę pośrednika pomiędzy zwykłością i świętością, między sacrum a profanum. Z kolei rubin to kamień, który zawsze symbolizował żarliwą miłość, szczęście i bogactwo. Egipcjanie wierzyli, że rubin, jako minerał najcenniejszy,  chroni zdrowie, przyczynia się do trwałości uczuć i wierności partnerów. Wielką wagę odgrywał w starożytnej Grecji, Indiach i w Chinach – praktycznie nie było koron władców, od Ameryki Południowej, poprzez Afrykę do Azji, na których nie umieszczano by krwiście czerwonych kamieni, a Kleopatra kazała nawet przyozdabiać nimi ściany swoich komnat pałacowych. Jakoś zapomina się przy interpretacjach portretu mężczyzny w niebieskim chaperonie, że złoto i rubiny bywały powodem najstraszliwszych zbrodni i że pozyskiwano je zmuszając ludzi do niewolniczej pracy w warunkach uwłaczających ich istnieniu. Może owo zwątpienie na twarzy mężczyzny wskazuje na ulotność ziemskiego bogactwa, niestabilność zgromadzonych majątków i trudność zachowania ich w obliczu przestępców, szukających łatwego łupu. Jak często w malarstwie Jana van Eycka podskórna geometria tego obrazu oparta została na specjalnej triangulacji – trójkątem jest twarz i szyja mężczyzny, dwoma trójkątami odwróconymi w stosunku do siebie są zwisające „ogony” nakrycia głowy. Także dłonie układają się w dwie osobne figury, przypominające trójkąty, nie mówiąc już o kształtach pomniejszych, takich jak oczy, powieki, usta, broda, ucho, nos, opisanych na trójkątach. Inna charakterystyczną cechą sztuki portretowej niderlandzkiego twórcy jest ów gest rąk i trzymanie jakiegoś elementu, czy to kwiatu, czy biżuterii, wyraziście połączony z wyrazem twarzy modela. Pośród portretów ludzi, powstających w różnych stuleciach, obraz ten zajmuje poczesne miejsce i zapewne jeszcze wielokrotnie będzie reinterpretowany i przywoływany przy szerokich analizach historycznych i estetycznych.

Portret Jana de Leeuwa (ok. 1436)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: