KAPLICA

INKANTACJA

 Jary i pagórki. Piaszczysta droga wijąca się pomiędzy nimi, zanikająca czasem pośród mgieł i oparów. Z daleka idzie starzec w połyskującej złotem szacie. Prowadzi ogromnego kozła, który wciąż prycha i próbuje uwolnić się z uścisku. Wchodzą na duży płaskowyż. Na środku mężczyzna przystaje, wyciąga spod odzienia wielki rzeźnicki nóż. Kozioł beczy przeraźliwie, ale są to już jego ostatnie chwile. Uniesiony do góry knyp spada na szyję zwierzęcia i oddziela głowę od reszty ciała, które chwilę chwieje się na mięknących nogach i pada na ziemię. Starzec unosi głowę, z której ścieka krew. Zatacza z nią krąg wokół zabitego kozła i kropi ziemię szkarłatnymi kroplami.

 STARZEC

Przeklinam tę ziemię w imię pana mojego i władcy. Przeklinam ją po kres czasu. Przeklinam każdą grudę gliny, każde ziarno kwarcu i każdy kamień. Niechaj krew zabitego kozła nieustannie jęczy tutaj, niech paruje boleśnie, niech dławi światło. Niechaj wciąż zdycha tutaj miłość.

Nie wiadomo skąd napływają zjawy demonów, ubranych w czerwone i czarne szaty. Zbliżają się do krwawego kręgu, a potem zawisają w powietrzu nad starcem i ciałem kozła.

PIERWSZY DEMON

Dziękuję ci książę, żeś zhańbił tę ziemię i po kres czasu oddał ją w nasze władanie.

DRUGI DEMON

Nie odejdziemy stąd nigdy.

TRZECI DEMON

Będziemy tu trzymać straż.

CZWARTY DEMON

Niewidoczni dla żywych, zalśnimy w oczach trupów osuwających się w pył.

 STARZEC

O, bracia piekielni, wiedziałem, że przybędziecie. Wiedziałem, że mnie nie opuścicie i zaczniecie tu trzymać straż. Teraz już mogę odejść spokojnie na dwór pana i zasiąść przy jego tronie.

PIĄTY DEMON

Ach jakże już czuć tutaj zgniliznę…

SZÓSTY DEMON

I robactwo zaczyna pełzać zewsząd…

SIÓDMY DEMON

Stulecie minie jak drgnięcie powiek.  Tysiąclecie zgaśnie jak knot gromnicy. I nawet za milion lat trwać będzie klątwa tej ziemi.

STARZEC

Niech tak się stanie

Mgły unoszą się ku górze, słońce oświetla ciało i odciętą głowę kozła. Demony blakną i zanikają. Starzec murszeje, skręca się jak zwiędłe liście. Zaczyna wiać wiatr, który porywa jego próchno i rozrzuca po wszystkich stronach świata. Gdzieś z daleka dobiega ledwie słyszalna Serenada Franciszka Schuberta. Brzmi coraz głośniej przy ciemniejącej scenie i zanika w całkowitej ciemności.

 

 AKT 1

 SCENA 1

Kwiecień roku 1932. Pokój dowódcy 16 Pułku Ułanów Wielkopolskich. Na ścianie wisi portret Józefa Piłsudskiego i Ignacego Mościckiego. Pośrodku godło narodowe – orzeł w koronie. Kilka zdjęć Pułkownika w czapce ułańskiej, na koniu i w grupie oficerów.

 

KANONIK

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus…

PUŁKOWNIK

Na wieki wieków… Witam księdza proboszcza i mam wreszcie dobrą wiadomość. Dowództwo zatwierdziło nasz wniosek i możemy podpisać akt przekazania czterech hektarów ziemi z naszego poligonu na utworzenia cmentarza parafialnego. Nasz generał, dowódca garnizonu, bardzo nam dopomógł…

KANONIK

Bogu dzięki… Czy to będzie ta część Pola Ułańskiego, o której wcześniej mówiliśmy?

PUŁKOWNIK

Tak, ale trochę przesuniemy ją w kierunku dzielnicy Jary, tak że dostaniecie płaskowyż pomiędzy skarpą schodzącą ku Wilczakowi a naszym poligonem. Ludzie mówią, że to ziemia przeklęta, więc dobrze się stanie, że ksiądz ją weźmie we władanie i poświęci zgodnie z prawami Kościoła.

KANONIK

Słyszałem te głosy… Ale przecież to polska ziemia, a dla nas Polaków każda jej piędź jest święta… Pan coś wie o tym, bo walczył pan o nią z szablą w ręku… I wie pan też wiele o śmierci.

PUŁKOWNIK

Wiem, wiem… Wiele tych ruskich łbów naciąłem… I wiele razy widziałem jak człowiek umiera. Godny pogrzeb na poświęconym cmentarzu to jednak sprawa żywych i dobrze, że ksiądz kanonik zajął się tym. Musimy wydzielić też część komunalną, na której miasto będzie grzebać żołnierzy naszego garnizonu, obywateli niemieckich, Żydów, a nawet prawosławnych, przybywających do tego miasta ze wschodnich kresów.

KANONIK

Śmierć dla nikogo nie ma litości. Każdego prędzej czy później dopadnie. Żyda, Niemca, Rosjanina, katolika i innowiercę, każdego pozbawi oddechu… Ekumenizm nakazuje szanować wszystkich zmarłych, tylko musimy tę część też poświęcić, bo w katolickim kraju jest to regułą.

PUŁKOWNIK

Właśnie miałem o to poprosić księdza… Ale skoro tak, to nie ma już żadnych przeszkód i możemy za kilka dni podpisać umowę. Polecę przygotować wszystko mojemu biuru i wtedy zaproszę księdza kanonika raz jeszcze do naszych koszarów.

KANONIK

Bóg zapłać panie pułkowniku. To wszystko dla ludzi, którzy w następnych latach znajdą tam miejsce spoczynku.

 

SCENA 2

SZKARŁATNY ARCHANIOŁ

 Zwracając się do oddziału aniołów.

Bracia nie zwlekajcie i lećcie do domu Dyrektora Ogrodów Miejskich, przeniknijcie ściany budowniczego kaplicy, ukryjcie się w pyle pracowni rzeźbiarza. Niech wielki krucyfiks Pański stanie na środku tego pola. Niech będzie dźwigarem czasu i przestrzeni, podporą dni i lat, które nadejdą.

ANIOŁ BŁĘKITNY

Bracia lećmy tam wielką kohortą i czuwajmy by czarny diabelski dym nie przeniknął do tych miejsc. Ustawmy straże na krańcach ścian i godzin, zewrzyjmy szyki i nie zawiedźmy dowódcy. Nasz Pan jest największą tajemnicą światów…

ANIOŁ ZIELONY

Uformujmy oddział we włócznię i mknijmy w dal…

ANIOŁ ŻÓŁTY

Zasypmy ich domy świętym pyłem, zrośmy serdecznymi łzami, ustanówmy znaki na podłogach i sufitach…

ANIOŁ RÓŻOWY

Umieśćmy niewidzialne krzyże na ścianach…

SZKARŁATNY ARCHANIOŁ

Do siebie

 Dzielni wojownicy świętości… Nie wiedzą jak ważna jest ich misja. Tam musi stanąć wielki krzyż z rzeźbą naszego Zbawiciela. Tchnę w nich siły by promieniowali na ludzi dobrej woli, a potem wrócili na pole i zmazali śnieżnymi piórami krew kozła. Słyszę śpiewy tysięcy pogrzebów, marsze orkiestr wojskowych i strażackich. Wyraziście brzmi w przestrzeni głos trąbki i dzwonów kościelnych. Niechaj świętość snuje się między drzewami i marmurowymi nagrobkami, niechaj wnika jak  biały dym do kaplicy i spowija trumny tych, którzy zrzucili chorowite powłoki cielesne.

STARZEC

Ukryty za pniem drzewa.

Nie widzisz mnie dowódco, a twoje ptaki nie zobaczą moich wysłanników… Sępy i czarne kanie rzucą się na nie i rozszarpią na strzępy. Niechaj zaduch zgnilizny wypełni to pole. Niech mętne opary spowiją jego twarz i odbiorą kamienny oddech. Przeklinam raz jeszcze to miejsce. Przeklinam tych, którzy tu wnikną w ziemię i rozpadną się w pył.  Przeklinam grubego kanonika i chorującego na suchoty generała, matkę zakonnicy i sprzedajnej dziewki, ojca dyrektora i mordercy dziecka.

SZKARŁATNY ARCHANIOŁ

Usuń się stąd Władco Much, bo mój miecz rozetnie przestrzeń i stoczysz się z powrotem do wiecznych otchłani, ściekniesz jak zielona ropa z rany…

STARZEC

Wyczuł mnie ten zwierz… Uciekać czas najwyższy…

Umyka w popłochu

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: