OKOPY ŚMIERCI…

Krzysztof Derdowski, przez blisko czterdzieści lat, był ważnym elementem mojego literackiego świata. Najpierw jako starszy kolega z Wydziału Humanistycznego Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Bydgoszczy, potem jako członek Koła Młodych Związku Literatów Polskich i współuczestnik różnorakich działań wolnościowych, a wreszcie jako bardzo bliski kolega ze środowiska artystycznego naszego miasta. Już wtedy wyraziście określił swój maksymalistyczny profil, czy to pisząc pracę magisterską o Rafale Wojaczku, czy nawiązując w wierszach do Szymanowicza, Bursy, Stachury, Polsakiewicza i Milczewskiego-Bruna. Ucieszyłem się zatem, gdy Jerzy Szatkowski, prawodawca Symbolicznych Nagród Bruna, poinformował mnie, że pragnie uhonorować go w sposób szczególny i na zawsze związać z autorem Poboków. W informacjach, które pojawiły się po śmierci  Krzysztofa, podaje się, że był trzykrotnym laureatem konkursu na Bydgoską Książkę Roku i otrzymał Strzały Łuczniczki, ale przecież nagroda Bruna jest o wiele ważniejsza, a przypomnieć też trzeba, że otrzymał Medal Jerzego Sulimy-Kamińskiego i Nagrodę Literacką im. Klemensa Janickiego. Na wiele lat zawiesił pisanie wierszy i skupił się na tworzeniu prozy – eseistyki, opowiadań, a nade wszystko powieści. W pracach tych, najczęściej motywowanych osobistymi przeżyciami, dokumentował znakomity styl, umiejętność snucia narracji, łączenia przeciwstawnych wątków, a przy tym funkcjonalnie kreślił portrety psychologiczne osób niezwykłych i destrukcyjnych kanalii. Ceniłem jego Chłód, Robala, Nagą, ale nade wszystko stawiałem Wstyd, powieść, w której ukazał profesora socrealizmu, wchodzącego w kontakty seksualne ze studentkami i pracowniczkami uczelni, a przed Warszawką i swoimi promotorami, udającego instancję etyczną. Będąc ofiarą tego kogoś, wiele rozmawiałem z Krzysztofem o jego powieści, a po zaprezentowaniu mu materiałów, które zgromadziłem, powstała w nim myśl, by powieść Wstyd (pierwszy tytuł: Wyuzdanie) pociągnąć dalej lub napisać choćby dłuższe opowiadanie. Trochę to hamowało moje działania interwencyjne, ale teraz nie będę już czekał i opublikuję szokujące dokumenty.

Wspominając Krzysztofa nie mogę nie podejmować tematów etycznych, bo była to zawsze jego domena i nawet, gdy zdarzało mi się odkrywać jakieś jego ambiwalencje – wszak w anabatycznych przestrzeniach miewaliśmy kontakty z osobami wzajemnie nam wrogimi – kładłem to na karb jego wyjątkowej osobowości i nieustannego pobudzenia intelektualnego. Ostatnimi czasy Krzysztof blisko związał się ze środowiskiem Galerii Autorskiej w Bydgoszczy, ale podczas naszych spotkań, także w obecności Ryszarda Częstochowskiego, podkreślał, że nie może pogodzić się z tym, że spotyka tam za każdym razem osoby skompromitowane, o których haniebnej przeszłości miał określoną wiedzę. Deklarował, że porozmawia o tym z właścicielem Galerii i postawi sprawę na ostrzu noża, ale nie wiem czy zdążył to zrobić? Zapewne ważniejsze dla niego było to, że mógł tam obcować także z prawdziwymi artystami i pisarzami, a i undergroundowy charakter tego miejsca dobrze komponował się z jego zainteresowaniami literackimi i artystycznymi. Podziwiałem też jego bezkompromisowość w ocenach tego, co działo się w Teatrze Polskim w Bydgoszczy i to zapewne przede wszystkim jemu zawdzięczamy zmiany, które tam miały miejsce. Jego krytyka była ostra, ale zawsze sprawiedliwa, a ostatnie teksty o bydgoskim pisarczyku, uzurpującym sobie rozdawanie kart w kulturze tego miasta, należą do jego najlepszych działań interwencyjnych. Wielką zasługą Krzysztofa było „rozbujanie” eseistyki i publicystyki na portalu bydgoszcz24.pl. Niestety po jego odejściu z redakcji, całkowicie zmienił się charakter tych stron internetowych, pełnych hejtu w tzw. opiniach. Ewa Starosta, która niegdyś miała niezłe pióro, nie dźwignęła tego, co on robił, nie stworzyła właściwego kontrapunktu dla tekstów nacechowanych politycznie, często mających jedynie charakter użytkowy. Ach, ileż było tych spotkań z Krzychem, ile razy spotykaliśmy się przy kawiarnianych stolikach, w naszych domach, podczas wyjazdów na spotkania autorskie, gdzieś w Polsce. Gdy popadł w kłopoty, starałem się pomagać mu w miarę możliwości, a jakieś dwa tygodnie przed śmiercią spotkałem, się z nim i z Częstochowskim na Starym Rynku, a na odchodne umówiliśmy się, że jak wróci uderzymy razem we wspomnianego wyżej pisarczyka i zapytamy Prezydenta Bydgoszczy, dlaczego przyznawana przez niego nagroda za najlepszą książkę roku, nie została odnotowana w BIK-u. Niestety, Krzysztof zmarł w Pradze, do Bydgoszczy wróciły już tylko jego prochy, a w informatorze pojawił się jego nekrolog i haniebna napaść na mnie Bartłomieja Siwca, który naigrywał się, że wydano wybór moich wierszy w języku mandaryńskim w Chinach.

Bartłomiej Siwiec to syn poety, z którym wiele lat się przyjaźniłem, choć była to raczej „szorstka przyjaźń” (raz lepiej, raz gorzej), a nasze kontakty urwały się, gdy dowiedziałem się, że uważa on, iż moje książki naukowe nie mają głębi i wychwala pod niebiosa T., choć dobrze wie, że to on stał za ostatnimi wydarzeniami w moim życiu. Teraz z charakteru napaści jego syna wnioskuję, że musiałem być bohaterem negatywnym w jego domu od dłuższego czasu, co pośrednio potwierdzało też  demonstracyjne bratanie się z moimi wrogami. Pal sześć, spotykamy jakichś ludzi w życiu, przez jakiś czas idziemy razem, a potem odlatujemy w różne strony, jak rzucane wiatrem klonowe liście, takie życie, taki los. Teraz pisząc o Krzysztofie muszę raz jeszcze nawiązać do Bartłomieja, którego dorastanie od małego obserwowałem, żywo interesowałem się jego sukcesami szachowymi, a potem z ogromnym zaciekawieniem sięgałem po książki, które zaczął publikować. Niestety, tutaj nie było już tak dobrze jak na szachownicach, coraz to odkładałem jego prace z przekonaniem, że są to wprawki, ledwo próby zaistnienia w języku, który – w jego wersji – „nie miał głębi” i bywał niechlujny. Przedmiotem tego wpisu wszakże nie jest twórczość tego chłopaka, a raczej jego ostatnie wystąpienie pt. Iskra buntu Rzecz o Krzysztofie Derdowskim. Publikacja ukazała się w „Dzienniku Bydgoszczy”, z którym także współpracuję, i w zamyśle miała być czymś na kształt wspomnienia o naszym wspólnym znajomym, który niestety nie przetrzymał czwartego zawału serca. Biorąc do rąk gazetę i widząc ten tekst, podejrzewałem, że coś mi się w nim nie spodoba, ot takie wewnętrzne przekonanie i skupienie uwagi, po wskazanej wyżej napaści w BIK-u. Okazało się, że grzech numer jeden pisania Bartłomieja, czyli płaskość, jednoznaczność, przegięcie, bufonada, i tutaj dały o sobie znać. W ujęciu Siwca juniora Derdowski staje się heroicznym bojownikiem i buntownikiem, walczącym o dobro ludu, mającym w sobie ową patetyczną, tytułową iskrę buntu. Nie wiem, co powiedziałby Krzychu, gdyby przeczytał ten tekst – zapewne przymknąłby oko na niechlujstwo językowe, uproszczenia i naginanie faktów, wszak był to dobry człowiek, mający wiele wyrozumiałości dla uczniów i stażystów w literackim rzemiośle. My jednak, opluci wcześniej przez BS, nie musimy być tacy grzeczni i wskażemy naszemu harcownikowi, że nie godzi się we wspomnieniu o zmarłym koledze wykorzystywać jego śmierci i owego tekstu do podnoszenia własnych zasług. To mniej więcej tak samo płaskie i żenujące, jak atak po przegranym konkursie na kogoś, kto w tym konkursie wygrał. Brak klasy w stosunku do niezależnych jurorów, fundatora nagrody i współuczestników zawodów – ot takie – jak to dowcipnie określają szachiści – bicie konia w obecności królowej….

Pisze nasz Bartłomiej tak, cytuję dosłownie, zachowując „styl” i nielogiczności autora: Już po 1989 roku okazało się, że najważniejsze będą ojczyzny lokalne z ich własną historią, kulturą i tradycją, ale przede wszystkim z ich odrębnością. (…) A co z Bydgoszczą? I tutaj nasze drogi zeszły się ponownie. Gdy w 2010 r. zadebiutowałem powieścią historyczną „Zbrodnia, miłość, przeznaczenie”, której akcja toczy się na naszym terenie, Krzysztof wyczuł potencjał tej historii – i co tu mówić – stał się gorącym orędownikiem książki. Zapamiętał ją na wiele lat do tego stopnia, że jeszcze w pierwszym tegorocznym numerze ogólnopolskiego czasopisma „Wyspa”, pisząc o mojej najnowszej powieści, zarazem przywołał mój debiut. No tak – „i co tu mówić” – ano, że mamy wrażenie, iż całe to nadęte wspomnienie zostało napisane przez Siwca dla tego jednego wskazania i monstrualnego nadmuchania balona samozadowolenia, przekonania o wielkości i bliskiej już wiekuistej chwale. Tego rodzaju spłaszczenie osiągnięć pisarza, zasłużonego dla kultury naszego miasta, wskazuje na rozchwianie emocjonalne autora wspomnienia i jego dezynwolturę literacką. Sięgnie ona zenitu, gdy na końcu tekstu przybierze kształt takiej oto głupawki: Zastanawiałem się, jak zakończyć tekst o Krzysztofie, wybitnym pisarzu i moim dobrym druhu. Przyszło mi na myśl, że On był trochę jak kawalerzysta, mocno w życiu szarżował (a może nawet walczył z życiem?) i bez ustanku. Mimo słabowitego zdrowia i kilku bardzo poważnych sygnałów ostrzegawczych, nie potrafił zaprzestać walki, nie potrafił żyć inaczej. Czyżby nie zdawał sobie sprawy z tego, że okopy śmierci są nie do zdobycia? No i co? No i kulawy koń kawalerzysty by się uśmiał – o ile samozadowolenie Bartłomieja wyprowadziło mnie z równowagi, o tyle zaśpiew końcowy autentycznie rozbawił. Krzychu jako kawalerzysta – już go widzę jak galopuje na kuniu w rogatywce i krzyczy: walczę, cały czas walczę, chociaż okopy śmierci są nie do zdobycia… Taki poważny bojownik, taki nosiciel iskry buntu… A gdzie, kolego Siwiec, jego szaleństwa, o których wspólnie wiemy, gdzie jego prawdziwy kształt ludzki, z elementami przystającymi jak ulał do życiorysów poetów wyklętych? Gdzie pracowitość i talenty polemiczne? Derdowskiemu niepotrzebne jest zakłamywanie jego dni i robienie z niego romantycznego herosa, on rzeczywiście walczył, ale przede wszystkim z własną słabością i fatalnymi zrządzeniami losu, każącymi jemu – wybitnemu humaniście – żebrać o grosz, podejmować prace zlecone w stróżówce i zalewać się z rozpaczy. Cokolwiek się nie powie o Krzysztofie, daleka mu była doraźna rąbanina pseudo literacka, którą na razie uprawia autor wskazywanego tutaj „wspomnienia”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: