* * *

Johannes Brahms

Wyrazistość iskier Oriona na lutowym niebie… I świadomość, że wpatrywały się w niego miliardy, miliardy oczu istot żyjących w różnych epokach. To niby tylko zapatrzenie, tylko chwila zamyślenia, ale przecież to też cząstka wieczności, nieustannego trwania jaskrawych świateł pośród mroźnych przepaści. Podkreślenie ulotności ludzkiego istnienia w obliczu gwiazdozbioru, który był miliony lat przed nami i będzie miliony lat po nas. Nie wiem dlaczego, ale zatęskniłem w tej chwili do muzyki Johannesa Brahmsa i w moich myślach pojawiły się czarno-białe fotografie z jego życia. Oto wchodzi do domu Roberta Schumanna i jego żony – Clary… Oto stoi nad świeżą mogiłą tego, który jako pierwszy dostrzegł w nim geniusza, i potem ten ciąg spotkań z nią… gdy wspaniale grała na fortepianie, przygotowywała kawę, albo rozczesywała palcami jego bujne włosy… A potem cmentarz w Bonn i spóźniony przyjazd na jej pogrzeb… I jeszcze dumne tańce węgierskie, a szczególnie pierwszy z nich… Symfonie, serenady, kołysanki doskonałe jak błyski Oriona, jak lodowaty granat nad głową. I to jego zdjęcie ostatnie… Na łożu śmierci… U bram wieczności.

Clara Schumann

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: