NA GRANICY JAŹNI I NIESKOŃCZONOŚCI

                                                  Janusz A. Bałdyga

Janusz A. Bałdyga wykazuje wciąż zdumiewającą konsekwencję w tworzonych obrazach, stale drążąc formę odkrytą przez lata, będącą jego twórczą wizytówką. To, w warstwie pierwszej, oczywiste nawiązania do bogatej, wizyjnej twórczości Renégo Magritte’a i jego niepowtarzalnego surrealizmu, ale przecież dzieła te mają też indywidualny wymiar, stają się daleko idącą modyfikacją, rozwinięciem intelektualnym i malarskim komentarzem. Będąc wariacją, dokumentują także rzetelność artysty wobec własnej podświadomości, chęć wydobywania z nicości tego, co rodzi się w umyśle na jawie i we śnie, ze szczególnym uwzględnieniem momentów onirycznych. Można by pokusić się tutaj o stworzenie modelowej przestrzeni z tych obrazów, a wtedy okazałoby się, że ma ona wiele z baśni, legendy i mitu, gdzie obok rozhukanych mórz pojawiają się tajemnicze lasy, pustynie, konstrukcje architektoniczne, zamki i dziedzińce z amfiladami łuków i kolumn, z posadzkami, schodami i fontannami. To świat, gdzie nieustannie wdziera się wieloznaczna pustka, a człowiek podlega takim samym nadrealnym transformacjom jak muzyczne instrumenty, trumny, żagle, butelki i kwiaty. Ważne przy tym jest owo wyjątkowe kawałkowanie wyodrębnianych przestrzeni, w czym pomocne bywają barwne materie (najczęściej czerwone, burgundowe), rozwieszane między ramami kolejnych obrazów. To podkreślenie, że kreowany świat jest rodzajem teatru, odsłanianej sceny, przez kurtynę separowanej od innych zakamarków i głębi. Zabieg ten przydaje tajemniczości i powoduje, że spektrum wydłuża się i rozszerza granice postrzegania, daje szansę widzowi na dopowiedzenie innej fabuły – dalszego ciągu zdarzeń. Jakże fascynujące są te odsłony i jak wielkie pojawia się przy nich zaskoczenie, przekonanie, że uczestniczymy w spektaklu granicznym jaźni i nieskończoności, dotykamy niedotykalnego i wkraczamy do krainy, w której swobodnie mieszają się sny i marzenia, wizje na jawie i refleksy, ostre przebicia nicości i śmiertelne bezdechy. Artyści często zmieniają techniki i rodzaj tworzonych dzieł, eksperymentują na sobie i materii malarskiej, czasami wchodząc w ślepe uliczki i konstatując u końca życia, że nie udało im się stworzyć emblematów swojego malarstwa. Bywa, że nie identyfikują się z tym, co stworzyli w poprzednich okresach, w dziesięcioleciach, w pięćdziesięcioleciu – bywa, iż wciąż zapowiadają jakieś wielkie przebudzenie, jakąś ekspozycję, która rzuci na kolana Paryż, Nowy Jork i Rzym. Bałdyga wciąż tworzy w obrębie poetyki surrealnej, jakby stale ciekawy kolejnych odsłon swojego spektaklu malarskiego – generując kolejne obrazy modyfikuje kształty metafizyczne i oniryczne przestrzenie, ale technika – użyteczna i sprawdzona przez lata – konsekwentnie pozostaje ta sama.

Artysta posiadł niezwykłą umiejętność modelowania świata nierzeczywistego, w którym nic nie ma sensu i zarazem wszystko zyskuje wartość symboliczną, naddaną w stosunku do realnych kształtów, miejsc i osób. W stosunku do snu, który pojawia się w chwili zamknięcia dnia, są to przestrzenie wyraziście wybarwione, ale przecież żadne malarstwo nie byłoby w stanie oddać matowej fragmentaryczności, nagłych zdławień i rozświetleń sennych – zawsze artysta próbuje nakłonić widza do przyjęcia jego wizji i interpretacji. W tym przypadku barwa odgrywa ogromną rolę i staje się znakiem firmowym Bałdygi, zyskuje odpowiednie nasycenie i pojawia się w ostrych, kontrastowych zderzeniach. Paradoksalnie staje się to siłą obrazów, których nie można pominąć, zmarginalizować w natłoku powstających stale dzieł. Dlatego malarstwo to ma swoich wielbicieli, kolekcjonerów, a także zaprzysięgłych dyskutantów – jak każda inspirująca sztuka odwołuje się do indywidualnych doświadczeń ludzkich, jak i do zakorzenionych w umysłach stereotypów bajkowości, legendarności, odważnego wkraczania do krain mitycznych. Jeśli odrzucimy wskazaną wyżej warstwę pierwszą tych przedstawień, pojawią zdumiewające tropy, wiodące do życia, lektur i tajemnic artysty, do jego wyborów i egzystencjalnych rozstrzygnięć. Wskazuje on, że wszyscy gramy w życiu różne role, czasem chwalebne, innym razem takie, których wstydzimy się po latach. Wszyscy też wchodzimy na wiele ścieżek, które prowadzą nas do niezwykłych i przerażających miejsc – ruszamy na podniebne szlaki ze skrzydłami albo żaglami u ramion, zrywamy się do lotu ze skał jak ptaki, nietoperze i anioły, toczymy się ze zboczy jak wielkie głazy. Ale przecież pośród naszych dni pojawiają się też zdarzenia dziwne, niewytłumaczalne, doświadczamy też stanów, gdy rzeczywistość zaczyna się przekształcać w rodzaj tajemnej opowieści na skraju snu i jawy. Pięknie upięte włosy przybierają wtedy kształt pysznej gruszki, na plecach nagiej odaliski otwierają się otwory jak na pudle wiolonczeli, wieko trumny staje się błękitnym niebem z czapami chmur, a butelki wypitego alkoholu unoszą się w górę i zaczynają płynąć w dal jak elementy ukrytego kodu. Ogromną rolę w malarstwie Janusza Bałdygi odgrywa magnetyzm i takie modulowanie przestrzeni, że zaczynamy zdawać sobie z niego sprawę, nagle tracimy grunt pod nogami, stajemy się cząstką sugestywnych wyobrażeń, które przekroczyły ramy obrazów. I nie jest to złudzenie, raczej poddajemy się z lubością magii tych światów, wkraczamy do nich swobodnie, bez lęku, a tylko z przekonaniem, że uczestniczymy w czymś wyjątkowym, surrealnym, onirycznym – jesteśmy świadkami ożywania podświadomości w barwie, cieniu i jaskrawym poblasku ognia.

Warto też zwrócić uwagę na ogromny ładunek erotyczny tych dzieł, będących często komentarzem do psychoanalizy Zygmunta Freuda i jego przekonania, że libido wywiera najważniejszy wpływ na nasze decyzje i działania. Ale przecież artyście nieobce jest też określenie przeciwne – tanatos – w którym austriacki lekarz upatrywał energii destrukcyjnej, rodzącej depresję i ból. Konflikt pomiędzy tymi siłami zawsze rodził napięcie twórcze i domagał się sublimacji, czy to w formie artystycznej, czy seksualnej. U Bałdygi widzimy, że możliwy jest balans pomiędzy tymi sferami i jedna może stymulować drugą – starczy tutaj przywołać powszechnie znany obraz ukazujący nagą kobietę w ciąży, której brzuch zapinany jest na zamek błyskawiczny. W tym kontekście też można by zastanawiać się czy malarstwo to nie jest jednak bliższe teorii Carla Gustava Junga, który twierdził, że libido jest energią psychiczną w ogóle i determinuje nasze zachowania ekstrawertyczne i introwertyczne? Jakkolwiek byśmy nie próbowali interpretować poszczególnych dzieł i jakichkolwiek narzędzi badawczych byśmy nie używali, nie ulega wątpliwości, że artysta odsłania przed nami tajnie, które miały zostać zakryte, obnaża wizje senne i ich konstrukcje, a zarazem proponuje mobilną interpretację. Dlatego twórczość ta od lat cieszy się uznaniem krytyków i historyków sztuki, a nade wszystko jej miłośników, którzy pragną mieć te dzieła w swoich domach. Zaznaczmy jeszcze, że erotyzm nie jest tutaj celem samym w sobie, to raczej ukryta siła sprawcza, która pojawia się na obrzeżu światła i cienia, barwy i blasku – to przedwieczna moc, która jest w każdej cząstce przestrzeni, to radosna, libidalna energia, uwalniana w procesie twórczym. Może dlatego Janusz A. Bałdyga pragnie też żartować sam z siebie i ukazywać sytuacje, które mogą rodzić uśmiech i przenosić poważne rozważania o jego malarstwie na grunt anegdoty, zabawnego dopowiedzenia lub personalnego, nieomal poetyckiego uściślenia. Jakkolwiek głęboko by nie sięgały korzenie obrazu ukazującego mężczyznę z rogami jelonka na czole, zawsze gdzieś w pobliżu będzie interpretacja najprostsza, wskazująca na zdradę partnerki lub załamanie się przyjaźni. Ale przecież nie chodzi tutaj o taką dosłowność i artysta zawsze wyposaża swoje przedstawienia w dodatkowe treści, ironiczne elementy, jak owa pajęczyna między rogami. Człowiek jest dla niego skomplikowanym bytem, którego nie sposób przedstawiać jednowymiarowo – zawsze przecież pojawią inne wskazania i wciąż z zakamarków snu i dziennych wizji sączyć się będzie mętny opar tajemnicy. Zawsze na granicy jaźni i nieskończoności otworzą się głębie ontyczne, które nie dadzą się spenetrować w żaden, znany ludzkości sposób. Tylko odważne wchodzenie w mrok i oświetlanie coraz to innych rewirów, odsłanianie kolejnych obrazów, stworzy katalog scen i zdarzeń pierwotnych, jednorodnych, autentycznie wydarzających się podczas snu i za sprawą niezwykłego talentu, znajdujących swoje odwzorowanie na kolejnych płótnach.

*

ON THE BORDERLINE BETWEEN CONSCIOUSNESS AND ETERNITY

Janusz A. Bałdyga is astonishingly consequent while creating his own paintings, constantly delving deeper and deeper the form discovered years ago, which is his creative visiting card. This, in its outer layer, is an obvious reference to rich visual creation of René Magritte and his unique surrealism, but these works of art also have their individual dimension; they become a far advanced modification, an intellectual development and artistic commentary. Being a variation, they testify to the artist’s reliability in regard to his own subconsciousness, the eagerness to retrieve out of nothingness whatever is born in the mind, both in reality and in daydreaming, with particular attention to oneiric elements. One may attempt now to create a model space using these paintings, and this would prove that it comprises fables, legends and myths, where wild seas share the space with mysterious forests, deserts, architectural constructions, castles and courtyards with an enfilade of columns and archways, with stone floors, stairways, and fountains. This is a world constantly invaded by ambiguous emptiness, and where man is subject to the same surreal transformations as musical instruments, coffins, sails, bottles, and flowers. What is of importance here is this exceptional fragmentation of excluded spaces, which is fostered by colourful materials (most often red and burgundy) hung on frames of consequent pictures.

This highlights the fact that the created world is a kind of a theatre, an unveiled stage, curtained off from other recesses and depths. Such a treatment creates mysteriousness, and enlarges the spectrum of perception, giving the onlooker a chance to guess a different plot – a further sequence of events. How fascinating is the unveiling, and how big surprises follow – a belief that we are a part of a performance on the borderline of consciousness and eternity, that we touch the untouchable and enter the realm where dreams mingle freely, conscious visions and reflections, sharp emergences of nothingness and deadly breath absence. Artists often change techniques and types of their works; they experiment with themselves and the artistic matter, sometimes entering cul-de-sacs and, in their declining years, find that they have failed to create the emblems of their art. Sometimes, they happen not to identify themselves with what they created in former periods, over the last ten years or fifty years – sometimes they announce a great awakening, an exhibition which will amaze Paris, New York and Rome. Bałdyga is faithful to surreal poetics and awaits further unveilings of his artistic performance – creating subsequent paintings which modify metaphysical shapes and oneiric spaces, but the technique – useful and relied on for years – remains the same.

Janusz Bałdyga has mastered an extraordinary skill of modeling the unreal world, where nothing has sense, and at the same time, everything gains a symbolic value, additional to real shapes, places an people. In contrast to the dream which appears with decline of the day, these are spaces saturated with hue, but no painting is capable of presenting the matt fragmentation, sudden stifling and dreamy illuminations – the artist always tries to encourage the onlooker to accept his vision and interpretation. In this case, colour plays an important role and becomes Bałdyga’s trademark; it gains proper saturation and appears in sharp, contrasting collisions. Paradoxically, this becomes the strength of the paintings, which cannot be omitted or marginalized in the abundance of created pieces of art. This is why Bałdyga’s painting attracts its admirers and collectors, as well as sworn discussants – like every inspiring art, it appeals to own experiences of individuals, and to stereotypes of fairy-tales, legends and visited mythical realms, deeply rooted in mind. If we discard the above mentioned outer layer of these presentations, unusual trail will appear, leading to Bałdyga’s life, books read, mysteries, choices and existential decisions. The artist shows that we all play different roles in lives, sometimes praiseworthy, and sometimes condemnable, even after passing years. Sometimes, all of us follow many footpaths which take us to extraordinary and frightening places – we set out on aerial trails or with spread sails we fly out from the rock like birds, bats or angels; we roll down the slopes like boulders. But, on the other hand, among our days, there are strange events, unexplainable; we also experience states when the reality begins to transform into a kind of a mysterious story of dreams and consciousness. Then, beautifully done hair into a bun changes into a pear; on a naked odalisque’ s back open f-holes, like on the cello body; the coffin lid becomes a blue sky with puffs of clouds; and emptied spirit bottles soar and sail away like elements of hidden code. In Janusz Bałdyga’s paintings, magnetism and space modulation are of prime importance, and when we become aware of them, we suddenly feel that the world is collapsing around us; we become a part of these suggestive imaginings which stepped out of the frames. And this is not an illusion; we indulge ourselves in the magic of these worlds, entering them freely, having no fear, only with conviction that we take part in the exceptional, the surreal, the onieric – we are witnesses to bringing subconsciousness to life by means of colour, shadow and bright gleam of fire.

It is also worth drawing attention to an enormous load of eroticism in these works of art, which is often a commentary to Freud’s psychoanalysis and his conviction that libido has the greatest impact on our decisions and actions. But Baldyga is also familiar with an opposite description – tenatos – in which the Austrian psychoanalyst found a destructive energy, the source of depression and pain. The conflict between these forces have always given rise to creative tension, and demanded sublimation, either in an artistic form, or sexual. Bałdyga presents these spheres in a balanced state, where one can stimulate the other – it is enough to remember here a well-know painting of a pregnant woman, whose womb is opened with a zipper. In this context we may wonder whether Bałdyga’s paintings are not closer to Carl Gustav Jung’s theory, according to which libido is a psychic energy in general, and determines our extrovert and introvert behaviour? In whatever way we interpret these particular works and whatever research tools we use, there is do doubt that Bałdyga reveals obscurities which were meant to be hidden, exposes dreams and their construction, and at the same time suggests a mobile interpretation. This is why his art has bees appreciated by critics and art historians, and first of all, its admirers, who desire to become owners of these paintings. It should be stressed that the eroticism is not the aim in itself; it is rather modus operandi, which appears on the borderline between light and shadow, colour and gleam – this an ancient prime mover, present in every particle of the space; it is cheerful, libidinal energy released in the creative process.

Maybe this is why Janusz A. Bałdyga sometimes decides to make fun of himself and present hilarious situations, which can move away from serious considerations into the realm of anecdotes of his paintngs, funny narration or personal, almost poetic specification. However deep are the roots of a painting showing a man with deers antlers on the forehead, the simplest explanation at hand suggesting his partner’s infidelity or breaking the friendship. But such literalism is not the point here; Bałdyga furnishes his imaginings with additional content, ironic elements, just like the spider’s web between the antlers. For him, man is a complex being, which cannot be presented in one dimension – there are always other factors, and blurry haze of mystery will seep from the recesses of dream and day’s visions. Ontological depths will always open on the borderline between consciousness and eternity, which cannot be penetrated in any way known to the human race. One cannot go gently into the dark, but cast light onto other recesses, unveil subsequent images, this way creating a catalogue of scenes and primal events, homogeneous, taking place in dreams, and  by means of extraordinary talent being mirrored on framed canvases.

Translated by Wiesław Marcysiak

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: