HRABIA MONTE CHRISTO

Aleksander Dumas 1802–1870

Pierwszy raz czytałem powieść Aleksandra Dumasa ojca pt. Hrabia Monte Christo w liceum, w wieku szesnastu lat, ale nie przebrnąłem nawet przez pierwsze dwieście stron. Przeraziła mnie objętość trzech grubych tomów i straciłem zainteresowanie dla rozmów i intryg mściwego hrabiego, ciągnących się w nieskończoność. Potem sięgnąłem po ten utwór na studiach i raz jeszcze odrzuciłem, bodajże po przeczytaniu pierwszego tomu. Przeżywałem wtedy rozstanie z moją wielką, młodzieńczą miłością i jakoś nie mogłem się skupić, gubiłem wątki, wracałem stale do przeczytanych już fragmentów, aż w końcu uznałem, że lepiej będzie jak z dziełem francuskiego prozaika pożegnam się na jakiś czas. Miały na to wpływ też adaptacje filmowe, a szczególnie włosko brytyjska produkcja, z 1975 roku, w której główną rolę zagrał słynny aktor amerykański Richard Chamberlain. Po obejrzeniu filmu wszystko stało się dla mnie jasne, wiedziałem, że Dantes zemści się na De Villeforcie, Danglarsie i pomoże ludziom wspaniałym, takim jak jego dawny pracodawca Morrell. W styczniu tego roku – w ciągu moich ostatecznych spotkań z dawnymi lekturami – zadałem sobie trud i po raz trzeci zmierzyłem się z powieścią Dumasa, choć przyznać muszę, że po przeczytaniu pierwszego tomu, zacząłem pomijać rozmowy z części następnych, zerkając tylko na ich fragmenty, pozwalające zorientować się jak rozwinie się akcja. To jest historia marynarza Edmunda Dantesa z Marsylii, który na skutek fałszywego donosu, zostaje skazany na dożywotnie więzienie w mrocznym zamku If. W lochu poznaje księdza Farię, który uczy go i opowiada mu o skarbie ukrytym na śródziemnomorskiej wysepce Monte Christo. Po śmierci księdza, Dantes wchodzi do worka przeznaczonego dla ciała duchownego, zostaje wrzucony do morza i w ten sposób udaje mu się uciec z więzienia, a potem odnaleźć bajeczny skarb. Jedzie wówczas do Paryża, jako hrabia Monte Christo, gdzie zyskuje na znaczeniu i sukcesywnie dokonuje zemsty na sprawcach jego uwięzienia oraz wieloletniej mordęgi w mrocznych lochach zamkowych. Ów główny wątek zemsty nie spodobał się Kościołowi Rzymskokatolickiemu i powieść Dumasa znalazła się na indeksie ksiąg zakazanych, co tylko świadczy o głupocie dziewiętnastowiecznych czytelników w czarnych i karmazynowych sutannach. Przecież w utworze tym jest też wiele wątków, w których widzimy, że zwycięża dobro, a hrabia nie stroni od działań altruistycznych i dobroczynności w iście królewskim stylu. Starczy przypomnieć jak potraktował pana Morrella i jego rodzinę, prawdziwie ratując im życie i programując dalsze losy w szczęściu i miłości.

Obecna lektura tej powieści naznaczona była moimi doświadczeniami życiowymi i spowodowała ciąg refleksji sięgających głęboko do środowisk, w których tkwiłem przez lata, a więc przede wszystkim artystyczno-literackich i naukowych (filologicznych). Przecież zasmakowałem zmowy, którą nakręcały dwie prawdziwe kanalie ludzkie, nie liczące się z moimi osiągnięciami, skalą rozpowszechniania prac, osobami recenzentów, licznymi cytacjami itd. A mógłbym tu jeszcze dorzucić trzecią zawistną kanalię ze środowiska literackiego, działającą równie zjadliwie, niszczącą mój prawdziwy obraz, nieustannie plotkującą i rozsyłającą materiały, które miały mnie kompromitować. Czytając powieść Dumasa rozmyślałem nad barierami etycznymi, które pojawiają się na różnych poziomach naszej egzystencji i cofałem się do wieku młodzieńczego, kiedy to byłem naczelnikiem sporej bandy silnych, znakomicie zbudowanych i gotowych na wszystko chłopaków. Świat wtedy był prostszy, jak ktoś podskakiwał, to dostawał łomot i wracał do szeregu odmieniony, a nawet w tajemny sposób zafascynowany silniejszymi druhami. Nie było mowy o zdradach, zakulisowych intrygach, kłamstwach, w ich miejsce pojawiało się braterstwo, szczególnie widoczne w sytuacjach zagrożenia. Potrafiliśmy wtedy walczyć z chłopcami z innej dzielnicy, bywaliśmy też sprawiedliwi i wielkoduszni dla pokonanych wrogów. Liczne lektury, zainteresowania zoologiczne i geograficzne, godziny spędzone nad mapami świata i jego ciekawość, odmieniły mnie całkowicie i znalazłem się na studiach polonistycznych, a potem zacząłem publikować recenzje, szkice, kolejne książki, zdobywać nagrody literackie i wkraczać do jakże innych środowisk. Szybko zauważyłem, że obowiązują w nich odmienne, chore prawa, a moja tężyzna fizyczna i muskulatura może być tylko obiektem zainteresowań seksualnych różnorakich ważnych decydentów. Nigdy nie interesowały mnie tego rodzaju układy, nie pociągały mnie też stare, roztyte kobiety z tytułami naukowymi, obiecujące mi zrobienie szybkiej kariery. Po hallach uczelni przemykałem ze zjawiskowo pięknymi dziewczynami, więc w naturalny sposób stawałem się celem dla naukowych łowców w spodniach i spódnicach. Jakże to był dziwaczny świat i ile razy świerzbiły mnie ręce by rzucić się na jakiegoś głupio-mądrego chudzielca albo zarozumiałą znawczynię literackich duperel, chwycić za gardło tykowatego pajaca, który wykorzystywał swoją pozycję pupilka homoseksualisty z Warszawy, nabierał go, że jest biseksualny, a potem zagarniał studentki i pracowniczki naukowe do swojego brudnego haremu. Opisał to znakomicie w powieści pt. Wstyd, zmarły w zeszłym roku Krzysztof Derdowski, choć może za mało udzielił wywiadów i tylko w kuluarowych rozmowach wskazywał pierwowzór swojego prozatorskiego „bohatera”.

Zamek i więzienie If

Powieść pt. Hrabia Monte Christo pełna jest dłużyzn i nudnych konwersacji, z lubością rozciąganych przez Dumasa, co zapewne spowodowane było tym, że tekst początkowo ukazywał się w odcinkach, w jednej z gazet i przynosił wymierny zysk wierszówkowy. Moja ostatnia już lektura tego dzieła dała mi jednak sporą radość refleksyjną, bo zapoznając się jeszcze raz z technikami i sposobami zemsty Dantesa, co i rusz widziałem siebie w starciu z moimi wrogami. Z największymi kanaliami w moim życiu jeszcze nie skończyłem starcia i pojawią się konkretne działania natury prawnej, dziennikarskiej i pisarskiej, ale przecież o ile łatwiej byłoby np. zaczaić się na takiego paralityka, oprać mu mordę lub – ha, ha, ha… – połamać giry, albo jeszcze lepiej – łapy, żeby nie mógł przez jakiś czas mącić przy klawiaturze i w Internecie. Dantes nie miał skrupułów i dysponował niewyobrażalną fortuną, więc mógł spokojnie planować zemstę, nie wahając się w sytuacji, gdy w grę wchodziło ludzkie życie. Czy mógłbym zabić któregoś z tych pajaców – zastanawiałem się podczas lektury – i przed oczyma wyobraźni widziałem siebie z karabinkiem wyposażonym w lunetę optyczną, czekającego na dachu jednego z bloków na tykę wracającą do domu, z uczelni albo od kochanki. Czy mógłbym zmasakrować kolesia, który zrzucał mi na głowę różnorakich pomyleńców, opisywał jako tępego mięśniaka i czuł się bezkarny, by po latach podpisywać się jako Pokutujący Łotr i objawiać mesjanistyczne prawdy, niczym Mickiewicz w Paryżu? Oczyma wyobraźni ujrzałem jak to ja-Dantes wpadam do jego gabinetu z japońską kataną i bez litości ścinam mu łeb… Albo ostatnia sytuacja, kiedy parę dni temu zobaczyłem na moście trzecią kanalię, zerkającą na mnie z głupkowatym uśmiechem, wyjątkowo zjadliwą i trudniącą się od lat oczernianiem mnie, gdzie tylko się da. Niewiele by mnie to kosztowało wysiłku, gdybym doskoczył do fircyka, szarpnął go za frak, uniósł w górę i z rozmachem cisnął do Brdy. Ta myśl przemknęła przez moją głowę, gdy zerknąłem na niego i oczyma wyobraźni zobaczyłem, jak machając rękoma i nogami, leci z wrzaskiem do lodowatej toni. Natychmiast pojawiła się jednak refleksja natury etycznej: nie wolno ci… nie możesz… dla takiej kanalii nie warto niszczyć tego, co zrobiłeś i co jeszcze zrobisz… Tak, zapewne tylko etyka i wewnętrzne przekonanie o wyższości dobra nad złem, powstrzymuje nas przed takimi czynami, jakich dokonał hrabia Monte Christo – tylko wewnętrzny imperatyw moralny nie pozwala nam rozprawić się krwawo z tymi, którzy działając w mroku, intrygując w cieniu, czują się tam bezkarni. Ale przecież historia Dantesa uczy, że żaden niszczyciel, kłamca i potwarca, nie może czuć się bezpieczny, tym bardziej, że natura ludzka jest zmienna i osoba kierująca się etyką, tak dobra jak Dantes, gdy zaręczał się z piękną Mercedes, może przemienić się w mściciela Monte Christo.

Wyspa Monte Christo

Jak powszechnie wiadomo, prochy Aleksandra Dumasa ostatecznie złożono w paryskim panteonie, obok szczątków Woltera, Jana Jakuba Rousseau, Wiktora Hugo, Emila Zoli, Antoine’a de Saint-Exupéry’ego czy też małżeństwa Curie. Zapewne wzięto tutaj pod uwagę skalę dorobku pisarskiego autora Trzech muszkieterów, Damy kameliowej i Królowej Margot, bo przecież powieść Hrabia Monte Christo dokumentuje rozwlekłość stylu, przesadne rozbudowanie dialogów i anachroniczność pomysłów pisarskich tego twórcy. Podziwiać wszakże należy odwagę kreacyjną i zmysł narracyjny Dumasa, tym bardziej, iż stworzył on katalog żywych postaci, długo promieniujących na kulturę Francji, Europy i świata. Mściciel Dantes, w czasach napoleońskich i w latach po sławetnych stu dniach Bonapartego, musiał być kimś z marzeń i znacząco oddziaływać na wyobraźnię ludzi uwikłanych w nieustające kłopoty bankowe, rodowe i polityczne. Jeśli podczas lektury w drugim dziesięcioleciu XXI wieku historia tajemniczego hrabiego może jeszcze zaciekawić i rodzić refleksje natury etycznej, rozpalać wyobraźnię i generować żywe obrazy, to jednak udało się francuskiemu pisarzowi stworzyć dzieło istotne. Warstwa wizualna jest może tutaj najwyższym osiągnięciem, szczególnie dzisiaj, gdy w Internecie łatwo znajdziemy fotografie zamku If, wyspy Monte Christo, nabrzeży Marsylii i ulic Paryża, po których jeździły powozy człowieka realizującego konsekwentnie plan diabolicznej zemsty. W dzisiejszym świecie często pojawia się ona w różnych formach, czy to w sytuacjach patologicznych, kryminalnych, w sporach rodzinnych albo społecznych. Starczy przywołać konflikt na Bliskim Wschodzie, kiedy to myśliwce izraelskie niszczą domy palestyńskie, w których wychowali się i żyli ci, którzy dokonali samobójczych zamachów, zaatakowali żołnierzy albo niewinnych obywateli. Kościół z lubością przypomina słowa Jezusa o nadstawianiu drugiego policzka, gdy ktoś zostanie uderzony, zraniony, dotknięty niesprawiedliwością, ale przecież w historii chrześcijaństwa wiele jest sytuacji i zdarzeń, w których nienawiść i zemsta stały się motorem działania różnorakich władców i sprzysiężeń. Starczy przywołać tylko wyprawy krzyżowe, palenie „czarownic” na stosach albo trwające wiele lat wojny religijne i próby zawłaszczenia jakiegoś terytorium. Trudno zapomnieć o Świętej Inkwizycji, rycerskich zakonach misyjnych czy też o mordowaniu Indian w Amerykach, o zabijaniu z krzyżem w ręku Murzynów w Afryce i Aborygenów w Australii. Potępiając plan zemsty Edmunda Dantesa i jego realizację w czasach świetności hrabiego Monte Christo, pamiętajmy o licznych uwarunkowaniach i kontekstach kulturowych i nie zapominajmy o tym, że jego serce całkowicie nie stwardniało na kamień. A choć natura ludzka ma swoje tajemnice i przemiany, niewiniątko może stać się demonem, a kanalia Pokutującym Łotrem, to jednak ci, którzy krzywdzą innych, powinni uważnie przyglądać się temu, co dzieje się za ich plecami.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: