DWIE PISARKI

Historia literatury polskiej zna wiele przypadków kultywowania rodzinnej tradycji literackiej przez synów, córki, wnuki i dalsze pokolenia potomków. Począwszy od wzruszających dzieł biograficznych Władysława Mickiewicza, na temat ojca, poprzez prace edytorskie i przyczynkarskie krewnych Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Broniewskiego, Tuwima czy Jastruna. Nie dziwi zatem szczególne zainteresowanie twórczością Wandy Dobaczewskiej, jej wnuczki Heleny, która stworzyła książkę tyleż rodzinną, co w pełni integralną literacko, ukazując dalszy kontekst twórczy zaczynu i fermentu swojej szacownej krewnej. Najważniejsze było tutaj zachowanie dorobku poetyckiego i przeniesienie go ku nowym czasom: „Wiersze z żywego drzewa” to prezentacja twórczości związanej z pielęgnacją tradycji rodzinnych i popularyzacją regionu. Wiele utworów jest inspirowanych przez najbliższych i grono przyjaciół. Tę pokoleniową twórczość Wandy Niedziałkowskiej-Dobaczewskiej i Heleny Dobaczewskiej-Skonieczki splata głęboki i szczery regionalizm, a więc miłość do swojej „Małej Ojczyzny”, którą było Wilno, potem Żnin, a łączy to wszystko Bydgoszcz. Dlatego całość publikacji składa się z trzech części: Wilno, Żnin i Bydgoszcz. W części wileńskiej zamieściłam wiersze sprzed stu lat pisane w Wilnie przez Wandę. To przedruki z wydanych przed wojną tekstów, których nakłady już dawno są wyczerpane, osiągalne tylko w niektórych bibliotekach. Tym większa zasługa edytorki i współautorki, tym wartościowsza jej praca, której efekty oddziaływać będą na czytelników bardzo długo. Krytyka literacka skłonna jest do poszukiwań negatywów i tutaj może kwestionować ukazanie w jednym tomie utworów dwóch literatek, jakże różnych i kontrastowych, ale przecież chodzi o manifestację więzi rodzinnych i ukazanie tego, co osiągnęła Wanda Dobaczewska pośmiertnie. To jej wrażliwość i opiekuńczość, a potem studia nad jej dorobkiem, „wykreowały” kolejną literatkę w rodzinie i wyposażyły ją w takie narzędzia pisarskie, iż stała się ona ważną uczestniczką życia literackiego w Bydgoszczy, a w konsekwencji dały jej członkostwo w Związku Literatów Polskich i rozprzestrzenienie dorobku na cały kraj.

Wanda Dobaczewska (z Niedziałkowskich) urodziła się w ostatnim dziesięcioleciu dziewiętnastego wieku, a jej działalność literacka zaczęła się już w wieku dziewiętnastu lat, kiedy to w roku 1911 opublikowała swój pierwszy wiersz w piśmie „Pobudka”. Czytelnicy nie musieli długo czekać na pierwszy tom liryków, który ukazał się w Wilnie w 1920 roku (Na chwałę słońca), a do wybuchu II wojny światowej autorka miała już w swoim dorobku cztery opublikowane książki poetyckie, dwie powieści i nowele. Dalszy rozwój kariery literackiej tej płodnej pisarki może doprawdy szokować – jak podaje jej wnuczka: „Za swoją aktywną działalność literacko-kulturalną w Wilnie odznaczona została Złotym Krzyżem Zasługi (1930). Była jedną ze znanych postaci wileńskiego ruchu niepodległościowego, oświatowego i publicystycznego. W 1935 r. otrzymała Nagrodę im. Filomatów za powieść pt. Zwycięstwo Józefa Żołądzia. W tym samym roku minister nadał jej, na wniosek Polskiej Akademii Literatury, Srebrny Wawrzyn Akademicki. W 1927 roku została członkinią Związku Zawodowego Literatów Polskich, a od 1933 roku wiceprezesem wileńskiego oddziału ZLP. Była jedną ze współorganizatorek Wileńskich Śród Literackich. Współpracowała także z wieloma pismami: „Kurierem Litewskim”, „Przeglądem Litewskim”, „Słowem”, „Światem”, „Południem”, „Robotnikiem”, kwartalnikiem „Środami Literackimi” (1935-1937). Artykuły o tematyce historyczno-kulturowej w latach 1934-1938 publikowała w „Pomocy dla Nauczycieli”. Jej utwory ukazywały się także w „Almanachu Literackim” oraz „Kurierze Lwowskim” i „Głosie Młodych”. Wszędzie manifestowała miłość i silny związek z „małą ojczyzną”, którą w okresie międzywojennym była Wileńszczyzna”. W 1946 roku ukazała się najbardziej znana powieść Dobaczewskiej, zatytułowana Kobiety z Ravensbrück, nawiązująca do jej tragicznych doświadczeń więźniarki nazistowskiego obozu śmierci. Dalsza działalność, czy to w Toruniu, czy w Bydgoszczy, czy wreszcie finalnie w Żninie, nacechowana była ogromną aktywnością twórczą. Od 1951 roku opublikowała dalszych siedem powieści, współpracowała jako krytyk z „Arkoną” i „Pomorzem”, angażowała się w życie kulturalne Pomorza i Kujaw oraz Pałuk. Pisarka zmarła w roku 1980 i została pochowana na cmentarzu w Żninie, stając się patronką Szkoły Podstawowej w Gąsawie, jednej z ulic Żnina, a także Uniwersytetu III Wieku.

Wiersze wileńskie Wandy Dobaczewskiej znakomicie oddają piękno i wielokulturowość stolicy Litwy. Pośród jej zaułków i majestatycznych budowli sakralnych kwitło życie kulturalne od czasów Kazimierza Macieja Sarbiewskiego, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego, a potem Tadeusza Konwickiego, Czesława Miłosza, Witolda Hulewicza, żeby wymienić tylko najbardziej kontrastowe osobowości twórcze. Dobaczewska nawiązuje do naszej chwalebnej przeszłości patriotycznej, do chwały oręża i dorobku wielu pokoleń Polaków, którzy mieszkali w Wilnie i kształtowali charakter tego miasta. Ale ważne są tutaj też nawiązania do naszej romantycznej tradycji literackiej, ze szczególnym uwzględnieniem Adama Mickiewicza i jego ogromnego wpływu na kulturę polską. W jej wierszach pojawiają się postaci znamienne dla tej epoki, jak choćby Śniadecki, Jeżowski, Czeczot, a potem Marszałek Piłsudski i jego legioniści. Najciekawsze są jednak przybliżenia Wilna, z jej charakterystycznymi, barokowymi kościołami i wieżycami, z licznymi, wijącymi się ulicami, cmentarzami, leniwie sunącą Willią i Wilenką. W tych przestrzeniach pisarka dorastała i właśnie tam, w kontaktach z elitą intelektualną miasta, kształtowała się jej osobowość i rodziła niezwykła kreatywność. Autorka podkreśla wyjątkowość miejsca, a także jego wiekowość, ciąg zdarzeń przypisany konkretnym przestrzeniom: Stare zaułki, stare kamienice…/ wilgotną pleśnią porośnięte mury…/ w dziwacznych skrętach/ biegnące ulice…/ błękitne niebo,/ nad miastem u góry… Tak Dobaczewska wpisuje się do ogromnej antologii twórców piszących o tym mieście i wyrażających zachwyt nad jego oryginalnością i nieustającym rytmem kulturowym. Zaowocował on tak znakomitymi osobowościami pisarskimi jak Mickiewicz i Miłosz, ale przecież należałoby tutaj wymienić wielu twórców, pośród których autorka Podwórza uniwersyteckiego  też ma swoje znaczące miejsce. Już w momencie publikacji utworów wileńskich pojawił się u Dobaczewskiej model wiersza prostego, pełnego liryki, tętniącego uczuciami i barwnie odtwarzającego świat. W prezentowanych w tym tomie tekstach z innych okresów, powstających w innych przestrzeniach geograficznych i w innych miastach, łatwo odnajdziemy podobne nastawienie twórcze i inspirację pięknem, czystością i ładem estetycznym. To, co miało swój początek w wierszach patriotycznych i wileńskich, ugruntowało się w naturalistycznych obrazach tomu pt. Na chwałę słońca, a swoje zwieńczenie znalazło w późnych lirykach pałuckich. Łatwo dostrzeżemy tutaj konsekwencję artystyczną i jakże chwalebną dążność do odzwierciedlania piękna świata, pozostającą w opozycji do dziejowych dramatów i tragedii, których pisarka była uczestniczką.

Sporo z tej aury i tych zauroczeń przeniknęło do poezji Heleny Dobaczewskiej-Skonieczki, choć autorka znalazła też własny wyraz oryginalnej twórczości. Pisałem o niej w Posłowiu do jednej z książek: „Liryka ta odzwierciedla harmonię natury, w której jest prostota i pełnia, czystość i oryginalność, a nade wszystko odbicie doskonałości Stwórcy. To ambitne poetyckie zadanie, by w słowach zawrzeć to, co jest elementem wielkiego systemu kosmogonicznego, co podąża od niebytu do świętości. Tylko w transcendencji lirycznej dostrzec można, że kropla nicości opalizuje barwami, połyskuje światłem, a jej znikomość da się porównać z zanikaniem kształtów w mroku, z wyłanianiem się perkozów i nurków z mgły. Analizując kolejne tomy autorki, konsekwentnie publikującej od lat, widzimy ciągłość doświadczenia poetyckiego i jej nieustającą czujność liryczną – umiejętność wyodrębnienia zdarzeń i ludzi, ich przestrzeni życiowych i indywidualnie moderowanych artefaktów. Człowiek jest tutaj częścią natury, ale też integralnym bytem, dekodującym doskonałość pierwotnej kreacji, aktu ciągnącego się od zamierzchłej przeszłości do teraźniejszości, chwili pulsującej w każdej ludzkiej kropli, w elementarnym słowie i każdym promieniu światła. W liryce tej: Smuga światła/ wciśnięta/ między okiennice/ rozdziera ciemność – inicjuje świat i wypełnia go radością, przydaje blasku i pozwala rozróżniać nieskończone odcienie barw. Twórczość może nawiązywać do momentów trudnych, ale – nie zapominając o eschatologii – powinna afirmować istnienie, każdy nowy dzień i każdą tętniącą odgłosami noc. Mądra pochwała świata widoczna jest w tym tomie i stanowi jego ogromną wartość, szczególnie dzisiaj, gdy mnożą się zagrożenia, a dobro i głęboka zaduma wypierane są przez agresję i nienawiść. Proponując świat świetlisty i przejrzysty jak kropla wody, autorka nie bez powodu przytacza na początku tomu słowa filozofa – ustala proporcje i wskazuje zasadę. Czuwając przy słowie, czuwa przy człowieku, stale od nowa zaczyna tworzyć opowieść o sobie i o ludziach, których spotkała na swojej drodze, dopełnia trwanie refleksją liryczną, która staje się filozofią każdego istnienia.” Pośród tych ludzi była Wanda Dobaczewska, jej babcia i nauczycielka literacka, osoba, która wywarła na nią ogromny wpływ i subtelnie ukierunkowała artystycznie. Książka, którą czytelnik ma w dłoniach, jest zatem dokumentem rodzinnych i literackich więzi, a także spłaceniem długu za wrażliwość i przygodę ze sztuką słowa.

Reklamy

%d blogerów lubi to: