WAWRZKIEWICZ I SZARSZEWSKI

Po lewej M.Wawrzkiewicz, po prawej – K. Szarszewski

Spotykamy ich na swoich drogach, zawziętych, pyszałkowatych, pewnych siebie, kłamiących, oszukujących i manipulujących opinią społeczną. Zawsze nastawionych na jakąś własną korzyść, na okrzyki zachwytu, poklepywania po plecach, histeryczne zaśpiewy itd. Wszystko kończy się w oparach alkoholu, we wzajemnym zachwalaniu, kpinach z profesjonalistów i próbach obejścia statusu zawodowego, takiego choćby jak Komisja Kwalifikacyjna ZLP. Mój artykuł o nadużyciu toruńskiego wydawnictwa Algo, które w serii wielkich poetów polskich opublikowało zbiór grafomańskich tekstów Krzysztofa Marii Szarszewskiego zyskał ogromny oddźwięk. Dzwonili i pisali do mnie maile pisarze, artyści, naukowcy i wszyscy nie dowierzali, że coś takiego było możliwe. Obok Krasińskiego i Staffa, obok Leśmiana i Grochowiaka facet, którego „twórczość” oceniać powinni psychiatrzy, a w najlepszym przypadku koleżanki i kolesie od kieliszka. Myślałem, że na tym ta humorystyczna, nawet farsowa lub wodewilowa sytuacja się zamknie, a toruński wydawca odpowie na mój list, przeprosi za nieodpowiedzialną decyzję i będzie w przyszłości selektywnie traktował takich geniuszy. Ale gdzie tam… Wydawca się nie odezwał, a nasz wieszcz narodowy (toruński) Krzysztof Maria hrabia Szarszewski rozpętał nade mną prawdziwe piekło pomówień i zniesławień. Każde nowe dzieło w świecie kultury wymaga wsparcia finansowego, każda inicjatywa ciągnięta jest do przodu przez liderów, którzy stają na głowie by zyskała realny kształt i zaczęła mieć swoją wagę i Kapituły Nagród Literackich stale muszą żebrać o wsparcie, szczególnie w sytuacji, gdy centrala ZLP nie daje pisarzom w Oddziałach żadnych dotacji. Szarszewski też chciał stworzyć Kapitułę i zbierał datki na kryształowe skrzydełka, przyznawane koleżankom i kolegom, a wcześniej dał się poznać jako organizator źle przygotowanych wyjazdów do pracy w Wielkiej Brytanii, co opisały toruńskie gazety i sporo zawiedzionych osób gorzko skomentowało w Internecie. Mówią mi jego znajomi z Torunia, że „hrabia” stale próbuje dobrze zarobić, ale mu nie wychodzi, zupełnie tak samo jak z polityką (przegrał wybory w toruńskiej SDRP), jak  z jego „poezją” i jak z promocją partnerki, malującej obrazy na poziomie kółka niedzielnego. W sytuacji, gdy bazuje się na plotkach i po pijaku przekazywanych informacjach, które mają taką wagę jak trollowanie w Internecie, pozostają zniesławienia i brednie produkowane z intensywnością partyjnej agitki. W przypadku Szarszewskiego mamy do czynienia z najniższymi instynktami, gdyż pozwala on sobie na formułowanie zarzutów w związku ze zmyślonymi przewinami seksualnymi. Gdyby to był rodzaj zabawy, a autor puszczałby do mnie oczko, uśmiechnąłbym się i zapomniał o insynuacjach, ale tutaj mamy do czynienia z grubszym szachrajstwem seksualnym, które obraża tyleż mnie, co moją rodzinę i najbliższe mi osoby, a przy tym obniża rangę sprawowanej przeze mnie funkcji.

Yvette Popławska jako Koziołek Matołek – w tym stroju podczas aukcji Orkiestry Owsiaka w Brukseli zaatakowała fizycznie Barbarę Orlowski za co usunięto ją z imprezy

Czasem tak się zdarza, że do takich osób prowadzą nas ludzie zacni, podle przez nich oszukani albo nieświadomie wciągnięci w jakąś plugawą grę. Tak było w przypadku Yvette Popławskiej z Belgii, którą szanowana przeze mnie osoba zaproponowała do Nagrody Pracy Organicznej im. Marii Konopnickiej, a inna równie zacna osoba wzięła na siebie koszty dojazdu do Brukseli i finansowania jej zbioru wierszy. Niestety okazało się, że owa Yvette wymaga jak najszybciej pomocy lekarzy, histerycznie terroryzuje otoczenie, opluwa kogo popadnie, więc wraz z życzliwą jej osobą z Gdańska i jej mężem, natychmiast opuściliśmy dom tej pani. Ale już wtedy Yvette pytała mnie czy znam wielkiego polskiego poetę Krzysztofa Marię Szarszewskiego, bo to geniusz, stający w jednym szeregu z Gałczyńskim i Baczyńskim. Niestety jeszcze wtedy nie znałem autora grafomańskich rymowanek, tudzież ramot opluwających znane osobistości (np. Arcybiskupa Gdańskiego albo Prezydenta RP), a Yvette z zemsty zaczęła opowiadać, że w centrum Brukseli odbyłem stosunek seksualny na samochodzie, zaparkowanym przy budynku Instytutu Polskiego, a jeszcze do tego miałem onanizować się w sali tegoż ośrodka, przy wielu ludziach. Gdy to pierwszy raz usłyszałem, ubawiłem się setnie i zrzuciłem wszystko na karb stanów w jakich Yvette się permanentnie znajduje. Nie przypuszczałem, że kiedyś przyszywany hrabia zacznie wykorzystywać te brednie i robić ze mnie w Internecie erotomana. Cóż, każdy działający w kulturze człowiek narażony jest na trollowanie i wielokrotnie już mnie opluwano, ale to, co wyrabia Szarszewski ma znamiona solidnego przestępstwa. Szczerze żal mi tego człowieka, bo po moim artykule pt. Uwaga grafomania!!! jego stan się znacznie pogorszył i bełkocze teraz teksty, w których brakuje ładu i składu, a ja urastam w nich do rangi największego polskiego zboczeńca. Poziom wypocin Szarszewskiego jest taki, że nie będę ich cytował (wciąż je publikuje w Internecie), tym bardziej, że nie wiem jaki jest jego aktualny stan zdrowotny, ale poczekam co na ten temat powiedzą instytucje powołane do oceny takich zachowań. Jedną z zagrywek Szarszewskiego był list skierowany do Zarządu Głównego Związku Literatów Polskich, w którym jak pełnoprawny literat, lider ścisłej elity intelektualnej naszego narodu, wyraża zatroskanie z powodu moich niecnych zachowań. Szybko oceniliśmy w naszym Oddziale poziom grafomanii Szarszewskiego i podziękowaliśmy mu, choć miał nadzieję na wstąpienie w nasze szeregi i nawet próbował za moimi plecami urabiać wiceprezesa. Niczego nie uzyskawszy, upubliczniał pełen inwektyw list, który sprokurował na kolanie, w stanie wyraźnie wskazującym na spożycie i swoim zwyczajem insynuował przede wszystkim moje „wyuzdanie seksualne”. Ciekawe to dla mnie, bo jest to rodzaj fantastyki powstającej na kanwie mojego życiorysu, szkoda tylko, że narusza moje dobra osobiste a poziom jest rodem ze śmietnika. Powiem krótko, dosadnie i po raz ostatni: seksistowskie brednie i konfabulacje Krzysztofa Marii Szarszewskiego z Torunia to kłamstwa, pseudointelektualne manipulacje i pomówienia, warto też rzucić okiem na okładkę tomiku poetki, którą on wymienia jako moją ofiarę. Choć ta pani odsłania swoje wdzięki  i rozdaje zbiorek na zakrapianych imprezach komu popadnie, jakoś odrzuca mnie ten tandetny ekshibicjonizm i epatowanie niemłodym już ciałem. Ale Szarszewski czyni z Mariny Kretkowskiej strażniczkę moralności i dobrego smaku, przejętą moimi rzekomymi propozycjami uhonorowania jej jakąś tam nagrodą.

” Wszyscy mnie molestują, a ja taka niewinna…” – okładka tomiku Mariny Kretkowskiej, na której zamieściła swoją obnażoną podobiznę

Będąc od wielu lat kandydatem do funkcji Prezesa Związku Literatów Polskich i przeciwnikiem obecnego Prezesa Marka Wawrzkiewicza, stałem się obiektem jego niewybrednych ataków i napaści skupionych wokół niego akolitów. Człowiek ten został szeroko opisany w książkach i w prasie jako donosiciel SB i dawno powinien zniknąć z naszego życia publicznego, ale intratność posady nie pozwala mu na rezygnację, nawet w sytuacji, gdy osiągnął wiek osiemdziesięciu lat. Taki Szarszewski, opluwający mnie i produkujący wiele kłamstw na mój temat, był nie lada gratką dla Wawrzkiewicza, który natychmiast spostrzegł, że twórca grafomanii może mu się przydać w walce ze mną. Tak zaczął konstruować intrygę, której kanwą miały być moje rzekome przewiny seksualne, „oszustwa” przy pracach nad wydaniem kolejnych książek zaprzyjaźnionych autorów, tudzież zdobywanie milionów złotych z handlu nagrodami literackimi (!!!). Szarszewski zaczął nakręcać swoją gromadkę alkoholową, nawiązał też kontakt z wrogimi mi, a jakże marnymi poetkami z Bydgoszczy, Krystyną Wulert i Wiesławą Barbarą Jendrzejewską, do tego dorzucił wspomniane wyżej Popławską, Kretkowską, Ziębę i swoją konkubinę Żakowską. Wawrzkiewicz promieniał, a spotykając się z Szarszewskim w Warszawie, obiecał mu nawet funkcję Prezesa Oddziału Bydgosko-Toruńskiego po wyrzuceniu mnie z organizacji. Już przed ostatnim Zjazdem ZLP w maju 2015 roku pisząc o wypaczeniach Wawrzkiewicza, zaznaczałem, że od strony literackiej nie można mu prawie niczego zarzucić, bo to interesujący poeta. Tym bardziej trudna do pojęcia jest unia znającego się na poezji człowieka, z autorem straszliwej grafomanii, która ostatnio przybrała formę wulgarnych ataków ad personam, w których pojawia się cały katalog słów powszechnie uznawanych za ohydne. No ale czego się nie robi by pokonać rosnącego w siłę przeciwnika, tym bardziej, że doświadczenia zdobyte w poprzedniej epoce, wskazują, że każde zawirowanie może stać się podstawą do „działań operacyjnych”. Prowadząc tasiemcowe rozmowy telefoniczne i spotykając się z Szarszewskim, dowartościowując go tym, że Prezes ZLP spotyka się z autorem bezsensownych słowotoków, publikowanych najczęściej w Internecie, Wawrzkiewicz próbował skonstruować intrygę przeciwko mnie. Przyjmował przy tym wszelkie bzdurne enuncjacje Szarszewskiego. Szczytem wszystkiego był donos, który wystosował do członków Oddziału Bydgosko-Toruńskiego, w którym oskarżał mnie o to, o co wcześniej oskarżał Szarszewski. Jego donos – jak w czasach, gdy wykazywał aktywność w strukturach milicji obywatelskiej – oparty był o kłamstwa i niesprawdzone informacje, a pointą miało być nieprawdziwe doniesienie jakoby polska poetka z Niemiec – Barbara Orlowski – została przeze mnie ulokowana w Zarządzie Oddziału Bydgosko-Toruńskiego ZLP. Wawrzkiewicz dobrze wiedział, że jego wieloletnia partnerka, zasiadająca teraz w Komisji Kwalifikacyjnej organizacji, odrzuciła kandydaturę poetki z Niemiec, ale postanowił zasiać ziarno destrukcji w kolejnym Oddziale (przypomnijmy przy tym, że wcześniej wchodził w konflikt z Oddziałami w Krakowie, Poznaniu, Katowicach i Ciechanowie). Szarszewski budował w Internecie seksistowską famę moich kontaktów seksualnych z wyżej wskazaną koleżanką, a Wawrzkiewicz natychmiast to podchwycił i potwierdził swoim podpisem nieprawdę w listach do członków naszego Oddziału.

Dla Wawrzkiewicza nie ma znaczenia to, że Szarszewski dwukrotnie przegrał procesy ze mną w Sądzie Rejonowym i Okręgowym w Toruniu, zapłacił duże sumy pieniędzy, a także nakazano mu przeprosić mnie w prasie. Wysyłałem Prezesowi ZLP kopie wyroków, wraz z uzasadnieniami i gdyby nie był zaślepiony nienawiścią do mnie, łatwo by zauważył, że udowodniono Szarszewskiemu znieważenia, nałożono na niego określone prawem kary, wpisano go do rejestru osób skazanych prawomocnymi wyrokami, a po ponownych splugawieniach mojej osoby w Internecie, odbędzie się proces, tym razem przed Sądem Rejonowym w Bydgoszczy. Tutaj warto kilka słów powiedzieć o Związku Literatów Polskich, a właściwie Związku Literatów Warszawskich, bo Wawrzkiewicz tak to sobie poustawiał, że otaczają go przede wszystkim ludzie z Warszawy. Od wielu lat fikcją jest Zarząd Główny organizacji, a wszelkie decyzje podejmuje Prezes i Prezydium, którego skład po każdym Zjeździe proponował sam Prezes. Wszelkie decyzje tego gremium powinien zatwierdzać Zarząd Główny w pełnym składzie, ale nie ma takich posiedzeń, co Wawrzkiewicz tłumaczy brakiem pieniędzy, choć ZLP otrzymywał i otrzymuje określone sumy z Fundacji Domu Literatury i Domów Pracy Twórczej, ma dochody z wpisowego nowych członków, składek i od innych darczyńców. Niedawno powołano także do życia Rzecznika Dyscyplinarnego (i ten dopiero pokaże temu Lebiodzie!!!), nie dokumentując głosowania internetowego członków Zarządu Głównego. Ostatnim razem, gdy Wawrzkiewicz zdecydował się wreszcie zwołać posiedzenie Zarządu Głównego, w pełnym składzie osobowym, (wchodzą do niego także Prezesi wszystkich Oddziałów organizacji) swoje funkcje utracili agenci SB, szeroko opisani przez Joannę Siedlecką w trzech książkach, a także w prasie ( m. in. w „Rzeczpospolitej”). Nadal jednak Prezesem jest konsultant „MW”, a u jego boku są inni dawni agenci – ostatnio w swoich działaniach rekomunizacyjnych posunął się nawet do tego, że Sekretarzem Generalnym ZLP uczynił autora książki pt. Zmiany w funkcjonowaniu gospodarki radzieckiej po XXVII Zjeździe KPZR. Zdaje się, że finalnym posunięciem Wawrzkiewicza, z Szarszewskim u boku, jest doniesienie do bydgoskiej Prokuratury na mnie i moje, wskazane wyżej, straszliwe przewiny. Wcześniej, gdy gromadka niczego nie wskórała w Sądach Torunia, pobiegła do Prokuratury Toruńskiej, a ta w przewidzianym ustawowo czasie odrzuciła pomówienia zbudowane na osobistych animozjach. Wszystko to dość bełkotliwe, absurdalne, pokrętne, oparte o etykę esbecką z poprzedniej epoki, zalane sosem grafomanii i kłamstw, absurdalnych pomówień i prób niszczenia przeciwnika. Cóż robić w takiej sytuacji? Ano będę konsekwentny i podążę ścieżką na którą wszedłem, gdy wystąpiłem w obronie kultury polskiej, wskazując nadużycie publikacji grafomanii Szarszewskiego w jednej serii z Mickiewiczem, Norwidem i Baczyńskim. Obok procesów o zniesławianie, znieważanie, warto sprawdzić jak Prokuratura i Sądy podejdą do ewidentnych dowodów na pieniactwo Szarszewskiego, Prezesa ZLP i reszty gromadki doraźnie skupionej wokół idei zniszczenia „czarnego luda”  z Bydgoszczy (art. 234 k.k.).

Anna Z. – tak się zachowywała w moim domu, gdy upiła się w sztok

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: