MIŁOŚĆ NIGDY NIE USTAJE

qzawadowskimrowka-okl-page-001

W trakcie pracy nad tym Wyborem wierszy Tadeusz Zawadowski zadecydował, że na okładce znajdzie się słynny obraz Salvadore’a Daliego pt. Chrystys św. Jana od Krzyża. Wtedy zrozumiałem jaki przyświecał mu zamysł autorski, pojąłem natychmiast, że chodzi o zamanifestowanie ogromnej pokory w stosunku do rzeczywistości, a zarazem wskazanie, iż surrealizm i mistyka hiszpańskiego myśliciela wiele znaczą w tej ekscytującej sztuce słowa. Obraz Daliego powstał na kanwie autentycznego szkicu, odnalezionego w papierach świętego, a choć tam mamy do czynienia z prostym odwzorowaniem ciała zawieszonego na krzyżu, to artysta dwudziestowieczny potrafił w nim dostrzec ogromny magnetyzm, który dodatkowo wzmocnił w swoim dziele. Tak powstało jedno z najsłynniejszych przedstawień ukrzyżowania w historii ludzkości, z charakterystycznymi modyfikacjami i autorskimi sugestiami. To ciało zawieszone zostało nad krainą gór, wód, rybaków i łodzi, ale zdaje się zawisać nad całym światem ludzkim, stając się jego firmamentem. Dodatkowo istotna jest owa stylizacja Chrystusa, który tutaj jest umięśnionym młodzieńcem, z krótko obciętymi włosami i niezwykle kształtnym ciałem, co sugerować może daleko idący uniwersalizm. Ważna jest też atmosfera tego przedstawienia, wypływanie krzyża z mroku, konfiguracje burzowych chmur, podświetlone przez zachodzące słońce, rozmywające się w złocie, seledynie, a potem gasnące w czerni. Człowiek pośród tych monumentalnych przestrzeni jest malutki jak mrówka, niewiele znaczy i ma mało czasu by zamanifestować swoje kruche istnienie. A przecież żyje w świecie cierpień i zbrodni, tragicznych decyzji wielkich despotów i pomniejszych zarządców, takich jak choćby Poncjusz Piłat. Zawadowski wskazuje mikro-przestrzeń ludzką, ale jednocześnie rozszerza ją spektralnie i zawiesza nas pośród wielkości kosmicznych.

Poezja Tadeusza Zawadowskiego jest próbą ustalenia właściwych proporcji i zachowania integralności osobowej pośród chybotliwego świata, wiszącego w kosmosie, jak Chrystus św. Jana na krzyżu. I staje się ona prawdziwą liryką, gdy autor wsącza do niej treść swojej jaźni i powoduje, że staje się znakiem obecności człowieka w konkretnym czasie i ściśle określonej przestrzeni. Czytając już pierwsze wiersze Zawadowskiego zauważamy, że jego wyobraźnia stale podąża od realizmu do nadrealizmu. Wciąż poddaje sprzęty, przedmioty, artefakty i gesty nowym eksperymentom wyobraźni, a wtedy nawet meble w pokoju wirują, podkładają nogi poecie i śmieją się, upadając na niego zmęczone. To dobrze znane z obrazów Daliego, twórcze zastosowanie motywu wiru, wciągającego wszystko, nieustannie potencjalnego i otwierającego się w sytuacjach krańcowych albo centralnych dla jakiegoś ważkiego doświadczenia. Nie może być inaczej, bo mamy tutaj do czynienia z twórcą przeglądającym się w wielu rzeczywistościach, podróżującym często po świecie i udanie wykorzystującym w liryce elementy odległych kultur, pradawnych cywilizacji. To też wybór tekstów autora nieustannie prowadzącego dialog z Bogiem, nawet jeśli w jednym z wierszy – centralnym dla Zawadowskiego – poeta obwieszcza śmierć Boga w nim: który osłaniasz/ mrówkę/ przed stopą człowieka/ miłość/ przed obojętnością/ który umarłeś/ we mnie/ na wieki/ ocal mnie/ przed sobą. Prośba o ocalenie przed mocą boską, może przed karą dla grzesznika, staje się jednak wyznaniem wiary i potwierdzeniem istnienia ukrytej siły wyższej, zasady organizującej wielkości kosmiczne. To jest spotykanie liryki z rozległymi, otwierającymi się natychmiast przestrzeniami filozofii i sztuki, teologii i wiedzy o literaturze, muzyki sfer i astronomii, żeby wymienić tylko trzy pary ontyczne. Korzystając z każdej z nich, potrafi autor tworzyć wiarygodne powiązania, mieszać żywioły, a nade wszystko stwarzać wrażenie przenikalności błon lirycznych, smug czasu i zgaśnięć w nicości.

Motywy entomologiczne i kosmiczne powracają w tych wierszach wielokrotnie i stają się przeciwwagą dla wyznań najdramatyczniejszych: boję się swoich wierszy/ gdy przychodzą do mnie odarte/ ze słów by ogrzać się/ w cieple mego lęku przyzywam/ mrówkę i Berenikę by chroniły mnie/ przed nimi ale one kryją się tylko/ na chwilę powracają gdy zobaczą/ pustą kartkę i zza niej – jak zza/ tarczy – doprowadzają mnie/ do szaleństwa/ nie pomaga Judasz ukryty/ we mnie mówi/ że woli osikę od tych/ wierszy boję się/ że nawet/ szaleństwo też nie/ uratuje mnie przed nimi. Poezja ocala, ale może też stać się zarzewiem szaleństwa i śmierci, mamy tego wiele przykładów w biografiach twórców i na kartach dziejów literatury. Zawadowski wie czym może się skończyć igranie ze słowem, ale też śmiało wychodzi naprzeciw artystycznym wyzwaniom, potęguje napięcie, nie waha się buntować nawet wobec własnych wierszy. Mrówka ludzka, ta drobinka, jakże niewielka w perspektywie gwiazdozbiorów, dalekich galaktyk, ma swój kosmos wewnętrzny, wcale nie mniejszy od tego, który pojawia się na niebie w bezchmurne noce, przeraża i fascynuje. Pamiętajmy też, że jest tajemnicą, dopiero się odsłaniającą – tajemnicą czarnej materii i bozonu Higgsa, który jest najdziwniejszą cząstką w kosmosie. Poeta minimalizując pozycję człowieka, ukazując go w perspektywie ukrzyżowania z obrazu Daliego, wnika najgłębiej jak można sięgnąć, aż do istoty bólu i cierpienia, do mechaniki naszego zawieszenia w magnetycznych głębiach. A przy tym ta poezja nie przestaje odzwierciedlać spraw najprostszych, elementarnych dla każdego życia, pięknych uczuć i doznań, które pozostają w pamięci na zawsze. Dodajmy jeszcze, że jeśli zaczniemy czytać te wiersze jak cząstki dziennika intymnego, okaże się, że poeta wielkości kosmicznych jest też czułym kochankiem i wrażliwym interpretatorem codzienności, życia domowego i rodzinnego. W dziewiętnastym wieku chętnie ryto na nagrobkach słowa św. Pawła z Tarsu: Miłość nigdy nie ustaje (1 Kor 13, 8), co miało podkreślać ciągłość ludzkich doświadczeń elementarnych w dziejach. Autor tej książki – przywołując obraz Daliego – potwierdza zarazem inskrypcję Pawła z Tarsu i nie pozostawia złudzeń, iż eschatologia zatriumfuje nad każdym bytem: A gdy już nigdy nas nie będzie/ wieczna zostanie nasza miłość… Pociecha tylko w tym, że jeśli nawet jeśli zostanie okupiona cierpieniem, zbrodnią, bólem ponad siły i zwątpieniem, wiersze Tadeusza Zawadowskiego zaświadczą, że jej energia nie zgasła w wieczności.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: