FATALNE TORY

978-83-8083-302-9Życie ludzkie niesie wiele zaskakujących zdarzeń i często generuje absurdalną grozę, stawia wymagania, którym nie sposób sprostać. Szczególnie w młodym wieku pojawia się wiele zagrożeń, którym człowiek nie potrafi się przeciwstawić, tym bardziej, gdy zdaje mu się, że znikąd nie otrzyma pomocy. Próbuje wtedy podejmować jakieś decyzje, coś postanawia, coś próbuje wymyślić, ale najczęściej wpada w jakąś pułapkę, traci nieopatrznie to, co najcenniejsze – zdrowie albo nawet życie, spokój psychiczny i możliwość normalnego rozwoju, założenia rodziny i radości z wydarzeń w jej obrębie. Gdy dochodzi do rozstrzygnięć ostatecznych ludzie zastanawiają się, jak mogło dojść do takiego splątania zdarzeń, w jaki sposób nieszczęśnik albo nieszczęśniczka, znaleźli się w martwym punkcie, z którego nie było już odwrotu. I dlaczego nie zwrócili się o pomoc do tych, którzy kochali ich najbardziej – nie poprosili o wsparcie w trudnym momencie i tym samym uruchomili lawinę, której nie udało się zatrzymać. Zawsze można znaleźć wyjście z trudnej sytuacji, zawsze znajdzie się ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń – trzeba tylko w to wierzyć i uczynić jakiś ruch. Niestety, zanim młody człowiek to zrozumie i zbuntuje się przeciwko własnej bezczynności, mija sporo czasu i zdarzenia, jedno po drugim, odsuwają od niego rozwiązanie. Szczególnie dziewczęta mają problem z podjęciem decyzji i potrafią długo tkwić w marazmie, w sytuacji tragicznej, w bezwolnej akceptacji, w tępym bólu. Inaczej nie byłoby tylu prostytutek w świecie zachodnim, nie znajdowano by tylu martwych ciał w anonimowych grobach i nie opisywano by tylu mrożących krew w żyłach, nieprawdopodobnych historii.  Pragnienie zarobienia pieniędzy i zrobienia błyskawicznej kariery bywa jak narkotyk i odbiera rozum, każe wierzyć, że kiedyś nadejdą lepsze dni i wszystko znajdzie szczęśliwy finał. Ale jakże często pomoc nie nadchodzi, szare dni są podobne do siebie, a tylko sen daje ukojenie, tylko zgaśnięcie świateł jest obietnicą zmian.

Proza Bożeny Heleny Mazur-Nowak ukazuje zdarzenia i sytuacje tragiczne, kończące się najczęściej śmiercią bohaterek. Ale są to opowiadania mówiące o życiu bez ogródek – to narracje chwytające za serce i powodujące, że czytelnik staje się mimowolnym uczestnikiem fatalnych zbiegów okoliczności i splątania różnych życiorysów. Nic już nie można zrobić, niczego nie da się „odkręcić” – mamy do czynienia ze straszną wymową faktów i nieodwracalnością losów. Dziewięć biografii kobiet ukazanych tutaj zostało językiem prostym, zbliżonym do narracji reporterskiej, ale za każdym razem mamy też do czynienia z lekkim pogłębieniem psychologicznym. Autorka nie ocenia swoich bohaterek, nie próbuje dramatyzować, nie wplata do kolejnych historii natrętnego dydaktyzmu. Raczej przywołuje suche fakty i tak prowadzi narrację, że czytelnik szybko zaczyna czuć sympatię do kobiet, obdarza je ogromnym kredytem zaufania. Niestety za każdym razem mamy do czynienia z tragicznym końcem, z pechowym zbiegiem okoliczności, z nieoczekiwanym rozwiązaniem. Ludzie tworzą sobie często ułudę życia szczęśliwego, próbują oszukiwać samych siebie i przekonywać otoczenie, że są spełnieni. Gromadzenie dóbr, odwiedzanie egzotycznych miejsc, radość z rodzących się dzieci ma oddalić to, co bywa ludzką zmorą. Nikt wszakże nie jest w stanie przewidzieć jak rozwinie się psychika nawet najszczęśliwszego dziecka, nikt nie może zagwarantować, że czuli kochankowie będą ze sobą po dwudziestu, trzydziestu albo pięćdziesięciu latach. Niestety pośród milionów ludzi, którzy budzą się codziennie rano, pośród tych, którzy wyruszą ku różnorakim celom, będzie wielu takich, co nie doczekają nocy. Autorka ukazuje kilka kobiet, które znalazły się na fatalnych torach, prowadzących do zderzenia ze śmiercią – jakże nieoczekiwaną i absurdalną w obliczu wcześniej snutych planów i wielkich marzeń.

Czy można tutaj mówić o przeznaczeniu? Czy nie było sposobu, by powstrzymać narastające nawarstwienie negatywnych elementów? Trudno to rozstrzygnąć, tym bardziej, że mamy do czynienia z biografiami przedstawicielek różnych klas społecznych, odmiennych zawodów i przestrzeni geograficznych. Za każdym razem ludzka próba bytu kończy się tutaj klęską, a wymowa faktów nie pozostawia złudzeń, że jakiekolwiek zabiegi ratownicze nic by nie dały. Zapewne proza Bożeny Heleny Mazur-Nowak spotka się z żywiołowym odbiorem, szczególnie tych czytelników, którzy uznają, że nie daje ona żadnej nadziei i ukazuje życie w jego najdramatyczniejszych przejawach. Stale pokutuje tandetne rozumienie literatury, jako dostarczycielki rozrywki, prezentującej świetlane, anielskie przestrzenie. Tacy odbiorcy nie powinni brać do ręki tych opowiadań, bo przecież bliższe one są krwi i bolesnej ranie niż jasnym, trefionym lokom cherubinów – bliższe są cierpieniom i lamentom, nieustannie wydobywającym się z gardeł ludzkich, niż zachwytom nad pięknem i łagodnością życia w sielskiej scenerii. Powodem odrzucenia tych opowiadań może też być styl narracji, jakże łagodny, spokojny, bez niepotrzebnych wzmocnień językowych czy fabularnych – styl, który mógłby się pojawić przy opisie anatomicznym jakiegoś pięknego przedmiotu, rośliny, może osoby. Ale przecież tak to zostało pomyślane… – mamy tutaj do czynienia z anatomicznym opisem ludzkich tragedii, obcujemy z realizmem śmierci i nieoczekiwanego rozwiązania. Jeśli znajdą się czytelnicy, którzy odrzucą tę prozę, to znajdą się też i tacy, którzy uznają ją za wartościową próbę prawdziwego opisu egzystencji ludzkiej i tego, co może się w niej wydarzać. Dla tej drugiej grupy opowiadania te będą rodzajem przestrogi i subtelną prośbą o refleksję i przystanięcie na chwilę w biegu. Wszystko w ludzkim świecie jest przemijalne i wszystko kończy się w przeznaczonym miejscu, w grobie, pośród fal, albo gdzieś, gdzie nikt nigdy nie zagląda. Wszystko ma wymiar chwilowy, fragmentaryczny, ale widzimy to wyraźnie dopiero w obliczu tragedii, przy nieoczekiwanym zwrocie akcji – w chwili absurdalnego odejścia osoby, która mogłaby jeszcze wiele zrobić pośród innych ludzi. Dopiero wtedy…  mówi autorka ściszonym głosem, dopiero wtedy… przypomina pełnym bólu szeptem.

___________

Bożena Helena Mazur-Nowak, Przerwane życie, Novae Res, Gdynia 2016, s. 122.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: