LUDZKOŚĆ W OBRAZACH (XX)

Rafael Santi - Autoportret (1509) INV. 1890 - n° 1706

Rafael Santi – Autoportret (1509)

Rafael Santi urodził się i zmarł tego samego dnia 6 kwietnia, przeżywszy zaledwie trzydzieści siedem lat. Pozostawił jednak po sobie ogromny dorobek i zyskał nieśmiertelną sławę, stając w jednym szeregu z największymi geniuszami włoskiego renesansu – Leonardem da Vinci i Michałem Aniołem. Gorgio Vasari pisał o nim w swym monumentalnym dziele pt. Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów: Jak dalece niebo okazało się szczodre i błogosławione, obdarzając łaskawie tylko jednego człowieka swymi skarbami, dzielonymi przez wieki między wielu, to właśnie widzi się w osobie świetnego i pełnego wdzięku Rafaela Sanzio z Urbino. Natura obdarzyła go hojnie wszystkim, co cenne. Był skromny i uprzejmy, jak to spotyka się u ludzi szlachetnych. Łączą oni piękne zalety z wdzięczną uprzejmością, stosowaną miło i chętnie wobec każdego i w każdej okoliczności. Z Rafaela natura uczyniła ludzkości dar; zniewolona przez sztukę Michała Anioła, dzięki Rafaelowi zabłysnąć mogła i sztuką i pięknymi obyczajami. (G. Vasari, s. t. 4, s. 124) Tworząc dziesiątki biogramów artystów od wieku XIII do XVI, wielokrotnie wskazywał jak porywczy bywali artyści i jak skomplikowane mieli życiorysy. Tutaj jednak podkreślał coś innego i jakże wzniosłego: W Rafaela osobie, przeciwnie, właśnie jasno objawiły się rzadkie zalety ducha razem z wdziękiem, nauką, pięknem i umiarkowaniem, razem z najlepszymi obyczajami, tak że wystarczyłoby, by zakryć jakąkolwiek wadę, choćby dużą, i każdy, choćby największy błąd. Na pewno można powiedzieć, że ci którzy posiedli tak cenne dary, jakie widziało się u Rafaela, nie są zwyczajnymi ludźmi, lecz są (o ile tak można powiedzieć) śmiertelnymi bogami. Jeśli zaś na ziemi zyskali godne imię dzięki swym pracom, mogą słusznie spodziewać się w niebie nagrody godnej ich trudów i zasług. (G. Vasari, tamże.) Nie przeszkadzało współczesnym, że Rafael był bardzo kochliwy i lubował się w nieustannych, żywiołowych romansach z pięknymi kobietami. Ta jego cecha, mająca zapewne związek z rozbuchaniem młodzieńczych hormonów, powodowała, że żył jakby w nieustannej ekstazie, korzystając z zalet swej niezwykłej, nieomal chłopięcej urody. Wielki talent dał mu pieniądze i sławę, a wokół takich ludzi zawsze kręciły się kobiety, pragnące dobrze ulokować depozyt swojej przemijającej urody. Ileż sprzecznych myśli pojawiło się w mojej głowie, gdy stanąłem przy grobie tego geniusza, z jego woli umiejscowionym w starożytnym, rzymskim Panteonie? I jakże byłem dumny z tego człowieka, który stając w jednym szeregu z największymi mistrzami epok starożytnych, potwierdził swoim życiem, że geniusz ludzki jest nieśmiertelny, a wielkie dzieła tworzą ludzie cieleśni, ułomni, mający swoje słabostki, ale też nieustannie podążający ku doskonałości.

la_donna_velata_v2a

Spośród wielu portretów Rafaela, uwagę przyciągają dwie prace, przedstawiające tę sama kobietę, prawdopodobnie jego namiętną, rzymską kochankę. To zapewne Margherita Luti, którą obarcza się odpowiedzialnością za liczne swawole Rafaela i w konsekwencji, jego przedwczesną śmierć po jednej z uczt, a potem – gdy się źle poczuł – po pechowym, znacznie osłabiającym go, upuszczeniu krwi. Malarze renesansowi do mistrzostwa opanowali przedstawianie subtelności ludzkiego ciała i tutaj także mamy do czynienia z istotą, która jakby stworzona została do dotyku i pieszczoty. Ma piękne, czarne włosy, spięte zapinkami z perłami i głębokie, takież same, tajemnicze oczy, które mają w sobie coś z delikatności dziecka, ale też jakby lekki odcień skrywanej lubieżności, nieustannego oczekiwania na kochanka. Rafael uchwycił moment, gdy Margherita, dumna ze swych wdzięków i bogatego stroju, na chwilę zdjęła wzrok z malarza i zatopiła się w rozmyślaniu, jakby wnikliwym rozważaniu tajemnicy istnienia. Osoba ta jest zagadkowa i równie dobrze można by ją było uznać za Madonnę, bogatą patrycjuszkę, albo metresę jakiegoś zamożnego władcy, księcia lub kardynała. Muślinowy welon ma podkreślać kruchość, ulotność i czystość tej kobiety, a jedwabna suknia, pełna fałd i lśnień ma zdobić ją i tworzyć kontrast dla niewinnej twarzyczki. Wszystko w niej zdaje się mieć miniaturowy wymiar – niewielkie czoło, kształtny nos, a nade wszystko subtelne usta, jakby stworzone do czułego całowania, a przy tym piękna broda i odsłonięte, dokładnie wyprofilowane ucho. Szyja i piersi tej niewiasty czekają na dotknięcia męskich ust, a ich niezwykłą plastyczność podkreślają złote hafty na gorsecie, najwykwintniej wylewające się na ramionach. Całość została dopełniona przez drogocenną, złotą biżuterię z topazami lub agatami i wstążeczki ze złotymi, stożkowymi koralikami na końcach. Prawa dłoń, oparta na piersiach, w asocjacji z lewą, symbolizują  zamknięcie i skromność, a zarazem są potwierdzeniem kruchości pięknego kwiatu, który nieustannie musi być otaczany opieką i miłością. Trudno się dziwić, że artysta tak znający się na pięknie, zainteresował się tą damą, a potem pozostawił ludzkości jej przedstawienie, mogące rywalizować z największymi dokonaniami sztuki portretowej w dziejach malarstwa. Zwykle malarze, przedstawiający na płótnach swoje kochanki, pragnęli uwiecznić na nich ich urodę, ale zdarzało się też, że wplatali do swych dzieł jakiś tajemny kod – im tylko znany i przez nich tylko rozszyfrowywany. Tutaj mamy niewątpliwie do czynienia z pochwałą subtelności i delikatności modelki i jakby czułą pieszczotą pędzla, dotykającą miłośnie płótna, potwierdzającą, że to, co wydarzyło się między nimi miało w sobie coś z powabu i tajemnicy wieczności.

fornarina1

Drugi portret Margherity Luti, jeśli to z nią mamy rzeczywiście do czynienia, różni się znacznie od opisanego wyżej. Mamy tutaj wszakże do czynienia z półaktem tej samej kobiety, co łatwo można zauważyć, porównując włosy z taką samą zapinką z perłą, oczy, usta, a nawet rysunek dłoni. Widoczny jest też niewielki postęp czasu, jakby niewiasta wydoroślała i utraciła cechy dziecięce, jakby stała się pewniejsza siebie, znaczniej doświadczona przez życie. Może nawet – co sugerują niektórzy historycy sztuki – ukrywa pod uniesioną materią guza nowotworowego, prawdziwe przekleństwo kobiet wszystkich czasów. Skóra jest ta sama, ten sam rysunek szyi, ale odsłonięte piersi nie prezentują się zbyt imponująco, choć sutki są bardzo subtelne i niezwykle pociągające. Obraz określa się jako La Fornarina, a jego wykonanie datuje się pomiędzy 1518 a 1520 rokiem, tuż przed śmiercią artysty, na co wskazuje szkicowość niektórych partii, zmodyfikowanych przez pomocnika Rafaela – Giulio Romano. Kobieta ukazana została w nocy, na tle mirtu, krzewu bogini Wenus, opiekunki prawdziwej miłości i namiętności, uczuć najpiękniejszych i najgorętszych. Zastanawia tutaj owo orientalne nakrycie głowy, ale to nie jedyna zagadka, wszakże pod przejrzystym muślinem widać wyraźnie, że kobieta ma wydatnie zaznaczony brzuch, co może sugerować dobrobyt albo ciążę. Czy La Fornarina nosiła w sobie dziecię Rafaela, o którym nie wspominają biografowie, a może to tylko znak dobrego apetytu i postępujących lat, wyraziście uzewnętrzniony przez kochanka? Ciekawe są też oczy, które tutaj stały się jakby nieco za duże, świadczące o trudach życia, a może – jak u wielu Włoszek – stające się po latach lekko „wyłupiaste”. Wskazuje się też na nienaturalność pozy i oświetlenia modelki, jakby sztucznie wydobytej z mroku przez umieszczone przy niej świece, co potęguje wrażenie specjalnego, studyjnego ustawienia. Także ułożenie ust jest nienaturalne, jakby kobieta dopiero co spytała się Rafaela, czy dobrze się ustawiła, a potem – być może po potwierdzeniu – uśmiechnęła się do niego. Nad przedstawieniem tym unosi się aura zgody, radości z obcowania ze sobą, która otaczała Rafaela, a którą tak opisywał Vasari: Poza dobrodziejstwami, jakimi obdarzył sztukę, rozmiłowany w niej, nauczył nas życiem swym, jak się współżyje z ludźmi wysokiego, średniego i niskiego stanu. (…) Jeżeli tylko inni mistrzowie czy pomocnicy pracowali w towarzystwie Rafaela, to żyli zgodnie, pojednani, tak iż wszystkie złe i niskie myśli opuszczały ich. Taka jedność zdarzała się tylko w jego towarzystwie. A zdarzała się dzięki jego wielkiej uprzejmości i naturalnej łagodności. (G. Vasari, tamże, s. 160.) Obraz jest zapisem pięknej chwili i patrząc na niego ma się wrażenie, że modelka i artysta, po kolejnej sesji malarskiej, objęli się czule i zapewnili o dozgonnej miłości. A potem odeszli z tego świata, tak jak wszyscy kochankowie, przez chwilę tylko mogący być ze sobą i podlegający prawom ziemskiej ostateczności. Tylko dzięki geniuszowi Rafaela czas został zatrzymany, a wizualność i piękno La Fornariny przetrwała już blisko pięć stuleci i trwać będą dalej w cyfrowej sieci nieskończoności.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: