KRWAWY SPORT

8375063290-horz

Józef Mikołaj Potocki (1862–1922) należał do grona najbogatszych polskich właścicieli ziemskich, a jego koneksje rodzinne sięgały bardzo daleko. Był  przecież synem Alfreda, ordynata łańcuckiego i namiestnika Galicji, wnukiem Romana Stanisława Sanguszki, uczestnika powstania listopadowego, prawnukiem pisarza i archeologa Jana Potockiego, autora Rękopisu znalezionego w Sarragosie. Zasłynął jako kolekcjoner książek, przemysłowiec i fundator kościołów, a nade wszystko jako myśliwy i podróżnik. Po matce – Marii z Sanguszków – odziedziczył ogromne dobra ziemskie w Smołdyrowie, Antoninach i Szepetówce na Wołyniu, co zapewniło mu dostatnie życie i pozwoliło na wizjonerstwo gospodarcze, uwłaszczanie chłopów, zakładanie gospodarstw rolnych, leśnych i rybackich, a także budowę szlaków kolejowych, tworzenie zwierzyńców. Miał też majątki na obszarze południowego Podkarpacia i ogromny pałac w Warszawie, który odrestaurował i zmodernizował. Powiększył znacznie księgozbiór sławucki Sanguszków, a w pałacu w Antoninach zgromadził około 20 tysięcy tomów i wiele dzieł sztuki, które po wojnie polsko-rosyjskiej przeniósł do Warszawy, gdzie niestety uległy zniszczeniu podczas powstania warszawskiego. Opublikował swoje zapiski z wypraw łowieckich do Azji i Wschodniej Afryki: Notatki myśliwskie z Dalekiego Wschodu. Indie, Cejlon (1894, dwa tomy), Notatki myśliwskie z Afryki. Somali (1897), Nad Nilem Niebieskim (1902). Wspierał prace naukowe, między innymi ofiarował dom Towarzystwu Naukowemu Warszawskiemu, którego był protektorem, a w 1911 roku został jego członkiem honorowym. Był przy tym zapalonym myśliwym i starał się nadać temu hobby specjalną oprawę, przygotowując bogate rauty, zapraszając znamienitych gości. Przyjaźnił się między innymi z Wojciechem Kossakiem, który stworzył w swoim charakterystycznym stylu zaproszenie na jubileuszowy sezon polowań w 1909 roku, a także namalował obraz Wyjazd na polowanie w Antoninach. Hrabia zmarł nagle we Francji w 1922 roku, w wyniku licznych ran odniesionych w wypadku samochodowym i został pochowany na cmentarzu w Montrésor.

412971

Niegdyś czytywałem wiele relacji z polowań w egzotycznych krajach, choć szczególnie podobały mi się opowieści o łowach bezkrwawych, dla europejskich ogrodów zoologicznych. Lubiłem też opowieści fotografów, udających się do odległych krain by utrwalać na kliszach krajobrazy i zwierzęta, zamieszczane w osobnych książkach albo w czasopismach geograficznych, takich jak „Poznaj Świat”, „Kontynenty”, „National Geographic”. Zapoznałem się z wieloma sprawozdaniami z polowań w Afryce, Ameryce Północnej i Ameryce Południowej, w krainach lodu i mrozu, w Australii, a także w Europie. Mógłbym przywołać też wielu autorów, znanych i mniej znanych, polskich i obcych, mających swoje miejsce w historii literatury lub kompletnie zapomnianych. Bodajże w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia zapoznałem się bez większego entuzjazmu z relacją Józefa Mikołaja Potockiego z wypraw łowieckich do Indii i na Cejlon. Wynotowałem wtedy fragment, który wiele lat przeleżał w moich papierach, czekając być może na lekturę kolejnej książki tego autora: Ptaków tu jeszcze więcej niż w okolicach Goony, między innymi widzę po raz pierwszy gatunek jarząbka brunatnego koloru z zielonawym piór odblaskiem (Gallopardix spadiceus). Ptak ten w skałach siedzi a gdy go wystraszyć, piechotą ucieka; nigdy nie widziałem, by się zerwał. Anglicy nazywają go spurfowl, od pazurka u łapki w formie ostrogi (spur ostroga). W niektórych kniejach, szczególnie w pobliżu wody, pawi tak dużo, że się zrywają całymi, tak zwanymi bukietami, jak bażanty w parkach. Mnóstwo też kuropatw, frankolinów i czarnych przepiórek. Wszystko to owoc zakazany: »strzelać nie można, bo pantera ruszy« mówi Mahmud Khan. W ostatnim miocie zabawne miałem stanowisko; obława zajęła stok pagórka mimozami zarosłego; gdy naganka dochodziła, zaczęły się z góry sypać jak z worka, dzikie małpy, jedna po drugiej, małe i duże, rozmaitego wzrostu, stare samce z brodami, samice niosące małpki na grzbiecie pocieszny widok! Ze trzydzieści ich koło mnie przedefilowało. Tak są duże, że gdy się na łapy wzniosą, wzrostu średniego człowieka dochodzą; nie strzela się ich tu, również jak pawi i z tego samego powodu, Hindusi je bowiem za święte uważają. Pewnie powodem zachowania tego fragmentu były moje młodzieńcze zainteresowania ornitologiczne, chociaż dzisiaj trudno mi zrozumieć co mogło mnie zaciekawić w opisach przyciężkawych jarząbków, kuropatw, frankolinów i przepiórek?

1-horz

Autentycznie ucieszyłem się, gdy zobaczyłem na półce w księgarni książkę Józefa Potockiego pt. Notatki myśliwskie z Afryki, wydaną znakomicie przez znane poznańskie wydawnictwo. To jest edycja z ilustracjami Piotra Stachiewicza (1858–1938), znanego malarza krakowskiego, wzbogacającego swoimi pracami dzieła Mickiewicza, Sienkiewicza i Konopnickiej. Kupiłem książkę, ale z racji moich licznych obowiązków literackich i organizacyjnych dopiero niedawno zapoznałem się z nią, czytając szybko, do czego przyczyniała się czcionka sporych rozmiarów. Niestety tym razem nie była to lektura fascynująca, a raczej bardzo krytyczna, bo pióro Potockiego jest ciężkie, jakże dalekie od finezji opisów myśliwskich W Pustyni i puszczy Henryka Sienkiewicza albo Nad Rio de La Plata Karola Maya. Notatki myśliwskie z Afryki to opis wyprawy bogatych polskich włościan, Józefa hr. Potockiego, Tomasz hr. Zamojskiego i Jana hr. Grudzińskiego, do Afryki Wschodniej. Panowie dopływają statkiem do Adenu i potem ledwie unoszącą się na wodzie krypą Tuna, przemierzają Zatokę Adeńską, by znaleźć się w somalijskiej Berberze. To jest słynny róg Afryki, obecnie włączony do niepodległego, muzułmańskiego państwa Somalia. Blisko stąd do Oceanu Indyjskiego i Półwyspu Arabskiego, na południu państwo graniczy z Kenią, na północnym zachodzie z niewielkim państewkiem Dżibuti, a na zachodzie z Etiopią. Pod koniec XIX wieku była to głusza afrykańska, której ekstremalne warunki przyciągały różnorakich awanturników, podróżników i myśliwych. Największym problemem jest tutaj nieustanny brak wody, wysokie temperatury w dzień i minusowe w nocy, a także plagi szarańczy i okresowe ponadnaturalne rozmnożenia się  groźnych drapieżników. Józef hrabia Potocki przybył na te ziemie, gdy swoim protektoratem objęli je Anglicy, nazywając Somalilandem, choć ich panowanie było bardziej formalne, niż rzeczywiste. Dopiero w latach trzydziestych dwudziestego wieku ziemie te odegrały ważniejsza rolę, gdy stały się bazą wypadową Włochów, podczas wojny z Abisynią (1935–1936), a potem zostały włączone do Włoskiej Afryki Wschodniej. Po uzyskaniu niepodległości w 1960 roku, zaczęły się wojny klanów, różnorakich lokalnych dowódców, partii politycznych i band muzułmańskich.

412972

Lektura notatek łowieckich Potockiego rozczarowała mnie pod każdym względem – po pierwsze nie jest to dzieło literackie, a raczej rodzaj nieznacznie tylko rozbudowanego dziennika. Autor nie próbuje plastycznie odwzorować przestrzeni afrykańskich, w których się porusza, ogranicza się do ogólników, powtarzania stale tych samych, sztampowych określeń, nie przedstawia też pogłębionych studiów etnograficznych, botanicznych czy zoologicznych. Wszystko tutaj podporządkowane jest suchym relacjom z polowań, zaczajania się w zeribach, wystawiania drapieżnikom na przynętę żywych osłów, no i nieustannego strzelania. Obrzydzenie budzą takie oto opisy mordowania lwów: Farba miejscami była obfita, gdzieniegdzie postrzałek zalegał. Po chwili widoczne się stało, że zwierz został ranny nisko w łopatkę lub w nogę, bo jedną łapę wlókł po ziemi. Trop drugiej sztuki, zapewne lwicy, bo mniejszej, biegł równolegle zer śladem postrzałka. Po kilkuset krokach doszliśmy do miejsca, skąd lew widocznie dopiero co pomknął przed nami, bo farba świeżutka i wilgotna, jeszcze w ziemię nie wsiąkła; ślad drugiej sztuki odbiegł i znikł w gąszczu. Potem następuje opis sprawnego mordowania rannego lwa i przechwałki ile to słoni, nosorożców, panter, hien, gazeli i oryksów zabili koledzy Potockiego i on sam. Opisy są suche, a autor traktuje ten festiwal mordu jak dyscyplinę sportu, która ma lepszych i gorszych „zawodników”. Krzywda fauny się nie liczy, a wartość mają tylko ustrzelone lwy, skóry zdjęte z zabitych zwierząt, odłączona od wielkich ciał kość słoniowa, rogi nosorożców, czaszki antylop i gazeli. Bogaci właściciele ziemscy z Europy prześcigali się w zwożeniu z Afryki „trofeów” i urządzaniu przeładowanych nimi dworków myśliwskich. Obwieszano je rogami, świetnie wyprawionymi skórami drapieżników, a największe znaczenie miały wielkie ciosy słonia, montowane na ścianie, albo wykorzystywane jako część mebla lub materia do wykonania rzeźb i innych artefaktów. Jakież ogromne pieniądze trzeba było zainwestować w taką wyprawę, ile zapłacić tragarzom, ile wydać srebrnych rupii na zakup wielbłądów, wody w butlach i sprzętu łowieckiego. Ale Potockiego było na to stać i po dotarciu do kolejnych punktów docelowych mógł razem z kolegami do woli strzelać do słoni, nosorożców i lwów, zaczajać się na lamparty i antylopy, a potem mierzyć do nich jak do ruchomych tarczy. Liczyła się przelana krew (farba) i kolejne skóry zdzierane z upolowanych zwierząt – ważne było by wrócić do Europy w chwale „sportsmena”, który zabijał sprawnie, udanie i często, a potem przywiózł do Polski ogromne skrzynie afrykańskich trofeów.

vv

Przechwałki hrabiego Potockiego przybierają pod koniec opowieści charakter zbrodniczych statystyk i przerażają, tym bardziej jeśli uświadomimy sobie, że każdego miesiąca z Europy przyjeżdżało do Afryki wielu takich „myśliwych”. Swoje rozrywki podsumowuje nasz ziemianin jakby relacjonował najoczywistsze sprawy: W czasie kilkudniowego pobytu w Dumbureli pracowaliśmy z Zamoyskim bardzo sumiennie. Od brzasku do południa i od trzeciej do zachodu słońca chodziliśmy za zwierzyną. Nazajutrz po pamiętnej nocy, w której mój towarzysz położył czarnogrzywego lwa, ubiłem dwa oryksy, antylopę Clarke’a – niestety, samicę bez rogów – oraz trzy aule. Jeden z moich oryksów odznaczał się niezwykle długimi rogami, mierzącymi okrągłe trzy stopy. Są one tylko o jeden cal mniejsze od najdłuższej dotychczas znanej pary rogów, które posiada w swym zbiorze Borys książę Czetwertyński i które pochodzą z jego ostatniej wyprawy do Somalilandu podjętej w roku 1895. W tym samym sezonie, od grudnia do końca lutego, roku następnego, hrabia Potocki z kolesiami sprawił się równie „znakomicie”:  Zamoyski rankiem zabił trzy aule, ja przyniosłem jednego. Ogólny nasz rozkład urósł do poważnej liczby około stu siedemdziesięciu sztuk przeróżnej zwierzyny, ubitej w ciągu niespełna trzech miesięcy pobytu w głębi kraju. Rezultat ten świadczy, że choć dzisiaj ziemia Somalijczyków nie jest już tak bogatym matecznikiem, spiżarnią najgrubszej zwierzyny, jak bywało przed laty, jednakże pozostało w nim jeszcze zwierza pod dostatkiem. Lata przeminą, nim w tej krainie zabraknie lwów i gruboskórych dla myśliwych żądnych wrażeń i szlachetnej rozrywki. Jak widać mamy tutaj do czynienia z prawdziwym paroksyzmem zabijania (szlachetna rozrywka), a potem pakowania tzw. trofeów do skrzyń i wywożenia ich do Europy. Chodziło przy tym tylko o zaspokojenie własnej próżności i przechwałki w środowisku ziemiańskim, bo zbliżające się wojny światowe i tak rozproszyły te „zbiory”; przewalające się fronty zrównały z ziemią posiadłości, pałacyki myśliwskie i salony z rogami i czaszkami na ścianach. Mądre myślistwo zakłada stymulowanie przyrostu naturalnego zwierzyny, skupia się na odstrzale osobników chorych, zranionych, nie dających sobie rady w lesie lub na stepie. Tymczasem wyprawy łowieckie Europejczyków do egzotycznych krain miały charakter rabunkowy i przyczyniły się do całkowitego wytrzebienia wielu gatunków (kwagga, antylopa modra, dodo, moa, renifer Dewsona, tygrys kaspijski i jawajski, jeleń Schomburga). Może notatki łowieckie Potockiego mają jakieś znaczenie dla historii myślistwa w Polsce i w krainach, w których grasował, ale są też dokumentem bestialskiego mordowania zwierząt dla próżnej, bezrozumnej rozrywki.

___________

Józef hr. Potocki, Zapiski myśliwskie z Afryki Somali, ilustr. Piotr Stachiewicz, Zysk i S-ka, Poznań 2009, s. 270.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: